Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Czytając > MAJEWSKI: Portrety matematyków

MAJEWSKI: Portrety matematyków

Paweł Majewski

Portrety matematyków

Kiedyś wydawano w Polsce serię książeczek dla młodzieży łaknącej wiedzy. Poczet wielkich astronomów, Poczet wielkich fizyków, Poczet wielkich matematyków… Były to skromne, treściwe książeczki, z których można było się dowiedzieć, kiedy żył Euklides, co odkrył Herschel, dlaczego Darwin i Wallace wymieniali grzeczności, na czym polega wielkość osiągnięć Hubble’a, albo co napisał w przedśmiertnym liście Evariste Galois. W epoce preinternetowej takie publikacje cieszyły się powodzeniem, które dziś, po dwóch, trzech dekadach, jest już słabo zrozumiałe. Nie da się jednak wykluczyć, że wielu dzisiejszych młodych profesorów nauk ścisłych na nich budowało zręby swojej wiedzy. Czytywali je też małoletni zadufani humaniści. Ilustrowano je małymi rysunkowymi portrecikami bohaterów, z których wynikało, że Euler nosił na głowie coś w rodzaju turbanu, a Niels Henrik Abel urodą przypominał raczej delikatnego południowca niż potomka Wikingów.

Redakcja „Literatury na świecie” przygotowała jakieś dziesięć lat temu numer poświęcony literaturze dla dzieci. Był on ozdobiony fotografiami kilkudziesięciu wielkich pisarzy i myślicieli XX wieku przedstawiającymi ich jako kilkulatków. Rilke w sukience z falbankami, Wittgenstein na koniku bujanym, Mann z jeszcze naiwnym i szczerym spojrzeniem, Eliot z loczkami… Sardoniczne poczucie humoru Redakcji i tym razem nie zawiodło. (Według słownika Doroszewskiego przymiotnik „sardoniczny” łączy się w polszczyźnie tylko z rzeczownikami „śmiech” i „uśmiech”, nie trzeba jednak poddawać się tyranii norm poprawnościowych, zwłaszcza gdy chodzi o to, aby język giętki…).

Album fotografii wykonanych przez Marianę Cook składa się z dziewięćdziesięciu dwóch zdjęć. Każde z nich jest portretem wybitnego współczesnego matematyka. Są w tej potężnej gromadce osoby znane publicznie – Bênoit Mandelbrot, twórca pojęcia „fraktal”; John Forbes Nash Jr., pierwowzór bohatera filmu Piękny umysł; Roger Penrose, wsławiony współpracą z ikoną pop-nauki, jaką stał się już dawno temu Steven Hawking; czy Andrew Wiles, który w 1992 roku przedstawił dowód Wielkiego Twierdzenia Fermata. Jednak znakomita większość z nich nie jest znana poza obrębem swojej dziedziny. Zjadacz kultury wie, kim był Jacques Derrida, ale nie wie, kim jest Sir Michael Francis Atiyah, mający we współczesnej matematyce rangę podobną do tej, jaką miał Derrida w filozofii nieanalitycznej. I trudno się temu dziwić.

Fotografie uczonych uzupełnione są ich kilkunastozdaniowymi wypowiedziami, sformułowanymi prawdopodobnie jako reakcja na pytania typu: „proszę powiedzieć coś o sobie”. Czytamy więc raz za razem: „od małego siedziałem/am po uszy w matmie” i tym podobne zdania, jakimi matematycy próbują przekazać cokolwiek ze swojej rzeczywistej pracy ludziom, którzy i tak nigdy nie pojmą ani zasad tej pracy, ani jej owoców. Jednak nie wszystkie te wypowiedzi składają się z bezradnych oczywistości. Na przykład pani Sun-Yung Alice Chang, profesor matematyki na Princeton, mówi: „Zawsze wydawało mi się, że język matematyki jest podobny do języka muzyki. Aby nauczyć się go systematycznie, trzeba opanować najpierw jego małe cząstki i stopniowo, po kolei, dodawać je do siebie. W pewnym sensie matematyka przypomina także klasyczny język chiński – jest bardzo spójna i bardzo elegancka. Czytanie dobrego tekstu matematycznego jest jak słuchanie dobrej opery. Wszystko jest na właściwym miejscu”. Te zdania, zapewne banalne dla wielbicieli Bacha i Xenakisa, ale już dla słuchaczy na przykład Chopina i Schumanna – niekoniecznie, pojawiają się też na okładce książki.

Co ma wynikać z tej galerii? Dlaczego mamy wpatrywać się w te twarze? Nie jest to ani „bardzo krótkie wprowadzenie” jak Poczet wielkich matematyków, ani wyrafinowany żart jak fotografie małych (przyszłych) twórców w „Literaturze na świecie”. Wydawcy albumu twierdzą, że próbują w ten sposób przekazać jakiś ślad, trop wewnętrznego świata matematyków. Jakby w ich twarzach miały się odbijać ich teorie. Czy wola mocy kryła się w wąsach Nietzschego? Czy noumen tkwił w harcapie Kanta? Teoretycy antropologii obrazu wypowiedzieliby pewnie wiele wnikliwych uwag na temat tego przedsięwzięcia (jest to przecież kolejna odsłona w przedstawianiu nieprzedstawialnego), tutaj jednak poprzestaniemy na anegdocie opowiedzianej przez C. P. Snowa w przedmowie do eseju G. H. Hardy’ego Apologia matematyka.

Godfrey Harold Hardy, który był jedną z ważniejszych postaci w historii matematyki I połowy XX wieku, a nadto również jedną z barwniejszych i bardziej ekscentrycznych postaci międzywojennego Oxfordu i Cambridge, zasłynął w kręgach nie-matematycznych napisanym pod koniec życia esejem zawierającym sugestywny i pięknie wystylizowany językowo obraz procesów twórczych w matematyce. (Dla czytelnika przyzwyczajonego do zasad demokracji liberalnej może to jednak być lektura niewdzięczna, ponieważ znajduje się tam wiele nadzwyczaj niedemokratycznych i nieliberalnych stwierdzeń na temat ludzi nie będących matematykami.)

Hardy znany jest również z tego, że odkrył hinduskiego geniusza matematycznego, Srinivasę Ramanujana, sprowadził go do Anglii i współpracował z nim aż do końca jego krótkiego życia. Odwiedzając go pewnego razu w szpitalu, gdzie wyczerpany angielskim klimatem niespełna trzydziestoletni Ramanujan umierał na gruźlicę, Hardy nie wiedział, jak zacząć rozmowę, powiedział więc: „Moja taksówka miała numer 1729. Odniosłem wrażenie, że to raczej nieciekawa liczba.” Ramanujan odparł na to „Ależ nie, Hardy! Wcale nie! To bardzo interesująca liczba. To najmniejsza liczba, którą można przedstawić na dwa różne sposoby jako sumę dwóch liczb podniesionych do sześcianu”.

Istnieje wiele tak zwanych dowcipów opartych na takim samym schemacie interakcyjnym. Służą one wielu ludziom do czerpania radości z faktu niezrozumienia cudzego świata. Jak wiadomo, często lękamy się tego, czego nie rozumiemy, a lęk ów przybiera dwie główne formy – szyderstwa lub agresji. Trzecią, rzadziej spotykaną, jest obserwacja egzotycznego obiektu z bezpiecznej odległości.

PS.
Hardy nie znosił być fotografowanym. Podobno przez całe życie dał sobie zrobić tylko pięć fotografii.

Książka:

Mathematicians. An outer view of the inner world. Portraits by Mariana Cook, Princeton University Press, Princeton and Oxford 2009.

* Paweł Majewski, adiunkt w Instytucie Kultury Polskiej Uniwersytetu Warszawskiego.

SKOMENTUJ
(37/2009)
28 września 2009

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY

TEMATY TYGODNIA

drukuj
pobierz jako pdf / wyślij e-mail