Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Patrząc > BARAN: Pejzaż zimowy...

BARAN: Pejzaż zimowy z Brueglem w tle

Magdalena M. Baran

Pejzaż zimowy z Brueglem w tle

Ludzie w śniegu – urojenie roju.
Drzewa w śniegu – żył i tętnic obraz.
Domy w śniegu – Betlejem spokoju.
Kruki na bieli – granatowe zabawki,
Ponurzy anieli codziennej ślizgawki.

Jacek Kaczmarski

Wyszli jak zwykle, jak co dnia – w zimę, co bielą i błękitów zielonkawych bladością snuje zabaw historie, co czerni grozą wieje, gdy kruk ptakiem rajskim zwany góruje nad prostotą opowieści. Chłód do kości przenika, zimno przejmujące, że nogami tylko przytupnąć, śnieg otrzepać. Dłonie znów zgrabiały. Trudno iść bezgłośnie, tak by nie spłoszyć, gdy pod stopami biel skrząca się skrzypi, gdy mróz za nos łapie. O zimie opowieść zachowana w ukryciu, harmonia świata małego ze wzgórza widziana, gdy do radosnych zabaw, do na lodzie ślizgów, do niecierpliwie czekających się wraca. Mimo niedostatku. A zima ostra – z łowów niewiele znieśli, śniegiem drogi zamiecione, zaspy wysokie, most w białą zmieniony dróżkę, że trudno na plecach chrust nieść na podpałkę, rzeka lodem skuta… „Zgrzyta łyżwa, trzeszczy przyszła kra… Frajda trwa”. Tu zabawa, gwar, tam znów przerębli wyrąbywanie, by wody dostać, by w biedzie swej na talerz pod lodem śpiących wywabić.

Bruegel w wielką starannością, dbając o najdrobniejszy szczegół, zimę nam daje, trochę jak z obrazka, na wieczną pamiątkę. Biel wszechobecna – gór groźnych, zbrojnych w szczyty wyszczerzone, dachów szczelnie opatulonych, dróg przydeptywanych niechętnie, przy których drzewa zmęczone puchu ciężarem gałęzie chylą, słońce prosząc o zmiłowanie. Krople zaklęte w lodu strojne sople u młyńskiego koła niczym naszyjnik zawisły. Natchnionego wiatru czekają, co jak na cymbałach, jak na dzwonkach, zagra… nowe wieszcząc zimy cuda. I niebo, co przejmującą drzew czernią rozcięte, nowe zapowiada śnieżne zawieje, zamiecie. Do domu więc myśliwi, co prędzej!

A tam, zza okna, za oknem misternymi koronkami mrozu znaczonym, śnieg deszczem malowany, co niczym werniks lodowy zabezpiecza go przed światem. Deptany – nie ustępuje łatwo, w lustrzanej połyskliwości swej uparty: gdy trzaśnie, ranić się zdaje. Trudno znaki kreślić, kule toczyć, orłom śnieżnym skrzydeł dodawać wśród radosnych śmiechów. Ostrza by trzeba, stalą znaczenia, a może złota tylko, co ciepła promiennego podmuchem, dotykiem czułym, to znów drapaniem warstw sztywnych, puchowe przywróci piękno. I śpią za oknem, pędem mijane, wioski zasypane, znane przecież, choć w cieniach swych tylko widywane z oddali. Śpią pola i domy, po oczy swe czarne, po dymem sapiące kominy nosów, pierzyną białą przykryte, pysznią się lasy pudrem zimowego teatru sypane, pysznią się zimową słodyczą lukrowane rzeki. Wiatr brzóz dłonie nagie plącze, tam znów wierzbom bez użycia wstęgi zaplata warkocze. Strach drzewem nagim się staje, co dziesiątki ma wronich oczu. Krakanie drzew, lot spłoszony w spokój nowy, co za rogiem czeka.

I świat znów inny, codzienny, choć zima czarowna. Błoto pośniegowe – rozjechane, ciężkie, dosolone, piachem chrzczone. Nie od Bruegla ono…

Obraz:

Pieter Bruegel, Myśliwi na śniegu (olej na desce, 1565 r.), Kunsthistorisches Museum, Wiedeń.

* Magdalena M. Baran – doktorantka filozofii, redaktor kwartalnika Res Publica Nowa, stale współpracuje z Kulturą Liberalną.

„Kultura Liberalna” nr 52 (2/2010) z dn. 12 stycznia 2010 r.

SKOMENTUJ

Nr 52

(1/2010)
12 stycznia 2010

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY

TEMATY TYGODNIA

drukuj
pobierz jako pdf / wyślij e-mail