Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Rysując > TIMOFIEJUK: VAT u...

TIMOFIEJUK: VAT u bram! Czyli analiza zmiany cen książek (i komiksów) w 2011 roku

Paweł Timofiejuk

VAT u bram! Czyli analiza zmiany cen książek (i komiksów) w 2011 roku

Od paru miesięcy trwa festiwal dyskusji w związku z podatkiem VAT i jego wpływem na ceny książek. Początek tej historii to czasy, gdy wstępowaliśmy do Unii Europejskiej, czyli relatywnie patrząc, czasy już dość odległe. Zobowiązaliśmy się wtedy do dostosowania podatków pośrednich do standardów obowiązujących w całej UE. Załatwiliśmy sobie wprawdzie kilka okresów przejściowych, ale kiedyś musiały się one skończyć. Jeden z nich dotyczył wprowadzenia podatku VAT na książki, w tym i komiksy. Okresy przejściowe na jego stosowanie wywalczyliśmy aż do końca 2010 roku.

Jak to w Polsce bywa, w miarę upływu czasu podnosiły się głosy, że można by okres przejściowy przedłużyć. Skoro funkcjonował do tej pory, to czemu nie stosować go dalej? Głosy te przybierały różne formy – apelów, protestów (jak choćby inicjatywa Polskiego Stowarzyszenia Komiksowego w sierpniu przed Sejmem) czy krytycznych wypowiedzi ekspertów od czytelnictwa. Oczywiście nie dało to nic, a jedynie obnażyło nieprzygotowanie polskiego rządu do wprowadzenia podatku, gdyż zabawa z wydawcami trwała niemalże do ostatniego dnia grudnia. W efekcie wkraczamy w 2011 rok nieprzygotowani do sprawnego i płynnego przejścia na nowe stawki VAT na książki. Ba, dodatkowy problem stwarza niejasne rozporządzenie o stosowaniu do końca kwietnia 2011 roku zerowej stawki VAT na książki wprowadzone do obiegu przed końcem 2010 roku. Oczywiście, wszystkie te zmiany rodzą pytanie: co dalej? A przede wszystkim: co zmieni się w cenach książek (i komiksów) w 2011 roku?

Zacznijmy od tego, że wprowadzenie stawki VAT wysokości 5 proc. nie jest jedyną zmianą w cenie, jaka nastąpi. A wiele razy spotykaliśmy się z takimi informacjami w mediach od oficjeli. Będzie to jedynie ostatni narzut na cenę, z jaką się spotkamy, już przy jej ostatecznym wyliczeniu. A złoży się na nią także wzrost kosztów pośrednich – transportu, magazynowania, składu i innych elementów, gdyż zmiana VAT z 22 proc. na 23 proc. podniesie podstawowe ceny usług. Kolejny wzrost to rosnące koszty druku, na które składa się wiele drobniejszych elementów – od cen papieru po ceny farb drukarskich, które znowuż wzrosną już z samą zmianą VAT-u. Wróćmy jeszcze do faktury za druk, którą otrzymają wydawcy. Większość z nich drukuje w drukarniach, które w związku z zerową stawką VAT na produkty oznaczone ISBN, wywalczyły sobie w urzędach skarbowych możliwość wystawiania faktur z właśnie zerowym VAT-em za usługę druku! W związku z tym wydawcy mieli ułatwione działanie, bo nie musieli blokować na długi czas pieniędzy, które i tak do nich wracały, a drukarnie miały zapewnione obłożenie klientami. Okazuje się więc, że VAT na druk pozornie tylko wzrasta z 22 proc. na 23 proc., bo w rzeczywistości jest to zmiana z 0 na 23 proc.. Wszystko to z pewnością przełoży się na ceny książek. Przy dobrym wietrze skończy się na 10 – 15 proc. podwyżkach.

Dlaczego tak małych? Bo jak zauważył już sam minister kultury, sprzedaż książek, wyrażona w złotówkach, w minionym roku wzrosła o około 2,8 proc. Zapomniał tylko dodać, że ceny książek wzrosły o około 25 proc. Na przykład popularne serie Piekary, kosztujące w 2009 roku 30 zł, teraz są do nabycia za 40 zł. Weźmy też popularne książki kulinarne, których ceny w 2009 roku oscylowały w granicach 25 – 35 zł. Teraz można je nabyć w cenach 40 – 50 zł. Ceny komiksów również uległy zmianie, ale nie aż tak wielkiej, jak ceny książek: zazwyczaj mieściły się w przedziale 10 – 15proc. Czy wydawcy komiksów odbiją to sobie w tym roku? Zobaczymy. W każdym razie nie trzeba wybitnego matematyka, by stwierdzić, że wzrost sprzedaży wyrażony kwotą nie wziął się z tego, że Polacy kupują więcej książek, ale z tego, że wzrosły ich ceny. A tak naprawdę pod tym hurraoptymistycznym wynikiem ukrywa się postępujący spadek sprzedaży książek, w tym również i komiksów. Spuśćmy przy tym zasłonę milczenia na wzrost wywołany reformą rynku podręczników, której niektóre rozwiązania wprowadzone przez konserwatywno-liberalny rząd pachną socjalizmem z poprzedniej epoki, (tylko bez regulacji cen).

Zastanówmy się również nad kwotą, którą wydaliśmy na książki w 2010 roku. Z doniesień prasowych, wspomnianych wcześniej, wynika, że jest to prawie 3 mld złotych! Wow! Dużo? Ależ nie, te same gazety donoszą, że na ulgę budowlaną w 2010 roku wydamy ponad 4 mld zł! Zaraz, zaraz: na co? Tak – na samą ulgę budowlaną, która pozwala budującej się Polsce odliczać różnicę w VAT na produkty budowlane. Abstrahujmy przy tym od problemu, że jest to kwota większa niż obroty na rynku książek (z rynkiem podręczników włącznie, który przekroczył podobno 800 mln w 2010 roku), ale zastanówmy się, dlaczego podobnego rozwiązania nie można było wprowadzić w wypadku książek. Czyżby w tym wypadku nie dało się? Czyżby stworzenie ulgi na 150 – 200 mln zł było tak nieistotne, że nawet niewarte uwagi? Pal licho przyszłe – od 2011 roku – zyski z tego podatku. Przecież, aby uporządkować rynek w łatwy sposób, można byłoby ustalić, że na wszystkie książki wydane przed 2010 obowiązuje ulga podatkowa – taka jak w wypadku materiałów budowlanych.

Myślę, że byłoby to świetne rozwiązanie promujące czytelnictwo. Być może wzrosłoby ono nawet powyżej jednej książki rocznie na obywatela (podczas gdy obecnie doszliśmy niemal do połowy książki na obywatela – nie trzeba chyba dodawać, że stąpamy w dół tej skali). A może rząd ma złudzeń co do czytelnictwa wśród Polaków, wiedząc, że za nic nie zmusi się ich do kupowania niczego innego niż Biblia, książki kucharskie i podręczniki dla dzieci? Wystarczy spojrzeć tylko na programy typu „reality show”, zwłaszcza odwiedzające domy celebrytów czy zwykłych Polaków. Obecność książek w pokazanych w telewizji polskich pieleszach jest naprawdę znikoma i rzadka. Komiksów – jeszcze rzadsza. Może rzeczywiście Polakom do szczęścia wystarczy chałupa, fura i komóra. Po co im książki i komiksy? Przecież obcując z nimi, mogą nie zechcieć wykonywać najpodlejszych prac w krajach starej Unii. Mogą więcej rozumieć z otaczającego świata, mogą odkryć, że ich problemy nie są wyobcowane z rzeczywistości. W końcu mogą też podziękować elitom, które od lat mamią nas bzdurami i zechcieć w końcu coś zmienić. Tylko czy aby na pewno?

Cóż pozostaje: VAT już nadszedł. I my, którzy zawyżamy krajowe statystyki czytelnictwa, powinniśmy się z tym pogodzić, bo od niego nie uciekniemy. Co najwyżej możemy liczyć, że zyski z tego podatku pójdą na coś pożytecznego – na przykład realizację procesu bolońskiego czy rozwój społeczeństwa wiedzy, a nie na sponsoring KRUS i inne rozdawnictwo…

* Paweł Timofiejuk, politolog i wydawca komiksów.

„Kultura Liberalna” nr 104 (1/2011) z 4 stycznia 2011 r.

SKOMENTUJ

Nr 104

(0/2011)
4 stycznia 2011

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY

TEMATY TYGODNIA

drukuj
pobierz jako pdf / wyślij e-mail