Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Czytając > SIENIUĆ: Totalność Zenona...

SIENIUĆ: Totalność Zenona Fajfera

Paulina Sieniuć

Totalność Zenona Fajfera


Ex definitione? O teorii liberatury

Z czym kojarzy się słowo liberatura? Twórca tego pojęcia, autor dwóch „Aneksów do Słownika terminów literackich” i szeregu artykułów omawiających owe zjawisko, podsuwa nam możliwe etymologiczne tropy – łacińskie słowo liber oznaczające książkę oraz (również łaciński) termin libertas, czyli wolność. Niektórzy wspominają też librę, czyli wagę, tu w znaczeniu „pisania-ważenia liter”. No i oczywiste nawiązanie do hasła literatura. Wszystko jasne – od tych pojęć można wprost przejść do definicji liberackich utworów: w liberaturze „tekst i przestrzeń książki stanowią nierozerwalną całość”, tu „wizualność gra równie istotną rolę jak semantyka języka”. Czyli ważna jest typografia, kształt książki (a nawet zupełna zmiana jej formuły), liczba stron, papier, sposób zapisu, nierespektowanie (czy też przekraczanie) popularnych reguł wydawniczych i czytelniczych; wszystko to po to, by umożliwić różne sposoby odczytań, poszerzyć znaczenia. Innymi słowy, wszystko w książce objęte zostaje konceptem autorskim, nie tylko słowo-myśl. Lub, ujmując to jeszcze inaczej, cała książka jest dziełem.

Tom wykładni teoretyczno-programowych Zenona Fajfera – bo o tym autorze liberackim tu mowa – nosi znamienny tytuł: „Liberatura, czyli literatura totalna”. Totalna? Przypomnijmy definicję tego słowa. Jak podaje PWN, totalny to: „(1) całkowity, zupełny; (2) dotyczący totalitaryzmu”. Czymże jest zatem literatura totalna, literatura całkowita i zupełna? Brzmi trochę groźnie. Jak rozumiem, w naszym przypadku chodzi o to, że książka, fizyczne dzieło, stanowi zarazem medium, które samo może znaczyć, czyli literatura istnieje nie tylko poprzez sam tekst, ale również przez jego materialność, wizualność. Jest więc zarazem namysłem nad tekstem – namysłem metatekstowym.

Jednak już przy tych wstępnych terminologicznych ustaleniach rodzi się we mnie podejrzliwość. Czy literatura całkowita to ta, która obejmuje – ujmując to skrótowo – tylko dzieła, których autorzy „mówią” poprzez medium, formę, zapis, czcionkę, wygląd, kształt, brzmienie słów? Całkowitość, zupełność oznacza dla mnie rzeczywiście WSZYSTKO, w tym ujęciu – każde dzieło literatury. Zarówno to liberackie, protoliberackie, antyliberackie, jak również – a może przede wszystkim – to nieliberackie. A może nawet wszystkie tzw. teksty kultury, czyli wszystko, co może coś znaczyć, co można jakoś odczytać, porównać, zestawić; wszystko, co jest lub może być tekstem. Trudno jest mi zatem uznać liberaturę za literaturę totalną. Niepokoi mnie też łatwość nadawania nowych znaczeń terminom czy związkom wyrazowym użytym w takich rozważaniach teoretycznych.

Bo co by było, gdybyśmy tak zechcieli pójść dalej wyboistą ścieżką słownikowych skojarzeń? Moglibyśmy w końcu dojść do słowotworu liberator? Mógłby nas on przenieść choćby do filmu ze Stevenem Seagalem, w którym ów czarnowłosy gwiazdor zagrał kucharza-superkomandosa, eksperta z dziedziny sztuk walki, broni, taktyki i środków wybuchowych. Albo do amerykańskich samolotów bombowych. Lub wreszcie także do pistoletu, kaliber 11,43 mm, z okresu II wojny światowej. A to w kontekście pojęcia totalna (i jego kolokacji) użytego przy dookreślaniu liberatury prowokuje dość mroczne odczytania…

Ad rem – praktyki liberackie

Ale powróćmy do Zenona Fajfera: rzeczywiście jest to autor niemal totalny. Nie tylko ukuł nowy rodzaj literacki, o którym mowa powyżej, a który potem okazał się (cytuję za wstępem prof. Wojciecha Kalagi) „trans-gatunkiem przekraczającym granice rodzajów literackich”. Zenon Fajfer jest też poetą, twórcą teatralnym, teoretykiem, redaktorem, prowadzi Ha!artową serię „Liberatura”, współprowadzi Czytelnię Liberatury przy Małopolskim Instytucie Kultury. Poza stworzeniem „trans-gatunku” jest także twórcą takich nowych form poetyckich, jak wiersz emanacyjny czy wiersz kinetyczny. Można powiedzieć, że w dziedzinie literatury, a na pewno literatury polskiej, jest wynalazcą.

W jednym z wywiadów mówił: „Idea liberatury wyrosła przede wszystkim z refleksji nad własną twórczością. Czując się pisarzem, miałem jednocześnie świadomość, że moim tworzywem nie jest wyłącznie język. (…) Nie chciałem być tylko dostarczycielem tekstu, z którym w wydawnictwie mogą zrobić, co zechcą. W mojej holistycznej wizji pisarza nie było miejsca dla redaktorów czy grafików, nie godziłem się też na dyktat drukarza czy introligatora. Książka miała wyglądać tak, jak chce autor, a nie wydawca” (cyt. za: „Puzdro” 1/2005). Idea, o której wspomina liberat (termin wiadomy – to literat liberacki), jest jak najbardziej słuszna – to chwalebne i zasadne, że autor chce mieć wpływ na wszystko. I zgadzam się – medium może być dziełem samym w sobie. A kto wie, w rzeczywistości multimedialnej być może nawet być dziełem powinno, wszak ewolucja literatury przede wszystkim opiera się na metamorfozach środków wyrazu.

Wiadomo też, i Zenon Fajfer przed nami tego nie kryje, że wielu twórców sprzed ery wynalezienia pojęcia liberatura marzyło o takiej kontroli nad dziełem, wielu eksperymentowało z przestrzenią materialną książki, z wizualnością słowa czy zdania. Wielu interesowało poszerzanie znaczeń przez nowe formy zapisu czy eksplorację powierzchni kartki lub całej książki. Wreszcie zdarzali się (i zdarzają) tacy, którzy szukali nowych gatunków literackich, zajmowali się samym medium czy poszukiwali nowych form ekspresji. Cóż więc takiego zmieniło się w roku 1999, kiedy to Zenon Fajfer po raz pierwszy wyłożył swoją teorię-manifest? Ano choćby to, że już wiemy, iż takich twórców zwiemy liberatami, autorami literatury totalnej. Jednakowoż lektura dwóch niedawno wydanych dzieł Fajfera – tomu „Liberatura, czyli literatura totalna. Teksty zebrane z lat 1999–2009” oraz zbioru poezji „dwadzieścia jeden liter / ten letters” wprawiła mnie w odbiorcze zakłopotanie (i spodziewam się, że był to efekt niezamierzony przez autora).

Wolność to niewola. Czyli ad exemplum

Jak bowiem w swojej przedmowie do tomu tekstów programowych dowodzi Katarzyna Bazarnik, redaktorka tomu i propagatorka liberatury, zbiór poezji „dwadzieścia jeden liter” jest publikacją uzupełniającą (a konkretniej – komplementarną) do książki „Liberatura, czyli literatura totalna”. Tak rozumiany tomik poetycki (plus dołączony doń na płycie DVD poemat kinetyczny pt. „Primum Mobile”) staje się jedynie wykładnią konceptu wyłożonego w artykułach teoretycznych. Stanowi realizację programu, utwór o funkcji właściwie edukacyjnej albo jeszcze lepiej – ilustracyjnej. I w tym zamierzeniu, a nie w pewnej – jak się wydaje – zbędnej hegemoniczności nazewniczej widzę największe zagrożenie.

Jeśli dzieło ma jedynie egzemplifikować konkretną teorię, to gdzieś tu gubi się owa wpisana w definicję idea libertas, wolności tworzenia, nieposkromionego artyzmu. Liberat okazuje się być co prawda wyzwolony z praktyk wydawniczych, ale jednocześnie zniewolony własną regułą. Co więcej – wbrew deklaracjom teoretyków literatury totalnej – gubi się też wolność odbiorcy tomiku Fajfera. Niekiedy bowiem bliżej jest temu liberackiemu tworowi do szarad i kalamburów niż do dzieła wielowymiarowego, pobudzającego wyobraźnię i własne, samodzielne wnioski. Lektura w tym przypadku nierzadko sprowadza się do odczytania konceptu, do rozwikłania zagadki, do której stworzenia zostały użyte konkretne środki stylistyczne, a także szereg zabiegów takich, jak: zagięcie kartek, zastosowanie różnych rozmiarów czcionek czy różnych krojów pism, wydrukowanie tekstu do góry nogami (a czasem na marginesie), sklejenie kartek tak, aby tekst w środku jedynie prześwitywał, pogrubienie niektórych liter wiersza (a litery te tworzą nowe słowo), wreszcie – pozostawienie niektórych stron pustych. Dodajmy do tego płytę DVD z tzw. poematem kinetycznym, czyli przełożenie formy drukowanej na audiowizualną. Metody te na poziomie treści sprowadzają się do demontażu języka i zastanawiania się nad mechanizmami jego percepcji, czyli do analiz popularnych wśród przedstawicieli nurtu lingwistycznego, a jeszcze bardziej – dekonstrukcjonistycznego.

Przyznaję, niektóre takie zabiegi są przyjemne; dają uciechę. Co więcej, puste kartki zachęcają mnie bym tam coś napisała/narysowała. Zagięte marginesy i strony wreszcie przypominają nieco niby-trójwymiarowe książki z dzieciństwa, gdzie można było poruszać głową smoka albo zaglądać do trumienki Królewny Śnieżki. Słowem, jest trochę zabawy z tą liberacką formą. Rozszyfrowywanie schowanych przez autora znaczeń może stanowić intelektualną rozrywkę. I owszem, sama nowa forma dodaje nowych treści albo – zdecydowanie częściej – je uwypukla, dookreśla (a więc niekiedy nawet niszczy ich wieloznaczność).

Ale czy jest w tym myśl sama w sobie? Poza pokazaniem możliwości liberackich utworów poetyckich? Poza namysłem nad medium? Być może naznaczyła mnie i związała moją swobodę czytelnika zasada lektury wyczytana wpierw w tomie programowym. Być może gdybym nie wiedziała, po co ten tomik poezji, mogłabym się ucieszyć zastosowanymi trickami. I nawet nie znając pojęcia liberatura, sama dojść do możliwych znaczeń wierszy – wszak nie są zbyt trudne do odgadnięcia.

Książki:

Zenon Fajfer, „Liberatura, czyli literatura totalna. Teksty zebrane z lat 1999–2009 / Liberature Or Total Literature. Collected Essays 1999–2009”, red. i tłum. Katarzyna Bazarnik, Korporacja Ha!art, Kraków 2010, seria „Liberatura”

Zenon Fajfer, „dwadzieścia jeden liter / ten letters”, tłum. Katarzyna Bazarnik, Korporacja Ha!art, Kraków 2010, seria „Liberatura”

* Paulina Sieniuć, redaktorka, krytyk literacki i filmowy.

„Kultura Liberalna” nr 105 (2/2011) z 11 stycznia 2011 r.

Przypisy:

1) Nieopisane cytaty pochodzą z omawianego tomu: Zenon Fajfer, „Liberatura, czyli literatura totalna. Teksty zebrane z lat 1999–2009 / Liberature Or Total Literature. Collected Essays 1999–2009”, red. i tłum. Katarzyna Bazarnik, Korporacja Ha!art, Kraków 2010 – przyp. PS.

2) W ujęciu – nazwijmy je – zwykłym Liberat to imię męskie pochodzenia łacińskiego. Wywodzi się od słowa oznaczającego wyzwolony. Liberat imieniny obchodzi 17 sierpnia, 6 września, 30 października i 20 grudnia – przyp. PS.

SKOMENTUJ

Nr 105

(1/2011)
11 stycznia 2011

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY

TEMATY TYGODNIA

drukuj
pobierz jako pdf / wyślij e-mail