„Kultura Liberalna” ukazuje się od 2009 r. dzięki zaangażowaniu dziesiątek osób i dobrej woli darczyńców. Bądź jednym z nich. Wesprzyj nas.
10 zł
20 zł
50 zł
100 zł
Inna
kwota
Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Słysząc > Ekologia tuby peronowej

Ekologia tuby peronowej

Andrzej Jarczewski

Do niniejszych spostrzeżeń z zakresu ekologii akustycznej skłoniło mnie kilka niedawnych podróży kolejami żelaznymi w poprzek południowej Polski. Odbieram świat poprzez ucho, a tym razem – spędzając niespodziewanie wiele czasu na peronach nieparzystych – mogłem, ile chciałem, nasłuchać się, co też wycieka z dworcowych głośników.

Nawet tych najnowszych, zainstalowanych w Krakowie. To one zachęciły mnie do rzutu uchem na potencjał tkwiący w Liquid Feedback, czyli płynnej demokracji w działaniu.

Śląska autonomia kolejowa

Przesiadki w Katowicach trafiały mi się w dniach niespecjalnie odpowiednich. December 2012. Akurat na ten miesiąc Majowie ogłosili koniec świata, a śląski samorząd wojewódzki z zapałem godnym sprawy przystąpił do realizacji ich projektu, biorąc na swoim terenie koleje państwowe z całym dobrodziejstwem inwentarza i znów wybierając grudniowy termin na robienie rozkładowej zadymy w słusznej obawie, że kalendarz na rok 2013 może nie przewidywać maja. A Majowie zapowiedzieli idy grudniowe z pewnym wyprzedzeniem, by naszemu umiłowanemu samorządowi dać wystarczająco dużo czasu na przygotowania. Pech współczesnych podróżników polega na tym, że Majowie nie znali polskich kolei, wyprzedzenie okazało się cokolwiek za krótkie, a koleje cokolwiek za żelazne.

Zwykły, codzienny koniec świata na dworcu w Katowicach. Z początku nic nie zapowiadało większej głębi wrażeń akustycznych. Wsiadłem do ładnie wyglądającego składu, czekającego o właściwej porze na właściwym peronie. Miłe konduktorki coś nie brały się do kasowania biletów, za to szczerze pomagały pasażerom zrozumieć, że po obecnej reformie będzie już na pewno dużo lepiej. Atmosfera – naprawdę sympatyczna – zagęściła się dopiero wtedy, gdy ktoś nieroztropny zadał zbyt głośno wredne pytanie: „Dlaczego ten pociąg nie jedzie?”.

I nastrój prysł, choć minęło dopiero pół godziny od godziny odjazdu. Urodziwe konduktorki stawały w przejściu na głowie, by udobruchać co bardziej krewkich oratorów, i osiągały spore, choć przejściowe sukcesy. Słuchałem z dużą satysfakcją, bo to jest nowa jakość w komunikacji pasażerskiej: troska o ludzi. Tego nie było za czasów towarzysza Decembra Pierwszego. Pasażerowie jednak denerwowali się coraz bardziej z powodu opóźnienia i wtedy okazało się, że nie mają racji, bo:

odwołane pociągi nigdy się nie spóźniają.

Niedoszłych pasażerów poproszono o opuszczenie wagonów. Pociąg odwołany. Atmosfera zagęszcza się jeszcze bardziej, a do moich uszu docierają typowe dialogi na cztery nogi i gwizdek, śpiewane przez goroli w gwarze lekkopółśląskiej.

– Czymu nie jadymy?

– Bo nie dojechał maszynista.

– Skąd?

– Z Tych.

– Z Tych czy z Tychów?

– Pieruna! Co za różnica?

– No bo do Tychów to odwołano pociąga z Katowic.

– A maszyniok do tych Tychów dojeżdżoł z Katowic?

– Nie, z Bytumia.

– I co, sie nie zabroł?

– Sie tak, lokomotywy nie.

– Ale lokomotywa stoi.

– Stoi, yno tyn drugi maszyniok, co ją przyprowadził, to terozki kończy szychta.

– A czymu w Tychach odwołali pociąga do Katowic?

– No bo do Tychów nie dojechoł tyn trzeci maszyniok, co go mioł przywieźć tyn drugi.

– Do tych Tychów czy do tamtych Tych?

– Pieruna kandego! Chopie, ciebie nie bije na dekiel?

– To mogli brać czwortego!

– Nie do rady, bo czworty by pirszy roz mioł jechać na ta trasa.

– Przeca lokomotywy nie błundzom na torach.

– Jaa, yno że ostatnio lubiom pod prund.

– To może lepij, że tyn drugi nie dojechoł?

– To trzeci nie dojechoł, gupieloku!

– A jechoł go…

Dalszy ciąg dworcowych tekstów nie wymaga cytowania, bo każdy, kto podróżuje koleją, zna ich treść. Może tylko na Śląsku przez kilka decembrowych dni z okazji marszałkowskiego końca świata wyrażano to nieco dobitniej. Wykorzystałem podarowane mi przez autonomiczny zarząd Kolei Śląskich chwile do wsłuchiwania się w dworcowe komunikaty, a piszę teraz już nie tylko o Katowicach, lecz o prawie wszystkich znanych mi dworcach, wyposażonych w nowoczesne nagłośnienie.

Gdy lepiej znaczy gorzej

Na niektórych dworcach zapowiedź odjazdu pociągu zaczyna się od zapodania nazwy spółki, która prowadzi daną linię. I to jest akustyczny śmieć. Tak, śmieć! Pasażera na peronie naprawdę nic a nic nie obchodzi, czyim wagonem będzie jechał. To mógł sobie sto razy przeczytać w internecie lub na wywieszonym rozkładzie jazdy. Ważne jest, czy ten pociąg pojawi się zgodnie z rozkładem, czy nie. I czy dziś odjedzie. Niestety, gdy miły głos dochodzi już do tej części informacji, która nas interesuje, na sąsiedni peron wtacza się kilometrowy skład z węglem, a zanim się przetoczy – spikerka zdąży powtórzyć i ten komunikat, i ze trzy inne, my zaś nadal nie wiemy, czy tam było coś dla nas, czy nie.

Widząc zbliżające się kolejne źródło hałasu, schodzę profilaktycznie do tunelu, żeby nie stracić następnego komunikatu. Czekam w połowie schodów, by nie przegapić ewentualnego wjazdu pociągu pasażerskiego. W ucho wbija się jakiś dżingiel i słyszę ludzki głos. Nie mogę jednak w pierwszej chwili zorientować się, w jakim języku wypowiadany jest komunikat. Schodzę niżej, zbliżam się do źródła dźwięku, widzę wysokiej klasy głośnik szerokopasmowy, ale wciąż nic nie rozumiem, bo pustawy tunel rezonuje niskotonowo i naprawdę nie da się zrozumieć słów. Staję dokładnie pod głośnikiem i dopiero wtedy słyszę… że spikerka ma dykcję przybysza z Indochin na początkowym etapie nauki wymowy polskiej.

Akurat nadawany komunikat mnie nie interesował, więc znów zajmuję czujną pozycję w połowie schodów na peron trzeci, gdzie spędzam kolejne minuty, nie zwracając uwagi na wzmożony ruch pieszy, który zakłócił mi odbiór jakiejś wiadomości. Cóż, gdy zorientowałem się, że ludzie biegli na peron drugi, bo tam wjechał nasz pociąg, było już za późno. Zobaczyłem tylko czerwone latarnie. Musiałem tedy skorzystać z komunikacji zastępczej, autobusowej, która znów przetestowała się znakomicie i dowiodła, że te wszystkie szyny, lokomotywy wagony drugiej klasy, a nawet głośniki pierwszej – można już spokojnie przewalcować na felgi.

Myślenie projektem

W dobie informacji każdy, kto emituje jakiś sygnał, stara się dotrzeć ze swym przesłaniem do wszystkich, których dana rzecz dotyczy, i bada, co odbiorca naprawdę zrozumiał. Tak jest w telewizji, radiu, szkole i hipermarkecie. Ale tak nie jest na dworcach. Odnoszę wrażenie, że na kolei – podobnie jak w wielu innych dziedzinach życia, ale na kolei szczególnie – realizuje się projekty. Realizator kasuje wynagrodzenie za zgodne z projektem wykonanie roboty i odchodzi w dal. Owszem, naprawia w ramach gwarancji wszystko, co działa niezgodnie z projektem, ale na tym kończy pracę. Zwykły koniec świata dla zleceniobiorcy.

Pozostaje zleceniodawca z zapłaconym produktem. On już dawno zapomniał, że ten produkt miał służyć ludziom! Fundusze na dany cel wyczerpane i nie ma za co zbadać, czy to, co zrobiono, spełnia założone funkcje. Nie ma za co uruchomić sprzężenia zwrotnego, regulującego czy raczej poprawiającego jakość usługi informacyjnej. Po nas choćby potop, po zrealizowaniu projektu może sobie przyjść nawet koniec świata Majów. Policzone, skasowane, zapomniane.

Obywatelskie sprzężenie zwrotne

Problem dworcowych głośników podnoszę dlatego, że sporo osób – ja także – orientuje się w przestrzeni za pomocą słuchu. Niby coś tam widzimy, ale mnóstwo ważnych informacji odbieramy uchem. Staram się więc (również pisząc te słowa), by otoczenie akustyczne nie było zaśmiecone nadmiernie, bo spod góry śmieci nie widać – a w tym wypadku nie słychać – tego, co dla nas w danym momencie jest najważniejsze.

Kiedyś pisałem też do władz kolejowych, że na dworcach należy instalować głośniczki najtańsze z możliwych, ale musi być ich bardzo wiele, żeby w każdym punkcie dało się usłyszeć i zrozumieć komunikat. Wcale nie jest potrzebne szerokie pasmo przenoszenia, bo głośniki wysokotonowe szybko łapią jakieś gwizdy, a znów niskotonowe dudnią w tunelach, kompletnie zniekształcając ludzki głos. Wystarczy jakość telefonowa. Ze dwa razy otrzymałem uprzejmą odpowiedź, z której wynikało, że władze kolejowe dziękują za życzenia świąteczne, dobrze realizują swoje projekty, a ja mam się zająć własnymi projektami, w czym życzą mi sukcesów. Poniechałem przeto dalszej korespondencji i jeżdżę raczej samochodem.

Niespodziewane zderzenie z nowoczesnością kolei żelaznych kazało mi zadumać się nad ludzkim geniuszem szerokotorowym i nad potrzebą uruchomienia sprzężenia zwrotnego, na które nie wpadł zleceniodawca dworcowego nagłośnienia. On zadowolił się stwierdzeniem, że aparatura działa dobrze. Dobrze pod względem technicznym. A nas wcale nie interesuje technika. Dla pasażera ważne jest tylko, czy przewoźnik dostarczył mu niezbędnych informacji w sposób niezawodny i niezakłócony, czy nie. Błędna, nieprecyzyjna czy nie w porę dosłyszana informacja na dworcu – to kilka straconych godzin albo i niespełniona życiowa misja. To bywa strasznie kosztowne, bo mnoży się przez milion pasażerów dziennie! Dostarczam więc władzom peronowym informację dokładną, że całe to nagłośnienie dworcowe… o koło parowozu roztrzaść!

Liquid Feedback

Powinniśmy jakoś wyrażać swoją ocenę usług akustycznych. To nie jest mało ważny problem i to nieprawda, że tego nie da się poprawić. Jasne, że problemy ważniejsze istnieją, ale nie musimy rozwiązywać tych problemów według kolejności podkładów torowych czy według hierarchii ważności, bo wtedy – goniąc za czerwoną latarnią – nigdy nie wyciągniemy sobie drzazgi z ucha.

Trzeba wszystkie sprawy załatwiać równolegle, a raczej sieciowo, nadając im tylko różne priorytety. Nad najważniejszymi pracujemy z wielkim zaangażowaniem, a o tych mało ważnych – chociaż porozmawiajmy. W ten sposób uruchomimy obywatelskie sprzężenie zwrotne, które pomoże ulepszyć, usprawnić i uprzyjemnić nasze otoczenie. Również – akustyczne.

Dziś jeszcze nie mam wątpliwości, że moje słowa wsiąkną w wirtualną rzeczywistość jak w gąbkę i nie przeżyją końca własnego świata. Jeśli Majowie nie dadzą nam drugiego terminu, to nic się dalej w omawianej sprawie nie zmieni, bo koleje są bardzo żelazne. Jeszcze dziś tak myślę. Ale już wkrótce wokół każdego problemu cząstkowego wytworzy się wirtualna chmura społecznościowa, z której może spłynąć ożywczy deszcz, stymulujący poprawne rozwiązania, a w razie potrzeby – również jasny piorun, który w comber trafi winnego zaniedbań Decembra.

Niedawna afera ACTA zmobilizowała grupki entuzjastów pracujących w konspiracji nad sieciowym skonkretyzowaniem idei demokracji rozproszonej czy płynnej, będącej formą obywatelskiego sprzężenia zwrotnego. Jeszcze nie wiadomo, jak to się będzie w końcu nazywać. Ale to przyjdzie i zmiecie całą dotychczasową wierchuszkę polityczną tudzież kolejową. To będzie prawdziwy koniec świata klasy próżniaczej. To już prawie jest! Tuba mirum. Tuba Obywatelska!

SKOMENTUJ

Nr 208

(0/2013)
1 stycznia 2013

„Kultura Liberalna” ukazuje się od 2009 r. dzięki zaangażowaniu dziesiątek osób i dobrej woli darczyńców. Bądź jednym z nich. Wesprzyj nas.
52
numery rocznie
80
stron tekstów tygodniowo
100%
oryginalnych treści
0 zł
za dostęp do artykułów
10 zł
20 zł
50 zł
100 zł
Inna
kwota

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

NAJPOPULARNIEJSZE



WAŻNE TEMATY

TEMATY TYGODNIA

drukuj
pobierz jako pdf / wyślij e-mail