Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Smakując > [Smaki dizajnu]: Nos...

[Smaki dizajnu]: Nos do dizajnu

Agata Dąbrowska

Berlin, lotnisko Tempelhof. Zazwyczaj opustoszałe hale nieczynnego od kilku lat budynku wyjątkowo tętnią życiem. Surowe, betonowe płyty zastawione są wszelkiej maści obiektami, pomiędzy stoiskami przechadzają się tłumy ludzi, nie milknie szum rozmów i brzęk sztućców. Nad kolorową mozaiką unosi się ukontentowany duch kreatywności. Trwa festiwal dizajnu DMY Berlin, jedno z największych wydarzeń związanych z projektowaniem w Europie

Nie pamiętam z czasów wczesnego dzieciństwa, jak wyglądały drzwi do
wiejskiego domu mojego dziadka, jednak pamiętam ciężar i opór, jaki
stawiały, oraz ich postarzałą powierzchnię zużytą przez dziesięciolecia,
szczególnie żywo pamiętam zaś zapach wnętrza domu, który uderzał
mnie niczym niewidzialna ściana ustawiona tuż za drzwiami.
Juhani Pallasmaa, „Oczy skóry”

 Tam, gdzie zapach, jest i nadzieja.
Sissel Tolaas

Chill out. W dawnej hali odlotów jedyne, co zapewnia odlot to powoli – i legalnie! – sączone napoje niskoprocentowe. Popija się je leżąc na leżakach w blasku słońca. Gdy bąbelki uderzają do głowy, wzrok wędruje nieco wyżej, ponad linię kreśloną przez morze świeżo zaprojektowanej materii. Sufit zawieszony kilkanaście metrów nad głową potęguje wrażenie nikłości tego, co na dole. Tyle niewykorzystanej przestrzeni! Hektolitry powietrza marnują się, podobnie jak setki informacji w ludzkim mózgu.

Rzeczywistość dała się jednak niespodziewanie zhakować. Tuż przed zamknięciem festiwalu, pośród pakujących swój dobytek dizajnerów, natrafiam na stoisko księgarskie. Na stosie albumów z architekturą wnętrz spokojnie leży (a może czeka?) niepozorna książeczka, wielkości zeszytu od języka polskiego. Biorę do ręki, wącham. Kupuję.

Czytam. Sissel Tolaas, artystka, projektantka i naukowczyni opowiada na łamach publikacji jak została specjalistką od zapachów: „Pewnego dnia dotarło do mnie, że powietrze nie może być wyłącznie czymś abstrakcyjnym. Musi zawierać molekuły i co za tym idzie, informacje. Postrzeganie świata wyłącznie za pomocą wzroku znacznie zawęża percepcję. I jest nudne”[1].

Ilustracja 1

Autor ilustracji: Krzysztof Niemyski (www.niemyski.com)

Otóż to, hegemonia wzroku. Paradygmat okulocentryczny zdominował zachodnią kulturę już w starożytnej Grecji. Wzrokowa interpretacja rzeczywistości przeniknęła nie tylko sferę widzialnego, lecz także pojmowanie samej wiedzy. Stała się ona czymś analogicznym do czystego widzenia, prawdy rozumianej jako światła, i oświeconej, wszystko wi(e)dzącej władzy[2]. Zwrot ku innym zmysłom w architekturze i dizajnie – posiłkowany myślą humanistyczną – nastąpił w końcówce XX wieku. Multisensoryczne doświadczanie przestrzeni i formy, bunt wobec wszędobylskiego oka wniósł powiew świeżości w  wiele projektanckich praktyk.

Dla Juhaniego Palaasmy, wybitnego fińskiego architekta i teoretyka, odczuwanie architektury wiąże się z ciałem. Bycie w mieście to bycie w ciele: „Moje ciało jest pępkiem mojego świata, ale nie z uwagi na przyjęcie centralnej perspektywy, lecz jako miejsce wszystkich odniesień, pamięci, wyobraźni i integracji”[3].

Ilustracja 2

Współcześnie ciało powraca więc jako centrum doświadczenia, a zmysły demokratyzują się i integrują. Tolaas idzie dalej. Pyta: Co by się stało, gdyby zmysł węchu zaczął odgrywać większą rolę w komunikacji, nawigacji, w naszym byciu w świecie? Czy docierając pod naskórek rzeczywistości, jesteśmy w stanie opowiadać alternatywne historie nowym, polisensorycznym językiem?

Sissel zaczęła od kolekcjonowania zapachów. Aromatów codzienności: potu, betonowej podłogi, świeżo upieczonego chleba. Oraz trenowania własnego nosa. I mózgu. Bo sztuka operowania węchem wymaga iście buddyjskiego podejścia – odrzucenia zarówno przykrych, jak i przyjemnych konotacji. Sissel najtrudniej poszło z zapachem mleczarni, kojarzącym się z przykrym, codziennym obowiązkiem dzieciństwa. Jak twierdzi, po kilkunastu latach treningu, udało się. Jej nos jest „czysty”.

Tolaas stworzyła bibliotekę ponad 7 tysięcy zapachów i własne laboratorium w Berlinie. Swobodnie porusza się pomiędzy światem sztuki (wystawiała m.in. w nowojorskim MoMa, Tate Modern w Londynie ), dizajnu (projektowała zapachy m.in. dla Adidasa czy Comme de Garcons), nauki, medycyny i edukacji (współpracuje ze szpitalami, wykłada na prestiżowych uczelniach, prowadzi warsztaty). Działa jednak zawsze według własnego alfabetu. Zadaje pytania, prowokuje, zmusza do myślenia. I wąchania.

Dominujący, obsesyjnie higieniczny kod kulturowy operuje na dwóch skrajnych biegunach: albo śmierdzi, albo pachnie. Fenomen „naturalnych” feromonów lub nadmierna aromatyzacja.  A przecież w monumentalnych ruchach powietrza krąży tyle informacji! Wiatr przenosi je z miejsca na miejsce na przestrzeniach tysięcy kilometrów. To właśnie fascynacja odmiennymi stanami pogody i wrodzona, starannie pielęgnowana ciekawość zaprowadziły Sissel do eksploracji zmysłu węchu. Mamy miliard wrażeń, a za mało słów i konceptualizacji. Dlatego Sissel, wespół z katalogiem zapachów tworzy własny, olfaktoryczny język.

Ilustracja 3

Zapach może być kontrowersyjny, wykluczający. Podzielając przekonanie George’a Orwella iż prawdziwe źródło różnic klasowych to wiara w to, iż niższe klasy śmierdzą, Tolaas stworzyła perfumy o zapachu Berlina, wykorzystując molekuły zebrane… w berlińskim metrze. Podobnie, do perfum skomponowanych dla Adidasa, dodała aromat spoconych trampek Davida Beckhama. Marta Siembab, jedyna w Polsce senselierka, otwierając niedawno wykład na TEDx w Poznaniu, poprosiła publiczność o podniesienie obu rąk do góry. Rozbawieni słuchacze natychmiast przestali się śmiać, gdy zostali poproszeni o… powąchanie pachy sąsiada. A zapewne każdy był umyty i odpowiednio wyperfumowany. „Pokrywając ciało syntetycznymi aromatami, zubożamy percepcję, alienujemy się ze świata” mówi Marta. „Potrzebujemy edukacji i przełamywania tabu, stereotypów kulturowych”.

Marta przeprowadziła niedawno pionierskie warsztaty zapachowe dla dzieci. Podczas zabawy w rozpoznawanie i nazywanie zapachów jeden z chłopców dokonał zdumiewającego odkrycia na miarę profesjonalnych, kształconych kilkanaście lat nosów : w zapachu rozmarynu wyczuł nutę kadzidła. „Dzieci mają ogromną intuicję zapachową. Edukacja sensoryczna powinna stanowić nieodzowną część systemu kształcenia”, twierdzi senselierka. Tolaas wraz z dziećmi, pochodzącymi z różnych krajów, nie tylko oswaja kulturowo obce zapachy, co więcej – szuka dla nich nowych środków wyrazu. Powstałe nazwy – często spontaniczne, fonetyczne reakcje na zapach – to zlepek wielu języków. Bo opowieść, szczególnie dla poliglotki Tolaas, jest równie ważna jak zapach.

Jak tę złożoną, sensoryczną wiedzę wykorzystać w dizajnie?

Zapach oddziałuje na emocje, może angażować, tworzyć alternatywne komunikaty. Z jego pomocą można zmienić przestrzeń, sprawić by była bardziej „drewniana” lub miękka, sprzyjająca koncentracji czy pobudzeniu. Niedawno powstały naczynia dla ludzi starszych, którzy często tracą apetyt. Podczas gotowania, uwalniają się molekuły pobudzające łaknienie. Niewidzialny komunikat staje się namacalny.

Ilustracja 4

Zapach jest bezpośrednim bodźcem – wywołuje natychmiastowe reakcje. Jest także niesamowicie subtelną, niewidzialną tkanką subiektywnych odczuć i wspomnień. Na jednym z wystąpień Marty przypadkowy słuchacz – operator kamery – kompletnie się rozkleił. Marta dała mu bowiem do powąchania próbkę mchu dębowego. Intensywny zapach momentalnie przywołał wspomnienie wakacji i burzliwego uczucia.

Reakcje na projekt „Fear – The Fear of  Smell / The Smell of Fear” Sissel Tolaas są skrajnie różne. Ściany galerii spryskane molekułami wyabstrahowanymi z potu mężczyzn cierpiących na lęk przed kontaktem fizycznym wywołują zarówno czułość i potrzebę bliskości (w Londynie jedna z kobiet przychodziła codziennie tuląc się do ściany i obsypując ją pocałunkami), jak i bolesne wspomnienia (90-letni Koreańczyk dzięki potowi nieznanego nowojorczyka poczuł zapach wojny koreańsko-japońskiej; płakał i wyprosił u artystki dwa mililitry ekstraktu). Zapach, podobnie jak jedzenie dla Marie Voegelzang jest subiektywnym, granicznym doznaniem o niesamowitej mocy.

Po co nam ta rozszerzona rzeczywistość zapachowa?

Dla szerszego, egzystencjalnego oparcia w świecie. Dla kompletnego, złożonego doświadczania świata. Dla zwiększania wrażliwości społecznej, estetycznej, etycznej. Dla wielowymiarowości.

Wracając z Berlina zapełnionym po brzegi autobusem w upalny czerwcowy poniedziałek kartkowałam książeczkę – wywiad z Sissel Tolaas – uwalniając szesnaście zapachów strachu. Publikacja zawiera te same molekuły, którymi pomalowane były ściany nowojorskiej, bostońskiej, seulskiej galerii. Doświadczenie – wbrew pozorom – bardzo odświeżające.

Czy zapach może być nośnikiem głębszych, społecznych zmian? „Zapach prowokuje. A tam gdzie prowokacja, jest i nadzieja” odpowiada Sissel.

Przypisy:

[1]  Sissel Tolaas, Life is everywhere. mono.kultur, # 23, spring 2010, s. 39.

[2]  Zob. David Michael Levin, red., Modernity and the Hegemony of Vision, University of California Press, 1993.

[3] Juhani Palasmaa, Oczy skóry. Architektura i zmysły. Przeł. Michał Choptiany, Instytut Architektury, Kraków 2012, s.15.

SKOMENTUJ

Nr 234

(27/2013)
2 lipca 2013

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

NAJPOPULARNIEJSZE



WAŻNE TEMATY

TEMATY TYGODNIA

drukuj
pobierz jako pdf / wyślij e-mail