Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Temat tygodnia > „Golgota Picnic”. Czy...

„Golgota Picnic”. Czy artystom wolno wszystko?

Redakcja "Kultury Liberalnej"

Szanowni Państwo,

czy świat, w którym żyjemy, zmierza do koniecznego zeświecczenia? Coraz mniej osób bez zastrzeżeń mogłoby się podpisać pod optymizmem odchodzenia od wiary i pozostawiania za sobą religijnego pierwiastka w organizacji społeczeństw. Marcel Gauchet, ceniony francuski socjolog, twierdzi nawet, że religia stopniowo odzyskuje znaczenie w sferze publicznej, albowiem przestała być traktowana przez obywateli jako realne niebezpieczeństwo dla demokracji. Czy to samo jednak dotyczy demokracji młodych?

Przez polskie media z ponurą regularnością przetaczają się ostre debaty o granicach wolności artystycznej. Głosy oburzenia za rzekome znieważanie chrześcijańskich wartości przeplatają się z apelami o konieczność zachowania swobody ekspresji i zaprzestania prób cenzurowania kultury. Każdy ma pod ręką odpowiedni przepis obowiązującego prawa. W dyskusje włączają się duchowni.

Spór, który wybuchł wokół spektaklu „Golgota Picnic” w reżyserii Rodrigo Garcíi zaskakuje z trzech powodów. Po pierwsze, bo tak łatwo sprowokować osoby wierzące do mocnej reakcji na domniemaną nawet – większość przecież spektaklu nie widziała – obrazę ich uczuć. Po drugie, ponieważ narrację o wydarzeniach w Poznaniu uformowały osoby o przekonaniach dalekich od koncyliacyjności. Konflikt zyskuje na sile, a w efekcie nawet radykalne stanowiska wydają się głosem rozsądku. Zastraszanie, lęk o fizyczne bezpieczeństwo aktorów i widzów, nocne czytania tekstu przekrzykiwane litaniami, wzajemne oskarżenia – w ten sposób trudno prowadzić jakąkolwiek dyskusję.

Po trzecie, miała miejsce kompromitacja policji. Jej przedstawiciele poinformowali o zagrożeniach w taki sposób, że organizatorom festiwalu Malta nie pozostało nic innego, jak tylko odwołać wydarzenie o charakterze kulturalnym. To, że policja daje do zrozumienia, iż nie jest w stanie zapewnić bezpieczeństwa podczas spektaklu po prostu domaga się wyjaśnień. Jeśli zaangażowanie MSWiA w aferę taśmową ma tłumaczyć bezwład w państwie w innych sferach, to obywatelom długo jeszcze będzie pobrzmiewać w uszach słynna już diagnoza Bartłomieja Sienkiewicza dotycząca naszego kraju.

Nie jest to pierwszy przypadek dzieła artystycznego budzącego wśród Polaków tak skrajnie negatywne emocje. Wystarczy wspomnieć dwóch artystów, o których głośno było w ostatnich miesiącach: Jacek Markiewicz i jego „Adoracja” oraz Jan Klata i jego spektakl „Do Damaszku”. Przykłady tego rodzaju kontrowersji można bez trudu mnożyć, zupełnie tak, jakby nie było możliwe pozostawienie części przestrzeni publicznej osobom, których światopoglądu czy gustów po prostu nie podzielamy. Do tego stanu rzeczy przyłożyli rękę wszyscy redukujący sztuki piękne do polityki. Nic dziwnego, że muzea czy teatry powoli przestają być przestrzenią nieskrępowanej ekspresji artystycznej, a zamieniają się w areny lokalnych sporów etyczno-ideologicznych.

Przekornie proponujemy zatem rozmowę. Zapraszamy osoby o odmiennych przekonaniach do wyjaśnienia, co dla nich oznacza konflikt o poznański spektakl.

Zaczynamy od najmocniejszego głosu. „Żyjemy w kraju, w którym państwo i społeczeństwo obywatelskie skapitulowały wobec konserwatywnego, a nawet fundamentalistycznego zwrotu kulturowego” – mówi reżyser filmowa i teatralna Agnieszka Holland w rozmowie z Karoliną Wigurą. To samo zjawisko, przekonuje Holland, uwidacznia się nie tylko w zdjęciu z afisza „Golgoty Picnic”, ale też w niedawnej deklaracji wiary lekarzy oraz sprawie profesora Bogdana Chazana.

Zupełnie innego zdania jest politolożka Marta de Zuniga. „Nie ma w Polsce żadnego «konserwatywnego zwrotu»  – przekonuje. – Raczej wiele osób oczekuje przyjaznej przestrzeni publicznej, która dopuszczając pluralizm, nie epatowałaby niesprawiedliwą, obraźliwą, wulgarną lub nawołującą do przemocy treścią. Artyści nie powinni domagać się specjalnego immunitetu, ani mylić swobody wypowiedzi z prawem do obrażania osób o odmiennych przekonaniach”.

Filozofka Katarzyna Kasia z „Kultury Liberalnej” podejmuje inny temat. Jej zdaniem, dyskutując zażarcie o „moralności” i „niemoralności” różnych wypowiedzi artystycznych, zapomnieliśmy, że w sztuce powinno chodzić… o coś więcej; że są jeszcze inne kategorie: sztuki dobrej, słabej, kiczu. To dlatego, przekonuje Kasia, podstawowym sposobem robienia sztuki stał się skandal.

Niebagatelną rolę w sporze o wolność sztuki odgrywają krytycy, którzy dysponują profesjonalnymi narzędziami oceny dzieła artystycznego. Czy możliwe jest jednak uprawianie krytyki bez grzęźnięcia w bagnie dość jałowych kłótni światopoglądowych? Czy jeszcze da się w Polsce oceniać sztukę, nie narażając się na zarzut „prymitywnego konserwatyzmu i zaściankowości” tudzież „wszetecznego lewactwa”? Odpowiedzi na te pytania udziela Jacek Wakar w wywiadzie z Alicją Rosé.

Zapraszamy do lektury!

Redakcja

 


 

Stopka numeru:

 

Koncepcja numeru: Redakcja.

Ilustracje: Joanna Grochocka [https://pl-pl.facebook.com/ideyka].

Współpraca: Monika Helak, Konrad Kamiński, Łukasz Pawłowski, Błażej Popławski, Viktoriia Zhuhan, Marcin Żuraw.

SKOMENTUJ

Nr 286

(26/2014)
1 lipca 2014

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

NAJPOPULARNIEJSZE

PODOBNE



WAŻNE TEMATY

TEMATY TYGODNIA

drukuj
pobierz jako pdf / wyślij e-mail