Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Putinada] Przypadki białoruskiego...

[Putinada] Przypadki białoruskiego kina – przeszłość

Julia Alaksiejewa

O historii białoruskiego kina pisze Julia Alaksiejewa. Kolejny tekst – o współczesnym kinie białoruskim, już wkrótce w „Kulturze Liberalnej”.

Jakie jest białoruskie kino? Na to pytanie chyba nawet Białorusini nie znają odpowiedzi. Dla dyktatorów kino zawsze było pożytecznym „opium dla ludu”. Wystarczy przypomnieć główny nurt kina niemieckiego po 1933 roku, w którym dominowały lekkie produkcje, filmy dokumentalne i kroniki filmowe wyświetlane przed seansami. Podobnie jest teraz na Białorusi. Filmy produkowane w białoruskich studiach filmowych nie odnoszą wielu sukcesów i bardzo rzadko wywołują jakiekolwiek, nawet toczone lokalnie, artystyczne dyskusje. Na wartościowy film potrzeba miliardów rubli białoruskich, a tamtejsze Ministerstwo Kultury nie dysponuje – a może nie chce dysponować – takimi kwotami.

Prezydent Białorusi Aleksandr Łukaszenka skrytykował białoruskie kino, mówiąc że „tylko marnuje się na nie środki publiczne. Niech filmowcy biorą pożyczki i robią filmy. Zrobicie dobry film – zrefundujemy koszty, ale z góry pieniędzy dawać nie będziemy”.

Julia Alaksiejewa

A przemysł filmowy na Białorusi ma świetne tradycje – w czasach radzieckich, studio w Mińsku było wysoko cenione. Teraz jednak większość produkcji realizowana jest dla rosyjskich kanałów telewizyjnych – jest to bardziej opłacalne i wygodniejsze.

W ostatnim dziesięcioleciu pojawiła się tendencja do realizowania projektów we współpracy z innymi państwami. Szczególnie warte uwagi są – choć niezauważona przez krytyków – estońsko-białoruska koprodukcja „Samotna wyspa” oraz nagrodzony w Cannes film Siergieja Łoźnicy „We mgle” według powieści klasyka białoruskiej literatury Wasyla Bykowa. Temu ostatniemu filmowi białoruscy krytycy uważają za wyjątkowe działo „narodowe”.

Wobec niechęci państwa do finansowania filmu, głównym źródłem dochodów artystów są fundusze zagraniczne – głównie rosyjskie – nie zaś dotacje z Ministerstwa Kultury. W białoruskich studiach panuje zastój i topnieją kadry. Brakuje reżyserów i scenarzystów. Bo jaką motywację do pracy w lokalnym studiu ma młody absolwent Akademii Sztuk Pięknych, jeśli w najbliższych dwudziestu latach zrealizuje – i to jeśli będzie miał szczęście! – cztery filmy według własnego scenariusza? Jakie możliwości rozwoju daje młodym filmowcom Białoruś? Można pisać „do szuflady”, ale najlepiej wyjechać do Moskwy, gdzie są duże pieniądze i wiele możliwości pracy – zwłaszcza w telewizji.

Obecnie panuje tendencja do realizowania projektów we współpracy z innymi państwami. Szczególnie warte uwagi są estońsko-białoruska koprodukcja „Samotna wyspa” oraz nagrodzony w Cannes film Siergieja Łoźnicy „We mgle” według powieści klasyka białoruskiej literatury Wasyla Bykowa.

 

Julia Alaksiejewa

Wracając do przeszłości – w czasach sowiecki białoruski film odnosił sukcesy nie tylko w samym Związku Radzieckim, ale i poza jego granicami. Film Wiktora Turowa „Przez cmentarz” znajduje się na liście 100 najważniejszych filmów prowadzonej przez UNESCO. W 1924 roku, na fali Nowej Polityki Ekonomicznej w Związku Radzieckim, powstało studio „Biełaruś-Film”. Pierwsze dwa obrazy, które w nim wyprodukowano to «Лесная быль» Jurija Taricha o walce przeciw polskiej okupacji oraz «Убитая жизнью» Osipa Fröhlicha – propagandowy film o walce z prostytucją. Prowadzona wówczas polityka białorutenizacji miała oczywiście niemały wpływ dobór filmowych tematów. W późniejszym okresie popularne stają się tzw. agitki, filmy dla dzieci, komedie, filmowe adaptacje dzieł literackich.

II wojna światowa miała na białoruskie kino wyjątkowo mroczny wpływ – wywołała wysyp filmów o heroicznych żołnierzach i partyzantach. Temat wojny dominuje w nadchodzących dekadach. W latach 70. z kolei szczyt osiągnęła produkcja filmów rysunkowych. W całym Związku Radzieckim dzieci oglądały „Przygody Pinokia” i „O czerwonym kapturku”.

W latach 70. pojawia się pokolenie absolwentów moskiewskiego Wszechzwiązkowego Państwowego Wydziału Kinematografii, tzw. WGIK-u – ludzi ze nową perspektywą, choć wciąż dobrze wpisującą się w wymagania panującego systemu. Warto wyróżnić dwóch twórców ówczesnego czasu: Walerija Rubińczyka, którego „Wieniec sonetów” i pierwszy w historii ZSRR mistyczny thriller „Dzikie polowanie króla Stasia” należą już do klasyki, a także Walentina Winogradowa – kolegę Andrieja Tarkowskiego i Wasilija Szukszyna z WGIK-u. Ciekawostka: prześladowany Winogradow zrezygnował w końcu z twórczości filmowej.

W latach 80. filmowcy niezmiennie poszukują inspiracji w literaturze. Najważniejszym obrazem tego czasu jest „Idź i patrz” Elema Klimowa na podstawie scenariusza Ałesia Adamowicza.

Upadek Związku Radzieckiego boleśnie przeżyło nie tylko społeczeństwo, ale i białoruskie kino. W okresie wyjątkowej artystycznej stagnacji, w 1997 roku – już po dojściu Łukaszenki do władzy – studio filmowe „Biełaruś-Film” otrzymuje status „narodowego”, co prowadzi do jego artystycznego końca. Obecnie powstają tam głównie filmy dokumentalne.

Prezydent Białorusi Aleksandr Łukaszenka podczas wizyty w pierwszym mińskim multipleksie „Białoruś” skrytykował białoruskie kino, mówiąc że „tylko marnuje się na nie środki publiczne. (…) Niech [filmowcy] biorą pożyczki i robią filmy. Zrobicie dobry film – zrefundujemy koszty, ale z góry pieniędzy dawać nie będziemy”.

Z języka rosyjskiego przełożył i tekst opracował Łukasz Jasina.

SKOMENTUJ

Nr 286

(26/2014)
5 lipca 2014

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

NAJPOPULARNIEJSZE



WAŻNE TEMATY

TEMATY TYGODNIA

drukuj
pobierz jako pdf / wyślij e-mail