Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Patrząc > Bez znieczulenia. Recenzja...

Bez znieczulenia. Recenzja „Plemienia” Myrosława Słaboszpyckiego

Jana Stępniewicz

Pozbawiony słów i muzyki film stawia fundamentalne pytanie: gdzie kończy się człowiek, a zaczyna zwierzę? „Plemię” to obraz odrażający i magnetyczny zarazem. Nagradzany na festiwalach międzynarodowych, natomiast przez ukraińskich krytyków częściej komentowany słowem „hańba”.

Postsowieckie miasto. Cywilizacyjne osadzenie tego miejsca widać gołym okiem – szkielet zdewastowanego przystanku, przypadkowe kolory środków transportu publicznego, przeżerany rdzą samochód na poboczu, nienaturalny blond na głowach odzianych w szarość mieszkanek miasta. Główny bohater, Serhij (jego imię poznajemy dopiero z napisów końcowych), pyta kobietę o drogę. Początek filmu Słaboszpyckiego pokazuje przede wszystkim beznadzieję krajobrazu. Atmosfera przygnębienia i rozkładu będzie towarzyszyła ludzkim dramatom opowiedzianym w tym ascetycznym formalnie obrazie.

„Plemię” wzbudza skrajne reakcje – od odrzucenia radykalnego stylu opowiadania, z którym film spotyka się w Ukrainie [1], aż po entuzjastyczne przyjęcie na międzynarodowych festiwalach, dzięki któremu stał się najbardziej utytułowaną ukraińską produkcją zeszłego roku. Obraz zdobył ponad 40 nagród, najbardziej prestiżowe wyróżnienia to trzy nagrody (z czterech możliwych) w sekcji Tydzień Krytyki (fr. Semaine de la Critique) na ubiegłorocznym festiwalu w Cannes, w tym – The Nespresso Grand Prize. „Plemię” zostało uhonorowane również tytułem „Europejskie Odkrycie Roku” (Europejskie Nagrody Filmowe 2014).

The%20Tribe-Anna%20and%20Sergey

Stać się częścią plemienia

Nastoletni chłopak trafia do szkoły dla niesłyszących z internatem. Jest nowy w zamkniętej grupie o ustalonej hierarchii i sztywnych zasadach, ma do wyboru: przyjąć reguły i szukać swego miejsca we wspólnocie lub zostać outsiderem i dyżurnym chłopcem do bicia. Serhij wybiera pierwszą opcję – wstępuje do plemienia, bandy nastolatków zajmujących się po lekcjach rozbojem, kradzieżą i najbardziej dochodową czynnością w zasięgu ręki – sutenerstwem.

Tytułowe plemię odzwierciedla strukturę społeczną ludzi pierwotnych. W tej hierarchii wszyscy podporządkowują się osobnikowi, który wywalczył miejsce na szczycie drabiny siłą i sprytem. Nowy przechodzi więc obrzęd inicjacji – walki „wszyscy na jednego” – a z czasem zostaje dopuszczony do coraz bardziej odpowiedzialnych i lukratywnych zajęć. Na szczyt organizacji nigdy jednak dojdzie. Gdy zaczyna parać się sutenerstwem, zakochuje się w jednej z podopiecznych, Annie, która świadczy usługi seksualne tirowcom i hersztowi gangu. Główny bohater z niewinnego chłopca, którego widzimy w pierwszej scenie na depresyjnym przystanku, powoli staje się zwierzęciem. Serhij przekracza kolejne granice człowieczeństwa: przemoc – gwałt – zabójstwo. Ta przemiana jest nieunikniona, bo jak mówi dawne ukraińskie przysłowie „z wilkami żyć – wilkiem wyć” (ukr. З вовками жити – по-вовчому вити). Dopiero pierwsza w życiu Serhija miłość skłania go, by przeciwstawić się zasadom plemienia. Bunt ten złamie losy i życia wielu ludzi, lecz nie złamie systemu.

Fabuła pierwszego pełnometrażowego filmu Słaboszpyckiego jest zatem jednocześnie prosta i wielowymiarowa, można ją odczytać na wiele sposobów. Obraz z jednej strony porusza problem przemocy w zamkniętym środowisku nastolatków pozbawionych autorytetów moralnych, z drugiej zaś pokazuje bezsilność jednostki w walce z systemem. W tym sensie, jako nakręcony w schyłkowym okresie rządów Janukowycza, może stanowić metaforę tego oligarchiczno-kryminalnego układu.

Obraz, który boli

Film Słaboszpyckiego wprowadza widza w transowy rytm od samego początku. W drugiej scenie  mieszkańcy internatu świętują początek roku szkolnego, a dziewczynka niesiona przez jednego ze starszaków dzwoni dzwonkiem. Dla zebranych jest to tylko formalny rytuał przeszczepiony ze świata słyszących. Absurdalność tego obrządku rozumiemy dopiero kilka minut później, kiedy o końcu zajęć w szkole informuje zrozumiały dla niesłyszących sygnał – miganie lampki. Na apelu zamiast oklasków uczniowie podnoszą do góry ręce i kręcą dłońmi, co budzi skojarzenia z mimodramem. Sam reżyser zresztą nazwał swój film „pantomimą”. Ten wyrafinowany taniec rąk przenosi nas do świata pozbawionego słów – w ciągu 130 minut projekcji nie usłyszymy bowiem żadnego. Bohaterowie rozmawiają między sobą w języku migowym i chociaż na ekranie nie ma tłumaczenia tych dialogów, akcja oraz emocje są przejrzyste i zrozumiałe. Słowa nie rozpraszają uwagi, nie wygładzają obrazu, nie tłumaczą zachowań, nie eufemizują przestępstw. Brak werbalnego akompaniamentu obnaża pokazane na ekranie emocje, a u widza wyostrza percepcję, ponieważ poniekąd zwalnia go z konieczności rozszyfrowywania mowy. Zmysły skupiają się na płaszczyźnie wizualnej, a to, co widzimy na ekranie, poraża swoją brutalnością.

Słaboszpyckiemu udało się osiągnąć niewyobrażalny efekt tortur – kiedy patrzenie na ekran moralnie boli, a jednak nie możemy oderwać od niego oczu.

Jana Stępniewicz

Kamera skrupulatnie dokumentuje akty poniżania i niczym nieuzasadnionej, chciałoby się rzec zwierzęcej, agresji. Nie oszczędza widza, pokazuje przemoc do samego końca. Myrosław Słaboszpyckyj wciąga nas do tego świata również naturalistycznym rytmem narracji. W „Plemieniu” większość wydarzeń dzieje się w tempie rzeczywistym, bez przyspieszeń i skrótów. Prawie ośmiominutowa scena aborcji wykonywanej bez znieczulenia w obskurnym mieszkaniu wbija w fotel. Reżyser unika zbliżeń, często stawia kamerę w oddali bądź też śledzi bohaterów płynnym jednostajnym ruchem. Brak słów i muzyki, szerokie ujęcia kamery, oszczędny montaż oraz paradokumentalny styl opowieści stwarzają iluzję uczestnictwa w wydarzeniach, obarczają widza współodpowiedzialnością za nie. Słaboszpyckiemu udało się osiągnąć niewyobrażalny efekt tortur – kiedy patrzenie na ekran moralnie boli, a jednak nie możemy oderwać od niego oczu.

The%20Tribe-abortion%20scene

„Plemię” bez Oscara?

O ukraińskim kinie było przez lata cicho. Tamtejsze produkcje, nawet jeśli trafiały do programów festiwali międzynarodowych, przechodziły bez echa. Pech jednak chciał, że w tym samym 2014 r. na ekrany weszły dwa dobre, lecz diametralnie różne filmy: „Plemię” Myrosława Słaboszpyckiego oraz „Przewodnik” Ołesia Sanina, dramat historyczny opowiadający o zagładzie kobziarzy w latach 30. XX w. Ukraiński Komitet Oscarowy stanął przed nie lada wyzwaniem, gdy musiał wyłonić kandydata do amerykańskiej statuetki w kategorii „najlepszy film nieanglojęzyczny”. Na krótkiej liście znalazły się trzy obrazy – wspomniane „Plemię” i „Przewodnik” oraz „Trębacz”, muzyczna komedia dla dzieci w reżyserii Anatolija Mateszki. Słaboszpyckyj uważał, że to właśnie „Plemię” miało największe szanse na Oscara. Jak tłumaczył, jego film zdobył nagrody na prestiżowych festiwalach i odniósł historyczny sukces w Tygodniu Krytyki, zgarniając rekordową liczbę nagród w 53-letniej historii tej sekcji Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Cannes. Tymczasem konkurenci nie zadbali o promocję swoich dzieł. „Uczestniczyliśmy w siedemdziesięciu festiwalach międzynarodowych, a «Przewodnik» tylko w dwóch” – wyliczał Myrosław Słaboszpyckyj w wywiadach dla ukraińskich mediów. „Wyścig o Oscara zaczyna się de facto w Toronto (Międzynarodowy Festiwal w Toronto, TIFF) i «Plemię» jest na liście festiwalowej. Oprócz tego prezydent Stowarzyszenia Krytyków Filmowych z Los Angeles ocenił nasz film na 90 w skali 100 punktów. Mamy realne szanse na Oscara! Ale okazuje się, że przez korupcyjne powiązania do kibla wyrzucają film, który spodobał się światu”. Reżyser „Plemienia” zarzucił Ukraińskiemu Komitetowi Oscarowemu nieprzejrzystość w podejmowaniu decyzji, gdyż trzech jego członków było zaangażowanych w produkcję „Przewodnika”. Zagroził nawet, że zaskarży decyzję do Amerykańskiej Akademii Filmowej. Skargi jednak nie było, a „Przewodnik” nie przebił się do ścisłej listy filmów nominowanych do nagród Amerykańskiej Akademii Filmowej.

00268660

Dziki Wschód dla Zachodu. Recenzje w Ukrainie

W samej Ukrainie „Plemię” wzbudziło kontrowersje tak silne, że niektóre organizacje (jak nieistniejący już Komitet Obrony Moralności) domagały się bojkotu filmu. Nie brakowało pochlebnych recenzji, a Stowarzyszenie Filmowców Ukraińskich przyznało obrazowi Słaboszpyckiego tytuł „Najlepszego filmu 2015 roku”. Jednak część środowiska filmowego przyjęła „Plemię” z oburzeniem, zarzucano reżyserowi stworzenie filmu bezideowego, formalnego, epatującego nagością i przemocą, implikowano mu również dewiacje seksualne. „Taki film mógł stworzyć człowiek psychicznie chory, obarczony dysfunkcją seksualną, zakompleksiony”, napisał na swoim facebookowym profilu operator filmowy Jurij Harmasz. Wtórował mu scenarzysta i pisarz Bohdan Żołdak, który swoje wrażenia po seansie określił słowem „hańba”. Nawet w przychylnych obrazowi recenzjach stawiano pytanie o celowość umieszczania tylu brutalnych scen: „czy warto przekraczać granicę pokazywania przemocy, za którą stoi nieuzasadnione wykorzystanie środków wyrazu artystycznego?”.

Głosy krytyki dotyczyły również „sprzedawania” na Zachód obrazu nędznego kraju i społeczeństwa przesiąkniętego przemocą („Plemię” nazywano m.in. filmem o „dzikim Wschodzie”), a także kształtowanie wizerunku niesłyszących jako ludzi pozbawionych zasad moralnych. Istotnie, reżyser nie pozwala nam odczuwać litości wobec bohaterów. Członkowie plemienia wzbudzają strach, nienawiść, ból, lecz nie współczucie.

00103125

Kontrowersje wokół „Plemienia” można wyjaśnić przez porównanie z Paradą Równości. W Warszawie piętnasty już pochód, karnawałowy w swej formie, liczył kilkanaście tysięcy uczestników. Tydzień przed polską imprezą odbył się pierwszy Marsz Równości w Kijowie. Odważyło się w nim uczestniczyć niespełna 250 przedstawicieli środowisk LGBT, których ochraniała półtoratysięczna armia milicjantów, a i tak po półgodzinnym przemarszu naddnieprzańską promenadą ukraińscy geje i lesbijki zostali pobici przez chuliganów. To wydarzenie pokazuje skalę problemu z akceptacją inności – ukraińska publiczność w pewnym sensie nie była gotowa na tak radykalny obraz, jakim jest film Słaboszpyckiego.

Mimo braku muzyki oraz mowy, czyli dźwięków w jakiś sposób ukształtowanych i okiełznanych, film nasuwa mi właśnie muzyczne skojarzenia – thrash-metalowego brzmienia, surowego i brutalnego w swej istocie.

Przypis:

[1] Autorka świadomie łamie obowiązujące obecnie zasady języka polskiego – z nadzieją, że w niedalekiej przyszłości wyrażenie „w Ukrainie” (zamiast „na Ukrainie”) stanie się uzusem językowym, który ukształtuje nową normę języka polskiego. Przyimek „na” jest spuścizną po epoce dominacji jednych krajów nad drugimi, wskazuje bardziej na ‛terytorium’, a nie na ‛państwo’.

 

Film:

„Plemię”, reż. Myrosław Słaboszpyckyj, Ukraina, Holandia, 2014.

 

SKOMENTUJ

Nr 336

(24/2015)
16 czerwca 2015

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

TEMATY TYGODNIA

drukuj
pobierz jako pdf / wyślij e-mail