Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Bioetyka] Ciężarna z...

[Bioetyka] Ciężarna z zawodu

Emilia Kaczmarek

W najnowszym Temacie Tygodnia, poświęconym sztucznemu zapłodnieniu, skupiliśmy się na kontrowersjach wokół anonimowego dawstwa gamet, adopcji zarodków czy naprotechnologii. Globalnej debaty na temat in vitro nie sposób jednak zrozumieć bez kolejnego gorącego wątku, jakim jest macierzyństwo zastępcze.

Problemy z płodnością mogą przybierać różne formy. Macierzyństwo zastępcze jest „atrakcyjnym rozwiązaniem” jedynie dla szczególnej grupy pacjentów: kobiet, które posiadają własne, zdrowie komórki jajowe, ale nie są w stanie donosić ciąży; kobiet bezpłodnych, które wolą takie rozwiązanie od adopcji cudzego zarodka oraz męskich par homoseksualnych.

W zależności od konkretnych przypadków, matka zastępcza – czyli kobieta, która godzi się oddać urodzone przez siebie dziecko – jest spokrewniona z tym dzieckiem lub nie. Jak to możliwe? Surogatka może zgodzić się na przyjęcie cudzego zarodka lub być jednocześnie dawczynią komórki jajowej dla bezpłodnej kobiety czy homoseksualnego mężczyzny. W tym drugim przypadku matka zastępcza oddaje dziecko, które – z genetycznego punktu widzenia – jest także jej dzieckiem. W tym pierwszym – wynajmuje swoją macicę.

Surogacja na świecie

Kwietniowe trzęsienie ziemi odsłoniło przed światem nowe oblicze Nepalu – kraj należy do grupy największych centrów ciążowego biznesu. Nagranie przedstawiające homoseksualne pary ewakuowane z urodzonymi przez tamtejsze surogatki dziećmi wzbudziło liczne kontrowersje. Przede wszystkim zwracano uwagę na fakt, że choć same dzieci i ich ojcowie są już bezpieczni – matki zastępcze nie zostały ewakuowane, mimo że wiele z nich nadal jest w ciąży. Ponieważ nagranie przedstawia izraelskich gejów, krytykowano także prawo tego kraju, argumentując, że gdyby surogacja była dostępna dla homoseksualnych par w samym Izraelu, mężczyźni pokazani na nagraniu nie musieliby nigdzie wyjeżdżać, aby legalnie zostać rodzicami.

To ostatnie stwierdzenie najprawdopodobniej nie jest jednak prawdziwe. Takie kraje jak Indie, Tajlandia, Meksyk czy Nepal przyciągają chętnych do skorzystania z usług matek-surogatek, ponieważ nie brakuje tam kobiet gotowych zajść w ciążę za bardzo małe, jak na zachodnie realia, pieniądze. Tajlandia, nie chcąc być spostrzegana jako „fabryka dzieci dla obcokrajowców”, zakazała komercyjnej surogacji po głośnym skandalu, w którym australijska para zostawiła młodą Tajkę-matkę zastępczą z dzieckiem cierpiącym na zespół Downa. Z kolei w Indiach surogatki na czas ciąży przetrzymywane są w specjalnych ośrodkach (w celu kontrolowania ich sposobu życia i odżywiania się), a cały proceder przyjmuje czasem formy bezpośredniego handlu dziećmi.

Choć surogacja z altruistycznych pobudek jest możliwa, to jednak trudno odróżnić takie przypadki od innych – kiedy to kobieta decyduje się zostać matką zastępczą wyłącznie z powodu dramatycznej sytuacji finansowej.

Emilia Kaczmarek

Na Zachodzie macierzyństwo zastępcze stanowi nieraz formę wewnątrzrodzinnej pomocy – kiedy to np. matka lub siostra kobiety, która ma za sobą serię poronień, godzi się przyjąć jej zarodek i urodzić dziecko swojej córce czy siostrze. Umowy o macierzyństwo zastępcze między niespokrewnionymi osobami są natomiast legalne np. w Wielkiej Brytanii, ale opłata za tego typu usługi, podobnie jak w przypadku dawstwa komórek jajowych, musi mieć formę zwrotu kosztów, a nie formalnej pensji (taki zwrot to około 15 tys. funtów).

Surogacja w Polsce

Macierzyństwo zastępcze w Polsce nie jest prawnie zakazane. Rządowa ustawa o leczeniu niepłodności nie reguluje i tej kwestii. Jednak obowiązujące przepisy, podobnie jak te proponowane w nowej ustawie, celowo stwarzają sytuację, która ma macierzyństwo zastępcze praktycznie uniemożliwiać.

Zawarcie umowy o macierzyństwo zastępcze jest w Polsce bardzo ryzykowne dla obu stron. Dlaczego? W świetle polskiego prawa matką dziecka jest wyłącznie kobieta, która to dziecko urodziła, niezależnie od tego, czy jest z nim spokrewniona, czy nie. Jeśli para na czas ciąży powierzy swój zarodek surogatce, ta, po urodzeniu dziecka, może po prostu nie chcieć zrzec się praw rodzicielskich. W takiej sytuacji biologiczny ojciec dziecka może się domagać przeprowadzenia testów genetycznych, dowieść swojego ojcostwa i walczyć o prawo opieki nad dzieckiem, natomiast genetyczna matka dziecka (ta, z której komórki jajowej dziecko powstało) nie ma do niego żadnych praw. Brak rozróżnienia na matkę genetyczną i matkę biologiczną w polskim prawie działa w obie strony. Jeśli np. kobieta zgodzi się zostać matką zastępczą dla innej kobiety, a po urodzeniu dziecka genetyczna matka dziecka zniknie bez śladu, surogatka – formalnie jedyny rodzic – zostaje zupełnie sama z cudzym (pod względem pokrewieństwa) dzieckiem.

Czy w takim razie w Polsce nie ma surogatek? Są, ponieważ prawo można na różne sposoby obchodzić. O tym, jak to się robi, pisała choćby Ilona Godlewska w „Gazecie Wyborczej“. „Wymyślasz w sądzie historyjkę, że ty i biologiczny ojciec dziecka mieliście romans i zaszłaś, ale nie możesz wychować tego dziecka – tłumaczy mi Katarzyna, która surogatką była dwa razy”. W materiale poświęconym surogacji przygotowanym przez „The New York Times“, Polska – obok Ukrainy, Cypru czy Indii – wymieniona jest jako jeden z ważnych krajów na mapie globalnej turystyki reprodukcyjnej.

Po wejściu w życie nowej ustawy regulującej zapłodnienie in vitro zawarcie umowy o macierzyństwo zastępcze w Polsce może być nieco trudniejsze, ponieważ sztuczne zapłodnienie nie będzie dostępne dla samotnych kobiet. Aby obejść to prawo, surogatka i ojciec dziecka będą więc prawdopodobnie deklarować w klinice wspólny związek, a po urodzeniu dziecka, matka zastępcza będzie musiała zrzec się praw rodzicielskich. Wtedy genetyczna matka dziecka i jednocześnie prawdziwa partnerka mężczyzny, który zgłosił się do kliniki wraz z surogatką, może wystąpić o adopcję.

Penalizować czy legalizować?

Czy surogacja to handel dziećmi? Jeśli kobieta zostaje matką zastępczą z altruistycznych pobudek lub jeśli nie jest spokrewniona z dzieckiem, które urodzi – mamy tu raczej do czynienia z wypożyczeniem lub wynajęciem macicy, a nie z handlem dziećmi. Dlaczego? Jeśli do macierzyństwa zastępczego dochodzi w ramach pomocy między bliskimi ludźmi (np. w rodzinie) nie ma tutaj raczej mowy o żadnej transakcji handlowej. W przypadku surogatek z krajów rozwijających się element finansowy (tzn. wynagrodzenie za urodzenie dziecka) wprawdzie jest obecny, ale dziecko zazwyczaj nie jest spokrewnione z matką surogatką – w końcu biali Australijczycy czy Amerykanie raczej nie chcą wracać do domu z małym Hindusem lub Tajem, ale z podobnym do siebie białym dzieckiem, któremu nie będą musieli nigdy tłumaczyć, że urodziła je kobieta na innym kontynencie.

Jednak z czym mamy do czynienia wtedy, gdy surogatka jest także dawczynią komórki jajowej – genetyczną i biologiczną matką dziecka, która zrzeka się praw rodzicielskich w zamian za wynagrodzenie? Czy dziecko, które powstało w ten sposób, ma podstawy, by czuć się porzucone lub wręcz sprzedane przez matkę? I czy kobieta, która zgodziła się na taki układ, ale rozmyśliła zaraz po porodzie, powinna mieć prawo zatrzymać dziecko? W Stanach Zjednoczonych już w 1987 r. sąd musiał rozstrzygać dokładnie w takiej sytuacji – w słynnej sprawie Baby M sąd orzekł podział praw rodzicielskich między matkę zastępczą (która była także genetyczną matką dziecka) a biologicznym ojcem. Obecnie w Stanach Zjednoczonych matki-surogatki rzadko są jednocześnie genetycznymi matkami rodzonych przez siebie dzieci – właśnie po to, by uniknąć sporu o prawa rodzicielskie. Spór ten jednak i tak czasem się pojawia. Zdarza się, że matka zastępcza nie chce oddać dziecka, mimo że nie jest z nim spokrewniona.

Utowarowienie czy wyzwolenie?

Macierzyństwo zastępcze stało się przedmiotem burzliwej feministycznej debaty. Surogacja bywa przedstawiana zarówno jako szansa dla kobiet, jak i jako wyzysk, przy czym obie strony sporu powołują się na równouprawnienie.

W literaturze nie brakuje także utopijnych wizji, w których surogacja staje się normalnym zawodem, powszechnie praktykowanym przez studentki na całym świecie, które rodząc cudze dzieci, zarabiają na swoje utrzymanie w czasie studiów.

Emilia Kaczmarek

Szwedzka organizacja lobbująca na rzecz praw kobiet sprzeciwia się legalizacji surogacji z kilku powodów. Po pierwsze zauważa, że choć niekomercyjna surogacja z altruistycznych pobudek jest możliwa, to jednak bardzo ciężko odróżnić takie przypadki od innych, prawdopodobnie o wiele częstszych, kiedy to np. kobieta decyduje się zostać matką zastępczą wyłącznie z powodu dramatycznej sytuacji finansowej. W praktyce nie da się też zazwyczaj oddzielić rekompensaty od zapłaty za urodzenie dziecka. Z kolei w tych krajach, w których zalegalizowano komercyjną surogację – np. w Indiach – dochodzi do masowej eksploatacji ubogich i niewykształconych kobiet.

Zwolennicy surogacji wskazują z kolei na przykłady mam, którym bycie w ciąży sprawia prawdziwą przyjemność. Skoro na świecie nie brakuje kobiet, które są gotowe za darmo lub za opłatą urodzić komuś dziecko – dlaczego nie pozwolić im czerpać korzyści z własnych możliwości rozrodczych? Debata nad legalizacją komercyjnej surogacji toczy się m.in. w Australii. W literaturze nie brakuje także utopijnych wizji, w których surogacja staje się normalnym, akceptowanym zawodem, powszechnie praktykowanym przez studentki na całym świecie, które, rodząc cudze dzieci, zarabiają na swoje utrzymanie w czasie studiów.

Jedno jest pewne: zarówno feministyczna, jak i bioetyczna debata o surogacji nie może sobie pozwolić na bujanie w obłokach. Aby prawidłowo ocenić macierzyństwo zastępcze, trzeba wziąć pod uwagę preferencje kobiet oraz globalną sytuację ekonomiczną. Rodzenie cudzych dzieci to raczej nie jest kariera marzeń.

SKOMENTUJ

Nr 337

(25/2015)
25 czerwca 2015

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

NAJPOPULARNIEJSZE



WAŻNE TEMATY

TEMATY TYGODNIA

drukuj
pobierz jako pdf / wyślij e-mail