Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Smakując > Bób zdetronizował cieciorkę

Bób zdetronizował cieciorkę

Magda i Adam Gendźwiłłowie

Czerwcowy bób to zazwyczaj sąsiad truskawek i czereśni na straganach, choć oczywiście mniej od nich popularny, warto jednak po niego sięgnąć i odkryć zalety zielonych ziaren.

Główna kontrowersja wokół bobu dotyczy tego, czy należy jeść go ze skórką czy bez niej. Wcześniej ludzkość musiała się uporać z bardziej fundamentalną kwestią: czy bób w ogóle godzi się jeść? Pitagoras, zasłużona skądinąd postać, miał na ten temat wyrobione dość jednoznaczne zdanie: „Jedzenie bobu jest zbrodnią, którą da się porównać ze zjadaniem głów własnych rodziców”. Jak to dobrze, że to przekonanie nie jest już rozpowszechnione, a bób – bez wyrzutów sumienia – można kupić prawie w każdym warzywniaku.

Czerwcowy bób to zazwyczaj sąsiad truskawek i czereśni na straganach, choć oczywiście mniej popularny i dla wielu zbyt ekscentryczny. Foliowe torebki, w które się go pakuje, nie zawsze mu służą. Owszem, chronią zielone ziarna przed wyschnięciem, ale leżący długo na słońcu bób odparza się i zmienia kolor, a wrzucony do wody wyjątkowo brzydko pachnie, jakby chciał się tym odpłacić za długie godziny niewoli w trudnych warunkach.

Świeży bób ugotowany w osolonej wodzie to przekąska sama w sobie. Fasolowata w swojej strukturze, choć trochę bardziej sprężysta i soczysta, intensywniejsza w smaku. Sycąca – warto dodać – i zdrowa. W tej postaci bób pojawia się w naszej kuchni na inaugurację sezonu, trochę jak szparagi – bez żadnych dodatków. Dopiero potem łączymy go z innymi składnikami, traktując jak innych strączkowych kuzynów. Dobrze sprawdza się jako dodatek do drobiu, omleta, paelli i do różnych ajntopfów, którym z pewnością doda zieleni i mącznej treściwości. Próbowaliśmy doskonałego risotta z bobem, kaszotta z bobem i tadżinu z bobem. Sprawdzają się doskonale, choć do tego ostatniego raczej ciecierzyca jest dodatkiem ortodoksyjnym i mainstreamowym.

Ciecierzycę zdetronizowaliśmy też ostatnio, przygotowując pastę kanapkową z bobu. Pasta przypomina hummus, bo dodaje się do niej sezamowej pasty tahini. Smakuje doskonale. I doskonale sprawdza się na letnie wieczory przy winie. Może gdyby Pitagoras spróbował, zmieniłby zdanie…

pasta_z_bobu2

Składniki:

400 g bobu

4 łyżki pasty tahini

1 ząbek czosnku

1/2 łyżeczki pieprzu cayenne

1/3 szklanki oliwy z oliwek

2 łyżki posiekanej natki pietruszki

3 łyżki pestek słonecznika

sól

W dużym garnku zagotowujemy wodę, dodajemy sól i próbujemy. Woda powinna mieć smak wody morskiej (przyjmijmy, że z Bałtyku). Wrzucamy bób i gotujemy 3 minuty. Przygotowujemy drugi garnek, do którego wlewamy lodowatą wodę. Ugotowany bób odcedzamy i wkładamy do zimnej wody na 5-10 minut. Po tym czasie obieramy bób z łupinek.

Do misy blendera wkładamy obrany bób. Dodajemy wyciśnięty ząbek czosnku, tahini, pieprz cayenne, oliwę z oliwek. Blendujemy na jednolitą masę. Doprawiamy do smaku solą i pieprzem. Jeśli masa wyda się zbyt sucha, dodajmy wody. Do gotowego hummusu z bobu dodajemy natkę pietruszki i pestki słonecznika. Podajemy od razu lub przechowujemy w lodówce polewając wierzch odrobiną oliwy, która powinna ochronić go przed wysychaniem.

SKOMENTUJ

Nr 338

(26/2015)
30 czerwca 2015

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY

TEMATY TYGODNIA

drukuj
pobierz jako pdf / wyślij e-mail