Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Czytając > Wojna zwykłych Niemców....

Wojna zwykłych Niemców. O książce Nicholasa Stargardta „The German War: A Nation Under Arms, 1939–1945”

Zachary Mazur

Czy o udziale Niemców w II wojnie światowej i ich odpowiedzialności za zbrodnie można powiedzieć jeszcze coś nowego? Nicholas Stargardt w swojej ostatniej książce, która w krajach anglojęzycznych doczekała się wielu omówień, udowadnia, że tak.

Stargardt_The_German_War_okladka

W 1945 r. bomby aliantów spadły na Drezno, rozświetlając niebo ogniem zniszczenia. W tym i tak już wyludnionym mieście zginęły wtedy dziesiątki tysięcy Niemców. Bombardowanie to, zamiast skłonić ludność do kapitulacji, co było ostatecznym zamierzeniem antyhitlerowskiej koalicji, sprawiło, że Niemcy zaczęli się bronić z jeszcze większa zaciętością. Dlaczego zimą 1945 r., w momencie gdy wszystko było już stracone, niemieccy obywatele nie odwrócili się od nazistowskiego reżimu? Dlaczego po alarmujących porażkach, które zmusiły Niemców do zaciskania pasa, nie doszło do rewolucji na wzór włoskiej z 1943 r.? Oksfordzki historyk Nicholas Stargardt w swojej najnowszej książce zadaje podobne pytanie i twierdzi jednocześnie, że wciąż dobrze nie rozumiemy, jak Niemcy postrzegali swoją rolę w tych zbrodniczych działaniach, które wstrząsnęły Europą.

Pod lupą historyków

Historycy akademiccy do dziś zmagają się z trudnym zadaniem ukazania złożoności postawy Niemców podczas wojny, starając się wyjść poza ramy powierzchownej dychotomii ofiara – agresor. Bezpośrednio po zakończeniu wojny publicyści i naukowcy opisywali wielu Niemców jako ofiary totalitarnego systemu, trybiki w maszynie śmierci, doświadczające „banalności zła”. Dokładne badania archiwalne zweryfikowały ten obraz przeszłości. Kiedy prezydent Reagan składał wieńce na grobach niemieckich żołnierzy w latach 80., naukowcy rozmontowywali mit dobrego Wehrmachtu i złego SS za pomocą nowych dowodów, potwierdzających współudział regularnego wojska w Holokauście i masakrach cywilów.

W związku z nowymi ustaleniami, które ukazały powszechny współudział Niemców w okrucieństwach wojny, intelektualiści musieli zmierzyć się z szeregiem nowych, przerażających pytań. Przykładem, który najlepiej obrazuje to intelektualne wyzwanie, jest debata socjologa Daniela Goldhagena i historyka Christophera Browninga z lat 90. Ci dwaj badacze pracowali na tym samym materiale archiwalnym – aktach batalionu policji, który wymordował tysiące Żydów – doszli jednak do zupełnie różnych wniosków. W „Gorliwych katach Hitlera” (1996, wyd. polskie 1999) Goldhagen twierdził, że u podłoża masowych zbrodni, których dopuścili się Niemcy, stał ich wrodzony i odwieczny antysemityzm. Browning w „Zwykłych ludziach” (1992, wyd. polskie 2000) przedstawiał dużo bardziej zniuansowany obraz „normalnych” mężczyzn w średnim wieku, zmuszonych do znalezienia sobie miejsca w nadzwyczajnej sytuacji, w której presja ze strony przełożonych i alkohol sprawiały, że dużo łatwiej podporządkowywali się zbrodniczym rozkazom. Goldhagen w dość szokujący sposób starał się przekonywać, że wszyscy Niemcy byli odpowiedzialni za Holokaust. Jednak paradoksalnie to tezy Browninga są dużo bardziej przerażające – skoro byli to „zwykli ludzie”, to każdy z nas w takiej sytuacji mógłby się stać mordercą.

Na tyłach zbrodni

W „The German War…” Stargardt stara się wytłumaczyć, jak „zwykli” Niemcy rozumieli swoją rolę w II wojnie światowej. Wykorzystując listy, dzienniki, kroniki filmowe, zdjęcia, prasę, a także audycje radiowe, oksfordzki historyk usiłuje nadać kształt postaciom z przeszłości poprzez rekonstrukcję ich mentalnego uniwersum. Przedstawia on również sposób, w jaki ich przekonania ewoluują podczas wojny. Główni bohaterowie Stargardta nie tylko bowiem uczestniczą w wojennych zmaganiach, tak jak w „Zwykłych ludziach” Browninga, lecz także oddziałują na świat, wybierając i przyswajając niektóre elementy nazistowskiego światopoglądu i odrzucając inne. Dobrze to widać na przykładzie postaci opisywanych przez Stargardta. I tak porucznik Wilm Hosenfeld, znany szerzej jako wybawca Władysława Szpilmana i innych Żydów mieszkających w Warszawie, przedstawiony jest jako człowiek wątpiący w reżim, który na co dzień lojalnie służy III Rzeszy. Dalej poznajemy sławnego filologa żydowskiego pochodzenia Victora Klemperera, który zmuszony był bezradnie przyglądać się wywózce drezdeńskich Żydów w ramach tzw. przesiedleń, jak eufemistycznie nazywali eksterminację Niemcy. Stargardt umiejętnie czerpie z prywatnych dokumentów, w których ludzie opisywali swoje najbardziej osobiste nadzieje, obawy i poczucie niepewności. Autor mistrzowsko wplata źródła w narrację i kontekst wojny, co sprawia, że książkę czyta się z przyjemnością, mimo że sam temat do przyjemnych nie należy.

„The German War…” mierzy się więc z różnorodnymi zjawiskami – wiarą, żądzą, nienawiścią, nudą, głodem – obierając najtrudniejszą drogę analizy, jaką jest badanie jednostkowego doświadczenia. Za pomocą osobistych narracji Niemców, którzy zdecydowali się przelać na papier historie, jakie ich spotkały, Stargardt pokazuje, z jaką delikatnością można traktować kwestię niemieckiej odpowiedzialności. Autor utrzymuje, iż nie możemy ani całkowicie obarczyć winą Niemców, ani oczyścić ich z zarzutu popierania nazistów. Niemniej Stargardt daleki jest od obierania trzeciej drogi; zamiast tego otrzymujemy olbrzymią liczbę kolejnych dowodów na niemiecką skłonność do podporządkowywania się reżimowi i wypełniania jego dyrektyw zarówno w życiu publicznym, jak i prywatnym. Autor krok po kroku naświetla czytelnikowi indywidualne – i często sprzeczne z oczekiwaniami – wybory swoich bohaterów, którzy uznawali początek wojny, morderstwa na ludności cywilnej i mord Żydów za zasadne. Nawet protestanccy duchowni propagowali bezbożny nazizm, wygłaszając kazania, które akcentowały wyjątkowość Niemców i przedstawiały ich jako naród wybrany, zmuszony do tego, by przed Bogiem walczyć o odkupienie swoich win. Powtórka porażki z 1918 r. oznaczałaby, iż Niemcy niegodni są jego przychylności i zaufania. Według Stargardta silne pragnienie wystrzegania się błędów z przeszłości tłumaczy, dlaczego elity były skłonne używać brutalnych metod od początku do końca wojny.

Propagandowe doniesienia i plotki, z których wyłaniał się zmanipulowany obraz wroga, zajmują dużo miejsca w książce Stargardta. Są wśród nich opowieści o polskiej agresji i radzieckim barbarzyństwie – historie, którymi karmiono żołnierzy, aby wzbudzić w nich poczucie zagrożenia, a także zachęcić ich do gwałtownej reakcji. Kiedy bydgoscy Niemcy sformowali swoją milicję i kilkuset z nich zostało zabitych w starciu z polskimi oddziałami 3 i 4 września 1939 r., nazistowska propaganda wykorzystała ten incydent do rozpowszechniania obrazu Polaków jako bezwzględnych morderców, zabijających cywilów tylko dlatego, że są Niemcami. W kolejnych dniach wojny nazistowskie gazety celowo przeszacowywały liczbę niemieckich ofiar cywilnych. Pod koniec kampanii wrześniowej państwowa propaganda twierdziła, że nawet 60 tys. Niemców zostało zamordowanych w zaplanowanych i przeprowadzonych przez państwo polskie akcjach, których celem była eksterminacja mniejszości niemieckiej. To dlatego świeżo powołanych rekrutów potrafiło przerazić kilka wystrzałów usłyszanych w polskiej wiosce i w odwecie rozstrzeliwali oni cywilów. Wielu żołnierzy wierzyło, że skoro oni, cywilizowani Niemcy, byli zdolni do takich działań, to dzicy Polacy z pewnością dopuszczali się jeszcze większych okropności. Inwazja III Rzeszy na Związek Radziecki w czerwcu 1941 r. zmieniła charakter wojny i doprowadziła do masowego mordowania Żydów na wschód od Generalnego Gubernatorstwa. Piechur Fernbacher wspominał w swoim dzienniku, jak żołnierze sowieccy poddali się, by później rzucić granaty pod stopy porywaczy, a także o tym, jak „partyzanci” bronili swoich wsi. Fernbacher zauważył również, że gdyby on lub jego koledzy po prostu zastrzelili następną osobę, która nagle pojawiłaby się w zasięgu ich wzroku, nie byłoby w tym nic zaskakującego. Opowieści o sowieckiej brutalności uzasadniały niemieckie okrucieństwo, a identyfikacja ZSRR i komunizmu z Żydami usprawiedliwiała, co oczywiste, zabijanie Żydów na terenach zajętych przez niemiecką armię.

Po długim okresie żmudnego uzasadniania nawet najkrwawszych czynów w 1943 r. nadszedł moment wątpliwości. Gdy na froncie wschodnim sytuacja dramatycznie się pogorszyła, alianci rozpoczęli naloty na zaludnione tereny w Niemczech. Bombardowanie Hamburga, połączone z kapitulacją Mussoliniego we Włoszech, spowodowało krótkotrwały kryzys. Po raz pierwszy Niemcy byli zmuszeni wziąć pod uwagę możliwość porażki. Jednocześnie rodziny niemieckie dowiadywały się z lakonicznych listów swoich synów i mężów o okrucieństwach wojny, w tym również o zagładzie Żydów. W ostatnich latach walk rozpoczęto dyskusję na temat współwiny za zniszczenie społeczeństwa żydowskiego w Europie. Z opowieści Stargardta wynika, że w momencie, w którym Niemcy uświadomili sobie, iż mogliby stanąć przed wymiarem sprawiedliwości, rozpoczęli usilne starania, by zająć pozycję ofiar. W tej wersji bombardowanie Drezna, Hamburga i innych miast było ich własnym Holokaustem. Ponieważ wielu nadal widziało świat przez pryzmat nazistowskiego myślenia, przyjęto, że bomby, które spadały na Niemcy, były produktem „światowego żydowskiego spisku”. Innymi słowy, był to bój na śmierć i życie przeciwko żydowskiej agresji. Po wojnie z mitologii tej usunięto antysemickie podłoże, ale przeświadczenie o byciu ofiarą pozostało silne. Powszechne niemieckie cierpienie i trauma uniemożliwiły Niemcom świadome zaakceptowanie winy.

Stargardt napisał książkę, która ukazuje złożoność ludzkiego życia w nadzwyczajnych warunkach wojny, pokazując nam, jak indywidualne wybory w większości przypadków doprowadziły opisywanych bohaterów do poparcia reżimu. Choć Stargardt zobowiązuje się przedstawić trzecią drogę w badaniach zaangażowania Niemców w nazizm, unikając jednoznacznego przypisywania im winy lub niewinności, to niestety nie dotrzymuje tej obietnicy. Chociaż w XXI w. nikt nie mógłby Stargardtowi zarzucić tego, że skupia się na roli jednostki w historii, trudno jednak nie zadać pytania, co tak naprawdę mówią nam te skrawki ludzkich opowieści? W jednym z nielicznych podsumowań Stargardt stwierdza: „Niemieckie społeczeństwo było pełne ludzi, którzy nie przestrzegali nazistowskiego prawa w drobnych kwestiach, zaś popierali jego ogólną wymowę, pomagając w ten sposób w kształtowaniu «narodowej wspólnoty», zbudowanej na przemocy, wysługiwaniu się i wykluczeniu”. I faktycznie, w książce Stargardta poznajemy najdrobniejsze szczegóły życia wielu osób, które robiły to, co do nich należało, a tym samym podtrzymywały rasistowski, ludobójczy reżim, odpowiedzialny za zamordowanie milionów ludzi. Można jednak odnieść wrażenie, że razem z autorem wciąż kręcimy się w kółko i tak naprawdę wracamy do punktu wyjścia, znów obarczając winą niemieckie społeczeństwo, zamiast skupić się na nowym sposobie historycznej analizy – takiej,  która uwzględnia doświadczenie jednostki.

 

Książka:

Nicholas Stargardt, „The German War: A Nation Under Arms, 1939–1945”, Bodley Head, London 2015.

SKOMENTUJ

Nr 367

(3/2016)
19 stycznia 2016

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

NAJPOPULARNIEJSZE

PODOBNE



WAŻNE TEMATY

TEMATY TYGODNIA

drukuj
pobierz jako pdf / wyślij e-mail