Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Temat tygodnia > Kultura powinna być...

Kultura powinna być bardziej kobieca

Tomasz Sawczuk

Rozmowa o aborcji powinna przestać opierać się na założeniu, że stanowisko Kościoła katolickiego stawia się w jej centrum.

Aktualny pogląd polskiego Kościoła jest jasny – aborcja nie jest dopuszczalna w żadnym przypadku. Fakt, że w obrębie tego stanowiska można znaleźć różne odcienie tego samego głosu – przykładem rozważne, cenne intelektualnie i skrajnie mniejszościowe wypowiedzi Zbigniewa Nosowskiego oraz ojca Pawła Gużyńskiego – ma w praktyce niewielkie znaczenie.

Jak Kościół powinien radzić sobie z wyzwaniem w postaci zmieniającego się społeczeństwa oraz z własną strategiczną postawą wobec ustawy antyaborcyjnej – to problem, który Kościół musi rozwiązać sam. Jako że jego głos jest wszechobecny, trzeba przede wszystkim przedstawić Polakom alternatywny sposób mówienia o pozycji społecznej kobiet. To, kto decyduje o dopuszczalności aborcji, i kwestia jej dostępności to bowiem tylko elementy większego problemu.

Daleko od równości

Według opublikowanych niedawno badań, spośród 50 popularnych gier komputerowych tylko 46 proc. pozwala na wybór kobiecej postaci, a w dodatku 85 proc. z nich każe wnieść za to dodatkową opłatę (sic!). Nowe technologie mają w zamyśle ułatwiać życie, ale stopień ich niedostosowania do kobiecych potrzeb bywa zadziwiający. Na porządku dziennym są sytuacje, w których aplikacje zdrowotne ignorują istnienie menstruacji, zaś sterująca oprogramowaniem sztuczna inteligencja podpowie nam, jak radzić sobie z atakiem serca, ale będzie milczeć, gdy zapytamy o gwałt.

Przywykliśmy do doniesień o nierówności płac między mężczyznami a kobietami za pracę na identycznych stanowiskach. Można by sądzić, że jest to jedno z ostatnich poważnych źródeł nierówności między płciami, wszystko powoli zmierza do szczęśliwego zakończenia i wyrównanie wysokości wynagrodzeń jest tylko kwestią czasu. Myślenie o problemie nierówności zmieni się jednak, gdy wyobrazimy sobie dziewczynkę, która nie może wybrać kobiecej postaci w swojej ulubionej grze. Chłopiec nie będzie miał żadnej trudności – dziewczynka będzie karana za swoją płeć.

Nasza kultura jest wyraźnie zorientowana na męskie potrzeby. Nie potrzeba wielkich narracji filozoficznych, aby zauważyć, że to, co zwykliśmy nazywać wiedzą, przez wieki kształtowane było przez mężczyzn. Także i dzisiaj 90 proc. wpisów w najpopularniejszej encyklopedii świata, Wikipedii, tworzą mężczyźni. W konsekwencji z darmowego serwisu dowiemy się sporo o życiu gwiazdek porno, a relatywnie niewiele o feminizmie.

Jeżeli kobiety nie mogą czuć się sobą na równi z mężczyznami na tak podstawowym poziomie, nie będzie przesadą powiedzenie, że realizacja postulatu równości płci wciąż jest w opłakanym stanie. Nasze społeczeństwo nie będzie lepsze, jeżeli nie zaczniemy przywiązywać większej wagi do tego, czego potrzebuje nie obywatel, lecz obywatelka. Kwestia aborcji jest w tym kontekście niewątpliwie kontrowersyjna, ale znamienna.

W obronie zasad, nie życia

Według oficjalnej wersji opowieści to obywatel broni zasad, stoi na straży moralności, chroni życie od poczęcia, podczas gdy obywatelka, uciekając od bezwzględnych nakazów moralności – co czynić musi pokątnie i wstydliwie – nieuprawnionym aktem woli chce „kontrolować swoje ciało”. Ciało okazuje się siedliskiem grzechu, intelekt źródłem powszechnie obowiązujących reguł.

Nasze społeczeństwo nie będzie lepsze, jeżeli nie zaczniemy przywiązywać większej wagi do tego, czego potrzebuje nie obywatel, lecz obywatelka.

Tomasz Sawczuk

Sprawa jest złożona. Z jednej strony, w kontekście, w którym żyjemy, kwestia tego, kto decyduje o możliwości dokonania aborcji, jest pytaniem o zakres samodzielności kobiet w społeczeństwie. Z drugiej strony, niewątpliwie jest to także kwestia zasad, które regulują życie społeczne. W tak ustawionym starciu, z nieugiętymi zasadami nie sposób wygrać, zastanówmy się zatem, na czym one polegają i czy rzeczywiście warto przy nich trwać.

Okaże się wówczas, że tak zwani obrońcy życia są raczej obrońcami zasad niż obrońcami życia. W praktyce bronią go tylko czasem. W kwestii życia stoją na stanowisku, które można by nazwać pro-choice.

Ciche reproduktorki i aniołowie śmierci

Powstanie warszawskie jako mit założycielski wspólnoty, walka żołnierzy wyklętych jako wzór dla młodzieży, stawianie w centrum kultury ludzi przelewających krew w bojach o niepodległość, męczeńska śmierć jako centralny punkt religii, gotowość do oddania życia za ojczyznę w razie niebezpieczeństwa jako dowód dojrzałości obywatelskiej. Można by odnieść wrażenie, że wystarczy przestać mówić o aborcji, a „obrońcami życia” kierować zaczyna umiłowanie masakry. Nawet ofiary katastrofy smoleńskiej nazywa się „poległymi”, podkreślając, że zginęły one w pełnej sensu narodowej misji.

I tak podczas apeli szkolnych, audycji telewizyjnych, w dni świąteczne, w przemówieniach politycznych i oficjalnych uchwałach czcimy żołnierzy, zasady, symbole i krew – czcimy wielki czyn. Nie czcimy matek, opiekunek, nauczycielek. W powszechnej w Polsce optyce kobieta to jedynie konieczny dodatek do wielkich (najczęściej potencjalnych) dokonań swojego męża – konieczny, aby zapewnić mu seks i potomstwo. Cywilizacja śmierci to cywilizacja, w której rolę żołnierza ceni się wyżej od roli opiekunki.

W tych warunkach oddanie decyzji o ochronie życia akurat mężczyznom to wybór co najmniej dziwny. A mimo to chcą oni stać na jego straży. Może po to, aby podporządkować sobie symbolicznie dwie ostatnie sfery oficjalnej kultury o nieustalonej dominacji – a może dlatego, że bronią nie życia, lecz zasad: abstrakcyjnych, zimnych, nie-ludzkich. Wówczas nawet gdyby żadna kobieta nigdy nie chciała dokonać aborcji, to wszak ze „złych”, kobiecych, niegwarantujących ładu powodów.

I może tylko pech chce, że romantycy zawzięcie walczący za ojczyznę kierują się zazwyczaj nie tyle zasadami, co porywami emocji. Nie szkodzi, im wolno.

Na czym polega pro-life?

Zło i przemoc nie znikną ze świata dzięki reformom społecznym. Są one tak samo ludzkie, jak dobro i miłość. Ale oficjalna kultura zorientowana na męską odwagę i sprawczość jest bolesna tyleż dla kobiet, ile dla mężczyzn. Wymaga ona od nich sprostania niedościgłym wzorcom, przerzuca na nich odpowiedzialność za przyszłość, a równocześnie nakazuje tłumić emocje, ukrywać poczucie niepewności i dotkliwość porażki. Nic dziwnego, że w życiu prywatnym od owej oficjalnej kultury powstają liczne wyłomy. Jak wynika z badań CBOS, kobiety o prawicowych poglądach dokonują aborcji częściej niż te o poglądach lewicowych.

Zgodnie z art. 33 polskiej konstytucji „kobieta i mężczyzna w Rzeczypospolitej Polskiej mają równe prawa w życiu rodzinnym, politycznym, społecznym i gospodarczym”. Aby postulat ten był pełniej realizowany, zmiany powinny iść w trzech kierunkach.

Po pierwsze, należy wyrównywać szanse kobiet i mężczyzn na rynku pracy i w polityce. Polityka upowszechniania dostępności żłobków i przedszkoli wyprowadza część obowiązków opiekuńczych poza rodzinę, co wyrównuje szanse zawodowe. Parytety wraz z mechanizmem suwaka na listach wyborczych pomagają w silniejszej reprezentacji kobiet w życiu politycznym.

Po drugie, należy dowartościować pracę opiekuńczą. Samo wejście kobiet na rynek i do polityki na równych prawach nie wystarczy, jeżeli sfery te będą w całości skonstruowane na wzór „męski”. Możliwości skorzystania z długiego płatnego urlopu rodzicielskiego z gwarancją powrotu na wcześniej zajmowane miejsce pracy powinny zostać uzupełnione o cały pakiet rozwiązań w zakresie polityki społecznej, w szczególności zaś radykalny wzrost wynagrodzeń w zawodach związanych z opieką, takich jak edukacja wczesnoszkolna czy pielęgniarstwo.

Po trzecie, środki prawne oraz polityczne mają tylko ograniczone zastosowanie. Coraz częstsze podnoszenie kwestii gender w sferze publicznej sprzyja zmianie kulturowej, która zostaje odzwierciedlona nie tylko w instytucjach politycznych czy na rynku usług, lecz także w osobistych relacjach między partnerami. Umożliwia to rozmontowywanie sztywnej opozycji między rolą żywiciela rodziny a rolą opiekunki, pozwalając na swobodniejsze układanie stosunków partnerskich.

Powiedzenie, że kultura powinna stać się bardziej kobieca, nie jest tożsame z przyznaniem, że kobietę i mężczyznę definiują jakieś określone zestawy cech, które są im raz na zawsze dane. Nie oznacza, że mężczyzna to rozum, a kobieta to emocje; mężczyzna – głowa, a kobieta – szyja. Oznacza jedynie, że należy poszerzyć pole wyboru, tak aby konteksty kojarzone tradycyjnie z kobiecością miały silniejszą reprezentację w życiu społecznym i nie były przedmiotem wstydu. Oznacza, że kobiety powinny móc decydować o swoim życiu na równi z mężczyznami.

 


 

O Kościele i polityce czytaj także:

Fot. Andy Hares / Źródło: Flickr

Fot. Andy Hares / Źródło: Flickr

„Nadzieja złodzieja”, czyli Kościół i polityka – z dominikaninem ojcem Pawłem Gużyńskim rozmawia Łukasz Pawłowski

„Kościół stracił monopol na dobroć” – ze Zbigniewem Nosowskim rozmawiają Łukasz Pawłowski i Julian Kania

„Kościół straszliwie niedołężny” – z Moniką Płatek rozmawia Łukasz Pawłowski

SKOMENTUJ

Nr 379

(15/2016)
12 kwietnia 2016

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

NAJPOPULARNIEJSZE



WAŻNE TEMATY

TEMATY TYGODNIA

drukuj
pobierz jako pdf / wyślij e-mail