Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Listy w butelce]...

[Listy w butelce] Seks w wielkim mieście Teheranie

Jan Tokarski

Na przykładzie społecznych przekształceń w Iranie widać, że próby wtargnięcia przez państwo w szeroko pojętą sferę ludzkiej intymności muszą prędzej czy później wywołać opór.

Iran jest przykładem państwa, w którym reguły moralne zostały skodyfikowane w postaci prawa. To, co uznawane jest przez rządzących za niemoralne, jest więc zarazem nielegalne. Dotyczy to choćby stosunków między kobietami i mężczyznami. Za seks pozamałżeński grozi chłosta, czasami nawet więzienie. Na szczęście, praktyka codziennego życia odbiega czasami od dekretów władzy. Aby się o tym przekonać, z pełnej zgiełku ulicy wystarczy wejść do czyjegoś zacisznego mieszkania.

„Mieszkanko w centrum Teheranu doskonale nadawałoby się dla młodej pary. Jest tu wszystko, czego może potrzebować dwoje ludzi: nowocześnie urządzona otwarta kuchnia, salon wyłożony perskimi dywanami i zaciszna sypialnia, w której można ukryć się przed światem. Jednak nigdzie nie widać ślubnego zdjęcia oprawionego w elegancką ramkę. To nie przypadek, bo nasi gospodarze, Saa i Milad, żyją bez ślubu”. Tak rozpoczyna się przedrukowany po polsku przez dwutygodnik „Forum” (nr 6/2016) artykuł poświęcony reżimowi obyczajowemu panującemu w Iranie. A także cichemu, oddolnemu sprzeciwowi, jaki wywołuje.

Sprzeciw ten nie przybiera, co zrozumiałe, otwartych, publicznych form. Nie ma żadnego ruchu społecznego, który na manifestacjach domagałby się poluzowania obyczajowego rygoryzmu prawnego. Opór jest jednak realny w tym sensie, że w Iranie nie brakuje ludzi, którzy decydują się żyć ze sobą na kocią (perską) łapę. Jest tak zwłaszcza w wielkich aglomeracjach miejskich, gdzie łatwiej o anonimowość. Decydują się na to przede wszystkim ludzie młodzi, przynależący do klasy średniej. Podejmują przy tym taki krok pomimo ryzyka, jakie się z nim wiąże. Zarówno presja kulturowa, jak i polityczno-prawna okazuje się dla nich niewystarczająca.

W praktyce życie w wolnym związku wygląda bardzo różnie. W cytowanym artykule z „Forum” autorzy przyglądają się dwóm parom. Pierwsza to wspomniani Saa i Milad. O tym, jak żyją, mówi wiele wystrój ich mieszkania – a więc sfera niewystawiona na widok publiczny. „Na małym stoliku w salonie leżą książki w języku angielskim i wszystkie składniki potrzebne do zrobienia skręta. Milad wyciągnął się na kanapie i przegląda wpisy na Twitterze, a w tym czasie jego partnerka parzy herbatę. – Zewsząd otacza nas hipokryzja – mówi Saa, wnosząc do salonu zestaw filiżanek. Ich związek jest nielegalny, tak samo jak palenie marychy, korzystanie z sieci społecznościowych albo pokazywanie się obcym mężczyznom bez chusty na głowie. Nawet fryzura Milada jest źle widziana przez tradycjonalistów, a mimo to oboje nie rezygnują ze swoich upodobań, starając się żyć po swojemu”. Zdarza im się nawet chodzić po ulicy, trzymając za ręce (mimo że nie noszą obrączek), a gdy nikt nie widzi – również pocałować się. Ale zapytani przez kogoś, kłamią, że są mężem i żoną. Kiedy w poprzednim miejscu zamieszkania sąsiad zaczął podejrzewać, że żyją bez ślubu, przenieśli się. Możliwie daleko – do innej dzielnicy, na przeciwległy kraniec miasta.

Druga para to Mania i Ali. Również mieszkają w Teheranie. Są jednak o wiele bardziej ostrożni i skryci, aniżeli Saa i Milad. „Wolą się nie wychylać. Opowiadają o sobie z wyraźną nieśmiałością i podczas rozmowy w ogóle się nie dotykają. Aby nie wzbudzać podejrzeń, noszą nawet obrączki. – W naszej dzielnicy ludzie są wścibscy, więc zakładamy je, wychodząc z domu – tłumaczy Mania, która od roku mieszka pod jednym dachem ze swoim ukochanym”. I narzeka na wiele utrudnień, jakie łączą się z życiem bez ślubu. Ot, nie można na przykład wynająć w hotelu wspólnego pokoju. Nie mówiąc o tym, jakie ma się problemy, gdy z nieślubnego związku urodzi się dziecko.

To oczywiście tylko dwa przypadki, jednak wiele wskazuje na to, że życie w wolnych związkach staje się w Iranie coraz bardziej popularne, szczególnie wśród ludzi młodych. Ich przywiązanie do instytucji małżeństwa jest ograniczone. To ludzie, którzy – jak Saa i Milad –liznęli nieco zachodniej wolności; jeżeli nie poprzez turystykę, to za sprawą sieci. I, podobnie jak Europejczycy, chcą sami za siebie decydować o tym, co w największym stopniu ich dotyczy.

Warto również podkreślić, że to irańskim kobietom życie na kocią łapę opłaca się najbardziej. Małżeństwo jest bardzo często więzieniem. Kobieta pragnąca rozwodu musi w Iranie udowodnić przed sądem, że mąż ją brutalnie katuje (względnie: że ją porzucił lub że nie zaspokaja najbardziej elementarnych potrzeb życiowych). Wolne związki to dla kobiet sposób na uniknięcie tego rodzaju kulturowej i politycznej opresji.

Na przykładzie społecznych przekształceń w Iranie widać, że próby wtargnięcia przez państwo w szeroko pojętą sferę ludzkiej intymności muszą prędzej czy później wywołać opór. Mniej lub bardziej otwarty, ale jednak. A także że nawet jeżeli „głód podmiotowości” rozmaicie się przejawia w zależności od okoliczności czasu i miejsca, pozostaje zjawiskiem ogólnoludzkim.

Nie muszę chyba dodawać, że wszelkie analogie odnośnie do naszej rodzimej debaty aborcyjnej są w niniejszym felietonie całkowicie przypadkowe.

SKOMENTUJ

Nr 379

(15/2016)
15 kwietnia 2016

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

NAJPOPULARNIEJSZE



WAŻNE TEMATY

TEMATY TYGODNIA

drukuj
pobierz jako pdf / wyślij e-mail