Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Czytając > Trzeba żyć. O...

Trzeba żyć. O „Złotym chłopaku, szmaragdowej dziewczynie” Yiyun Li

Urszula Kuczyńska

Pochodząca z Chin Yiyun Li jest jedną z najbardziej obiecujących amerykańskich pisarek. Jej opowiadania potwierdzają coś, co każdemu, kto miał z Państwem Środka do czynienia, wydaje się oczywiste – w Chinach wszystko zdaje się dziać mocniej. I bardziej.

zloty-chlopak-szmaragdowa-dziewczyna_okladka

Na „Złotego chłopaka, szmaragdową dziewczynę” składa się dziewięć opowiadań autorstwa Yiyun Li – pisarki, która zdaje się wyrastać na prawdziwą wirtuozkę tego niełatwego gatunku. Przebojem wkroczyła na literackie salony już w momencie własnego debiutu. Był rok 2005, kiedy jej pierwszy zbiór opowiadań pt. „Tysiąc lat dobrych modlitw” zdobył główną nagrodę w międzynarodowym konkursie im. Franka O’Connora. I nie tylko ją. Zdobył też serca wielu czytelników – na przykład moje, żeby nie szukać zbyt daleko. Potem była przerwa na niezwykle udaną powieść „Włóczędzy” (Wydawnictwo Czarne, 2010). Powieść, która wymyka się jednoznacznym opisom i żyje w wyobraźni odbiorcy długo po zakończeniu lektury. Teraz, w dziesięć lat po debiucie, pojawiło się dziewięć niezwykłych tekstów pod zbiorczym tytułem „Złoty chłopak, szmaragdowa dziewczyna”. To również tytuł ostatniego z zamieszczonych w tym zbiorze opowiadań, które doskonale spina i w pewien sposób podsumowuje pozostałe osiem.

Yiyun Li na Uniwersytecie Kalifornijskim. Fot. John D. and Catherine T. MacArthur Foundation. Źródło: Wikimedia Commons

Yiyun Li na Uniwersytecie Kalifornijskim. Fot. John D. and Catherine T. MacArthur Foundation. Źródło: Wikimedia Commons

Jest wiele przymiotników, którymi można się posłużyć, by opisać „Złotego chłopaka, szmaragdową dziewczynę”. Jeden z nich ciśnie się jednak na usta jako pierwszy: cały zbiór, wszystkie zawarte w nim teksty są przede wszystkim niezwykle spójne. Łączy je pewna trudna do uchwycenia, a jednak wyraźna atmosfera przepełnionego smutkiem spokoju, który zrodził się z rezygnacji i łagodnej zgody na świat. Ten talent do budowania nastroju i tworzenia klimatu za pomocą oszczędnych środków wyrazu, zdawkowych uwag i krótkich fraz, Yiyun Li zdaje się czerpać z najlepszych wzorców, wyraźnie nawiązując do dziedzictwa niedoścignionej Eileen Chang – swojej chińsko-amerykańskiej poprzedniczki, absolutnej mistrzyni krótkich form.

Opowiadania ze „Złotego chłopca, szmaragdowej dziewczyny” w jakimś stopniu łączy też tematyka, a nade wszystko – rodzaj doświadczeń i przeżyć, z jakimi konfrontuje swoich bohaterów autorka. Yiyun Li nie wymyśla bowiem swoim bohaterom życia jak z bajki. W jej opowiadaniach nikt nikomu nie sypie pod nogi płatków róż, a jeśli już coś komuś zaczyna się w życiu układać, to rzadko układa się w sposób, jakiego życzyłby sobie bohater danej opowieści. Owszem, niektórym żyje się lepiej, niektórym obiektywnie rzecz biorąc, gorzej, ale wszyscy, jak jeden mąż, mają za sobą trudne doświadczenia straty i samotności, również samotności w tłumie. Każdego inaczej, ale każdego równie ciężko doświadcza los. Każdy musi sobie z tym też radzić, więc każdy jakoś – na swój sposób, choć równie koślawo – dźwiga swój ból.

W opowiadaniu „Więzienie” mieszkająca od lat w USA para Chińczyków w średnim wieku wraca do Chin, by wynająć matkę surogatkę. Za kilkadziesiąt tysięcy juenów pochodząca z biednej wioski Fusang urodzi im z in vitro bliźnięta, które zastąpią zabitą w wypadku samochodowym córkę. Nierównowaga relacji, nieprzystawalność przeżyć i pojawiający się zupełnie niespodzianie konflikt interesów sprawiają, że za cenę przybliżenia się do realizacji własnych marzeń każda ze stron staje się zakładnikiem tej dziwnej, a przecież zawartej jak najbardziej dobrowolnie relacji.

W tytułowym tekście „Złoty chłopak, szmaragdowa dziewczyna” główni bohaterowie decydują się zawrzeć małżeństwo z rozsądku (choć nie do końca). W sposób niezwykle nieoczywisty i przewrotny, okazuje się że wbrew pozorom łączy ich miłość. Nie jest to jednak miłość wzajemna. Cicha rozpacz złotego chłopaka i szmaragdowej dziewczyny, żałoba po nadziei, że można żyć tak, jak się chce, a nie tak, jak nakazują społeczne normy, zostawiają czytelnika z uczuciem dojmującej pustki, która prędzej czy później nieuchronnie pojawi się w ich życiu.

W „Płonącym domu” poznajemy całą grupę szukających sposobu na zabicie czasu i oszukanie samotności chińskich cioteczek. Znienacka skonfrontowane ze zdarzeniem, którego nie są w stanie pojąć i które być może nigdy nie miało miejsca, przedsiębiorcze emerytki reagują niby tak samo, a jednak bardzo różnie. Czytelnik zaś jest świadkiem tego, jak bardzo ich zachowanie wynika z życiowych doświadczeń, które różnorako kształtowały poszczególne charaktery.

Yiyun Li pisze o współczesnych Chinach – kraju, w którym spędziła dzieciństwo i młodość i który nadal pozostaje jej ojczyzną (nigdy nie przyjęła amerykańskiego obywatelstwa). Opuściła je jednak już blisko 20 lat temu i ogląda teraz Państwo Środka z pomagającej uzyskać zdrowy dystans i szerokie spojrzenie perspektywy. Być może dzięki temu jej obserwacje – przetworzone w snute pięknym, precyzyjnym językiem opowieści o zachodzących w Chinach przemianach społecznych i sposobach, w jaki ludzie sobie z nimi radzą – zyskują ogólnoludzki, uniwersalny charakter.

Opowiadania Yiyun Li potwierdzają coś, co każdemu, kto miał z Chinami bliżej do czynienia, wydaje się oczywiste: że z powodu tempa, intensywności zdarzeń i przeżyć, zagęszczenia i liczby żyjących w niezwykłej fizycznej bliskości ludzi, w Chinach wszystko zdaje się dziać mocniej i bardziej. I że dzięki temu w Chinach wszystko widać zdecydowanie wyraźniej.

Przede wszystkim opowiadania Yiyun Li ilustrują jednak pewną prostą prawdę o tym, że nas wszystkich – jako ludzi, mieszkańców pięknej planety o nazwie Ziemia – łączy wspólnota uczuć i doświadczeń. I to bez względu na to, w jakim miejscu na świecie czy w jakiej kulturze żyjemy.

Chiny, Państwo Środka, to starożytna kultura, w której pragmatyzm i praktycyzm urosły na przestrzeni wieków do rang absolutnej cnoty. Sankcjonują one daleko idące kompromisy ze światem, w jakim przyszło nam żyć, bo to życie samo w sobie jest dla Chińczyków ogromną, nadrzędną wartością. 出生,就活着 – jak w podbramkowych sytuacjach mawiają czasem Chińczycy. Skoro już się urodziłeś, to trzeba żyć. Lepiej, gorzej, ale żyć. Nawet jeśli nie będzie przepięknie i nie będzie wspaniale. I o tym, między innymi, są zebrane w „Złotym chłopaku, szmaragdowej dziewczynie” historie.

 

Książka:

Yiyun Li, „Złoty chłopak, szmaragdowa dziewczyna”, z jęz. ang. przełożył Michał Kłobukowski, Czarne, Wołowiec 2016.

SKOMENTUJ

Nr 392

(28/2016)
12 lipca 2016

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

NAJPOPULARNIEJSZE



WAŻNE TEMATY

TEMATY TYGODNIA

drukuj
pobierz jako pdf / wyślij e-mail