Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Europa] Czego chce...

[Europa] Czego chce Merkel?

Rafał Wonicki

Już niebawem, 16 września, w Bratysławie odbędzie się nieformalny szczyt państw członkowskich UE. Zapowiada się interesujące widowisko.

Podstawowym celem spotkania będzie określenie nowego sposobu funkcjonowania Unii bez Wielkiej Brytanii, współpraca państw członkowskich w sprawie polityki wobec uchodźców i imigrantów, a także kwestia bezpieczeństwa związana nie tylko z kryzysem migracyjnym, ale i z falą zamachów terrorystycznych we Francji i Niemczech. Po niedawnych odwiedzinach kanclerz Merkel w Warszawie i rozmowach z przywódcami Grupy Wyszehradzkiej widać jednak, że Unia jest podzielona i mimo ogólnikowych deklaracji o konieczności reform oraz wypracowania wspólnych rozwiązań wzmacniających Wspólnotę, o realne porozumienie w Bratysławie będzie trudno.

Wydaje się, że Merkel próbuje zachować jak najwięcej z obecnego status quo. Niestety nawet z krajami „starej” Unii nie będzie łatwo o porozumienie w tej sprawie. Kością niezgody w tym wypadku jest narastająca różnica w sposobie radzenia sobie z kryzysem ekonomicznym. Berlin nie zgadza się na luzowanie dyscypliny wydatkowej w krajach dotkniętych zapaścią, czemu sprzeciwiają się m.in. Paryż, Rzym i Ateny. Merkel w tej sprawie walczy nie tylko o „święte fundamenty” ekonomiczne UE, ale również, jeśli nie przede wszystkim, o swoją własną pozycję w zbliżających się na jesieni przyszłego roku wyborach do Bundestagu, bo w społeczeństwie niemieckim na jakiekolwiek luzowanie dyscypliny finansowej nie ma zgody. Kanclerz będzie się więc musiała nagłowić, jak pogodzić interes zagrożonych niewypłacalnością krajów (np. Włoch) ze stabilnością sfery Euro i wiarygodnością Unii jako całości. 

Nie tylko z tego powodu nadchodzący szczyt zapowiada się burzliwie, choć w swoich założeniach ma być on pokazem jedności i konsolidacji Wspólnoty. Obrady będą odbywać się bez Wielkiej Brytanii. Jest to oczywiście efekt Brexitu, którego jeszcze nie ma i nie wiadomo, czy będzie, ale kara za „zdradę” Unii jest już Wielkiej Brytanii wymierzana. Tym samym powstaje miejsce na nowy układ sił w UE. Do stolika decyzyjnego zostały dopuszczone Włochy, czego wyrazem było niedawne spotkanie Merkel, François Hollande’a i Mattea Renziego, na włoskiej wyspie Ventotene. Włochy wydają się naturalnym zastępstwem za Wielką Brytanię nie tylko ze względu na wielkość włoskiej gospodarki i fakt, że to jedno z najbardziej prounijnych społeczeństw w krajach dawnej piętnastki. Innym istotnym elementem jest to, że premier Włoch rozumie potrzebę spójności Unii w modelu promowanym przez Merkel.

Model ten polega na wspieraniu systemu państw odnajdujących się jednocześnie w podwójnej roli – państw narodowych i członków Unii. Kanclerz nie preferuje silniejszej integracji, która marzy się członkom Komisji Europejskiej, ale też nie chce cofnąć się do Europy ojczyzn. Merkel, na której w zasadzie spoczywa teraz odpowiedzialność za przyszłość Europy, wybiera strategię mediowania między liderami państw członkowskich oraz instytucjami Unii, by wypracować jakiś kompromis, dający Wspólnocie nowy impuls rozwojowy, ale też chwilę wytchnienia od kryzysów. Nie jest to zadanie łatwe.

Jej pomysł wydaje się polegać na tym, by nie robić żadnych rewolucyjnych kroków, ani nie wprowadzać istotnych zmian traktatowych zmierzających do ściślejszej integracji. Merkel wybiera więc strategię „małych kroków” – zebranie koalicji państw, które chcą obrony Unii w obecnym kształcie i przekonanie do tego pozostałych. Widać, że nie wspiera ona głosów płynących z Parlamentu Europejskiego dotyczących większej federalizacji. Widać też, że w projekcie państw narodowych widzi osłabienie Unii, a nie jej wzmocnienie. Chce raczej wspierać „rządy równych”. Przez „równość” nie rozumiem tu jednak tutaj kwestii siły związanej z liczebnością armii, wielkością PKB czy wpływem politycznym. Chodzi mi o rozumienie idei projektu europejskiego i sposobu, w jaki dochodzi tam do podejmowania decyzji.

Unia jest władzą rozproszoną o podzielonych kompetencjach, gdzie idee i reguły wyznaczają pewne warunki brzegowe funkcjonowania całej tej struktury. W tym też tkwi jej nowatorstwo i dotychczasowa siła radzenia sobie z kryzysami. Dzięki miejscu na różne rozumienie celów, nieprzekraczających pewnego zadanego minimalnego progu zgody, możliwa jest elastyczność całego mechanizmu i funkcjonalne dostosowanie się do zmian. Wydaje się, że to właśnie dlatego Merkel tak silnie nie godzi się na żadne zmiany traktatowe. Traktat Lizboński jest bowiem jej zdaniem wystarczająco elastyczny, by państwa wspólnie wypracowały skuteczne i satysfakcjonujące je rozwiązanie.

Z tego odmiennego rozumienia władzy bierze się również obawa zachodnich partnerów co do możliwości porozumienia z krajami „Wschodu”. Niemcy zastanawiają się, na ile mogą liczyć na kraje Europy Środkowo-Wschodniej, na ile wciąż jesteśmy wiarygodnymi partnerami we wspólnej polityce, która ma ułatwić przetrwanie trudnego czasu kryzysu. To właśnie to niezrozumienie, brak zaufania, używanie innych narzędzi rządzenia, a także zwykły lęk przed obstrukcją z naszej strony powoduje, że zbliżające się rozmowy będą tak trudne i że Merkel wybrała się niedawno z objazdową wizytą do krajów regionu, by wyczuć nastroje i wybadać, na ile jesteśmy w stanie wpisać się w jej pomysł na opanowanie kryzysu.

Na zbliżającym się szczycie mogą więc czekać na nas z jednej strony „piękne słówka” i sielankowy obrazek zjednoczonej Unii maskujący realne problemy z porozumieniem. Z drugiej strony podczas spotkania może też nastąpić gwałtowny wybuch konfliktów, odsłaniający trudne położenie, w jakim znajduje się cała Wspólnota, i niemoc w wypracowaniu jednego stanowiska. Aby wzbierające ciśnienie nie rozsadziło Wspólnoty, Merkel rozpisała negocjacje przynajmniej na rok. Pozwala jej to również grać na czas z Wielką Brytanią, czekając aż odsłoni ona swoje karty w sprawie nowych relacji z UE.

Tak czy inaczej szczyt w Bratysławie zaczyna serię ucierania interesów mającą wyłonić i skonsolidować nowy kształt przywództwa w Unii. Zapowiada się więc interesujące widowisko. Ciekawe, czy i tym razem uda się Unii, jak baronowi Munchausenowi, wyciągnąć się samej za włosy z kryzysu. Dodajmy kryzysu, w którym znalazła się na własne życzenie, przez wprowadzanie rozwiązań ignorujących wiele krytycznych głosów jej członków.

 

* Ilustracja wykorzystana jako ikona wpisu: PublicDomainPictures.net

SKOMENTUJ

Nr 399

(35/2016)
2 września 2016

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

NAJPOPULARNIEJSZE

PODOBNE



WAŻNE TEMATY

TEMATY TYGODNIA

drukuj
pobierz jako pdf / wyślij e-mail