Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Komentarz nadzwyczajny > W szeregu zbiórka!...

W szeregu zbiórka! Polemika z Cezarym Michalskim

Tomasz Sawczuk

Ponoć z pokrzywionego drzewa człowieczeństwa nie da się wyciosać nic prostego. Tak przynajmniej sądził Kant. Cezary Michalski jest jednak publicystą genialnym i wyciosa coś prostego ze wszystkiego, co mu się podstawi. Przynieś coś pokrzywionego – wyprostuje.

W tym trybie Michalski orzekł w niedawnym wywiadzie dla Dziennika Opinii „Krytyki Politycznej”, że kto nie pracuje na rzecz KOD-u i głównych partii opozycyjnych, ten efektywnie wspiera PiS. Tym samym zapisał do obozu PiS-owskiego – m.in. obok partii Razem czy „współczesnych wypowiedzi Jacka Żakowskiego” (co z esencją Żakowskiego?) – „Kulturę Liberalną”, która nie poszła na „wojnę w obronie liberalizmu”. Michalski sądzi, że postawa krytyczna względem zarówno PiS-u, jak i KOD-u jest w przypadku naszego pisma przejawem „warszawkowatego zblazowania”. Teza interesująca jak na autora pisma ze słowem „krytyka” w nazwie.

Zarzut taki, postawiony akurat przez Michalskiego, z jednej strony winno się chyba traktować poważnie, jako ekspercką diagnozę – publicysta ten w kwestii zblazowania uchodzi bowiem za przypadek modelowy – ale z drugiej strony trochę dziwi. Możliwości są trzy. Albo Michalski „KL” nie czyta (polecam aktualny Temat Tygodnia pt. „Przyszłość polskiego liberalizmu”), albo prostota jego intelektualnego dzieła nie wytrzymuje zderzenia z rzeczywistością, albo jedno i drugie naraz.

Michalski – demon polityczności – nie może się najwyraźniej pogodzić z możliwością istnienia ludzi myślących samodzielnie, niepartyjnie, niefrakcyjnie, dystansujących się od wpychanej im na siłę ideologii. „Stany pośrednie są pewnego rodzaju kalectwem”, pisał w latach 90., wówczas jako prawicowy eseista. Pędzenie żywota na robieniu za stado baranów pod światłym politycznym przewodnictwem Michalskiego to dość ponura wizja dziejowej konieczności, ale mniejsza o to. Świat nie jest od tego, aby nas zadowalać i nie do tego służy też publicystyka Michalskiego, tymczasem problem polityczny jest realny.

Rozważmy przykładową tezę, że każde sceptyczne mruknięcie w sprawie wyprodukowanego przez opozycję idiotycznego filmu pt. „Obywatelski zryw” efektywnie wzmacnia PiS. Z perspektywy Michalskiego liczy się to, komu dane działanie służy. Fakty nie mają znaczenia. Mateusz Kijowski może robić z siebie kombatanta i nawoływać do tworzenia państwa podziemnego. Opozycja może powiedzieć każdą głupotę, a jej działacze mogą mieć w głowach siano. Nie szkodzi. Wszystko zostanie wybaczone.

Ujmowanie pokonania PiS-u – w miejsce choćby konieczności uczynienia Polski lepszym miejscem – jako naszego głównego powołania cywilizacyjnego jest pomysłem stosunkowo osobliwym. Postawa „wszystko, co nie stanowi apologii KOD-u, służy PiS-owi” jest wiernym odpowiednikiem postawy „komu nie podoba się film «Smoleńsk», nie jest patriotą”. Ale niech będzie, wejdźmy na grunt Michalskiego. Zagadka brzmi: w jaki sposób postawa taka osłabia PiS?

Zapytajmy dalej, w jaki sposób przedstawianie rządów PiS-u jako jakiegoś rodzaju okupacji pomaga w jego pokonaniu? A także, w jakim sensie porównywanie Kaczyńskiego do dyktatorów pomaga zjednywać wyborców tej partii, tak aby zmienili preferencje wyborcze? Następnie, jakim cudem nieposiadająca jasnego celu walka z demonizowanym Kaczyńskim ma odpowiedzieć na emocje ludzi, którzy tego Kaczyńskiego wybrali i którzy również współtworzą tę demokrację? I w jaki sposób model skoszarowanej opozycji różni się od tego, co robił wcześniej lider PiS-u?

Póki co sondaże stoją w miejscu, a PiS niewzruszony lekceważy opozycję. Ale wbrew rozpowszechnionym obawom, szef tej partii nie jest nadczłowiekiem panującym niepodzielnie nad rzeczywistością społeczną, tak by mógł zapewnić sobie rządy do końca świata. Jeśli PiS-u nie pokona silna opozycja, to być może PiS z powodu błędów politycznych czy kłopotów gospodarczych wywróci się sam. Ale raczej nie wywróci go swoim sekciarstwem Michalski. Tak czy inaczej, gdy już PiS się wywróci, problem tego, co nastąpi po nim, będzie palący.

Na koniec dwie uwagi natury osobistej. Po pierwsze, nieco drwiący ton tego felietonu nie bierze się z niechęci do adresata polemiki. Przeciwnie, teksty Michalskiego czytuję z zainteresowaniem i z właściwą temu zadaniu dzielnością, ponieważ ktoś powinien mu je redagować. Że zaś Michalski sam nie szczędzi w tekstach soczystych epitetów, z pewnością go one nie dotykają – przesyłam więc moc zblazowanych pozdrowień.

Po drugie, słabo trawię, gdy ktoś mówi mi, że mam stać w szeregu i nie wolno mi się ruszyć na krok, bo w innym razie zdradzę słuszną Sprawę. Wszystko jedno, czy mówi mi to Jarosław Kaczyński, czy Cezary Michalski lub inny zwolennik uprawiania publicystyki młotem. Tak się składa, że „Sprawa” zawsze okazuje się słuszna, jakakolwiek by była. Co zaś równie istotne, media i politycy nie działają według tej samej logiki, nie taka jest ich rola.

Sprawy, którym służą Kaczyński i Michalski, są innej natury, nie są warte tyle samo. Tyle że właśnie dlatego oczekuję od Michalskiego więcej niż tylko żołnierskiego drylu i wybijania rytmu do obowiązkowego marszu. Marsz ten przypomina bowiem – jak w jednej z wczesnych gier komputerowych – pochód lemingów. Niezależnie od tego, jak wiele lemingów będzie maszerować, na końcu czeka je przepaść. Ja – podobnie chyba jak Michalski – lemingi lubię i dlatego wolałbym pracować nad regułami gry.

SKOMENTUJ

Nr 400

(36/2016)
9 września 2016

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

NAJPOPULARNIEJSZE

PODOBNE



WAŻNE TEMATY

TEMATY TYGODNIA

drukuj
pobierz jako pdf / wyślij e-mail