Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Czytając > Kryzys i wspólnota....

Kryzys i wspólnota. O drugim tomie trylogii „Vernon Subutex” Virginie Despentes

Olga Byrska

„Właśnie tym stała się dziś […] lewica. Z jednej strony ci, którzy mówią: pozwólmy muslimom klepać sury na dywanikach, na więcej i tak ich nie stać. Z drugiej ci, którzy uzurpują sobie wyłączne prawo do laickości”, pisze Despentes w 2. tomie trylogii. O wiele bardziej politycznym niż pierwszy.

vernon_subutex_okladka

Dziewiętnasta dzielnica Paryża to pełna słodkich i słonych smakołyków koszerna piekarnia Sareden, w której ekspedientka mówi do klienta per „kochanie”; to kawiarnia tuż nad kanałem de l’Ourcq, prowadzona przez parę przemiłych Niemców; miejsce, z którego wywodzi się jeden z najpopularniejszych obecnie francuskich raperów, Oxmo Puccino. Wreszcie to właśnie w południowej części tej dzielnicy – nie tak znowu chic jak Le Marais, nie tak popularnej jak łacińska, nie tak niebezpiecznej, jak niektóre zakątki Montmartre’u – mieści się park des Buttes-Chaumont, cichy bohater filmu „Love” Gaspara Noe.

Tytułowego bohatera kolejnego tomu „Vernon Subutex” zastajemy w kilka dni po wydarzeniach, które wieńczyły pierwszą część trylogii Virginie Despentes. Po tym, jak jeden z jego starych przyjaciół, Xavier, w wyniku bójki zostaje zabrany do szpitala, on sam usuwa się w cień drzew i wiaduktów właśnie wspomnianego parku. Na początku izoluje się od ludzi, by wyjść z choroby, wiedząc, że dla bezdomnego – odżywiającego się przypadkowym pokarmem, bez dostępu do leków – nawet przeziębienie może skończyć się tragicznie. Potem jednak samotność okazuje się sprawiać mu przyjemność, i Vernon stroni od ludzi, a poza kilkoma przypadkowymi, choć regularnymi rozmówcami z parkowej ławki, z nikim nie szuka kontaktu. Żyje z dnia na dzień, zamiast poszukiwać – jak w poprzednim tomie – kanapy lub skrawka podłogi do spania w mieszkaniach kolejnych znajomych.

Po jakimś czasie okazuje się, że poszukuje go grupa starych przyjaciół, których zdążyliśmy już poznać podczas czytania pierwszego tomu: obsesyjna Sylvie, sfrustrowany scenarzysta Xavier, nieoczywisty duet aktorki porno Pameli Kant i Daniela, transseksualnego mężczyzny z podobną do Kant przeszłością. Spędzają oni wspólnie na trawnikach Buttes-Chaumont całe lato, scementowani doświadczeniem obejrzenia taśm z jedynym spośród nich, który odniósł sukces – zmarłą w niejasnych okolicznościach gwiazdą rocka – Alexem Bleachem. Tajemnicze nagrania, które miały zawierać niewygodne dla wielu osób ze świata przemysłu muzycznego informacje, znalazły się po perturbacjach u Hieny – wynajętej przez Dopaleta (dawnego producenta Bleacha) byłej detektyw.

Jeśli więc pierwszy tom „Subutexa” sugerował, że fabuła trylogii będzie się koncentrować na poszukiwaniu testamentu Alexa, tak druga część trylogii wtrąca nas w sam środek kryminalnej afery, której podstawę stanowią mechanizmy władzy i jej nadużycia. Nie sposób oprzeć się wrażeniu, że w drugim tomie swojego bestsellera Virginie Despentes dokonała nagłej wolty, i to nie tylko na przestrzeni fabuły oraz kreowania świata przedstawionego. Zmieniła również problematykę książki: z opisu lokalnej, paryskiej odysei „Vernon Subutex” zamienia się w globalną refleksję, dotyczącą polityki i społeczeństwa, ale też trwałości relacji międzyludzkich i podstaw, na których się one opierają. Nie każda spośród tych zmian wyszła książce na dobre.

Je suis authentik

„Właśnie tym stała się dziś ta lewica, która w młodości budziła jego entuzjazm. Z jednej strony ci, którzy wciąż z pobłażaniem mówią o egzotyce: pozwólmy muslimom klepać sury na dywanikach, na więcej i tak ich nie stać. Z drugiej ci, którzy uzurpują sobie wyłączne prawo do laickości, zachęcając potomków imigrantów, by stali się zaprzańcami, zerwali więzi ze swymi rodakami, by zdobyć medal za wzorową integrację. Uległość, właśnie tego oczekuje się od Araba z jednej i z drugiej strony – by uległ barbarzyństwu swoich albo przemocy francuskiego państwa, nieważne, byle tylko zrezygnował z części swojej godności. A wskazując palcem Araba, wskazuje się też biedaka: jego koledzy z lewicy żądają w gruncie rzeczy, by najubożsi nauczyli się cierpieć w milczeniu”.

Powyższy cytat to tylko jedna z wielu diagnoz społeczno-politycznych, które w drugiej części trylogii wplotła w monologi swoich postaci Despentes. Pierwsza część musiała z konieczności wyeksponować postacie, zarysować choćby minimalnie ich charaktery i siatkę relacji między bohaterami. Druga nie stanowi już studium pokolenia 50-latków, którzy nie do końca wiedzą, jak zachowywać się, gdy czasy pierwszej młodości minęły. Teraz na pierwszy plan wysuwa się ich zaskoczenie rzeczywistością drugiej dekady XXI w. A wnioski są podobne do tych wysnuwanych przez dzisiejszą publicystykę: powszechna słabość lewicy, która nie potrafi dać skutecznego odporu ksenofobii; coraz większa liczba obywateli, którzy żyją na marginesie społeczeństwa; konserwatyzm elit politycznych, które nic nie robią z sobie z nowych wyzwań, jakie przed nimi stoją. Wart uwagi jest Sélim, wykładowca uniwersytecki, który przybył do Francji jako kilkunastoletni chłopak i „[k]ochał ten kraj do szaleństwa. Jego szkoły, czyste ulice, jego sieć kolejową nieprawdopodobną ortografię, winnice, jego filozofów, literaturę i jego instytucje” [2]. Tymczasem dziś, pomimo tego że ortografia być może i została uproszczona [3], społeczeństwo przestało się ze sobą komunikować, a strach przed wynikiem wyborów prezydenckich nie dotyczy wyłącznie Stanów Zjednoczonych, ale również kraju nad Sekwaną.

Powyższy stan rzeczy nie jest jednak tylko wynikiem działań starszych pokoleń lub tajemniczego, bezosobowego systemu. W swojej nagranej na taśmie przemowie z zaświatów Alex Bleach stwierdza: „Nikt z nas nie miał planów na przyszłość. Nie wierzyliśmy w zawodową karierę. I to nas ratowało. Straciliśmy wszystko. […] Mój arystokratyczny tytuł to moja biografia: ogołocono mnie ze wszystkiego, co miałem, ale znałem świat skrojony przez nas na własną miarę, w którym nie wstawałem rano, mówiąc sobie, że znów będę musiał wypełniać czyjeś polecenia” [4].

Jeżeli przyjąć, że powyższe słowa o pokoleniu rówieśników Despentes są prawdziwe, wtedy „Vernon Subutex” staje się opowieścią o pokoleniu, które nie tyle nie radzi sobie z wylądowaniem w skórze 40- czy 50-latka, ale nigdy nie poradziło sobie z dorosłością czy odpowiedzialnością, za co ponosi właśnie konsekwencje.

Odpowiedzią na ten zespół napięć jest dla tworzącej się wokół Vernona grupy zalążek wspólnoty, którą spajają zainteresowania muzyczne oraz próba oporu wobec takich postaci, jak producent Dopelet: bezwzględnych figur, które roszczą sobie pretensje nie tylko do władzy ekonomicznej, ale też upadlania innych, byleby tylko zaspokoić swoje zachcianki. Drugi tom kończy się opisem szeregu tajemniczych wyjazdowych spotkań, podczas których Subutex wprawia w trans ich uczestników przez puszczanie im muzyki. Wydaje się jednak, że czysto kontrkulturowe przesłanie, jakie oferuje nam Despentes, jest absolutnie niewystarczające. Czy da się poważnie traktować tę pokoleniową deklarację niepokorności, skoro lata 90., a więc dekada, która ukształtowała bohaterów Despentes, były chwilą, w której bunt został wchłonięty przez popkulturę (bez różnicy, czy mowa o muzyce alternatywnej, do której aspirowały piosenki Kurta Cobaina, a w wersji francuskiej piosenki zespołu Indochine, czy o „wyjściu poza system” à la „Matrix” [5]).

Ponadto to (i młodsze) pokolenie, które we Francji krytykuje establishment władzy, posiłkując się znanymi z lat 60. gestami, krytykuje tak naprawdę ludzi, którzy uczestniczyli w studenckich protestach maja 1968 r. Bohaterowie „Vernona Subutexa” wpadają więc w sidła słabej pamięci historycznej. Chcą dokonywać ojcobójstwa, stąpając jednocześnie po śladach swoich ojców. Wreszcie, czy sprzeciw w postaci tanecznych transów ma szanse rozprzestrzenienia się poza wąską grupę kilkunastu osób?

Cela ne fait pas sérieux

Na szczęście nie każdy aspekt powieści Despentes ociera się o sztampę. Fascynująca jest dynamika, jaką autorka nadaje zachowaniu dwóch postaci: tytułowemu bohaterowi i Hienie. Vernon staje się w oczach innych kimś w rodzaju proroka, który ma zbawienny wpływ na resztę grupy. Samą swoją obecnością przyciąga zupełnie skrajne osobowości – od lewicowego Patrice’a po Loïca, który pod koniec pierwszej części trylogii znokautował Xaviera. Hiena z kolei – wbrew swojemu przydomkowi – uzyskuje wiele cech ludzkich i wybija się na najciekawszą bodaj postać drugiego tomu „Vernona”. Choć nadal niewiele wiemy o jej przeszłości, jest ona w jakimś sensie kluczową postacią dla rozwoju fabuły. Wydaje się wiedzieć najwięcej nie tylko o Dopalecie, na którego zlecenie w końcu pracuje, ale również rozumie dynamikę grupy, wyprzedzając w tym nawet czytelnika. Na uwagę zasługuje również jej relacja z córką Sélima, Aïchą, zbuntowaną i pragnącą pomścić swoją matkę młodą muzułmanką. Hiena ochrania ją poniekąd przed samą sobą.

Tych dwoje wydaje się rozumieć rzeczywistość bardziej od reszty. Dlaczego? Być może dlatego, że nie przynależą tak naprawdę do grupy. W oczach Vernona wszystko, co się wokół niego dzieje, a dotyczy jego osoby, dzieje się mimo niego. Gdy na początku drugiej części trafia do domu Hieny, w którym grupa z Buttes-Chaumont ogląda nagrania Alexa Bleacha, orientuje się, że nie czuje potrzeby powrotu do życia, jakie prowadził przed eksmisją. Mało tego, to właśnie życie czyniło go nieszczęśliwym. Subutex osuwa się w dziwny stan między snem a jawą, nie do końca kontrolując proces swojego odrywania się od rzeczywistości. W drugim tomie staje się tym, za kogo bierze go reszta bohaterów: oni widzą w nim czasem czarodzieja, czasem dziwnego obdartusa, jeszcze kiedy indziej – godnego litości faceta, którego kiedyś znali i lubili. Jest ekranem, na którym wyświetlają się projekcje innych osób.

Wydaje się, że tylko Hiena niczego od niego nie chce, zachowując przyjazny dystans. W jednej ze scen, rozgrywających się w parku, mruga porozumiewawczo do Subutexa. Gest ten dobrze oddaje komunikat, jaki oboje wydają się przekazywać: „To też nie jest na serio”. Czytelnikom w oczekiwaniu na trzeci tom pozostaje mieć nadzieję, że „Vernon Subutex” nie zamieni się w zbiór mało oryginalnych recept na radzenie sobie z kryzysami, a Virginie Despentes również mrugnie porozumiewawczo do czytelnika okiem.

 

Przypisy:

[1] Virginie Despentes, „Vernon Subutex”, tom 2, przeł. Jacek Giszczak, Kraków 2016, s. 154–155.
[2] Tamże, s. 155.
[3] Marianne Payot, „Réforme de l’orthographe: les dictionnaires ont tranché”, http://www.lexpress.fr/culture/reforme-de-l-orthographe-les-dictionnaires-ont-tranche_1800170.html, data dostępu: 19 września 2016 r.
[4] Virginie Despentes, dz. cyt., s. 125.
[5] Te i inne przykłady można znaleźć u Josepha Heatha i Andrew Pottera w książce „Bunt na sprzedaż. Dlaczego kultury nie da się zagłuszyć”, przeł. Hanna Jankowska, Warszawa 2010.

 

Książka:
Virginie Despentes, „Vernon Subutex”, tom 2, przeł. J. Giszczak, Kraków 2016.

SKOMENTUJ

Nr 403

(39/2016)
27 września 2016

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

NAJPOPULARNIEJSZE



WAŻNE TEMATY

TEMATY TYGODNIA

drukuj
pobierz jako pdf / wyślij e-mail