Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Projekt: Polska]: Kto...

[Projekt: Polska]: Kto ma prawo być Polakiem?

Margarit Harutyunyan

Na początku listopada, przy okazji obchodów Dnia Niepodległości, ponownie przetoczyła się w sferze publicznej dyskusja o polskości i patriotyzmie. Niestety kształt debacie nadają przede wszystkim środowiska skrajnej prawicy.

Jest to przykład narracji zawłaszczającej pojęcie patriotyzmu, wykluczającej szczególnie osoby o pochodzeniu imigranckim. Widać to szczególnie wyraźnie od czasu, gdy dyskurs antyimigrancki zdominował media, w szczególności prawicowe. O imigrantach nie rozmawiamy już w kontekście innym niż „zagrożenie”. Do tej retoryki muszą odnosić się wszyscy.

Hasła antyimigranckie widoczne były także na tegorocznym Marszu Niepodległości. To największe wydarzenie organizowane tego dnia, ale o formie wykluczającej dla osób niewpisujących się w stereotyp „prawdziwej” polskości. Nie zmieniają tego nieliczne eksponowane przez sympatyków marszu przykłady demonstrantów o „niepolskim” wyglądzie, uczestniczących w nim jako swego rodzaju ciekawostki.

Jako osoba z rodziny imigranckiej, wychowana w Polsce, nie mogę utożsamiać się z definicją patriotyzmu wrogą wobec cudzoziemców. Nie zgadzam się na retorykę, która czyni ze mnie zagrożenie dla tego kraju. Patriotyzm jest w moim przekonaniu uczuciem przywiązania do państwa, w którym mieszkamy lub z którym czujemy emocjonalną więź. To uczucie pozytywne. Tymczasem dziś ustawia się polskość i przywiązanie do niej w opozycji do innych tożsamości.

Kto ma prawo do definiowania, kim jest Polak lub Polka? Czy decyduje o tym urodzenie się w polskiej rodzinie, mieszkanie w Polsce, mówienie po polsku, wyznanie katolickie, polskie obywatelstwo? Każde z tych kryteriów jest ułomne. Polskość jest uczuciem, dlatego najsensowniejsza wydaje się odpowiedź: Polakiem lub Polką jest ta osoba, która się nim lub nią czuje.

Polskość stawiana w opozycji do innych wartości ma jeden cel – kreowanie wrogów. Mogą być nimi imigranci, homoseksualiści, muzułmanie. Zamknięta definicja polskości nie jest jednak domeną środowisk radykalnych. Wielu Polaków definiuje narodowość przez pryzmat pochodzenia. Tymczasem z roku na rok przyjeżdża do Polski coraz więcej osób, część z nich osiedla się tu na stałe i przyjmuje polskie obywatelstwo.

Słyszymy, że imigranci mają się „dostosować” do polskich wartości. Nie bardzo jednak wiadomo, co to konkretnie oznacza, skoro sami Polacy są coraz mocniej podzieleni.

Margarit Harutyunyan

W dyskusji o polskości wiele osób ma tendencję do odnoszenia się do symboli. „Wolimy kotleta od Mahometa”, skandowali uczestnicy Marszu Niepodległości rok temu, a na transparencie nieśli zdjęcie… kotleta schabowego. Czy wyznacznikiem polskości ma być skład naszego menu? To oczywisty absurd – Polacy, jedząc kebaba, nie stają się przecież Turkami. Brakuje nam również refleksji nad głębszymi wartościami. Słyszymy, że imigranci mają się „dostosować” do polskich wartości. Nie bardzo jednak wiadomo, co to konkretnie oznacza, skoro sami Polacy są coraz mocniej podzieleni.

Wiele osób myli pojęcie „asymilacji” i „akulturacji”. „Akulturację” można definiować jako przyjęcie przez imigrantów wzorców zachowań kraju przyjmującego, w takim stopniu, aby jednostki mogły w pełni się zintegrować z nową ojczyzną. Natomiast „asymilacja” to całkowite przyjęcie kultury kraju przyjmującego, z jednoczesnym odrzuceniem kultury kraju pochodzenia. Odnoszę wrażenie, że ten drugi model jest w Polsce najbardziej pożądany. Czy można zatem czuć się Polakiem/Polką i celebrować tradycje kraju pochodzenia? Czy jestem Polką, jeżeli 24 grudnia jest dla mnie dniem jak każdy inny, bo w mojej rodzinie obchodzimy święta na początku stycznia? W opinii wielu ludzi chyba nie, polskość utożsamiają bowiem z przywiązaniem do typowo polskich tradycji.

Czy Polacy gotowi są na większą inkluzywność w podejściu do polskości? Z doświadczenia wiem, że odmienność budzi u Polaków niepokój, choć akurat moje pochodzenie wzbudzało raczej zainteresowanie niż wrogość. Oczywiście, inaczej mogłoby być, gdybym miała inny kolor skóry czy gdybym nosiła hidżab.

Polacy są pełni paradoksów. Niektórzy wygłaszali ksenofobiczne opinie nawet w mojej obecności. Mimo to nie czułam, aby te same osoby zachowywały się wobec mnie szczególnie agresywnie lub chciały dyskryminować w życiu codziennym. Potrafiły traktować mnie jak każdego innego człowieka, zachowując jednocześnie zamkniętą postawę wobec bliżej niezidentyfikowanego cudzoziemca.

Nie zamierzam narzucać nikomu, jak ma definiować patriotyzm. Chciałabym jednak, aby Polacy byli bardziej otwarci na tożsamości osób, które osiedlają się w Polsce z wyboru. Fakt, że pozostajemy przy swoich tradycjach nie sprawia, że nie utożsamiamy się z Polską. Takich osób będzie coraz więcej. Zachęcam do refleksji. Jeżeli chcemy, aby polskość była atrakcyjna, musimy zdefiniować ją w sposób inkluzyjny, a nie wykluczający.

 

* Fot. wykorzystana jako ikona wpisu: kaboompics; Źródło: Pixabay.com [CC0]

SKOMENTUJ

Nr 411

(47/2016)
28 listopada 2016

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

NAJPOPULARNIEJSZE

PODOBNE



WAŻNE TEMATY

TEMATY TYGODNIA

drukuj
pobierz jako pdf / wyślij e-mail