Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Czytając > Wysadzane klejnotami ustrojstwo....

Wysadzane klejnotami ustrojstwo. „Sztuka powieści”, czyli o wywiadach z pisarzami z „The Paris Review”

Paweł Majewski

Pisarz, tak samo jak muzyk, tancerz czy malarz, nie nadaje się do roli objaśniacza własnej działalności, mimo że w jego przypadku samoobjaśnianie wydaje się rzeczą naturalną, skoro wszelkie objaśnienie tkwi w słowach, zupełnie tak samo jak literatura. A jednak…

sztuka-powiesci_okladka

Dziennikarze, którzy przeprowadzają wywiady z powieściopisarzami, wiedzą na ogół, że nie należy zadawać pytań w rodzaju „Jak pan to robi?”, „Jak powstają pana teksty?”, „Jak pan wymyśla swoje fabuły?”. Rozmowa z twórcą powinna być przynajmniej odrobinę twórcza. Jeśli nie prowadzi jej dziennikarz staromodny, nie padnie zapewne również pytanie typu „Jaką książkę zabrałby pan ze sobą na bezludną wyspę?”, na które można by udzielić tylko jednej sensownej odpowiedzi: „Książkę telefoniczną, ponieważ mógłbym do końca życia wymyślać fabuły dla jej bohaterów”.

Utwory literackie są wytworami. Nie do końca takimi samymi jak krzesła, swetry, konserwy mięsne i telewizory, ale jednak są to wytwory, produkty powstające wskutek działalności jednych ludzi na użytek innych i przybierające formę materialną, jaką są teksty, które następnie wchodzą (albo nie wchodzą) w obieg wydawniczy i czytelniczy. Jeżeli więc osobom zajmującym się wytwarzaniem mebli lub żywności nie zadaje się zazwyczaj pytań o okoliczności ich pracy i o wpływ doświadczeń z dzieciństwa i młodości na jakość ich wyrobów, to dlaczego zadaje się takie pytania powieściopisarzom, dramaturgom i poetom, zaś ostatnio również reporterom, a nawet niektórym eseistom i filozofom?

Oczywiście dzieje się tak dlatego, że wytwarzanie literatury wymaga kompetencji bardzo szczególnego rodzaju – umiejętności przetwarzania osobistych wrażeń, myśli i przedstawień mentalnych tak, aby stały się one zajmujące dla innych ludzi. Kupując nowy mebel, zazwyczaj nie pytamy, kto go zaprojektował i jakie miał inspiracje, ponieważ wiedza o tych okolicznościach powstania mebla nie czyni go dla nas poręczniejszym. Natomiast wiedza o stanie umysłu i kondycji życiowej pisarza może nam coś lepiej objaśnić w jego pisarstwie.

Czternaście rozmów wybranych do tomu „Sztuka powieści” przeprowadzane było między rokiem 1956 a 2010 dla prestiżowego w anglosaskim świecie literackim kwartalnika „The Paris Review”. Przez ten czas ludzkość zmieniła kształt, i to kilkakrotnie. Ale wątki poruszane wraz z rozmówcami przez Hemingwaya, Faulknera, Nabokova, Huxleya, Bellowa, Borgesa, Garcíę Márqueza, Frischa, Cortázara, DeLillo, Maríasa, Franzena, Barnesa i Houellebecqa – są wciąż te same. Warsztat pisarski, metody obróbki materiału, realizacja zamysłów, drobne zwyczaje, rodzaje bodźców twórczych, opinie na temat kolegów po fachu… Wygląda na to, że od połowy zeszłego stulecia do teraz w kuchni literackiej zmieniło się niewiele, a zamiana maszyny do pisania na laptop nie była tak rewolucyjna – przynajmniej dla pisarzy – jak sądzili przez pewien czas teoretycy nowych mediów. To w pewnym sensie pocieszająca konstatacja.

Rzecz jasna, że w tych starannie zaaranżowanych rozmowach niełatwo dopatrzyć się czegokolwiek istotnie osobistego – o ile ktoś miałby taką potrzebę. Są to raczej przyczynki do literatury niż zwierzenia. Niemniej, różnica między względnie empatyczną postawą Hemingwaya wobec rozmawiającego z nim George’a Plimptona, współzałożyciela „The Paris Review”, a wystudiowanym cynizmem Faulknera odpowiadającego na pytania młodziutkiej Jean Stein, jest wyrazista i wiele mówiąca. A kiedy Shusha Guppy mówi Julianowi Barnesowi: „Schopenhauer powiedział, że więcej o psychologii dowiedział się z Dostojewskiego niż ze wszystkich książek, które czytał na ten temat”, a Barnes odpowiada: „To prawda” (s. 54), to możemy się zastanawiać, na ile daje się tu zasugerować swojej rozmówczyni, biorąc pod uwagę, że Schopenhauer zmarł w 1860 r., kiedy Dostojewski miał w dorobku niewiele ponad „Biednych ludzi” i „Białe noce”, i raczej nie był jeszcze tłumaczony na niemiecki.

Pod koniec rozmowy z Jean Stein coraz bardziej znudzony i poirytowany Faulkner mówi: „Nie znam się na literaturze, jestem tylko pisarzem” (s. 461). Jeżeli nawet zdanie to jest kolejnym przejawem wyrachowania, to jego treść trafia w punkt – rzeczą pisarza jest robić literaturę, a znać się na niej jest rzeczą krytyka. Pisarz – wykonawca literatury – tak samo jak muzyk, tancerz czy malarz, nie nadaje się do roli objaśniacza własnej działalności, mimo że w jego przypadku, zdać by się mogło, samoobjaśnianie byłoby naturalne, skoro wszelkie objaśnienie tkwi w słowach, zupełnie tak samo, jak literatura. A jednak…

***

W naszych czasach każdy celebryta muzyki rozrywkowej rządzi większą liczbą dusz niż wszyscy intelektualiści świata razem wzięci i jeśli ci ostatni mają z tym problem, jest to ich problem, nie reszty świata. A jednak świat może się jeszcze czegoś dowiedzieć od dawnych twórców. Ernest Hemingway mówi o katastrofach samolotowych, które przeżył:

„Oczywiście dla biegłego pisarza katastrofa lotnicza to cenne doświadczenie. Taki pisarz bardzo szybko uczy się wielu rzeczy. To, czy mu się przydadzą, zależy od tego, czy przeżyje. Przeżyć z honorem, tym niemodnym i jakże ważnym słowem, jest niezwykle trudno, ale to bardzo ważne dla pisarza. Tych, którzy nie przeżyją, zawsze uwielbia się bardziej, bo nikt nie musi oglądać ich długich, nudnych, nieustających i bezlitosnych walk, w które się wdają, wierząc, że powinni to zrobić przed śmiercią. Tych, którzy umierają albo odchodzą szybko i mając jakiś powód, bardziej się szanuje, bo łatwiej ich zrozumieć, są bardziej ludzcy”.

***

W polskim tłumaczeniu rozmowy z Julianem Barnesem ten pisarz, wielbiciel i znawca Flauberta, określa „Salammbô” jako „wysadzane klejnotami ustrojstwo [contraption]”. Tłumacze sądzą, że tytuł tej powieści to nazwa rodzaju nijakiego (s. 58) oraz że „court” oznacza po angielsku „sąd” w miejscu, w którym oznacza „dwór królewski” (s. 369), ale przechodzimy nad tym do porządku; trochę bardziej dziwi nas natomiast, że „Kuzynek mistrza Rameau” stał się „kuzynką” (s. 394), a zdania proste oznajmujące – „zdaniami oznajmiającymi” (s. 478). Wróćmy do ustrojstwa. Zderzenie baśniowej frazy z rusycyzmem używanym w potocznej polszczyźnie PRL-u wywołać może wizję czegoś zupełnie niezwykłego, na przykład zdezelowanego saturatora, w którego pokrywę szalony jubiler wprawił szeregi szmaragdów i rubinów (a może to był Damien Hirst?). Ale to określenie nadaje się też chyba dla całego zjawiska, o którym mowa w wywiadach. Cała godna uwagi literatura jest wysadzanym klejnotami ustrojstwem, które pozwala niektórym ludziom wytrzymać jazgot innych ustrojstw składających się na ustrój naszego świata.

 

Książka:

„Sztuka powieści. Wywiady z pisarzami z «The Paris Review»”, przeł. Dobromiła Jankowska i Adam Pluszka, wyd. Książkowe Klimaty, Wrocław 2016.

* Ilustracja na stronie głównej: Ernest Hemingway w Londynie w Hotelu Dorchester, 1944. Fot. U.S. National Archives. Źródło: Wikimedia Commons (domena publiczna).

SKOMENTUJ

Nr 415

(51/2016)
20 grudnia 2016

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY

TEMATY TYGODNIA

drukuj
pobierz jako pdf / wyślij e-mail