Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Patrząc > Obywatel wielu światów....

Obywatel wielu światów. Pożegnanie Johna Bergera (1926–2017)

Sławomir Sikora

Zmarły przed kilkoma tygodniami John Berger był artystą wszechstronnym, łączącym szerokość swych zainteresowań z wiernością społecznemu zaangażowaniu sztuki. Jego biografia to opowieść o dystansie wobec ideologii – lecz także o tym, gdzie można szukać osobistej utopii.

2 stycznia 2017 r. w swoim domu pod Paryżem w wieku 90 lat zmarł John Berger, nazwany przez geografa i teoretyka badań miejskich Andy’ego Merrifielda „jednym z największych europejskich intelektualistów” (biografia „John Berger”, 2012). To mocne stwierdzenie, ale może nie bezpodstawne, jeśli uznać, że w pozycję intelektualisty wpisuje się również wierność własnym ideałom, suwerenność myślenia i związaną z tym niezależność. Niewątpliwie te ostatnie cechy Berger posiadał i robił z nich użytek. Był przede wszystkim wybitnym, niezależnym, lewicującym angielskim krytykiem sztuki i fotografii, eseistą, pisarzem i poetą, autorem bardzo popularnych telewizyjnych programów o sztuce. Dla wielu, jeśli nie całych pokoleń artystów i krytyków sztuki – mistrzem.

Już jako 16-latek ucieka z rygorystycznej szkoły St Edward’s, by zapisać się następnie do London’s Central School of Art and Design. W końcu ojciec, który sądził, że syn powinien zdobyć jeden z tzw. przyzwoitych zawodów, pogodził się z wyborami syna. Po studiach Berger zaczyna pisać do „New Statesman” teksty krytyczne o sztuce; w jednym z nich skrytykował Henry’ego Moore’a, swego byłego nauczyciela. British Council nie omieszkało wówczas przeprosić mistrza za te nieodpowiedzialne wybryki.

Wcześniej jeszcze Berger zostaje powołany do wojska, gdzie odrzuca mianowanie oficerskie, za co zostaje karnie przeniesiony do jednostki wywodzących się z klasy robotniczej poborowych. Tilda Swinton, bliska przyjaciółka Bergera i twórczyni dokumentu o nim („The Seasons in Quincy: Four Portraits of John Berger”, 2016), twierdzi, że to właśnie wtedy po raz pierwszy zetknął się z klasą robotniczą i myślą lewicową. W latach 50. zaprzyjaźnia się też z przedwojennymi uchodźcami z opanowanej wówczas przez faszyzm i autorytaryzm Europy Środkowej: Austriakiem Ernstem Fischerem i Węgrem Frederickiem Antalem. Wiązało się to z pogłębioną lekcją środkowowschodniej wersji marksizmu. To Antal wydaje się prototypem głównego bohatera pierwszej powieści Bergera „A Painter of Our Time” (1958). Postać ta wraca z emigracji do Budapesztu w 1956 r. i ślad po niej ginie… Stąd można sądzić, że Berger przy całej swojej lewicowości nie żywił złudzeń co do politycznego wymiaru państw bloku wschodniego.

Przygodne dotąd pisanie staje się powołaniem Anglika. Zarzuca malarstwo, choć nigdy nie przestaje rysować. Jego intrygujące rysunki pojawiają się np. w późnej książce-notatniku „Bento’s sketchbook” (2011), ale jego technice (rysunek piórem) można też przyglądać się w filmie Swinton.

Widzenie sztuki

W jednym z późnych wywiadów telewizyjnych John Berger wyznaje, że czuje się przede wszystkim pisarzem, czy może bardziej precyzyjnie – opowiadaczem historii (storyteller), może też po trosze gawędziarzem – choć w języku polskim to chyba mniej adekwatne sformułowanie. W rozmowie z Susan Sontag (1983) – nie tylko tam zresztą – wyznaje, że słowa wcale nie są jego żywiołem, że nie jest mu łatwo się wysławiać. Ta rozmowa pokazuje, że choć bardzo wiele ich łączy – są pisarzami, eseistami, ludźmi zainteresowanymi sztuką, fotografią, literaturą, tematami społecznymi – to równie wiele ich dzieli. Sontag twierdzi, że literacką pracę pisarską inicjują głosy, które słyszy: konkretne zdania wypowiadane przez „rodzących się” bohaterów; wyobraźnia i inwencja pisarska pojawiają się na pierwszym planie. Berger konsekwentnie odwołuje się do widzenia, obrazów rzeczywistych i tych, które pojawiają się w głowie, a które wiążą pisarza z tzw. rzeczywistością. Widzenie pojawia się pierwsze. To zainteresowanie widzeniem uwidacznia się w samych tytułach jego eseistycznych książek: „Sposoby widzenia” (1972, 1997), „The Look of Things” (1972), „O patrzeniu” (1980, 1999), „Another Way of Telling” (1982), „The Sense of Sight” (1993)…

Wskazują też na to książki-albumy, łączące w różnych konfiguracjach eseje fotograficzne i tekstowe, tworzone przede wszystkim wraz ze szwajcarskim fotografem Jeanem Mohrem. Podejmowane tematy są jak najbardziej politycznie i społecznie ważne. Jednocześnie mają oprawę teoretyczną. „Opowieść” wiejskiego doktora w „A Fortunate Man” (1967) czy ambitna próba w „A Seventh Man” (1975) zbadania i ukazania przy wykorzystaniu różnych dokumentów i tekstów sytuacji migrantów w Europie to dobre tego przykłady. I chyba najbardziej „wizualnie” teoretyczna praca „Another Way of Telling”, gdzie znajdziemy m.in. esej złożony z samych fotografii, często w wiele mówiących zestawieniach – przypomina to marzenie Waltera Benjamina o tekście złożonym z samych cytatów. To opowieść pomyślana jako „autobiografia J.”, portret anonimowej starej kobiety, która „za pracą” wyrusza ze wsi do miasta. Fotografie – trzeba dodać – pochodzą z całej Europy… Powtarzający się motyw rąk starej kobiety przy różnych czynnościach może być odczytywany jako twarz (tak Jurij Łotman określił każdy powtarzający się element narracji wizualnej w filmie). Czyż ręce człowieka pracy nie mówią o nim najwięcej? Nie są twarzą jej lub jego losu? Oczywiście temu fotoesejowi towarzyszą też inne, które m.in. krytycznie dyskutują to, jak można rozumieć samą fotografię. Niewątpliwie wśród osób piszących o tym medium w latach 70. i 80. Berger zajmuje poczesne miejsce.

Sama książka Bergera została zaplanowana jako produkt masowy: miała być najbardziej popularną książką o sztuce i kosztować (wówczas) poniżej jednego funta.

Sławomir Sikora

Książka „Sposoby widzenia” (1972) o nowym czytaniu sztuki, która przyniosła Bergerowi zapewne największą sławę, rozpoczyna się od słów: „Widzenie poprzedza słowa. Dziecko patrzy i rozpoznaje, zanim nauczy się mówić”. Została przetłumaczona na wiele języków i jest stale wznawiana: sprzedano już ponad 1 mln jej kopii, należy też do kanonu lektur w szkołach artystycznych, nie tylko w Wielkiej Brytanii. Sukces książki poprzedził czteroczęściowy serial BBC, który stał się dla niej podstawą. Na to nowe czytanie sztuki wpływ miała m.in. lektura eseju Waltera Benjamina o dziele sztuki w dobie mechanicznej reprodukcji. Berger zaprezentował społeczne odczytanie sztuki, pokazał, jak szerokim nurtem wpływa ona do reklamy i kultury popularnej. Profanacji dopełnił – w wersji filmowej – akt wycięcia głowy Wenus z (kopii) obrazu „Wenus i Mars” Botticellego… Oczywiście tym aktem Berger wprowadza nas w zagadnienie masowej (taniej) reprodukcji. To właśnie lekcja Benjamina. Niemniej warto dodać, że sama książka została zaplanowana jako produkt masowy: miała być najbardziej popularną książką o sztuce i kosztować (wówczas) poniżej jednego funta, stąd kiepski papier i niskiej jakości reprodukcje. Otwarcie polemizowała też z elitystycznym rozumieniem sztuki i słynnym programem „Civilization” uznanego autorytetu w kręgach sztuki, Kennetha Clarka.

Etnologia utopii

W tym samym 1972 r. Berger dostaje m.in. Booker Prize za głośną powieść „G.”, którą George Steiner zdecydowanie docenił i zestawił z książką Roberta Musila „Człowiek bez właściwości”. Uznał podobieństwo głównych pasywnych bohaterów, którzy żyją w czasie przełomowego momentu dla historii Europy borykającej się z kryzysem politycznym i ekonomicznym.

Berger postanawia przenieść się wówczas, zapewne z różnych powodów, na południe Francji. Osiada w alpejskiej wiosce Quincy, gdzie mieszka właściwie przez kolejnych 40 lat. Fascynacja „umierającą” klasą chłopską nie opuszcza Bergera już do końca. Zamiast badać chłopów postanawia zamieszkać wraz z nimi… i żyć jak oni. Uczestniczy w życiu wsi, a także w jej pracach. Zostaje zaakceptowany, choć zdaje sobie sprawę, że nigdy nie będzie traktowany w pełni jak swój; niemniej jest dopuszczony do wioskowych tajemnic, trosk i kłopotów. Pod tym względem realizuje ideał przynajmniej niektórych badań etnograficznych. Tyle tylko, że te zazwyczaj trwają rok lub dwa, czasem sprowadzają się do powtarzających się dłuższych wizyt. Tu sytuacja ulega odwróceniu: Berger z krótszymi bądź dłuższymi wizytami wyrusza w świat ze „swojej” wioski. Poza wspomnianymi już książkami pisze m.in. poświęconą chłopstwu trylogię „Into their Labours”. Merrifield twierdzi, że można ją uznać za językowo równie innowacyjną jak powieść „G.”. Berger problematyzuje też kwestię reprezentacji. Boryka się z podobnymi problemami jak współczesna etnologia. Czy można, i na ile można, tworzyć portrety innych? Na ile może się udać próba sportretowania ich od środka? Idea rzucona niegdyś przez Bronisława Malinowskiego – zobaczyć innych ich oczami, zobaczyć ich tak, jak oni sami siebie widzą, poczuć ich, jak oni siebie sami czują – odżywa w całej swojej wyjątkowości. Zbliżeniu się do tego ideału służyć miała właśnie idea zamieszkania wraz z nimi. Berger osiadł w skromnym domu, gdzie najważniejszymi miejscami były kuchnia i pracownia. Ale była też sławojka, którą raz do roku sam opróżniał. Cieleśnie „być tam”, z wszystkimi zmysłowymi tego konsekwencjami, wydało mu się ważne. Utopia bez utopii.

* * *

Berger poruszał się często swoim ulubionym motorem hondą blackbird, który w niespełna 3 sekundy dochodził do setki. Ale szybkość pozwalała mu też snuć rozważania o powolności, o specyfice czasu chłopskiego, o ich zachowawczości i podejściu do zmiany i przyszłości. Zdołał też napisać ponad 40 książek: zbiorów esejów o sztuce, powieści, opowiadań, książek hybrydowych… I zawsze patrzył intensywnie. W czasie jednej z wizyt, jak wyznała Tilda Swinton, nim zaczął z nią rozmawiać, przez dwie minuty intensywnie się jej przyglądał, patrzył na nią… Intensywność spojrzenia towarzyszyła mu zawsze, ale potrafił też słuchać. Nie ma opowiadacza, który nie jest wcześniej słuchaczem. Siebie samego, pisarza, nazwał sekretarzem Śmierci. Pod tym względem jego filozofii pisania bliższa jest powtarzana czasem przez etnologów prawda, że opowieści przez nich snute są „odnajdywane” w terenie. Jak ujęła to Sontag: świat był dla niego pełen opowieści.

W „Bento’s sketchbook” odnajdujemy zapis: „W Wielki Piątek w 2008 roku byłem w Londynie. Postanowiłem, wcześnie rano, pójść do National Gallery i popatrzyć na Ukrzyżowanie Antonelli da Messiny. To najbardziej samotny (solitary) obraz tej sceny, jaki znam. I najmniej alegoryczny”.

Berger pozostał obywatelem wielu światów, które czasem próbował zszyć swoją twórczością i które na pewno łączyła jego osoba.

 

*Tekst zawdzięcza wiele książce Andy’ego Merrifielda, John Berger, Reaktion Books 2012.

 

*Ikona wpisu: fot. Ji-Elle/CC BY 3.0

SKOMENTUJ

Nr 419

(3/2017)
17 stycznia 2017

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY

TEMATY TYGODNIA

drukuj
pobierz jako pdf / wyślij e-mail