Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Czytając > Najważniejsze, że jesteśmy...

Najważniejsze, że jesteśmy razem. O książce „Jeżyk we mgle” [KL dzieciom]

Anna Olmińska

Jeżyk, bohater opowiadania Siergieja Kozłowa i animacji Jurija Norsztejna, to na Wschodzie postać kultowa. Ma nawet swój pomnik w Kijowie. Pozornie nieskomplikowana historia o filozoficznej głębi od ponad 40 lat zachwyca dzieci i dorosłych.

jezyk_okladka

Jedna z najlepszych animacji, które kiedykolwiek powstały, „Jeżyk we mgle”, ukazała się w Związku Radzieckim w 1975 r. Niedługo później wydano tam książkę pod tym samym tytułem. Do Polski „Jeżyk…” dotarł jednak nadspodziewanie późno. Choć animacja już od paru lat dostępna jest na popularnym portalu, nigdy nie doczekała się oficjalnej premiery w języku polskim. Po książkę zaś polski czytelnik może sięgnąć od lat 80. W ubiegłym roku wydawnictwo Sic! postanowiło o niej przypomnieć.

Pewnie dlatego, że „Jeżyk…” urzeka do dziś. Ujmuje już samo to, w jaki sposób powstał i zdobył popularność. Nie było łatwo. Świadczą o tym chociażby słowa operatora pracującego nad filmem, Aleksandra Łukowskiego, który miał powiedzieć sentencjonalnie: „Lepsze porto we szkle niż jeżyk we mgle”. Od samego początku nikt nie wierzył w sukces tej animacji. Najwięcej kłopotów przysporzył ponoć tytułowy mały bohater, który miał spełnić jedno, ale jakże trudne zadanie: uwieść miliony widzów. To dlatego ilustratorka, Franczeska Jarbusowa, w pocie czoła szkicowała kolejne jeżyki. Przewinęło się ich na montażowym ekranie więcej niż sto, jednak żaden nie spełniał oczekiwań ekipy produkcyjnej. W końcu reżyser, Jurij Norsztejn, nie wytrzymał. Dostał podobno białej gorączki, biegał i krzyczał na Jarbusową: „On powinien pojawić się na ułamek sekundy – i utrwalić się! Profil powinien być całkowicie precyzyjny, wyraźny!”. Dopiero po tym wybuchu gniewu reżysera ilustratorka usiadła i po prostu narysowała, co trzeba [1]. Anegdota mówi, że ilustratorka zainspirowała się… swoim własnym profilem.

Niezależnie od tego, czy ta historia jest prawdziwa, trzeba przyznać, że Jeżyk ma w sobie coś ludzkiego, a dzięki temu jest postacią prawdziwie chwytającą za serce. Być może właśnie temu urokowi głównego bohatera twórcy zawdzięczają fakt, że zdecydowano się wypuścić animację w małym, bo małym, ale mającym swoją publiczność kinoteatrze „Rosja”. Dość szybko okazało się, że Jeżyk podbił serca publiczności. Film aż przez czternaście miesięcy nie schodził z afisza, a niespełna 40 lat po wyprodukowaniu go został uznany za najlepszy film animowany wszech czasów. Jego reżyser został m.in. odznaczony japońskim Orderem Wschodzącego Słońca za zasługi dla Japonii i tamtejszego społeczeństwa, w tym za wpływ na japońskich mistrzów filmów anime, takich jak Hayao Miyazaki. Krótko mówiąc, „Jeżyk we mgle” na stałe zapisał się w historii animacji.

jezyk_ilustracja1

Kariera Jeżyka nie dziwi, gdy pozna się film, do dzisiaj zachwycający prostotą formy i głębokim przekazem, a do tego hipnotyzujący tajemniczym, trochę mrocznym klimatem. Rzecz wygląda nieco inaczej, gdy sięgnie się po opartą na ilustracjach do animacji książkę pod tym samym tytułem. Jej lektura stanowi dopiero przedsmak tego, co znajdziemy w filmie. Książka jest pogodniejsza od filmu Norsztejna, odrobinę mniej straszna. Można to zresztą potraktować jako jej zaletę, bo dzięki temu małego czytelnika łatwo oswoić z tym, co zobaczy w przyprawiającym chwilami o dreszcze filmie. Jeśli znamy animację, po lekturze literackiej wersji „Jeżyka…” pozostaje jednak pewien niedosyt.

Być może taki odbiór książki ma jakiś związek z tym, że w Polsce „Jeżyk…” w wersji papierowej ukazał się w ubiegłym roku dokładnie w takiej samej szacie graficznej, w jakiej wydany został lata temu na rynku rosyjskim. Współcześnie, wśród mnóstwa pięknie ilustrowanych i dopracowanych w najmniejszych szczegółach książek dla dzieci, ta na pierwszy rzut oka nie robi piorunującego wrażenia. Mimo to warto po nią sięgnąć. W końcu – czy nie uczymy dzieci, że liczy się to, co jest w środku?

jezyk_ilustracja2

Tam zaś znajdziemy napisaną przez Siergieja Kozłowa opowieść o dwóch przyjaciołach: Jeżyku i Niedźwiadku, z których mniejszy bohater regularnie odwiedza wieczorami większego, by wspólnie liczyć gwiazdy. Każdy swoje – Niedźwiadek te po prawej stronie komina, Jeżyk te po lewej.

Podczas codziennych spacerów Jeżyk wykazuje się ogromną ciekawością świata. Przystaje na przykład nad kałużą, żeby obejrzeć, jak odbija się w niej gwiazda, albo zagląda do ciemnej starej studni i bawi się w echo, by zgłębić jej tajemnice. Kiedy pewnego razu widzi mgłę, naturalnie nachodzi go myśl, żeby sprawdzić, jak jest tam, w środku. Wchodzi więc w mgłę i… przepada. Strach i Imaginacja szybko okazują się najgorszymi towarzyszami, których można zabrać ze sobą na spacer po ciemnym lesie. Trudno się jednak ich pozbyć, kiedy wokół jest ciemno i głucho. Jeszcze trudniej zaś się z nimi z tej mgły wydostać. Może się to jednak udać dzięki pomocy różnych dobrych dusz i niegasnącej nadziei na wyjście z mroku. Czego się nie robi dla przyjaciół?

Historia Jeżyka jest opowieścią o jałowości strachu przed nieznanym i o tym, jak ważne są ciekawość świata, przyjaźń i banalne z pozoru czynności, takie jak wspólne liczenie gwiazd czy dawanie w prezencie konfitur. To one bowiem okazują się tym, co podtrzymuje Jeżyka na duchu, celem, do którego dąży.

Opowieść pozostaje również metaforą poszukiwania siebie i swojego miejsca w życiu. Nie bez przyczyny Jurij Norsztejn, tłumacząc sowieckiej radzie oceniającej wartość dzieł artystycznych, jak można odczytywać „Jeżyka…”, przywołał następujący fragment z „Boskiej komedii” Dantego:

„W życia wędrówce, na połowie czasu,
Straciwszy z oczu szlak niemylnej drogi,
W głębi ciemnego znalazłem się lasu”.

jezyk_ilustracja3

Bardzo się cieszę, że „Jeżyk we mgle” ukazał się wreszcie w Polsce. Przypomina on o silnie zakorzenionych w kulturze naszego wschodniego sąsiada, a trochę u nas zapomnianych baśniach rosyjskich, w których mali bohaterowie okazują się często najważniejsi i najbardziej waleczni, a wszystkie skarby tego świata przegrywają z bogactwami wewnętrznymi. Rzuca też światło na dokonania rosyjskiej szkoły animacji.

Szkoda, że do książki nie dołączono płyty z filmem. Animacja wydaje się niezbędnym dopełnieniem papierowej wersji opowieści o Jeżyku. Jest bardziej wielowymiarowa, a przez to chyba też nieco trudniejsza dla widza. Dlatego nie zdziwiłabym się, gdyby film bardziej zaintrygował dorosłego niż jego pociechę, która przecież nie zinterpretuje animacji w świetle cytatu z Dantego. Jedno jest pewne: oglądając lub czytając „Jeżyka we mgle”, młodszy odbiorca może liczyć na sporą porcję wrażeń, a większy – również na intelektualną pożywkę.

 

Przypisy:

[1] Por. Jegor Arefjew, „Komsomolskaja Prawda” z dn. 15 października 2016.

Książka:

Siergiej Kozłow, Jurij Norsztejn, „Jeżyk we mgle”, oprac. graficzne: Franczeska Jarbusowa, przeł. Renata Lis, wyd. Sic!, Warszawa 2016.

 

Rubrykę redaguje Paulina Zaborek.

SKOMENTUJ

Nr 425

(9/2017)
28 lutego 2017

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

NAJPOPULARNIEJSZE



WAŻNE TEMATY

TEMATY TYGODNIA

drukuj
pobierz jako pdf / wyślij e-mail