Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Temat tygodnia > Bauman. Not for...

Bauman. Not for dummies

Jarosław Kuisz

Bauman stwierdzał, że chronicznym atrybutem „ponowoczesnego” stylu życia jest „niespójność, niekonsekwencja postępowania, fragmentaryzacja i epizodyczność rozmaitych sfer aktywności jednostek”. I, ku zgrozie konserwatywnej prawicy, przedstawiał charakterystykę czterech wzorów „ponowoczesnej” osobowości jako spacerowiczów, włóczęgów, turystów i graczy. Propozycje te znajdowały się na antypodach myślenia o społeczeństwie w kategoriach „bohaterów narodu” lub „zdrajców ojczyzny”.

Istnieje dwóch Zygmuntów Baumanów. Pierwszy to młody człowiek zaangażowany w stalinizm, funkcjonariusz ponurego Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego i współpracownik Informacji Wojskowej. Żołnierz Ludowego Wojska Polskiego i komunista. Nie jest jasne, co dokładnie oznacza, że po wojnie „brał udział w walce z bandami”. Już w 1953 r. wyrzucono go z armii. Skaza w biografii przekreśla zasługi intelektualne. Wniosek? Lektura prac socjologicznych sprzed 1968 r. i książek napisanych na Zachodzie nie ma sensu. To przypisy do niewybaczalnego wyboru z przeszłości, który należy potępiać tak, jak nazizm.

Drugi Bauman to światowej sławy socjolog (czy filozof, jak chcą niektórzy), który proponował czytelnikom globalnej wioski interpretacje problemów z przełomu XX i XXI w. Atrakcyjne metafory koiły neurozy. Z encyklopedyczną swadą, czasem beztrosko, zawsze efektownie, autor poruszał się pomiędzy odległymi obszarami wiedzy, badając między innymi wpływ postępu technicznego doby cyfrowej na człowieka, nowe nierówności dochodowe czy meandry współczesnej erotyki i seksualności.

Autorka: Joanna Witek

Autorka: Joanna Witek

„Drugi Bauman” czytany był przez odbiorców, którzy zwykle nie mieli pojęcia o przeszłości humanisty. Nawet jeśli by tę wiedzę zdobyli, to – sądząc po tematyce publikacji – niewykluczone, że niewiele by to zmieniło. Po książki emerytowanego profesora z Leeds sięgano, by poznać odpowiedzi na problemy zglobalizowanego świata 2.0. Powojenne decyzje 19-latka z czasów Polski Ludowej siłą rzeczy nie mogły budzić podobnego zainteresowania.

Bauman długowieczny

Interesujący jest jeden Bauman. Ten długowieczny (92 lata) – z biografią rozpiętą pomiędzy II Rzeczpospolitą, lepioną w całość po rozbiorach, a światem spod znaku iPhone’a. To sędziwy humanista z Europy Wschodniej, który znalazł wiarygodny dla tysięcy młodych czytelników na Zachodzie język opisu czasów współczesnych. Po śmierci socjologa w krajowej debacie znów jakby więcej było perwersyjnej rozkoszy oskarżania „złego człowieka”. Zrozumienie, w jaki sposób Bauman przewędrował od komunizmu do tak wysokiej pozycji w humanistyce światowej pod koniec XX w., wymaga nieco więcej niż tylko prostego żądania, by „wreszcie się rozliczył”.

Jeśli na przykład budowanie stalinizmu potraktować jako systematyczną destrukcję instytucji starego porządku, to znajdujemy przesłanki, by uznać, że teoria płynnej ponowoczesności może wyrastać z młodzieńczych doświadczeń socjologa. Sama reforma rolna Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego wywracała porządek stuleci.

Bauman, cytując klasyków myśli oraz modnych intelektualistów, opisywał świat pękających granic, upadających ideologii, rozpuszczających się rodzin i partii politycznych, płynnych relacji międzyludzkich. Opis padał na podatny grunt. Można się zastanawiać, w jakim stopniu – poza uważną obserwacją zjawisk – Baumanowi pomagała umiejętność wydobycia z pamięci doświadczeń z Europy Wschodniej i przetworzenia ich na teorie zrozumiałe na Zachodzie. Próbę likwidacji prawa własności prywatnej, „feminizm” doby stalinizmu („kobiety na traktory!”), przymusowe migracje mas ludzi czy unicestwienie dotychczasowych elit… Historyk Marcin Zaremba porównał Polaków do „płynnej kaszy”, po II wojnie światowej trudno posługiwać się bowiem tak stabilnymi pojęciami, jak społeczeństwo. W świecie reformy rolnej, bitwy o handel czy procesów pokazowych trudno było o stabilne punkty odniesienia. To postmodernizm avant la lettre.

Nic dziwnego, że po upadku komunizmu w Europie Wschodniej gros polskich humanistów poszukiwało twardego gruntu pod nogami i epistemologicznej pewności. Jerzy Szacki zauważał, że nawet liberałowie przyjęli na siebie zadanie, które z punktu widzenia teorii urastało do herezji, tj. budowę instytucji państwa. Po przygodach z Polską Ludową eksperymentów z „płynnością” zdecydowanie miano powyżej uszu.

Interesujący jest Bauman długowieczny (92 lata) – z biografią rozpiętą pomiędzy II Rzeczpospolitą, lepioną w całość po rozbiorach, a światem spod znaku iPhone’a.

Jarosław Kuisz

Wówczas Bauman dokonał kolejnego wyboru „pod prąd” i podjął flirt z postmodernizmem – być może jedyną intelektualną modą z Zachodu, która w mocno imitacyjnej polskiej humanistyce się nie przyjęła.

Intelektualista czasów Maastricht

Czyżby wówczas Bauman rozszczepił się z punktu widzenia polskiego po raz kolejny? Z perspektywy Leeds to nie miało znaczenia. Twórczość pracowitego socjologa (wstawał o 3 rano), świetnie władającego uniwersalnym żargonem nauk humanistycznych, wraz z takimi intelektualistami, jak Ulrich Beck czy Anthony Giddens, odzwierciedla ducha lat 90. XX w.

To europejscy filozofowie czasów Maastricht. Po rozebraniu muru berlińskiego, w świecie demontowanych granic międzypaństwowych i wspólnej waluty, ostrzegali przed niebezpieczeństwami, trudno jednak nie dostrzec u nich entuzjazmu epoki pozimnowojennej.

Bauman stwierdzał, że chronicznym atrybutem „ponowoczesnego” stylu życia jest „niespójność, niekonsekwencja postępowania, fragmentaryzacja i epizodyczność rozmaitych sfer aktywności jednostek”. I, ku zgrozie konserwatywnej prawicy, przedstawiał charakterystykę czterech wzorów „ponowoczesnej” osobowości jako spacerowiczów, włóczęgów, turystów i graczy. Propozycje te znajdowały się na antypodach myślenia o społeczeństwie w kategoriach „bohaterów narodu” lub „zdrajców ojczyzny”.

Na długo przed Brexitem socjolog opisywał miotanie się ludzi w dzisiejszym świecie, pytania o to, kim są w nowych warunkach ekspresowej globalizacji. Oto przykład typowego wywodu Baumana:

„Powolna dezintegracja i kurczenie się roli sąsiedztwa w czasie rewolucji w środkach transportu doprowadziły do narodzin zagadnienia tożsamości rozumianej jako problem i zadanie. Peryferia gwałtownie się rozrosły, stając się zagrożeniem dla centrów zamieszkiwanych przez ludzi. I nagle pojawia się pytanie o tożsamość, ponieważ brak na nie oczywistej odpowiedzi. Problem wprowadzenia porządku w rodzącym się współczesnym państwie nie daje się już automatycznie rozwiązywać za pomocą zasiedziałych i zżytych «społeczności znajomych». Państwu nie pozostaje więc nic innego, jak przejąć owo pytanie i włączyć je do pracy nad podstawami nowych i nieznanych dotąd postulatów legitymizacji tożsamości” („Tożsamość. Rozmowy z Benedetto Vecchim”).

Autor powyższych słów włączał się zatem w nurt tych myślicieli, którzy uważali, że tożsamość narodowa nie narodziła się w sposób naturalny, ale „została niejako narzucona Lebenswelt współczesnych ludzi” i następnie podniesiona do rangi „faktu”. Kryzysu przynależności, fikcyjności tożsamości – jak ostrzegał – nie można potraktować jako drobnostki, albowiem są one „boleśnie odczuwane”.

Bauman a sprawa polska

Czy wojna, rewolucja, komunizm, rewizjonizm i przymusowe wygnanie stanowią podglebie czy nawet równają się „płynnej ponowoczesności”? To wymagałoby dalszych badań. Zwolennicy jedności dzieła i życia nie mogą tego wykluczyć. Przeciwnicy zaś skupią się na „antypolskim” Baumanie, nie widząc jego przywiązania do polskości. Albowiem humanista mieszkający w Wielkiej Brytanii przez całe lata podejmował krajowe tematy.

Już w 1968 r., po wygnaniu z Polski Ludowej, na łamach „Kultury” paryskiej pisał, że rachuba Gomułki, iż naród polski jest spontanicznie i powszechnie antysemicki, a hasła antyżydowskie zapewnią rządowi ludową sympatię, okazała się błędna. „Antysemickie zabarwienie wydarzeń pomarcowych w Polsce nie jest w żadnym stopniu wynikiem spontanicznego odruchu narodu. Jest dziełem rozmyślnych organizatorów prowokacji, za którą tylko oni ponoszą odpowiedzialność” – stwierdzał. Nieco później, w 1973 r. – jawnie zżymając się na zachodnich uczonych, którzy „ponawiają próby zrozumienia tego, co się dzieje na socjalistycznym wschodzie” – z oddalenia analizował sytuację robotników w Polsce i uwarunkowania kolejnego protestu przeciw władzom („Socjalizm drugiego pokolenia”). Jeszcze w drugiej połowie lat 70. powracał myślami do dziedzictwa stalinizmu („Stalin i rewolucja chłopska”). Na początku następnej dekady wykazywał wyjątkowość pierwszej „Solidarności” w polemice z Włodzimierzem Brusem („Bez precedensu”). Przy tym Bauman snuł wywody, które jako żywo niełatwo pogodzić z tym, co napisze nieco później jako teoretyk płynnej ponowoczesności, np.:

„Epoka «Solidarności» jako okres swobodnego krystalizowania się świadomości narodowej nie przeszła bez śladu. Jej wkład do dziejów Polski jest trwały bez względu na dalszy przebieg wydarzeń” („Bez precedensu”).

Bauman brał udział w debatach rozpalających rodaków nie tylko na emigracji, lecz także nad Wisłą. Gdy po ukazaniu się artykułu Jana Błońskiego w „Tygodniku Powszechnym” wybuchła dyskusja na temat relacji polsko-żydowskich, napisał jeden ze swoich najlepszych tekstów, pt.: „Rzecz o niemoralnym rozumie i nielogicznej moralności” (1988).

Krytycy Baumana za granicą wytykają mu braki warsztatowe i wadliwe wnioskowania; krytycy Baumana w kraju, jak się wydaje, nie muszą nic czytać poza dokumentami z IPN.

Jarosław Kuisz

Osobisty esej zaczynał się od wspomnień żony, Janiny: „Najokrutniejsze w okrucieństwie jest to, że odczłowiecza ono swe ofiary, zanim je unicestwia”. „Rzecz o niemoralnym rozumie…” to tekst, w którym autor, choć przywołuje słowa Błońskiego, Władysława Bartoszewskiego, Władysława Siły-Nowickiego, Kazimierza Dziewanowskiego i innych, przede wszystkim zwierza się ze zdobywania wiedzy moralnej przez siebie. Nie ma tutaj, tak drażniących w innych tekstach socjologa, kaskad słów czy zbytecznych popisów erudycyjnych. Jest za to prosta opowieść o tym, jak przed laty nie zrozumiał własnego Dziadka (wielkie „D”, żadnej ironii). Usiłował on malcowi przekazać wiedzę biblijną. Bauman przyznaje, że być może Dziadkowi zabrakło pedagogicznego talentu, a może wina tkwiła w „tępocie i braku starania” wnuczka. Nic nie zapamiętał z rodzinnej edukacji, mimo to:

„Jedno wszakże opowiadanie wryło się głęboko w moją świadomość i chodziło za mną przez wiele lat. Mówiło ono o przygodzie, jaka przytrafiła się pewnemu świątobliwemu mędrcowi, gdy gdzieś wędrował, prowadząc osła objuczonego workami z jadłem i napojami. Siedział mianowicie przy drodze wychudły żebrak, który poprosił go o coś do jedzenia. «Poczekaj chwilę», rzekł mędrzec, «zaraz dostaniesz, niech tylko rozwiążę juki». Mędrzec zwijał się, jak mógł, ale zanim zdołał otworzyć worek z żywnością, długotrwały głód zrobił swoje i żebrak wydał ostatnie tchnienie. Widząc to, zrozpaczony mędrzec wzniósł modły do Boga: «Ukarz mnie, o Panie, jako że zaniedbałem bliźniego swego i nie zdołałem uratować go przed śmiercią!»” („Rzecz o niemoralnym rozumie i nielogicznej moralności”).

Bauman dopiero jako starszy człowiek gotowy był wyciągnąć wnioski z opowiadania:

„Wstrząs i osłupienie, jakie wywołało we mnie to opowiadanie, jest bodaj jedynym, co pozostało w mojej pamięci z nieustających kazań Dziadka. […] Nie mogłem zrozumieć, dlaczego bohater tej historii uchodził za mędrca i uczonego w piśmie. Odebrałem jego postępowanie jako nielogiczne (co było prawdą) i przeto niesłuszne (co prawdą nie było). Trzeba było Holocaustu, by przekonać mnie, że to drugie bynajmniej nie wynika z tego pierwszego” („Rzecz o niemoralnym rozumie i nielogicznej moralności”).

Z polskich sporów wywodzą się zatem przynajmniej niektóre wątki książki „Nowoczesność i Zagłada”, publikacji, która otworzyła Baumanowi drzwi do kariery światowej (wyd. ang. 1989). Jak mawiał pół żartem, pół serio, uznanie zyskał dopiero „na emeryturze”.

Kontrowersje

W kontrowersyjnym wywiadzie dla „Guardiana” (2007) Bauman ewidentnie zbyt ogólnie odniósł się do pytań o przeszłość. W powierzchownej wymianie zdań nie wyjaśnił, co dokładnie robił w pierwszych latach Polski Ludowej, jednocześnie przyznał jednak, że ponosi za to pełną odpowiedzialność. Można w tym dostrzegać unik. Można zobaczyć konstatację błędów, o których po latach człowiek nie ma ochoty mówić publicznie.

Spór o Baumana nie wygaśnie. Jednak dysproporcja intelektualna w polemikach prowadzonych w kraju i poza nim skłania do zastanowienia. Krytycy Baumana za granicą wytykają mu braki warsztatowe i wadliwe wnioskowania, krytycy Baumana w kraju, jak się wydaje, nie muszą nic czytać poza dokumentami z IPN. Raczej infantylna, czarno-biała wizja świata może zostać tym samym podtrzymana przy życiu. Wiedza o skomplikowanych losach polskich intelektualistów będzie czytelnikom oszczędzona.

Podobnie jak możliwość zrozumienia, dlaczego niektórzy z nich opowiedzieli coś uniwersalnie ważkiego i przy okazji odnieśli sukces poza krajem.

SKOMENTUJ

Nr 425

(9/2017)
28 lutego 2017

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

NAJPOPULARNIEJSZE

PODOBNE



WAŻNE TEMATY

TEMATY TYGODNIA

drukuj
pobierz jako pdf / wyślij e-mail