„Kultura Liberalna” ukazuje się od 2009 r. dzięki zaangażowaniu dziesiątek osób i dobrej woli darczyńców. Bądź jednym z nich. Wesprzyj nas.
10 zł
20 zł
50 zł
100 zł
Inna
kwota
Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Z miasta] Deweloper...

[Z miasta] Deweloper zadba o przestrzeń publiczną

Wojciech Kacperski

Podnoszenie jakości przestrzeni publicznej w przyszłości nie będzie związane tylko i wyłącznie z dobrym zarządzaniem działkami należącymi do samorządów, ale z konieczności będzie wymagało odpowiedniego kształtowania jej przez deweloperów – co również powinno zmusić samorządy do stworzenia pewnych ram w tym zakresie.

Doniesienia medialne z ostatnich tygodni dotyczące licznych wycinek drzew wzbudziły dość powszechny sprzeciw. Tym, co go jednak wzmacniało, była świadomość, że tereny, z których znikała zieleń, były działkami prywatnymi. Sprzeczność pomiędzy interesem publicznym (który zdecydowanie faworyzował każde istniejące drzewo) a prywatnym (zgodnie z którym można dowolnie rozporządzać tym, co znajduje się na prywatnej własności) jeszcze nigdy w podobnej kwestii nie była tak wyraźnie widoczna. Wydaje się, że negatywne konsekwencje ostatniej nowelizacji ustawy o ochronie środowiska mogą poważnie wpłynąć na postrzeganie przestrzeni publicznej. Szczególnie w przypadku miast.

Przestrzeń publiczna to w końcu niby coś oczywistego – każdy chodnik, plac czy skwerek, którym zarządza jedna z komórek samorządu. Na przełomie ostatnich lat mieliśmy wiele debat na temat sposobów jej zagospodarowania. Temat pojawiał się wielokrotnie – od samochodów po wieżowce. Sformułowano wiele ciekawych tez.

Jedną z nich był pogląd, że jakość życia w mieście nie będzie zależała od liczby wieżowców, lecz od jakości przestrzeni publicznej. Uwaga ta dotyczyła wprawdzie Warszawy, jednak jej prawdziwość wydaje się dość uniwersalna. Mimo to walka o wysoką jakość przestrzeni publicznej wcale nie należy do najłatwiejszych, szczególnie dziś, gdy pretensje do niej wyraża tak wiele różnych grup społecznych. Kierowcy chcieliby widzieć w niej przede wszystkim parking dla swoich samochodów, a najlepiej dodatkowy pas jezdni. Deweloperzy często postrzegają ją z kolei jako jeszcze jeden plac budowy. Na samym końcu znajdują się piesi, którzy są podstawowymi użytkownikami przestrzeni miejskich, ponieważ – jak mawia Gil Penalosa – wszyscy jesteśmy pieszymi, bo nawet do samochodu musimy czasem podejść. Standardy rozwoju ruchu pieszego to coś, co niewątpliwie jest bardzo potrzebne polskim miastom. Problemem z tym, że podobne dokumenty swoimi zapisami obejmują tylko tereny administrowane przez samorząd.

Dziś zaś coraz więcej terenów znajduje się w rękach prywatnych. I nie chodzi bynajmniej tylko o budynki. Urbanistyka modernistyczna, która w dużej mierze ukształtowała tereny polskich miast w okresie powojennym (a w przypadku Warszawy stworzyła także znaczną część dzielnic centralnych), spowodowała pojawienie się rozległych przestrzeni wokół budynków, które w większości przypadków stanowią teren prywatny. Jedną z podstawowych technik ich zagospodarowania było zazwyczaj stworzenie przestrzeni przyjaznej samochodom. Dziś powoli zaczyna odstępować się od takiego myślenia.

Dobrze zagospodarowane przestrzenie prywatne coraz częściej stają się wzorem dla kształtowania przestrzeni publicznych (w Ameryce nazywa się je już po prostu „POPS-ami” – od „Privately Owned Public Space”). W Warszawie jest to na przykład placyk wewnątrz wieżowca Metropolitan, w którym zainstalowana sadzawka co roku latem przyciąga przechodniów, dając im ochłodę. Innym przykładem przestrzeni prywatnej, która pretenduje do miana jednej z najlepszych przestrzeni publicznych miasta, jest Plac Europejski przed Warsaw Spire. Latem jest to przestrzeń plenerowych wystaw, zimą – lodowisko. Również otwarta na nowo jesienią zeszłego roku hala Koszyki posiada bardzo ciekawie zakomponowaną przestrzeń, która już tego lata stanie się swoistym placem miejskim. Dość powiedzieć, że nawet centra handlowe zwietrzyły ten trend i przy okazji przebudowy coraz częściej myślą o przechodniach. Chcą poprawić swój wizerunek i dbają o mieszkańców.

Można by powiedzieć, że przestrzeń publiczna zaczęła mieć dobrą prasę również u deweloperów. Wszystko to kwestia stworzenia odpowiedniego rynku oraz opakowania zmian w dobrze sprzedający się „produkt”, który przyciągnie w dane miejsce więcej osób. To ciekawe, że po latach tryumfów takich przestrzeni, jak warszawskie klubokawiarnie, wakacyjne bary plenerowe czy bulwary wiślane, inwestorzy dopiero teraz przekonali się, jak wielkie znaczenie dla powodzenia danego biznesu ma troska o jego otoczenie. To, że dana przestrzeń znajduje się w prywatnych rękach, ma mniejsze znaczenie. Wyzwaniem dla samorządów jest jednak stworzenie zasad kształtowania takich terenów.

*/ Ikona wpisu: Cybularny, Wikimedia Commons.

SKOMENTUJ

Nr 425

(9/2017)
1 marca 2017

„Kultura Liberalna” ukazuje się od 2009 r. dzięki zaangażowaniu dziesiątek osób i dobrej woli darczyńców. Bądź jednym z nich. Wesprzyj nas.
52
numery rocznie
80
stron tekstów tygodniowo
100%
oryginalnych treści
0 zł
za dostęp do artykułów
10 zł
20 zł
50 zł
100 zł
Inna
kwota

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY

TEMATY TYGODNIA

drukuj
pobierz jako pdf / wyślij e-mail