Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Chiny] Jak dorosną,...

[Chiny] Jak dorosną, to się dowiedzą. Wychowanie seksualne w Chinach

Katarzyna Sarek

Jedna jaskółka wiosny nie czyni, a jeden śmiały podręcznik nie zmieni Chińczyków w seksualnie otwartych i świadomych ludzi.

W ostatnich dniach przez chińskie i zachodnie media przeszło tsunami tekstów pełnych zachwytów (tytuły zachodnie) i zaskoczenia przemieszanego z wątpliwościami (chińskie) poświęconych cienkiej, kolorowej książeczce o dobrodusznym tytule „Ceńmy życie” (珍爱生命). Informacja o serii podręczników do wychowania seksualnego dla szkół podstawowych stała się nieoczekiwanym światowym newsem, dzięki pewnej zbulwersowanej mamie z miasta Hangzhou. Zawiniło wspólne odrabianie lekcji, bo właśnie wtedy matka usłyszała, jak jej drugoklasista powoli duka zdanie: „Penis taty jest wkładany do pochwy mamy”. Po przejrzeniu pozostałych treści w książce zrobiła to, co robią wszystkie cywilizowane matki w XXI w. – wyżaliła się na forum internetowym. Stwierdziła, że ona jako osoba otwarta i wykształcona jest oczywiście za wychowaniem seksualnym, ale o niebiosa! Kto to widział, żeby tak małe dzieci uczyły się znaków typu – „penis”, „pochwa” czy „jądra”. „Sama się zarumieniłam!” – skwitowała. Cóż, każdy kraj ma inny standard otwartości, można jedynie popaść w lekką zadumę nad rumieńcem chińskiej mężatki i matki na dźwięk medycznego słownictwa i na widok naprawdę grzecznych rysunków. A ponieważ do postu na forum zbulwersowana mama wkleiła zdjęcia stron podręcznika – który, jak się okazuje, nie jest wcale w Chinach powszechnie znany – to informacja o „rysunkowym porno” dla dzieci rozeszła się szybciej niż plotka o kolekcji Versace w H&M.

Trudno się dziwić ochom i achom zachodnich mediów. Podręcznik jest rzeczywiście postępowy i bez pruderii (ale i bez wulgarności) oraz przystępnym językiem dostarcza wiedzy na temat organów płciowych, rozmnażania, antykoncepcji, molestowania czy homoseksualizmu. Bardzo duży nacisk położono na uświadomienie dzieci, czym jest wykorzystywanie seksualne. Co więcej, pokazano je w różnych odsłonach – widzimy nie tylko mężczyzn zaczepiających dziewczynki, ale także kobiety nagabujące chłopców. Gdy uczniowie pytają nauczyciela o dwie mieszkające ze sobą sąsiadki, ten spokojnie wyjaśnia, że niektórzy ludzie zakochują się w przedstawicielach swojej płci, jest to całkowicie normalne i to ich wybór, który należy szanować. Mocne słowa w kraju, w którym zaledwie w 2001 r. wykreślono homoseksualizm z listy chorób. Wyjaśniono również, czym są fantazje seksualne, jak wygląda stosunek, jakie są metody antykoncepcyjne i że niektórzy ludzie wolą być sami i nie zakładają rodzin, i że to też jest OK. Kły wyszczerzył nawet złowrogi gender – pokazano, że nie ma podziału na zawody i czynności wyłącznie męskie czy żeńskie. Jak na Chiny i nie tylko Chiny (niestety…!) są to rewolucyjne treści. Ale cóż z tego, skoro ten podręcznik, dostępny na rynku od 7 lat (!), jest wykorzystywany do nauki tylko w 18 podstawówkach w Pekinie. Tak, w całych Chinach oficjalnie korzysta z niego jedynie kilkanaście szkół. W innych, nielicznych, między nauczycielami niekiedy krążą pojedyncze egzemplarze, które sporadycznie trafiają do rąk dzieci – vide mama z Hangzhou.

Chińska podstawa programowa nie przewiduje przedmiotu „wychowanie seksualne” na żadnym z etapów edukacji. System rozrodczy człowieka jest omawiany, a i to nie zawsze, na lekcjach biologii w starszych klasach gimnazjum i liceum. I to koniec. Ani słowa o chorobach przenoszonych drogą płciową, zapobieganiu ciąży, bezpiecznym seksie. Chińscy rodzice, sami wychowani w pruderii, nie potrafią i nie chcą uświadamiać swoich dzieci, wychodząc z założenia swoich rodziców, dziadków i pradziadków – jak dorosną, to się dowiedzą. Nie przeszkadza im więc brak edukacji seksualnej w szkołach, a wręcz uważają to za plus – dość częste są opinie, że rozmawianie o seksie z młodzieżą tylko ją tematem zainteresuje i pobudzi, lepiej niech się uczą i nie rozpraszają. Ściana milczenia nie ma rys ani szczelin, dlatego większość chińskich studentów jest zielona jak bambus w sprawach seksu. Niestety również w sprawie antykoncepcji Chińczycy wiedzą zatrważająco mało, co potwierdzają smutne statystyki. Na studiach młodzi ludzie korzystają z wolności i zaczynają życie płciowe, co bez antykoncepcji kończy się ciążami. Ponieważ w Chinach samotne matki nie są społecznie akceptowalne, praktycznie nie zdarza się, by panna zdecydowała się na urodzenie dziecka. Według oficjalnych danych w Chinach rocznie wykonuje się ok. 13 mln aborcji, z czego mniej więcej połowa przypada na studentki do 25. roku życia. A to wyłącznie dane z państwowych szpitali, nie wiadomo, ile aborcji wykonuje się prywatnie lub w ukryciu.

Mieszkając w Chinach, wielokrotnie dziwiłam się chińskiej pruderii dotyczącej antykoncepcji i ogólnie wiedzy o seksie, z równoczesną otwartością związaną z aborcją i jej powszechnością. Z jednej strony wstyd jest tak silny, że instalowane są automaty z prezerwatywami na spokojnych uliczkach, bo wiele osób krępuje się o nie poprosić w sklepie czy w aptece; z drugiej – na przystankach wyświetlane są reklamy klinik aborcyjnych obiecujących szybki i bezbolesny zabieg w czasie przerwy na lunch. Jako młoda matka z wózkiem raz popełniłam straszliwe faux pas, kiedy postanowiłam sprawdzić, co właściwie się dzieje w pięknym i nowoczesnym budynku w pobliżu mojego osiedla o przyjaźnie brzmiącej nazwie „Centrum opieki nad matkami”. Bezmiar swojej naiwności uświadomiłam sobie już w drzwiach, kiedy zdumione panie w recepcji zapytały, co mnie sprowadza, a potem z uśmieszkiem wręczyły ulotki zachwalające usługi centrum w dochodzeniu do zdrowia i opiece lekarskiej po aborcji.

Po lekturze chińskich forów i portali widzę, że niestety niewiele się zmieniło. Chińscy dorośli dalej są wstydliwi i nie widzą potrzeby uświadamiania swoich dzieci i mądrego wprowadzenia ich w fazę dojrzewania płciowego. Na falę krytyki oburzonych rodziców zareagował wydawca podręcznika, Pekiński Uniwersytet Pedagogiczny, i wydał oświadczenie, w którym stanowczo broni publikacji twierdząc, że jest ona niezbędna, ponieważ rodzice nie rozmawiają z dziećmi na „te tematy”. Na koniec boleśnie podsumował: „Jak można oczekiwać od seksualnie wykorzystanego dziecka, że będzie umiało powiedzieć, co mu się przydarzyło, jeśli nawet nie jest w stanie nazwać części swojego ciała?”

*/ Ikona wpisu: Dawny chiński rysunek erotyczny, fot. Ewang.chinaontv, Wikimedia Commons.

SKOMENTUJ

Nr 426

(10/2017)
9 marca 2017

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY

TEMATY TYGODNIA

drukuj
pobierz jako pdf / wyślij e-mail