„Kultura Liberalna” ukazuje się od 2009 r. dzięki zaangażowaniu dziesiątek osób i dobrej woli darczyńców. Bądź jednym z nich. Wesprzyj nas.
10 zł
20 zł
50 zł
100 zł
Inna
kwota
Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Patrząc > Postkolonializm dla niewtajemniczonych....

Postkolonializm dla niewtajemniczonych. Recenzja berlińskiej wystawy „Deutscher Kolonialismus”

Iza Mrzygłód

Berlińska wystawa to przystępny podręcznik studiów nad kolonialną przeszłością, którego jasność wywodu i metodologiczna konsekwencja przekonują i przyciągają. Niekiedy jednak razi on też dydaktyczną natarczywością.

Negocjacje między rządem niemieckim a władzami Namibii na temat zadośćuczynienia za zbrodnie popełnione w Niemieckiej Afryce Południowo-Zachodniej na początku XX w. trwają od kilku lat. Na rozpatrzenie przed sądem w Nowym Jorku czeka pozew przeciwko państwu niemieckiemu złożony przez przedstawicieli ludów Herero i Nama, na których w latach 1904–1908 kolonizatorzy dokonali ludobójstwa. Straty w populacji sięgnęły odpowiednio 80 proc. i 50 proc. Tymczasem Niemieckie Muzeum Historyczne w Berlinie prezentuje krytyczną wystawę poświęconą niemieckiemu kolonializmowi i jego dziedzictwu, przygotowaną przez kulturoznawczynię Heike Hartmann i historyka Sebastiana Gottschalka we współpracy z afrykańskimi ekspertkami Memory Biwa i Flower Manase Msuya. Kontekst polityczny wydaje się w tym przypadku niezwykle istotny, bo wystawę zaliczyć można do nurtu muzealnictwa zaangażowanego, by nie rzec interwencyjnego. Zresztą twórcy ekspozycji wcale się przed tym kontekstem nie bronią. Sami wprowadzają na wystawę elementy współczesnej afrykańskiej kultury pamięci oraz wezwania do rozliczenia. W swoistym komentarzu do treści historycznych umieścili w gablotach obok zabytków afrykańskie komiksy, upamiętniające zbrodnie na Herero czy Nama, i T-shirty z wezwaniami do ukarania winnych tych zbrodni.

Klarowność przekazu i metodologiczna konsekwencja w prezentowaniu treści związanych z niemiecką historią kolonialną stanowią niewątpliwie o sile wystawy, mogą jednak męczyć niekiedy moralizatorską natarczywością i – jak określił to jeden z niemieckich recenzentów  – „trzymaniem na krótkiej pedagogicznej smyczy”.

Poznajemy krytyczną analizę dyskursów kolonialnych oraz ich współczesne echa odbijające się w pamięci rodzinnej czy globalnym porządku gospodarczym.

Iza Mrzygłód

Zużyty mundur, obalony pomnik

Berlińską wystawę „Deutscher Kolonialismus. Fragmente seiner Geschichte und Gegenwart” (Niemiecki kolonializm. Fragmenty jego historii i współczesności) potraktować można jako krótki kurs dla niewtajemniczonych w rozwijające się prężnie od lat 80. studia postzależnościowe (subaltern studies). Na wystawie poznajemy bowiem z jednej strony dzieje niemieckich kolonii (trwające zaledwie ponad trzy dekady, od 1884 do 1919 r.) i naznaczone przemocą relacje pomiędzy kolonizatorami a rdzennymi mieszkańcami. Z drugiej zaś krytyczną analizę dyskursów rządzących systemem kolonialnym na przełomie XIX i XX w. oraz ich współczesne echa odbijające się w pamięci rodzinnej czy globalnym porządku gospodarczym. W kolejnych częściach wystawy – precyzyjnie oznaczonych odpowiednimi kolorami, co bardzo ułatwia orientację w przestrzeni i w poruszanych zagadnieniach – znajdziemy między innymi refleksję na temat wyobrażeń „dzikusów” i niemieckiej „misji cywilizacyjnej”, która miała nieść postęp i modernizację; rozwoju nauki o rasach i antropologicznych uzasadnień kolonialnego panowania; przemocy seksualnej i ograniczeń w kontaktach seksualnych między kolonizatorami a tubylcami czy też wszechobecności rasistowskich stereotypów w reklamie i popkulturze. Swoje krytyczne omówienie na wystawie znalazła też niemiecka nostalgia kolonialna w okresie międzywojennym, kiedy to w wyniku I wojny światowej Niemcy zostały pozbawione swoich zamorskich posiadłości. Zaznaczono oczywiście również korelacje pomiędzy myśleniem w kategoriach rasistowskich i darwinistycznych a rodzącym się w latach 20. nazizmem oraz wykorzystanie przez propagandę III Rzeszy żywych w społeczeństwie kolonialnych tęsknot i ambicji.

Wśród starannie wyeksponowanych 500 obiektów znajdziemy więc zarówno przedmioty związane z kolonialnym reżimem i krwawymi walkami, jak i – wydawać by się mogło – niewinne pamiątki po zasłużonych naukowcach oraz plakaty eksponujące egzotyczną dzikość i pierwotność. Zwracają uwagę mundur wojsk kolonialnych i karabin maszynowy Maxim, używany w czasie tłumienia powstania plemion Herero i Nama. Mało kto wie, że brunatne koszule – znak rozpoznawczy Odziałów Szturmowych NSDAP – zaprojektowano oryginalnie dla oddziałów Schutztruppe do walk na sawannach afrykańskich [1]. Równie frapującym zabytkiem są płyty gramofonowe nagrane przez afrykanistę i badacza języków Martina Heepego, który prowadził zapis dialektów w obozie dla jeńców wojennych we francuskiej kolonii Komory, czy reklamy środków higienicznych przypisujące ludom kolonialnym brud i roznoszenie groźnych zarazków. Obecność kolonialnej spuścizny w archiwach rodzinnych uwydatniać mogą zebrane w dużej liczbie i zapisane drobnym maczkiem pocztówki osadników i żołnierzy wysyłane z Afryki, Azji i Oceanii do domów w Niemczech. Największe wrażenie robi jednak leżący w części poświęconej dekolonizacji pomnik Hermanna von Wissmann, gubernatora Niemieckiej Afryki Wschodniej (dzisiejszej Tanzanii, Rwandy i Burundi). Pomnik ten znajdował się między 1909 a 1919 r. na placu Wissmanna w Dar es Salaam, stolicy kolonii, by później stanąć na niemal 50 lat na jednym z placów Hamburga, skąd usunęli go w 1968 r. zbuntowani niemieccy studenci. Zdekonstruowany i pomalowany sprejem na wystawie służy namysłowi nad obecnością w przestrzeni publicznej (chociażby w nazwach ulic) niegdysiejszych bohaterów, których lepiej by było usunąć z panteonu ze względu na ich szemraną kolonialną przeszłość.

© Stiftung Stadtmuseum Berlin

© Stiftung Stadtmuseum Berlin

Główna idea wystawy wymierzona w praktyki dominacji i podporządkowania oraz w przemoc symboliczną realizowana jest również na poziomie rozwiązań ekspozycyjnych. Inkluzywny charakter ekspozycji znajduje odzwierciedlenie w dbałości o uprzystępnienie jej jak najszerszemu gronu zwiedzających. Wszystkie główne teksty wystawiennicze zostały przełożone na język angielski i udostępnione w postaci nagrań z tłumaczeniem na język migowy oraz zapisu alfabetem Braille’a. Każdy tekst wprowadzający ma również swój odpowiednik w tzw. Leichte Sprache, czyli języku łatwo zrozumiałym dla osób o obniżonych kompetencjach językowych. Ma to umożliwić odbiór wystawy zarówno osobom z różnymi dysfunkcjami poznawczymi, jak i tym słabo znającym niemiecki, na przykład niektórym imigrantom. Również na poziomie eksponatów zadbano o dostępność wystawy dla wszystkich zwiedzających i przygotowano stanowiska dotykowe z kopiami eksponatów i rysunkami dla osób niewidomych i słabo widzących. To godna pochwały konsekwencja i praktyka warta stosowania powszechnie, nie tylko w muzealnictwie niemieckim.

Niedosyt analogii

W analizie historycznej prowadzonej z rozmachem przez twórców wystawy pewien niedosyt może budzić brak refleksji nad przełożeniem się koncepcji Lebensraumu i doświadczenia kolonialnego panowania w Afryce i Azji na kształt systemów okupacyjnych i praktykę zarządzania III Rzeszy terenami na wschodzie Europy podbitymi po 1939 r. Analogie w konstruowaniu wyobrażeń na temat ludów afrykańskich i Żydów czy słowiańskich „podludzi” nasuwają się same, i to nie tylko gościom z Europy Środkowej. Na zależności te wskazują również w ostatnim czasie badacze, pokazując na przykład, że koncepcja „ostatecznego rozwiązania” i praktyka eksterminacji wroga ukształtowały się na długo przed konferencją w Wannsee w 1942 r. [2]. Wytłumaczeniem dla zaniedbania tej tematyki, zasygnalizowanej ledwie w jednym z ekspozycyjnych opisów, może być dotychczasowa koncentracja niemieckiej polityki pamięci na Holokauście i zbrodniach nazistowskich. Przypuszczam, że twórcy wystawy celowo skupili się tylko na nowo odkrytym [3] kolonialnym obszarze niemieckich przewin z przeszłości i nie chcieli go łączyć z historią uważaną za już rozliczoną. Szkoda jednak, że tak się stało, bo wskazanie łączności pomiędzy kolonializmem XIX-wiecznym a tym z okresu II wojny światowej mogłoby jedynie wzmocnić wydźwięk wystawy, a nie go osłabić.

Wskazanie łączności pomiędzy kolonializmem XIX-wiecznym a tym z okresu II wojny światowej mogłoby jedynie wzmocnić wydźwięk wystawy.

Iza Mrzygłód

Sztywne trzymanie się przyjętych założeń ukazania winy Niemiec i dążenie do rozliczenia z niemieckim kolonializmem widoczne jest także w niechęci do umieszczania dyskursów kolonialnych funkcjonujących w II Rzeszy na szerszym europejskim tle oraz porównywania niemieckich praktyk z działaniami innych potęg kolonialnych, takich jak Francja, Wielka Brytania czy nawet Belgia. Znana z książki „Duch króla Leopolda” [4] eksploatacyjna i brutalna polityka króla Belgów prowadzona w Kongu nie tworzą więc kontekstu dla „zbrodni kajzera” w Niemieckiej Afryce Południowo-Zachodniej, opisanych z kolei w głośnej książce Davida Olusogi i Caspera W. Erichsena [5]. Pomimo że bliskość przestrzenna i czasowa skłaniają do poszukiwania analogii. Tak jakby twórcy wystawy obawiali się, że zwrócenie uwagi na dziedzictwo kolonialne innych krajów rozmywałoby odpowiedzialność niemiecką za popełnione zbrodnie. Wydaje się jednak, że zgrabne wprowadzenie wątków porównawczych mogłoby jedynie wzbogacić wystawę i pozwolić lepiej zrozumieć międzynarodowe uwarunkowania oraz przepływy wiedzy i doświadczeń między potęgami kolonialnymi na początku XX w., a tym samym lepiej zwrócić uwagę na funkcjonowanie globalnych zależności. Tego typu zabieg mógłby też ująć wystawie nieco pedagogicznego ciężaru i uwolnić zwiedzających od poczucia, że kuratorzy nie mają zaufania do ich umiejętności krytycznego osądu przeszłych wydarzeń oraz rozumienia zjawisk transnarodowych bez zagrożenia relatywizacją. Tym bardziej że cała wystawa jest przecież wyrazem wiary w moc oddziaływania pedagogiki krytycznej i emancypacyjnej.

 © Stiftung Stadtmuseum Berlin

© Stiftung Stadtmuseum Berlin

Przypisy:
[1] B. Popławski, „Pamięciobójstwo w Afryce. Esej recenzyjny”, „Studia Socjologiczno-Polityczne. Seria Nowa”, nr 2(04)/2015, s. 109.
[2] I.V. Hull, „Military Culture and the Production of «Final Solutions» in the Colonies” [w:] „The Specter of Genocide. Mass Murder in Historical Perspective”, red. R. Gellately, B. Kiernan, Cambridge University Press 2003, s. 141–162. Zob. także: U. Jureit, „Das Ordnen von Räumen. Territorium und Lebensraum im 19. und 20. Jahrhundert”, Hamburger Edition, Hamburg 2012; J. Zimmerer, „Von Windhuk nach Auschwitz? Beiträge zum Verhältnis von Kolonialismus und Holocaust”, LIT Verlag, Berlin 2011.
[3] Szersza dyskusja nad kolonialną przeszłością Niemiec rozpoczęła się w 2004 r., kiedy to reprezentująca niemiecki rząd minister współpracy gospodarczej Heidemarie Wieczorek-Zeul w czasie obchodów stulecia wybuchu powstania ludu Herero oddała cześć pomordowanym i przeprosiła w imieniu Niemców za dokonane przez nich zbrodnie.
[4] A. Hochschild, „Duch króla Leopolda: opowieść o chciwości, terrorze i bohaterstwie w kolonialnej Afryce”, przeł. Piotr Tarczyński, Świat Książki – Weltbild Polska, Warszawa 2012.
[5] D. Olusoga, C.W. Erichsen, „Zbrodnia Kajzera”, przeł. Piotr Tarczyński, Wielka Litera, Warszawa 2012.

Wystawa:
„Deutscher Kolonialismus. Fragmente seiner Geschichte und Gegenwart”, Deutsches Historisches Museum, Berlin, 14 października 2016–14 maja 2017 r.

*/ Ikona wpisu: © Deutsches Historisches Museum

SKOMENTUJ

Nr 431

(15/2017)
11 kwietnia 2017

„Kultura Liberalna” ukazuje się od 2009 r. dzięki zaangażowaniu dziesiątek osób i dobrej woli darczyńców. Bądź jednym z nich. Wesprzyj nas.
52
numery rocznie
80
stron tekstów tygodniowo
100%
oryginalnych treści
0 zł
za dostęp do artykułów
10 zł
20 zł
50 zł
100 zł
Inna
kwota

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

PODOBNE



WAŻNE TEMATY

TEMATY TYGODNIA

drukuj
pobierz jako pdf / wyślij e-mail