„Kultura Liberalna” ukazuje się od 2009 r. dzięki zaangażowaniu dziesiątek osób i dobrej woli darczyńców. Bądź jednym z nich. Wesprzyj nas.
10 zł
20 zł
50 zł
100 zł
Inna
kwota
Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Francja] Wygra pewnie...

[Francja] Wygra pewnie Macron, ale to nie koniec

Adam Puchejda

Zbliżająca się druga tura wyborów prezydenckich to nie koniec wielkiej francuskiej kampanii politycznej 2017 r. Dlaczego? Bo to wybory w czterech, a nie w dwóch turach.

Sondaże przed drugą turą wyborów prezydenckich we Francji nie dają wielkich szans Marine Le Pen (62 proc. dla Macrona, 38 – dla Le Pen). Francuzi musieliby masowo zrezygnować z pójścia do urn, by wynik okazał się niekorzystny dla Macrona. Tak naprawdę znajdujemy się jednak dopiero w połowie politycznej walki o władzę we Francji. Bo nawet jeśli Macron zamieszka w Pałacu Elizejskim, nie jest pewne, czy w nadchodzących wyborach do parlamentu jego partia zyska większość i uniknie trudnej kohabitacji. A te wybory to także dwie tury ostrego sporu.

Francuskie wybory do Assemblée nationale (odpowiednik polskiego Sejmu) w odróżnieniu od polskich nie są proporcjonalne, lecz większościowe. To znaczy, że tylko jeden kandydat może zdobyć mandat w każdym z 577 okręgów (539 na terenie Francji metropolitalnej, 27 w tzw. terytoriach zamorskich i 11 dla Francuzów za granicą). Co ciekawe, wybory wygrywa ten kandydat lub kandydatka, który/a bądź to zdobędzie 50 proc. głosów w okręgu i pod warunkiem, że zagłosuje na niego minimum 25 proc. głosujących, bądź też pokona innych kandydatów w drugiej turze, tyle że znów w szranki nie stanie z konieczności tylko dwóch kandydatów, lecz wszyscy ci, którzy zdobędą co najmniej 12,5 proc. poparcia głosujących. Innymi słowy, w drugiej turze może znaleźć się nawet trzech, czterech, a teoretycznie pięciu lub więcej kandydatów. Wybory wygra ten, kto w tak skonstruowanej drugiej turze zyska najwięcej głosów. Jest to więc zmodyfikowany system większościowy, różny od tego, który funkcjonuje w Polsce choćby w przypadku wyborów do Senatu, w których nie ma drugiej tury i nie ma wymogu uzyskania odpowiedniego poparcia na starcie.

Francuski system wyborczy, który funkcjonuje bez większych zmian od 1958 r., ma – jak deklaruje zarówno Marine Le Pen, jak i Emmanuel Macron – zostać zmieniony na proporcjonalny, ponieważ wiele z okręgów ma dziś mniejszą niż niegdyś liczbę ludności, co może znacząco wpływać na wynik wyborów. Nie wiadomo jednak, czy zapowiedzi dwójki kandydatów zostaną wprowadzone w życie, ponieważ już François Mitterand eksperymentował w 1986 r. z ordynacją proporcjonalną, co skończyło się utratą większości przez lewicę… Mało tego, umożliwiło Frontowi Narodowemu – po raz pierwszy w jego historii – wejście do francuskiego parlamentu (9,65 proc. głosów i 35 deputowanych). Późniejsze wybory odbywały się już według starej ordynacji, bo celem było stworzenie silnej większości, popierającej rząd, co w warunkach francuskich oznacza zdobycie 289 mandatów.

W najbliższych wyborach, które odbędą się 11 i 18 czerwca, te zasady znów mogą okazać się kluczowe dla tego, jak będzie wyglądać polityczna Francja w kolejnych latach. Już wybory prezydenckie pokazały, że dwie wielkie partie V Republiki, tj. Partia Socjalistyczna oraz Republikanie (wcześniej UMP), nie były w stanie wprowadzić do drugiej tury swoich kandydatów. I to nawet mimo wprowadzenia nieznanych francuskiej tradycji politycznej prawyborów, które miały wzmocnić obie partie i ich kandydatów (wygrali je odpowiednio Benoît Hamon i François Fillon). Na politycznej scenie coraz bardziej zaczęły się zaś rozpychać: nowe ugrupowanie En Marche! Emmanuela Macrona, coraz silniejszy Front Narodowy oraz Front Lewicy Jean-Luca Mélenchona. Ale czy to znaczy, że tak będzie też wyglądać nowy francuski parlament?

To zaskakujące, ale – niekoniecznie. Francja nie wróci jednak w stare koleiny. Jeśli wierzyć sondażom, nowa partia Macrona ma szansę nawet na od 249 do 286 mandatów (tylko trzy mandaty od większości absolutnej!), zaś Front Narodowy Marine Le Pen, który ostatnio świetnie sobie radzi w pierwszych turach wyborów parlamentarnych, w ostatecznym rozrachunku może liczyć tylko na 15 do 25 mandatów. Podobnie niski wynik może zanotować Front Lewicy Mélenchona, który otrzyma od 6 do 8 mandatów. Nie lepsi będą od niego socjaliści, którzy w poprzednich wyborach zdobyli aż 331 mandatów, teraz mogą zaś liczyć jedynie na 28 do 43 miejsc! Ta różnica pokazuje, jak wielki jest rozmiar klęski Partii Socjalistycznej. Tylko Republikanie nie przegrają sromotnie, bo zdobędą według sondażu od 200 do 210 mandatów (poprzednio 229). Summa summarum, nowy francuski parlament może więc składać się z nowej partii Macrona, tradycyjnej partii umiarkowanej prawicy (Republikanie) i reszty, która nie będzie miała wielkiego znaczenia politycznego.

Czy taki układ będzie jednak dość silny, by odpowiedzieć na gniew wielu milionów Francuzów, którzy są rozczarowani obecnym projektem europejskim? Czy umiarkowani liberałowie, którzy przyznają się nawet do Stiglitza, jak Macron, będą w stanie zreformować kraj i Unię, wespół ze zwolennikami kursu neoliberalnego, jak Fillon? Czy też nic się nie zmieni, Francja utrzyma dotychczasowy kurs, elity odetchną z ulgą, że skrajna prawica pozostaje marginesem… a Marine Le Pen wygra kolejne wybory w 2022 r.?

Okaże się – przed nami kolejne dwie tury. Później też nie będzie nudno.

*/ Ikona wpisu: Emmanuel Macron, fot. Flickr.com, CC BY-NC 2.0

SKOMENTUJ

Nr 434

(18/2017)
5 maja 2017

„Kultura Liberalna” ukazuje się od 2009 r. dzięki zaangażowaniu dziesiątek osób i dobrej woli darczyńców. Bądź jednym z nich. Wesprzyj nas.
52
numery rocznie
80
stron tekstów tygodniowo
100%
oryginalnych treści
0 zł
za dostęp do artykułów
10 zł
20 zł
50 zł
100 zł
Inna
kwota

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

PODOBNE



WAŻNE TEMATY

TEMATY TYGODNIA

drukuj
pobierz jako pdf / wyślij e-mail