„Kultura Liberalna” ukazuje się od 2009 r. dzięki zaangażowaniu dziesiątek osób i dobrej woli darczyńców. Bądź jednym z nich. Wesprzyj nas.
10 zł
20 zł
50 zł
100 zł
Inna
kwota
Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Komentarz nadzwyczajny > To ostatnia szansa...

To ostatnia szansa dla Francji

Z Emmanuelem Godinem rozmawia Jan Chodorowski

„Nie wydaje mi się, żeby Marine Le Pen specjalnie interesowała się Polską. Dla niej najważniejsze jest zabezpieczenie interesu Francji”, mówi francuski politolog.

Jan Chodorowski: Pod przywództwem Jean-Marie Le Pena francuski Front Narodowy (FN) był radykalną partią antysemicką, która znajdowała się na obrzeżach sceny politycznej. Jednak od chwili przejęcia władzy w partii w 2011 r. Marine Le Pen umiejętnie stworzyła obraz FN jako normalnego, wiarygodnego ugrupowania. Czy to ta strategia otworzyła jej furtkę do drugiej tury wyborów prezydenckich w 2017 r.?

Emmanuel Godin: Myślę, że Front Narodowy odniósł sukces pod wieloma względami. Mamy do czynienia ze strategią, której celem jest wyparcie tradycyjnego obrazu Frontu Narodowego. Nawet patrząc bardziej uważnie na plakaty wyborcze, możemy zauważyć, że zniknął niebiesko-biało-czerwony płomień – tradycyjny symbol francuskiej radykalnej prawicy. Został zastąpiony przez różę, która jest zwyczajowym symbolem lewicy i partii socjalistycznej. Także samo imię Le Pen nie pojawia się na plakatach. Marine nie chce już być kandydatem partii – chce reprezentować wszystkich Francuzów.

Ale nie jestem pewien, czy to będzie miało duży wpływ na wynik wyborów. Źródło jej sukcesu tkwi raczej w sprawnym identyfikowaniu problemów społecznych oraz przekonaniu Francuzów, że członkostwo w Unii Europejskiej prowadzi do ich zubożenia zarówno pod względem ekonomicznym, jak i społecznym. Zaraz przed pierwszą turą wyborów Le Pen stwierdziła, że Francja nie była odpowiedzialna za deportacje Żydów w trakcie II wojny światowej. Zamiast obwiniać Francję, powinniśmy podziwiać jej osiągnięcia na scenie międzynarodowej, jej kulturę, piękno…

W 2002 r. byliśmy we Francji świadkami masowej mobilizacji przeciwko Jean-Marie Le Penowi, który wówczas dostał się do drugiej tury wyborów prezydenckich. Marine nie wzbudza takich gwałtownych emocji.

FN staje się normalną partią nie tylko ze względu na to, co robi, lecz także przez to, jak ludzie na nią reagują. Dla przykładu, w 2002 r. Jacques Chirac powiedział, że nie będzie uczestniczył w telewizyjnej debacie przeciwko Jean-Marie Le Penowi, ponieważ nie ma o czym z nim debatować. Kropka. Uważam, że Macron popełnił błąd, debatując bezpośrednio z Marine Le Pen, ponieważ to uwiarygodnia jej narrację. Ponadto Jean-Luc Melenchon, lider radykalnej lewicy, nie powiedział wyraźnie, żeby nie głosować na Marine Le Pen, a związki zawodowe nie mogą znaleźć wspólnego języka, by sprzeciwić się jej kandydaturze. Nawet Kościół jest bardzo nieśmiały. 15 lat temu nikt nie miał oporów,  by sprzeciwić się ojcowi Le Pen.

Jeśli chodzi o same demonstracje, pamiętam, że w 2002 r. odbywały się masowe protesty przeciwko ówczesnemu liderowi FN, nie można było się przedostać przez Plac Republiki, bo był wypełniony ludźmi. A ile osób było tam w zeszły poniedziałek – trzysta? Co interesujące, nie ma reakcji młodych ludzi, wśród których Marine ma duże poparcie.

Front Narodowy ma spore poparcie również wśród społeczności żydowskich i LGBTQ+, pomimo że nie są oni tradycyjnym elektoratem radykalnych partii prawicowych. Jak to wytłumaczyć?

Marine Le Pen przyciąga część mniejszości przez skonfrontowanie ich z „nietolerancyjnym” islamem. Uważa, że potrzebują ochrony, ponieważ muzułmanie nie tolerują Żydów czy homoseksualistów. Ten zwrot na potrzeby kampanii wyborczej jest jednak niejednoznaczny – uważam, że FN pozostał u źródła homofobiczny i antysemicki. Zmiana, która nastąpiła, jest wspierana przez Floriana Philippota, drugą najważniejszą postać w partii, lecz spotkała się ze sporym sprzeciwem partii ze względu na sprawy moralne, takie jak aborcja czy małżeństwa jednopłciowe. Wydaje mi się, że wielu starszych, bardziej tradycyjnych aktywistów Frontu zaczyna wątpić w Marine Le Pen. Jednym z fenomenów, który ma miejsce w Europie, są wizyty polityków skrajnej prawicy w Izraelu, by odciąć się od zarzutów antysemityzmu. Jednak izraelski rząd odmówił zaproszenia Marine Le Pen.

Niektóre polskie prawicowe media otwarcie sympatyzują z Marine Le Pen. Portal Niezależna.pl uważa na przykład, że „Marine Le Pen chce – podobnie jak obecnie Jarosław Kaczyński i rząd Beaty Szydło – renegocjować traktaty europejskie tak, aby lepiej chronić suwerenność państw członkowskich”. Czy Le Pen może być ideologicznym sojusznikiem Prawa i Sprawiedliwości w Europie?

W tym konkretnym aspekcie obydwie partie są bardzo blisko ideologicznie. Jednak nie wydaje mi się, żeby Marine Le Pen specjalnie interesowała się Polską. Dla niej najważniejsze jest zabezpieczenie interesu Francji. Jej proputinowska postawa również nie sprzyja zacieśnianiu relacji z polskim rządem. Prawdą jest, że Marine chciałaby renegocjować traktaty, postuluje powrót Francji do franka, wyjście ze strefy Schengen czy ograniczenie inicjatywy prawotwórczej dla Komisji Europejskiej. Jeśli nie uda jej się wywalczyć tych postulatów, zarządzi referendum w sprawie wyjścia Francji z Unii. Nie wydaje mi się, żeby słabsza Wspólnota, bez dwóch ważnych państw członkowskich, czyli Francji i Wielkiej Brytanii, mogła w jakikolwiek sposób pomóc Polsce. Oznaczałoby to prawdopodobniej zwiększenie wpływu Niemiec, a tego polscy nacjonaliści raczej nie chcą.

Czy istnieje w takim razie realna szansa, by Francja poszła w ślady Wielkiej Brytanii i wyszła z Unii?

Myślę, że Francuzi są trochę przerażeni tą perspektywą, co nie przysporzy Le Pen wystarczającej liczby głosów. Francja to nie Wielka Brytania, która przyłączyła się do Unii, ponieważ w tym konkretnym czasie jej potrzebowała. Dla Francji Europa jest przeznaczeniem – to właśnie tak zrekonstruowała swoją rolę w powojennym kontekście. Unia jest dla Francuzów absolutną podstawą, wpojoną w kulturę polityczną. Frexit w bardzo znaczący sposób wpłynąłby na międzynarodową pozycję Francji.

Niektórzy uważają, że jeśli Emmanuel Macron wygra te wybory, jego pozycja będzie zbyt słaba, żeby przeprowadzić potrzebne reformy, że jego kandydatura reprezentuje wszystko to, przeciwko czemu wielu Europejczyków dziś protestuje. Czy to możliwe, żeby jego prezydentura doprowadziła do wyboru Marine Le Pen w 2022 r.?

Wybór Macrona może niepokoić z dwóch względów. Po pierwsze, niektórzy twierdzą, że jest zbyt młody i nie ma wystarczającego doświadczenia na arenie międzynarodowej. Po drugie, prezydent we Francji korzysta z bardzo dużej władzy, tylko jeśli jest wspierany przez większość parlamentarną. Macron proponuje w wyborach parlamentarnych 577 nowych kandydatów, wielu z nich nie ma doświadczenia w wyborch na poziomie lokalnym. To może być pozytywne, ponieważ wielu Francuzów podziela przekonanie, że klasa polityczna zawiodła, że potrzebna jest zmiana DNA francuskiej polityki. Lecz wydaje mi się, że zyskanie większości będzie bardzo trudne. Możemy dostać prezydenta, który mimo formalnie znacznej władzy, jest zamknięty w Pałacu Elizejskim.

Z drugiej strony, jeśli Martin Schulz zostanie wybrany w Niemczech, mamy niezwykłą szansę dla Europy. Znowu, tak jak miało to miejsce w przeszłości, Francuzi i Niemcy będą zjednoczone w pracy nad bardziej reformatorskim podejściem do projektu europejskiego. To ostatnia szansa, żeby zmienić coś radykalnie we Francji i w Europie, bez angażowania radykalnej prawicy czy lewicy. Jeśli nie uda się tego osiągnąć, boje się, że Front Narodowy wygra w 2022. Naprawdę się boję.

SKOMENTUJ

Nr 434

(18/2017)
7 maja 2017

„Kultura Liberalna” ukazuje się od 2009 r. dzięki zaangażowaniu dziesiątek osób i dobrej woli darczyńców. Bądź jednym z nich. Wesprzyj nas.
52
numery rocznie
80
stron tekstów tygodniowo
100%
oryginalnych treści
0 zł
za dostęp do artykułów
10 zł
20 zł
50 zł
100 zł
Inna
kwota

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

PODOBNE



WAŻNE TEMATY

TEMATY TYGODNIA

drukuj
pobierz jako pdf / wyślij e-mail