„Kultura Liberalna” ukazuje się od 2009 r. dzięki zaangażowaniu dziesiątek osób i dobrej woli darczyńców. Bądź jednym z nich. Wesprzyj nas.
10 zł
20 zł
50 zł
100 zł
Inna
kwota
Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Czytając > Dlaczego Masłowska przestała...

Dlaczego Masłowska przestała pisać? Dyskusja na marginesie felietonów zebranych Doroty Masłowskiej „Jak przejąć kontrolę nad światem, nie wychodząc z domu”

Wojciech Albiński

Przy okazji wydania felietonów zebranych Doroty Masłowskiej „Jak przejąć kontrolę nad światem, nie wychodząc z domu” można postawić sobie proste pytanie: czy przypadkiem to, co obecnie dostajemy do rąk, nie jest ersatzem i papeterią w świetle tego, czego nie tylko my sami – jakaś tam wspólnota czytelnicza – od Masłowskiej byśmy oczekiwali, ale czego ona sama być może oczekuje od siebie.

Pytanie to jest o tyle zasadne, że oprócz obiegowych opinii dotyczących rynku i rytmu wydawniczego, rodzi ono następującą konstatację: czy przypadkiem domniemany koniec pisania Masłowskiej nie był nieuchronny? Zwłaszcza kiedy przyszło jej się konfrontować z „Inteligencją Polską S.A.”, jak autorka określiła tę warstwę. Ale zacznijmy od prostszych kwestii.

CZYTAJĄC_belza

Masłowska przestała pisać. Mamy tu przecież do czynienia z pewną iluzją wydawniczą, którą ostatecznie łatwo zdemaskować. W Polsce sprzedaje się mało książek, więc aby utrzymać zysk, książki muszą szybciej rotować. Biznes wydawniczy to branża dotycząca raczej FMCG (Fast Moving Consumer Goods) niż literatury pięknej. Producenci postrzegają swój towar niczym kefir czy czekoladę (podobną intuicję miał Łukasz Gołębiewski, porównując cały rynek książki do obrotów jednej mleczarni w Grajewie) i zmieniają go przed złaknionymi wrażeń konsumentami szybko i stale. Presja dotyka wszystkich. Masłowska weszła poniekąd w podobny rytm i co rok albo półtora otrzymujemy sygnowane jej nazwiskiem felietony czy półksiążki dla dzieci. Zawsze są one najwyższego lotu, ale ich forma niezmiennie pozostaje niedokończona. Przepisy kucharskie i „wywiady o życiu, jakie ono jest głębokie”. Ale czy to nie FMCG? Tym bardziej, że każda z jej wcześniejszych książek była dla odmiany rodzajem flesza, błysku oświetlającego nowe przekroje społeczne. W ostatnich wydawnictwach takiego rozbłysku brak.

Oczywiście, taką argumentację da się przyjąć tylko jeśli wcześniej uzna się powieść za najwyższą formę literacką nowoczesnego społeczeństwa – „zwierciadło, które obnosi się po gościńcu” itd. Ale nie o samą formę mi chodzi. McLuhan – zabawny przykład – najgłębsze przedstawienie swojej teorii wyłożył w wywiadzie dla „Playboya”, aforyzmy Kafki są równie ważkie jak wszystkie jego powieści. Tym samym Dorota Masłowska, pisząc o kuchni i śpiewając o artefakto-uczuciach klas rozmaitych naszego społeczeństwa na płycie „Społeczeństwo jest niemiłe”, mogłaby za każdym razem podstawiać nam przed twarz nowe lustro.

Ale tak nie jest. Autorka „…polsko-ruskiej” powtarza się w pewnej formie, nie tyle dzieła, co własnego umysłu i odbicia w nim świata. W konsekwencji nie potrafię dziś odróżnić jej płyty muzycznej od ostatniego-zbioru-felietonów-zebranych. Ogniskują się one ostatecznie gdzieś w tym samym punkcie. Wyrażają, raz groteskowo i przedrzeźniająco, raz zimno i erudycyjnie, pogardę. O jaką pogardę chodzi i co jest jej przyczyną? Istnieje pewna teoria pogłębiana przez Tomasza Zaryckiego, socjologa z Uniwersytetu Warszawskiego, która głosi, że w kraju tak biednym jak nasz, gdzie nie ma finansowych aktywów (gdzie nie ma pieniędzy, gdzie dużo nędzy, naśladowanie MC Doris następuje bezwiednie), a wciąż istnieje potrzeba zachowania dystynkcji, różnice społeczne może wyznaczać tylko najbardziej trwały kapitał, którego nikt nie jest w stanie komuś odebrać – mianowicie etos. I tu pojawia się słowo inteligencja. W teorii Zaryckiego nie niesie ona kaganka oświaty, ale okopuje się na swoich pozycjach i wyraźnie odgranicza od reszty. Wyróżnia ją to, że jest jest „inteligentsza”, bardziej pomocna światu, najbardziej światła i wzniosła. Jej drugim sposobem na odróżnienie się od reszty jest pogarda. Wobec tych, którzy nie służą, którzy żyją tylko dla siebie. „Bo my, inteligenci…”. Dalej stała śpiewka, niezbyt ją lubię.

Masłowska – jeszcze młodą dziewczyną będąc, umiała przejrzeć tę grę na wskroś. W „Wojnie polsko-ruskiej”, powieści napisanej z wnętrza „podklasy” (wstydź się tego słowa), jest co prawda pogarda, ale i zachwyt, ba!, nawet liryzm i niewinność. Gdzieś chwali się nawet, że ma brata, i że zawsze zazdrościła mu tego świata. Kto wie, może to on był prototypem Silnego, który w przerysowaniu tak samo zdradza swoje środowisko, jak śmieje się z kultury oficjalnej i jej bzdur.

Ale nic tu nie dzieje się bezkarnie. W końcu pisarka sama musiała się zmierzyć z „Inteligencją Polską S.A.” – a więc odbić od tego, co każdy wrażliwy człowiek w tym kraju nawet bez czytania Zaryckiego rozumie bez słów. Od koterii, frontów pogardy, Januszów, Zbyszków… Litania złych imion jest długa. W „Pawiu Królowej”, czyli hip-hopie „za Unii Europejskiej pieniądze”, widzimy ją, jak jeszcze walczy. Złota rybka złapana w sieć; śmieje się nie tylko z nędznych marzeń sprzedawczyń bułek czy ludzi ściętych ambicjami telewizyjnymi, ale i bełkotu unijnej nowomowy. Niemniej już tutaj rzeczywistości „podklasy” (znów to napisałem) doświadczamy głównie poprzez pogardę wobec niej, zaś sam wybór tematu – jakieś anse z telewizją, problemy pisarza itd. – są wikłaniem się w inteligencki status.

Kolejny utwór, „Między nami dobrze jest”, rozbija – śmieszy mnie to określenie – rodzinę. „Dwóch Rumunów” uderza jeszcze resztką świadomości w węglowy kompozyt inteligenckości-celebryctwa-klas kreatywnych. Czy pamiętacie, że to są imprezowicze, którzy przebrali się za Rumunów, aby zobaczyć Polskę? Niebywałe. Jak wielka jest w tym potrzeba przecięcia sieci społecznej, która więzić nas tu będzie po wsze czasy. A potem następuje wymyślona ucieczka do wymyślonej Ameryki w „Kochanie, zabiłam nasze koty”. Język przypomina tu eksperymenty Raymonda Roussela – więcej w tym matematyki i, jak wspominano gdzieś, „Google translatora” niż żywych uczuć. Bo jak tu wytrzymać z Polakami.

I tak to się kończy. Gdzieś po drodze Masłowska „przestaje pisać”. W tym samym momencie, gdy etnograficznie przekomarza się z Gesslerową i jej gustem, gdy atakuje żony piłkarzy i kanapki z hajsem. Zaciukaliśmy ją, stała się nasza. I co prawda śmieje się z nas, ale też podbija nam bębenka, a nawet trochę reformuje nasze wielkomiejskie gusty, ale czy tak bardzo różni się to od slow-food-indie-kormoran-piwka? To forma inteligencka w stu procentach. To sto procent piszę po to, żeby już zamknąć temat. Bo mam i swoje ciche nadzieje. Podobno Masłowska znowu coś pisze.

 


Powyższy tekst jest pokłosiem spotkania pod tym samym tytułem, które odbyło się w Bibliotece m. st. Warszawy na Koszykowej. Kolejne dobędzie się 21 czerwca i będzie poświęcone „polskiemu Macondo”, czyli wątkowi wsi we współczesnej polskiej literaturze.


 

SKOMENTUJ

Nr 438

(22/2017)
29 maja 2017

„Kultura Liberalna” ukazuje się od 2009 r. dzięki zaangażowaniu dziesiątek osób i dobrej woli darczyńców. Bądź jednym z nich. Wesprzyj nas.
52
numery rocznie
80
stron tekstów tygodniowo
100%
oryginalnych treści
0 zł
za dostęp do artykułów
10 zł
20 zł
50 zł
100 zł
Inna
kwota

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

NAJPOPULARNIEJSZE



WAŻNE TEMATY

TEMATY TYGODNIA

drukuj
pobierz jako pdf / wyślij e-mail