Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Temat tygodnia > Poza PO i...

Poza PO i PiS. Zagadka tzw. symetryzmu

Redakcja „Kultury Liberalnej”

Szanowni Państwo!

Słuchając kilku co bardziej prominentnych publicystów związanych z opozycją, można odnieść wrażenie, że od wyborów w roku 2015 (a jeśli się dobrze zastanowić, to nawet i dużo wcześniej) krajobraz światopoglądowy w Polsce mebluje właściwie jedna partia: Prawo i Sprawiedliwość.

Dlaczego? Ano dlatego, że – jak twierdzą owi publicyści – można być tylko za PiS-em albo przeciw niemu. Nie istnieje środek, ponieważ stanięcie w środku oznacza uznanie PiS-u i jego działań za element polityki prowadzonej zgodnie z dotychczas przyjętymi regułami. Takie postawienie sprawy, obecne choćby w słynnym już tekście Mariusza Janickiego i Wiesława Władyki czy apelu dziennikarskim wystosowanym swego czasu przez m. in. Bartosza T. Wielińskiego i Renatę Kim, owocuje dwiema rzeczami.

Po pierwsze: ponadwymiarową demonizacją PiS-u, po drugie zaś – zaliczeniem tych, którzy na wskazany wyżej podział się nie zgadzają i chcą oceniać polską scenę polityczną i ideową jako nie tyle niemeblowaną przez PiS, ale jako przestrzeń, w której etyczne reguły liberalnej demokracji były łamane wielokrotnie i sporo za uszami ma także dzisiejsza opozycja, PiS zaś sporo zasług, do grona cichych pomocników partii rządzącej, jej poputczików.

O ile ponadwymiarowa demonizacja bywa raczej zabawna, aniżeli groźna – na porównania Jarosława Kaczyńskiego do Gomułki, przy jednoczesnym strojeniu się porównujących w szatki silnych siłą bezsilnych dysydentów, którym, dziwnym trafem, nikt w tym strasznym, faszystowskim państwie nie broni krzyczeć: „Precz z Kaczorem Dyktatorem!”, zakładać własnych portali i radośnie dokazywać w mediach społecznościowych, trudno zareagować inaczej niźli śmiechem – o tyle owo zaliczenie już nie, i to z kilku powodów.

Pierwszy: albowiem implikuje ono całkowite spłycenie debaty publicznej i utożsamienie sporu partyjnego ze sporem politycznym (starczy przypomnieć, jaki problem miało wielu publicystów opozycyjnych, gdy partia Razem odmówiła maszerowania z KOD-em).

Drugi: ponieważ oznacza gigantyczny „naszyzm”, równający się zapomnieniu wielu przewin dzisiejszej opozycji – podobnej skali zwolnień z mediów publicznych, obsadzania państwowych spółek swoimi ludźmi, bliźniaczego zamachu na Trybunał Konstytucyjny, niepłacenia alimentów i machinacji przy fakturach, blokowania manifestacji takiego samego, jak blokowanie Parady Równości przez Młodzież Wszechpolską. Rolą obserwatora i komentatora sceny politycznej nie jest zaś wybielanie grających na niej aktorów, a zwłaszcza zaprzyjaźnianie się z nimi czy przyjmowanie od nich orderów.

Tych, którzy nie godzą się na to spłaszczenie rozmowy o współczesnej Polsce – w istocie wygodne dla samych spłaszczających, bo podnoszące nakłady tożsamościowych tygodników, wygodne jednak także dla grającego prostackim podziałem na „my” i „oni” Jarosława Kaczyńskiego – totalna medialna opozycja ochrzciła mianem „symetrystów”. W słynnym niedawnym wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” zaliczany przez co bardziej rozbrykanych publicystów opozycyjnych do tego grona Rafał Matyja wprowadził jeszcze jedno pojęcie: „trzeciego psychiatryka”, pokazując, dlaczego właściwie jest ono groźne dla medialnych hunwejbinów jednej i drugiej strony (pensjonariuszy – odpowiednio – domu wariatów PiS-owskiego i opozycyjnego). Jest ono groźne dlatego, że niczym nóż w płótno wchodzi w dzielący Polskę od roku 2005 partyjny podział i to płótno drze: nieopowiedzenie się po którejkolwiek ze stron oznacza powolne rozsadzanie systemu, w którym każdy umościł się, jak mu wygodnie, jeden na siedzisku funkcjonariusza władzy, drugi – pluszowego dysydenta, i każdy ma z tego umoszczenia się należne mu frukta w postaci pieniędzy albo przynajmniej uznania. Powstaje jednak istotne pytanie: czy takie postawienie sprawy nie oznacza, mimo wszystko, zapisania się do partyjnego sporu – a zatem: czy ustawienie się „po niczyjej stronie” nie jest także zajęciem miejsca – i czy tak obfity namysł nad centryzmem nie jest oznaką trwałego już zniszczenia polskiej sfery publicznej, której odbudowa potrwa latami.

„Król jest nagi, żaden symetryzm nie istnieje. Zwracanie uwagi, iż pomysły i praktyka polityczna PO budzą poważny niepokój, nie oznacza, że kładzie się je na jednej szali z poczynaniami PiS-u z ostatnich dwóch lat. Trudno jednak zamykać oczy na groźbę, jaką będzie kolejna radykalna wymiana elit po ewentualnej przegranej PiS-u i wygaszanie instynktu propaństwowego w Polsce”, twierdzą Karolina WiguraJarosław Kuisz.

Wtóruje im Tomasz Sawczuk, zauważając, że „to najbardziej zawzięci anty-PiS-owcy i zajadli krytycy «symetrystów» są efektywnie największymi sprzymierzeńcami partii rządzącej. Tyle że, jak pisali w swoim tekście ze znawstwem [Mariusz] Janicki i [Wiesław] Władyka, «psychologia społeczna zna mechanizm zawziętej obrony pierwotnego wyboru nawet wbrew oczywistym sygnałom, że był on zły»”.

„Problem polega na tym, że PO czy, jakby to powiedzieć, «obóz III RP» nie posuwał się i nie posuwa do takiego stopnia agresji jak część obozu PiS-owskiego. Moim zdaniem to jest po prostu prawda, bita prawda. Natomiast nie przeprowadził sam ze sobą rozrachunku. Jak to się stało, że tylu Polaków nas moralnie odrzuca?”, pyta Jan Wróbel w rozmowie z Adamem Puchejdą. „Jak to jest, że tylu Polaków nie wiążę z nami planów na polityczną przyszłość i uważa nas za drugą ligę? Ponieważ nie przeprowadzili tego rachunku – moralno-intelektualnego – to formą obrony przed tym, żeby go nie przeprowadzać, jest zarzucanie wszystkim krytykom: «jesteście symetrystami, w istocie rzeczy jesteście PiS-owcami, zarzucacie nam oczywistą nieprawdę»”.

„Obecna dyskusja publiczna to rozmowa o charakterze tożsamościowym, tzn. jedna strona mówi swoje, a o drugiej nie chce nawet słyszeć”, dodaje Rafał Woś. „To prowadzi do stworzenia dwóch równoległych obiegów opinii. Tak demokracja nie może funkcjonować. Musi istnieć jakieś miejsce spotkania. Dzisiejsza sytuacja przypomina tę sprzed I wojny światowej, kiedy to każdy, kto sprzeciwiał się nacjonalizmowi, był zły. Wtedy dostawał razy od wszystkich. Przykładem Bertrand Russell. Jedni uważali go za użytecznego idiotę, drudzy za zdrajcę”.

„Większość Polaków to mrówki-pozytywiści, którzy pracują, odbudowują państwo, ale zawsze gdzieś obok brzęczy im ten Mickiewicz, Słowacki, machanie szabelką i powiew husarii ze skrzydłami”, dodaje Barbara Nowacka. „Od czasu do czasu też ta husaria, która jest w mniejszości, swoim romantycznym zrywem niszczy wszystko to, co te mróweczki sobie wypracowały. I to będzie trwać, póki nie odrzucimy romantycznych mitów. Pozytywizm nigdy nie był specjalnie promowany, a to błąd”.

Zapraszamy do lektury,
Redakcja

Stopka numeru:

Koncepcja Tematu Tygodnia: Redakcja.
Opracowanie:
Łukasz Pawłowski, Adam Puchejda, Filip Rudnik, Jagoda Grondecka, Jakub Bodziony, Natalia Woszczyk.
Korekta
Marta Bogucka, Dominika Kostecka, Kira Leśków, Ewa Nosarzewska, Anna Olmińska.
Ilustracje:
 Max Skorwider.

SKOMENTUJ

Nr 441

(25/2017)
20 czerwca 2017

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY

TEMATY TYGODNIA

drukuj
pobierz jako pdf / wyślij e-mail