Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Polska] PiS boi...

[Polska] PiS boi się konsumentów, nie opozycji

Bartosz Piłat

Za kilka tygodni możemy mieszkać w kraju, gdzie niezależność sądów będzie fikcją. Rządzącym nie brakuje energii do takich zmian. Tymczasem od blisko dwu lat nie mają odwagi wprowadzić obowiązkowej kaucji na szklane butelki, choć wagę tego problemu rozumie wielu rządzących polityków.

W obronie idei trójpodziału władzy ludzie wychodzą i będą wychodzić na ulice. Prawo i Sprawiedliwość na razie pozostaje niewzruszone na protesty – gra w swoją polityczną grę, prze ku zmianie Polski wedle własnego przepisu. Opozycja wychodząca na ulicach nie wpływa na zmianę nastawienia PiS-u.

To, czego rządząca partia się boi, to ludzi, którzy zagłosowali na „500plus”, na obietnice socjalne. Dlatego najprawdopodobniej wycofa się z całkiem niezłego pomysłu wprowadzenia wyższych opłat paliwowych – zapowiedział to już prezes Kaczyński – dlatego zwleka też z uchwaleniem prawa wodnego, które w niewielkim stopniu, ale jednak wpłynie na koszty życia.

Zapewne z tego samego powodu już drugi rok resort środowiska boi się wprowadzić obowiązkową kaucję na opakowania. Z jednej strony koszt produktów w sklepach wzrósłby (choć to nie do końca prawda, o czym niżej), ale z drugiej mogłoby to uzdrowić kulejącą w Polsce gospodarkę odpadami.

Zacznijmy od tego, że mimo sukcesu tzw. rewolucji śmieciowej, wprowadzonej w życie w lipcu 2013 r., Polska nadal zbyt mało odpadów przetwarza wtórnie. Mamy na mapie kilku prymusów: Kraków, Pszczynę, Kalisz, znalazłoby się jeszcze kilka miast i gmin, które zarządzanie odpadami realizują na wysokim lub bardzo wysokim poziomie, kierując do odzysku już ponad 1/3 odpadów wytwarzanych przez mieszkańców. Jednak statystyczny obraz naszego kraju nadal jest nędzny – to wciąż ledwie 24 proc. recyklowanych odpadów, resztę wywozimy na wysypiska (znów z dosłownie paroma wyjątkami, jak Bydgoszcz, Poznań czy Kraków, które zaczynają spalać odpady resztkowe).

Samo postawienie różnych koszy na odpady pod naszymi domami i blokami, które miało miejsce ponad cztery lata temu, nie wystarczyło bowiem, by zmobilizować i nauczyć Polaków sortowania odpadów. W tak krótkim tempie nie udało się to zresztą nikomu na świecie. Holandia, Szwecja, Niemcy czy Austria, odzyskujące dziś ponad połowę surowców zwartych w odpadach, a nie składujące niemal niczego (z tego co zostanie produkują gaz, spalają, kompostują), poświęciły ponad dwie dekady na opracowanie jasnych reguł i nauczenie społeczeństwa wagi tematu.

Polska powinna starać się zwiększyć tempo zwiększania masy odpadów, które nadają się do wtórnego wykorzystania nie dlatego, że tak chce Unia Europejska, do której wciąż należymy (a chce tego), ale dlatego, że dostępność do surowców jest od zawsze jednym z największych problemów każdej gospodarki. Dziś wiadomo, że w 2050 r. świat wyczerpie znane nam i łatwo dostępne złoża miedzi. Kłopot dotyczy również Polski, która co prawda będzie czerpała olbrzymie zyski z miedzi sprzedawanej przez KGHM, ale kiedyś i one się skończą. Miedź jest i tak skromnym problemem. Jeszcze większym są metale ziem rzadkich – dziś wydobywane głównie w Chinach, czasem w Angoli w krwawych warunkach. Są potrzebne w każdym smartfonie, którego używamy… przez dwa lata, po czym urządzenie zwykle jest wyrzucane. Szwedzi już dawno poszli po rozum do głowy i mają dziś własne kopalnie tych metali na wysypiskach odpadów. Ich przemysł w połowie zaspokaja swoje potrzeby w metale ziem rzadkich w odzysku.

Polska celująca w innowacyjność nie jest sobie w stanie poradzić nawet ze zbieraniem butelek szklanych. Nie tylko ze zbieraniem ich, by przetopione ponownie trafiały na rynek. Nie jest w stanie wdrożyć systemu butelek zwrotnych. Z danych wynika, że już ponad połowa butelek szklanych to cienkie brązowe naczynia z napisem „butelka bezzwrotna”. To strata energii i wody. Tymczasem w Danii butelki zwrotne są wykorzystywane nawet 40 razy, zanim zostaną skierowane do przetopienia.

W Polsce istnieje ponad 120 tys. punktów sprzedaży alkoholu. W każdym z nich sprzedaje się piwo. Mało który przyjmuje butelki, a jeśli już, to wyłącznie te, które sprzedał wcześniej. Dziś kaucja za butelkę to 50 groszy, kwota, którą wielu jest w stanie zmotywować do odniesienia butelki do sklepu. Tyle, że nie ma jej gdzie odnieść.

Tak jak poprzedni rząd, obecny również obawia się wprowadzenia obowiązku odbioru butelek. Właśnie o podobnych planach poinformowała „Rzeczpospolita”. Podobny tekst o tym, że „resort zastanawia się” publikowała rok temu. Rządzącym brakuje jednak odwagi. Po pierwsze, będzie to spore obciążenie logistyczne dla sklepów, po drugie, może być kłopotem dla browarów, które swoje piwa prezentują na półkach w przeróżnych butelkach (gdy w Danii wszystkie butelki są takie same, więc nie jest ważne czyje piwo było w nich wcześniej).

A jednak to nie jedyny powód do obaw. Po wprowadzeniu nowych zasad kaucja naliczana byłaby od każdego piwa, więc aby jej nie stracić, za każdym razem trzeba by odnieść butelki. To części wyborców może się nie podobać. Jeszcze bardziej może się nie podobać podobna kaucja na puszki aluminiowe. Konieczność kolekcjonowania odpadów w domu Polakom może nie przypaść do gustu. Kaucja za butelki plastikowe byłaby zaś już prawdziwym szokiem. Odnoszenie PET do sklepu mogłoby zostać uznane za upokorzenie.

Rząd Jarosława Kaczyńskiego nie jest pierwszym, który boi się reakcji Polaków. Już w 2010 r. Donald Tusk wsadził do szuflady projekt ustawy, w której wprowadzano opłaty opakowaniowe. Wtedy plan był taki, żeby w cenie każdego produktu znajdowała się kwota, która kierowana byłaby do funduszu przeznaczonego na recykling i odzyskiwanie opakowań. Miało to zmusić Polaków do ostrożniejszego dokonywania zakupów, producentów do ograniczenia ilości materiałów używanych do opakowywania. Ostatecznie rząd PO-PSL przestraszył się reakcji konsumentów.

Z tym rządem jest podobnie. Boi się reakcji konsumentów. Dlatego rewelacje o wprowadzeniu obowiązku odbioru butelek szklanych czy o kaucji za opakowania potraktuję poważnie wtedy, gdy zostaną wprowadzone w życie. Na razie resort środowiska zafundował nam zmianę w sortowaniu odpadów, która wygląda fajnie na slajdach, ale będzie zmorą dla obywateli: konieczność sortowania odpadów na cztery grupy (dotąd wystarczały dwie), w tym – co najważniejsze – konieczność oddzielania odpadków kuchennych od reszty. To fikcja, którą Polacy zignorują, bo nie ma ich jak z tego rozliczać.

 

Fot. wykorzystana jako ikona wpisu: Hans, Pixabay.com, CC0 Public Domain.

SKOMENTUJ

Nr 445

(29/2017)
18 lipca 2017

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

NAJPOPULARNIEJSZE



WAŻNE TEMATY

TEMATY TYGODNIA

drukuj
pobierz jako pdf / wyślij e-mail