Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Z miasta] Czy...

[Z miasta] Czy dobra architektura powstaje tylko poza Warszawą?

Anna Nowak

Architektura, która powstaje w Warszawie, nie spełnia standardów międzynarodowych konkursów. Aby zobaczyć dobrą architekturę trzeba wyjechać poza stolicę, czyli tam, gdzie nie ma tak silnego nacisku na zarobek na metrze kwadratowym.

Brak świadomości oraz poczucia odpowiedzialności za przestrzeń sąsiedzką są charakterystyczne dla naszego – wciąż nieobytego pod względem obywatelskim społeczeństwa. Pojęcia związane z funkcjonowaniem i planowaniem miasta są często zupełnie nierozumiane, a niejasne i niejednoznaczne w interpretacji plany miejscowe nie sprzyjają ich poznawaniu.

Znaczący jest fakt, że nowelizacja Ustawy o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym z 2003 r. spowodowała zniesienie planów miejscowych, w związku z czym zdecydowana większość nowych budynków zaczęła powstawać w oparciu o Decyzje o warunkach zabudowy (popularnych „WZ-kach”).
W Warszawie, z racji jej stołeczności oraz narastającej bańki spekulacyjnej, ceny gruntów do pewnego czasu ciągle rosły. To spowodowało, że każda nowa budowa nakierowana była przede wszystkim na wyciśnięcie jak największej kwoty z metra kwadratowego. I tak zaczęły powstawać liczne wieżowce czy deweloperskie osiedla mieszkaniowe o pretensjonalnych, zagranicznych nazwach. Powstają budynki banalne, nakierowane tylko na pieniądz, najczęściej modułowe, a niekiedy zwyczajnie efekciarskie (jak np. Warsaw Spire). Obrastające w nie rondo Daszyńskiego to dziś jedna strona tego medalu. Drugą są osiedla deweloperskie z Białołęki czy miejscowości podwarszawskich.

W stolicy powstają budynki banalne, nakierowane tylko na pieniądz, najczęściej modułowe, a niekiedy zwyczajnie efekciarskie.

Anna Nowak

To jednak wszystko budownictwo komercyjne, deweloperskie. Sytuacja wygląda nieco inaczej w przypadku inwestycji publicznych, które mimo wszystko trzymają pewien poziom. Tych jednak nie jest wiele. Zachwalany przez znawców architektury gmach Biblioteki UW pokrył się już nieco patyną, a Służewiecki Dom Kultury nie okazał się jaskółką zwiastującą zmianę. Trzeba bowiem pamiętać, że nie dalej jak kilka lat po nim na Wilanowie powstała Świątynia Opatrzności, która pokazała, że nawet konkursy architektoniczne nie zawsze są w stanie wyłonić dobre projekty. Jedno trzeba przyznać. Dziś dobra architektura – taka, która jest doceniana przez jury wielu konkursów – powstaje głównie poza Warszawą.

Filharmonia w Szczecinie (która otrzymała nagrodę Miesa van der Rohego w 2015 r.), dom Roberta Koniecznego w Brennej (uznany w 2016 r. przez angielski „Wallpaper” za najlepszy dom jednorodzinny roku), Centrum Dialogu „Przełomy” w Szczecinie (kolejna budowa Koniecznego obsypywana nagrodami) i olsztyńskie Centrum Sportowo-Rekreacyjne (nominowana do Nagrody Architektonicznej „Polityki”) to tylko niektóre z nich. Pojawiły się poza Warszawą, bo właśnie w tych miejscach nie ma tak silnego nacisku na zarobek na metrze kwadratowym, zaś lokalne samorządy mają szersze pole do popisu w uzgadnianiu z projektantami szczegółów projektu. Centrum Dialogu „Przełomy” w Szczecinie jest pierwszym budynkiem, który stał się praktycznie przestrzenią placu. To pierwszy budynek publiczny w Polsce, którego ma nie być widać. Wszystkie inne, mają być widoczne, żeby nikt nie miał wątpliwości, że publiczne pieniądze zostały wydane.

Z kolei w przypadku budownictwa komercyjnego realizowanego poza stolicą projektanci często są w stanie uwzględnić uwagi samorządu, ponieważ inwestor nie trzyma tak mocno ręki na pulsie w przypadku każdej złotówki. W stolicy, w której przez lata nie było odpowiedniego nadzoru nad tym, co się buduje, powstała architektura średnia i mierna. Warto tu przypomnieć dyskusję nad tzw. krzewem gorejącym, czyli budynkiem, który miał powstać na miejscu Teatru Żydowskiego przy placu Grzybowskim i z którego miała wyrastać stumetrowa wieża. Budynek ostatecznie nie powstanie, ale stanowisko ówczesnego wiceprezydenta, który powiedział, że „pojęcie ładu jest pojęciem abstrakcyjnym”, jest bardzo znamienne.

Istnieje jednak szansa na zmianę obecnej sytuacji. Muzeum Katyńskie w Warszawie zaprojektowane w pracowni BBGK Architekci jako jedyny budynek z Polski powalczy o nagrodę Miesa van der Rohego 2017. Obiekt jest opracowany tak, by na wyobraźnię działała nie tylko architektura, lecz także najbliższe, zielone otoczenie, które ma wywoływać skojarzenia z katyńskim lasem. Pozostaje tylko pytanie, czy nagroda architektoniczna może zachęcić biura i pracownie do projektowania oraz stawiania lepszej architektury? Czy chęć tworzenia przyjaznych przestrzeni publicznych wygra z żądzą pieniądza? Widać światełko w tunelu.

 

*/ Fot. wykorzystana jako ikona wpisu: MateuszEs, Źródło: Wikimedia Commons


KL_bannery_patronat_1

Patronem artykułu jest NETIA, wspierająca inicjatywy społeczne w dziedzinie polityki miejskiej.

 


SKOMENTUJ

Nr 446

(30/2017)
31 lipca 2017

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY

TEMATY TYGODNIA

drukuj
pobierz jako pdf / wyślij e-mail