„Kultura Liberalna” ukazuje się od 2009 r. dzięki zaangażowaniu dziesiątek osób i dobrej woli darczyńców. Bądź jednym z nich. Wesprzyj nas.
10 zł
20 zł
50 zł
100 zł
Inna
kwota
Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Projekt: Polska] Dość...

[Projekt: Polska] Dość gdybania. Jesteśmy skazani na partie

Piotr S. Kozdrowicki

Skala lipcowych protestów była olbrzymim zaskoczeniem – być może nawet większym dla samej opozycji niż obozu rządzącego. Powszechna mobilizacja obywateli szybko uwydatniła jednak coś jeszcze: wielką skalę niechęci do partii. Wszystkich.

Z każdym kolejnym dniem protesty przybierały coraz bardziej antypartyjny charakter. Posłowie opozycji wychodzący do protestujących pod Sejmem spotykali się nie tylko z wyrazami poparcia, ale równie często z otwartą pogardą. Kulminacyjna impreza pod Pałacem Prezydenckim (w poniedziałek 24 lipca, już po prezydenckim wecie) z założenia była organizowana przez młodzież „bez partyjnych liderów”. Jeśli partyjni gdzieś w tych dniach się pojawiali, to raczej w roli gości – zwykle nieproszonych.

Społeczną niechęć do opozycji można zrozumieć. Politycy od Schetyny po Zandberga zwykle wobec protestów przybierali postawę konsumpcyjną: pokazać się w kamerze, pomachać do ludzi, przemówić – ale niekoniecznie współdziałać. Teraz jednak hasła o likwidacji partii zaczynają podchwytywać także odpowiedzialni autorzy. To już rodzi poważne niebezpieczeństwo.
Liberalni publicyści już od wiosny snują marzenia o polskim Macronie. Na giełdzie potencjalnych kandydatów przewija się kilka nazwisk: Biedroń, Budka, Gasiuk-Pihowicz, Nowacka. W wielu tych artykułach widać pragnienie, by porzucić dotychczasowe sztandary partyjne i tworzyć nowe ruchy, najlepiej w oparciu o sektor pozarządowy. Oczekuje się tego nawet od Tuska, który miałby odwrócić się od macierzystej partii i po powrocie z Brukseli założyć zupełnie nowe ugrupowanie. Kreowany na lidera opozycji Frasyniuk sam nawołuje do tworzenia wielkiej, socjalliberalnej partii. Nawet w jednym z ostatnich numerów „Kultury Liberalnej” Jan Kubik postuluje wręcz rozwiązanie Platformy, Nowoczesnej i przemodelowanie całej sceny opozycyjnej od lewa do prawa. Rodzą się jeszcze śmielsze postulaty, by w ogóle przestać zajmować się przestarzałymi partiami, a źródła nowej energii politycznej szukać w internecie. Opozycyjna publicystyka wydaje się kipieć wielkimi ideami i nowatorskimi pomysłami. Problem w tym, że wszystkie je łączy jedno – to naiwne mrzonki.

Wielu może to się nie spodobać, można to uznać za wyraz politycznej reakcyjności, ale dziś tylko i wyłącznie partie dysponują realną siłą polityczną. Istniejące partie, a nie efemeryczne byty płodzone przez rozgrzane umysły. Możemy marudzić na niemrawość Schetyny, dąsy Petru czy rozgardiasz na lewicy – ale to właśnie Platforma, Nowoczesna, PSL, Razem, a nawet wiecznie żywe SLD mają największy potencjał do bieżącej walki z PiS-em.

Obecny układ sił po stronie opozycji reprezentuje całe zróżnicowane spektrum poglądów: od lewicy do prawicy, od liberałów do konserwatystów, od agraryzmu do socjaldemokracji. Publicyści szkicujący wizje nowych wielkich partii wydają się nie dostrzegać, że dziś po prostu nie ma na nie miejsca. Każda nowa inicjatywa musiałaby czerpać z elektoratu istniejących ruchów – w rezultacie doprowadzając tylko i wyłącznie do ich większego rozdrobnienia. Projekty zbudowania od zera nowych ugrupowań w kilka miesięcy zdolnych do przejęcia władzy po PiS-ie to fantazje. Tworzenie struktur, gromadzenie funduszy i cementowanie poparcia jest zadaniem na długie lata, co świetnie widać po mozolnym rozwoju Nowoczesnej czy partii Razem.

Wielkie wizje nowych partii łączy także marzenie o nowych politykach. Zdecydowanych, odważnych, światłych mężach i damach stanu – jak z najlepszych snów. Nikt nie precyzuje, skąd konkretnie mielibyśmy ich wziąć. Wiara w to, że rozproszone ruchy społeczne czy grupy na Facebooku dostarczą nam zawodowych polityków jest groteskowa. Odważmy się wreszcie przyznać, że w Polsce ludzie chętni do angażowania się w politykę w zdecydowanej większości już się w nią zaangażowali! Oczywiście dzisiejsze ruchy obywatelskie mogą być i pewnie są kuźnią kadr jutrzejszych polityków – ale to wciąż bardzo odległa perspektywa. Liczy się tu i teraz.

A realna polityka tu i teraz toczy się wokół wspólnych prac opozycji nad projektami ustaw o sądownictwie. Realna polityka to rozpaczliwe próby powstrzymania rządowego walca w sejmowych komisjach i na sali Senatu. Realna polityka to mozolne dopracowywanie programów, układanie list i kalkulowanie wyników wyborów w PiS-owskiej ordynacji. Bujanie w obłokach nowych wspaniałych partii i wymyślanie nieistniejących doskonałych liderów nie jest realną polityką, tylko dziecinadą.

Nie trzeba też dodawać, jak antypartyjne postulaty działają na członków ugrupowań opozycji. W partiach już dziś nie brakuje młodych, ambitnych głów i rąk do pracy. Wieczne publicystyczne gderanie na politykę raczej nie zachęca ich do działania. Od dzisiejszych partii powinniśmy oczekiwać przede wszystkim większej efektywności. Wykorzystania potencjału i zaplecza, które już mają. Współpracy oraz koordynacji, przynajmniej na najbardziej podstawowym poziomie. W gruncie rzeczy chodzi więc o przyziemną, ciężką pracę. Jeśli partie trzeba do tego zmobilizować, to raczej nie postulując ich rozwiązania. Obalanie istniejącego porządku i tworzenie na jego gruzach mglistych wizji powinno pozostać domeną PiS-u, a nie opozycji.

 

Ikona wpisu: CC BY-SA 3.0 Nick Youngson, nyphotographic.com

SKOMENTUJ

Nr 448

(32/2017)
8 sierpnia 2017

„Kultura Liberalna” ukazuje się od 2009 r. dzięki zaangażowaniu dziesiątek osób i dobrej woli darczyńców. Bądź jednym z nich. Wesprzyj nas.
52
numery rocznie
80
stron tekstów tygodniowo
100%
oryginalnych treści
0 zł
za dostęp do artykułów
10 zł
20 zł
50 zł
100 zł
Inna
kwota

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

NAJPOPULARNIEJSZE

PODOBNE



WAŻNE TEMATY

TEMATY TYGODNIA

drukuj
pobierz jako pdf / wyślij e-mail