Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Azja w zbliżeniu]...

[Azja w zbliżeniu] Kazachizacja czy kazachskie odrodzenie

Krzysztof Renik

Kazachowie budujący swą młodą państwowość odkrywają swoją tożsamość skrzętnie przechowywaną i ukrywaną w czasach sowieckich, gdy ich ziemie stały się de facto obszarem najpierw rosyjskiej, a potem sowieckiej kolonizacji. Dzisiaj chcą ją manifestować w życiu publicznym i państwowym. To żadna „kazachizacja” życia, ale odrodzenie kazachskiej cywilizacji we wszystkich jej przejawach – od języka, poprzez obyczajowość i kulturę, po religijność.

Przeglądając polskie media drukowane, coraz częściej dochodzę do wniosku, że zapominamy w polskiej publicystyce międzynarodowej o Azji Środkowej. O krajach powstałych tam po rozpadzie Związku Sowieckiego. A jeżeli już pojawia się jakieś odniesienie do tych młodych państwowości, to albo w kontekście wybuchających tam co pewien czas ognisk radykalizmu islamskiego, albo w kontekście losu potomków Polaków deportowanych przed laty na „stepy Kazachstanu”. A to stanowczo za mało, by zrozumieć przemiany zachodzące w tych krajach, które z trudem budują swoją młodą państwowość rzucone przez los pomiędzy Rosję i Chiny.

Gdy mowa o Polakach deportowanych w roku 1936 z terenów Podola i Wołynia, rzadko przypomina się fakt, że ludność ta po Traktacie Ryskim nie mieszkała już na terenie Rzeczpospolitej, lecz znalazła się na terytoriach przyznanych owym traktatem Rosji Sowieckiej. Byli to zatem Polacy, którzy znaleźli się za Zbruczem, który stanowił granicę pomiędzy II Rzeczpospolitą a sowiecką Ukrainą i którzy nie z własnej woli stali się obywatelami sowieckimi. W pierwszych latach istnienia sowieckiej Ukrainy spora ich część przekroczyła granicę i zamieszkała na terytorium Polski, inni – z bardzo różnych powodów – nie zdecydowali się na ten krok i pozostali na dawnych ziemiach I Rzeczpospolitej.

Część z nich mieszkała na terenie tzw. Marchlewszczyzny, czyli polskiej autonomii w granicach sowieckich. Stali się przedmiotem sowieckiego eksperymentu, który miał z nich uczynić ludzi sowieckich, opowiadających się za kolektywizacją, komunizmem oraz eksportem systemu komunistycznego do Polski. Z punktu widzenia Moskwy eksperyment się nie udał, bo Polacy w swojej większości nie poddali się sowietyzacji, sabotowali kolektywizację, odrzucali ateizację oraz inne komunistyczne pryncypia. Słowem, okazali się dla sowieckiej władzy elementem niepewnym, by nie powiedzieć wrogim. To właśnie dlatego w roku 1936 władze ZSRR zdecydowały o przeprowadzeniu akcji masowych deportacji ludności polskiej z terytorium Marchwleszczyzny. W ich wyniku ludność ta trafiła na stepy sowieckiego ówcześnie Kazachstanu. Niewielu z nich dożyło czasów współczesnych. W niepodległym już Kazachstanie pozostały natomiast ich dzieci, a najczęściej wnuki.

Pokolenie potomków dawnych deportowanych rzadko już posługuje się w codziennym kontakcie rodzinnym językiem polskim, niewiele wie o polskiej tradycji, obyczaju i kulturze. Ludzie ci zostali w ogromnym stopniu zsowietyzowani oraz zrusyfikowani. Językiem ich codzienności jest język rosyjski, obyczajowo bliżej im do tradycji sowiecko-rosyjskich, aniżeli polskich. Co nie oznacza, że nie mają oni świadomości swych polskich korzeni. W jakiejś mierze mają nadal poczucie polskiej tożsamości. To ludzie rozdarci pomiędzy świadomością swojego pochodzenia a tożsamością wdrukowaną w ich głowy w czasach sowieckich. Ich współczesny problem, a może i dramat polega na tym, że współczesny Kazachstan zmienia się i staje się coraz mniej sowiecki, a coraz bardziej kazachski. I oni w tym zmieniającym się Kazachstanie czują się coraz mniej komfortowo.

Przyzwyczajeni do języka rosyjskiego jako języka codziennej komunikacji nie przejawiają chęci poznawania języka kazachskiego. A bez jego znajomości trudno przecież współcześnie wyobrazić sobie pracę w strukturach administracji państwowej czy publicznej Kazachstanu. Niby to oczywiste, ale dla ogromnej rzeszy niekazachskiej ludności rosyjskojęzycznej jest to trudne do zaakceptowania, powoduje frustracje i prowokuje do formułowania opinii o „kazachizacji” życia w tym kraju. Podobnie jak powstające meczety czy zwiększające się zainteresowanie Kazachów religią przodków, czyli islamem. Zdaniem ludności rosyjskojęzycznej to także przejaw „kazachizacji” życia. Przywołuję jedynie te dwa przykłady, bo są najbardziej dostrzegalne, ale jest ich znacznie więcej.

Obserwatorowi przemian zachodzących we współczesnym Kazachstanie trudno jednak pogodzić się owym terminem „kazachizacja”. Ma on w sobie coś pejoratywnego. To trochę tak, jakby po okresie zaborów mówić w Polsce o „polonizacji” życia jako zjawisku negatywnym. A przecież było to wówczas naturalne odrodzenie polskości, polskiego języka, polskiej tradycji i obyczajowości. Czyli tego wszystkiego, co chcieli wyniszczyć – używając różnych metod – zaborcy. Podobnie jest i w Kazachstanie. Kazachowie budujący swą młodą państwowość odkrywają swoją tożsamość skrzętnie przechowywaną i ukrywaną w czasach sowieckich, gdy ich ziemie stały się de facto obszarem najpierw rosyjskiej, a potem sowieckiej kolonizacji. Świadomość swej kazachskiej tożsamości przechowywali w życiu prywatnym, w życiu rodzinnym. Dzisiaj chcą ją manifestować w życiu publicznym i państwowym. W gruncie rzeczy to żadna „kazachizacja” życia, ale odrodzenie kazachskiej cywilizacji we wszystkich jej przejawach – od języka, poprzez obyczajowość i kulturę, po religijność. Dla niekazachskiej ludności rosyjskojęzycznej niejednokrotnie jest to jednak trudne do zaakceptowania. Także dla potomków Polaków deportowanych w latach 30. XX w. na kazachskie stepy. Dlatego czują się w Kazachstanie coraz mniej u siebie.

Dramat tych ludzi polega na istotnej różnicy oodzielającej ich od rosyjskich, pruskich i austro-węgierskich zaborców, którzy zajęli polskie terytoria jako okupanci. Przodkowie żyjących obecnie w Kazachstanie osób o polskim pochodzeniu nie przybyli tam bowiem z własnej woli, nie byli okupantami. Byli ofiarami szaleńczej ideologii, wedle której człowiek był jedynie trybem potężnej, złowrogiej i utopijnej w gruncie rzeczy machiny komunistycznego reżimu. Nie liczył się pojedynczy człowiek, ale ideologia. Dla realizacji celów tej ideologii można było przemieszczać tysiące ludzi wbrew ich woli, nie bacząc na odmienności kulturowo-cywilizacyjne. Dzisiaj za owe szaleństwa komunistycznych inżynierów ludzkości płacą cenę potomkowie deportowanych. Mówią o „kazachizacji” życia jako czymś, co zagraża ich stabilizacji, nie dostrzegając, że przecież także Kazachowie byli ofiarami komunistycznych eksperymentów i dzisiaj, budując swe własne państwo, mają prawo do kazachskiego odrodzenia. Tylko jak pogodzić racje tych, którzy rozwijają kazachskie środowisko kulturowo-cywilizacyjne z racjami tych, którym ze względu na ich europejskie pochodzenie bliżej do języka rosyjskiego, cyrylicy oraz rosyjsko-słowiańskiego obyczaju?

 

Fot. wykorzystana jako ikona wpisu: akim_xan, Pixabay.com


kl_bannery_patronat_1-1

Patronem artykułu jest NETIA, wspierająca inicjatywy społeczne w dziedzinie historii i jej wpływu na współczesne życie społeczne.


SKOMENTUJ

Nr 450

(34/2017)
24 sierpnia 2017

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

PODOBNE



WAŻNE TEMATY

TEMATY TYGODNIA

drukuj
pobierz jako pdf / wyślij e-mail