„Kultura Liberalna” ukazuje się od 2009 r. dzięki zaangażowaniu dziesiątek osób i dobrej woli darczyńców. Bądź jednym z nich. Wesprzyj nas.
10 zł
20 zł
50 zł
100 zł
Inna
kwota
Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Patrząc > Bałkany w sosie...

Bałkany w sosie słodko-gorzkim. Recenzja filmu „Konstytucja” Rajko Grlicia

Katarzyna Pochmara-Balcer

„Konstytucja” Rajko Grlicia to inteligentna, krzepiąca bajka o porozumieniu ponad podziałami, w której szowinistyczny Chorwat-gej przechadza się ulicami Zagrzebia w damskich strojach, a po godzinach uczy serbskiego policjanta konstytucji. Czy tak wygląda bałkański mikroświat XXI wieku?

Ludzki umysł nie lubi niespójności. Wszystko, czego jesteśmy częścią, powinno się wpisywać w historię, którą codziennie opowiadamy sobie o nas samych i o świecie, w którym żyjemy. Jeśli pojawiają się zgrzyty, nasza tożsamość staje się zagrożona. Tożsamość, a więc identyczność, brak różnic w obrębie osoby, którą jesteśmy. Świadomość samych siebie jest łatwiejsza do przyjęcia, gdy nie ma w nas pęknięć.

Fot.: materiały dystrybutora

Fot.: materiały dystrybutora

Spacer po Zagrzebiu

Nie lada wyzwaniem wydaje się więc pogodzenie skrajnie narodowej ideologii, mającej swe źródła jeszcze w traumatycznych przeżyciach z dzieciństwa, z orientacją homoseksualną i skłonnością do przechadzania się po mieście w kobiecym przebraniu. A jednak umysł radzi sobie nawet w takich sytuacjach. „Dawno temu, w Tebach, w starożytnej Grecji, kiedy te sprawy traktowano liberalniej, była nawet elitarna jednostka złożona z samych homoseksualistów. Walczyli o swój kraj jak lwy” – tłumaczy Vjekoslav, bohater „Konstytucji” Rajko Grlicia. Jest profesorem historii przekazującym swoim uczniom, jak rozprawa z ustaszami, chorwackim ruchem faszystowskim, zakończyła „sen o własnym kraju” i oddała ojczyznę w ręce Serbów i komunistów. Ustasze jako organizacja skrajnie nacjonalistyczna, dążąca do ustanowienia jednorodnego, niepodległego państwa chorwackiego, zamordowali setki tysięcy Serbów, Żydów i Romów. W domu Vjeko pielęgnuje chorego ojca, zatwardziałego ustasza, który stracił obie nogi, ale nie pozbył się nienawiści do wroga.

Natomiast kiedy zapada zmrok, „twardogłowy Chorwat” Vjekoslav, jak go nazywa sąsiadka, staje się Katariną, przechadzającą się ulicami Zagrzebia w idealnie skrojonych sukniach i drogiej biżuterii. Przywodzi wówczas na myśl porucznika Maja – oficera Wojska Polskiego z reportażu Katarzyny Surmiak-Domańskiej, który pod eleganckie czarne pończochy zakładał jeszcze dwie warstwy zwykłych cielistych, by ukryć swoje owłosione męskie nogi [1].

Holenderscy mistrzowie na Bałkanach

Ten spacer, który widzimy w pierwszych minutach filmu, jest zresztą jedną z niewielu okazji, by przyjrzeć się miastu, które do dziś nosi jeszcze gdzieniegdzie ślady minionych wojen. Ważniejsze i jeszcze bardziej widoczne są te ich znamiona, które pozostały głęboko w ludziach. Rajko Grlić skupia się na życiu trojga mieszkańców jednej kamienicy, zamykając chorwacki mikroświat w ścianach dwóch mieszkań, tak odmiennych, jak zakwaterowani w nich lokatorzy. Reżyser portretuje bohaterów we wnętrzach charakteryzujących ich w sposób, w jaki czyniły to rekwizyty codzienności poupychane gdzieś na portretach holenderskich mistrzów. Vjeko mieszka w rozległym, czteropokojowym apartamencie na pierwszym piętrze, pełnym historycznych pamiątek, obrazów i książek. Maszyna do szycia, wciąż jeszcze używana, została zapewne po zmarłej matce. Na manekinie wisi nowa sukienka. Na sekretarzyku peruka i kosmetyki do makijażu. W pokoju ojca portrety wojennych oficerów. Atmosfera taka, że pierwszy gest, który wykona Serb Ante, kiedy znajdzie się w tym pomieszczeniu, to hitlerowskie pozdrowienie wysłane w kierunku zdumionego staruszka.

Fot.: materiały dystrybutora

Fot.: materiały dystrybutora

Ante jest policjantem, z racji swojego pochodzenia niespecjalnie szanowanym na posterunku. Z żoną Mają, pielęgniarką, zajmują trzydziestodwumetrową służbówkę, nieco niżej niż na parterze, nieco wyżej niż w piwnicy. Z niewielkich okien widzą nogi przechodniów. Ich mieszkanie wypełniają kiczowate ozdoby, plakaty z motocyklami i – jak możemy się domyślać – woń domowych posiłków, gotowanych nieustannie przez Maję. Oboje z Antem kochają jeść.

Bajka o różnorodności

Michał Rosa w swoim „Szczęściu świata” z 2016 roku, uciekając się do podobnego zabiegu, sportretował społeczeństwo II Rzeczpospolitej w przeddzień wybuchu wojny. W jednej kamienicy umieścił Polaków, Niemców, Ślązaków i żydowską dziewczynę, wokół której skupiła się fabuła filmu. Tam wspólnota została uchwycona tuż przed zagładą, w wyniku której bezpowrotnie utraciła swoją ożywczą heterogeniczność i popadła w stopniową degradację. U Grlicia twórca zagląda przez okna już wiele lat po katastrofie. Może dlatego mozaika stworzona z bohaterów jest – z pozoru – uboższa, i żeby przyjrzeć jej się w jej pełnej krasie, trzeba sięgnąć nieco głębiej niż po stereotypowe portrety narodowe, które nieco spłyciły obraz Rosy.
Strategia stosowana przez Grlicia jest prosta. Polega na tym, by bohaterów różnych pod niemal każdym względem w jakiś sposób ze sobą skonfrontować i z tego konfliktu wycisnąć, ile się da. Udaje mu się to zrealizować, bo zamiast grać na prostych skrajnościach, z przenikliwością buduje postaci niejednoznaczne i ciekawe. Choć początkowo Vjeko nie mówił sąsiadom „dzień dobry”, w pewnym momencie zmuszony jest przyjąć pomoc od Mai i sam wesprzeć Antego w przygotowaniach do egzaminu z chorwackiej konstytucji. Dla obu oznacza to konieczność zmierzenia się z własnymi uprzedzeniami – proces żmudny i bolesny.

Fot.: materiały dystrybutora

Fot.: materiały dystrybutora

„Wszyscy do czegoś przynależymy. Czegoś większego, co nas określa”. Grlić stara się udowodnić, że możemy się jednak od owego „większego” uwolnić, by dotrzeć do tego, co w nas jednostkowe, unikalne i niedające się wpisać w odgórną narrację.

Katarzyna Pochmara-Balcer

W kluczowym momencie starcia pomiędzy Antem i Vjekoslavem ten drugi przyznaje, że nie ma możliwości, by Serb przekonał go, że jest inny od swoich rodaków, którzy przed laty upokarzali małego Vjeka i jego matkę. „Wszyscy do czegoś przynależymy – mówi nauczyciel. – Czegoś większego, co nas określa”. Film Grlicia, stworzony, jak się zdaje, ku pokrzepieniu serc, stara się udowodnić, że możemy się jednak od owego „większego” uwolnić, by dotrzeć do tego, co w nas jednostkowe, unikalne i niedające się wpisać w odgórną narrację, nawet jeśli to my sami o tę przynależność zabiegamy. Dlatego jego bohaterowie skrzą się wszystkimi odcieniami spomiędzy nudnej jednoznaczności czerni i bieli (nawet pomocna, dobrotliwa Maja okazuje się po cichu liczyć na mieszkanie po nauczycielu). Grlić nie oszczędza swoich postaci, choć przygląda im się nie bez humoru i empatii. I ostatecznie jednak wszystko im wybacza. Jak w bajce, bo patrząc na zamykające się na różnorodność współczesne społeczeństwa, tylko w takich kategoriach można „Konstytucję” rozpatrywać.

 

Przypis:

[1] Surmiak-Domańska K., Beznadziejna ucieczka przed Basią, w: Tejże, Beznadziejna ucieczka przed Basią – reportaże seksualne, W.A.B., Warszawa 2017.

Film:

„Konstytucja”, reż. Rajko Grlić, Chorwacja, Czechy, Macedonia, Słowenia 2016.

SKOMENTUJ

Nr 453

(37/2017)
12 września 2017

„Kultura Liberalna” ukazuje się od 2009 r. dzięki zaangażowaniu dziesiątek osób i dobrej woli darczyńców. Bądź jednym z nich. Wesprzyj nas.
52
numery rocznie
80
stron tekstów tygodniowo
100%
oryginalnych treści
0 zł
za dostęp do artykułów
10 zł
20 zł
50 zł
100 zł
Inna
kwota

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY

TEMATY TYGODNIA

drukuj
pobierz jako pdf / wyślij e-mail