Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Projekt: Polska] Dosłownie...

[Projekt: Polska] Dosłownie „biało-czerwona drużyna”

Piotr S. Kozdrowicki

Należy docenić to, jak obóz rządzący dba o aspekt wizualny swojej władzy. Pod tym względem to może najbardziej profesjonalnie podchodzący do kreowania wizerunku gabinet w historii Polski.

Każda z większych kampanii polityczno-wizerunkowych (Rodzina 500+, Mieszkanie+, Rok nowych zadań, Sprawiedliwe sądy itd.) ma swój logotyp i kompletną identyfikację wizualną. Mimo że są różnorodne i nie opierają się na żadnym wspólnym motywie, wszystkie zachowują estetyczną spójność. Z pewnością pomaga to budować wizerunek silnej i zdecydowanej ekipy. I pozwala sądzić, że dla PiS-u kwestie wizualne mają duże znaczenie i niewiele pozostawione jest tu przypadkowi.

Jeszcze na początku kadencji obecnego rządu szerokim echem odbiło się usunięcie europejskich flag zza pleców Beaty Szydło podczas konferencji prasowych. W większości przypadków przedstawiciele rządu do dziś trzymają się tej konwencji. Unijne flagi bywają zresztą ofiarą coraz częstszych ataków. Daniel Passent, którego trudno posądzać o histerię, donosi o przypadkach ich zrywania także z prywatnych domów. Opozycja stara się wyjść temu naprzeciw, organizując swoje konferencje prasowe z polską i unijną flagą w tle.

Stosunek do polskiej flagi najdobitniej wyraził też Jarosław Kaczyński. Po pierwsze, twierdząc, że sympatycy KOD-u protestujący pod biało-czerwonymi flagami popełniają wielkie „oszustwo”. Po drugie, odmawiając Donaldowi Tuskowi prawa do używania polskich barw po jego powtórnym wyborze na stanowisko Przewodniczącego Rady Europejskiej. Nietrudno domyślić się, że prawo decydowania o tym, kto i jak może używać polskiej flagi, pozostaje w rękach Kaczyńskiego. Stąd biało-czerwona chorągiew w rękach opozycji jest bluźnierstwem, ale rozmoknięta biało-czerwona pelerynka na krągłym brzuszku prezesa jest już w porządku.

Nietrudno domyślić się, że prawo decydowania o tym, kto i jak może używać polskiej flagi, pozostaje w rękach Jarosława Kaczyńskiego.

Piotr S. Kozdrowicki

W PiS-ie najwyraźniej na chwilę zapomniano o deklarowanej wcześniej chęci zmieniania godła państwowego. Trudno jednak uwierzyć, by partia Kaczyńskiego odpuściła sobie taką okazję. Można się też spodziewać, że przed obchodami roku 2018 do niej wróci. Jakakolwiek próba majstrowania przy Orle Białym byłaby jednak niczym innym jak zawłaszczaniem przez PiS ostatniego wspólnego dla Polaków symbolu. Nawet jeśli mowa o teoretycznie niewinnych zmianach, jak zamknięcie korony (podkreślenie suwerenności) i dodanie do niej krzyża (chrześcijańskie korzenie), nowe godło zostałoby podszyte jednoznacznie PiS-owskim podtekstem. Swoją drogą warto zauważyć, że godło Rzeczpospolitej w istocie wymaga zmian, bo samo jest sprzeczne z zasadami polskiej heraldyki (sic!) i trudno przekładalne na grafikę wektorową. Projektantami z partii rządzącej z pewnością powodowałyby jednak inne przesłanki.

Stosunek do flagi widać także w działaniach Andrzeja Dudy. W oprawie wizualnej swoich wystąpień ten wręcz ociera się o śmieszność. Duda zwykle występuje na tle szpaleru biało-czerwonych flag, opierając się o mównicę z biało-czerwonym szyldem, w klapie garnituru mając biało-czerwoną wpinkę. Takiego natężenia narodowej symboliki próżno szukać w oprawach jakiejkolwiek innej głowy państwa – może za wyjątkiem Donalda Trumpa. Biało-czerwone wpinki w klapach marynarek pojawiają się też u większości posłów i polityków PiS-u (aż dziwne, że broszki Beaty Szydło zwykle pozostają symbolicznie neutralne).

Zwyczaj pinów w kolorach narodowej flagi noszonych nad butonierką przedstawiciele partii rządzącej podchwycili prawdopodobnie od polityków amerykańskich, bo w wyczulonej na punkcie akcentów narodowych Europie wydaje się on być jednak rzadziej spotykany. W Polsce nie stosują go także przedstawiciele opozycji – jedynie posłowie Nowoczesnej zwykle występują ze swoimi „enkami” w klapie. Pod tym kątem opozycja znów pozostaje w tyle za PiS-em, bo to członkowie tej partii starają się prezentować jako stuprocentowi patrioci noszący biel i czerwień na sercu.

Wszystkie te elementy (w połączeniu choćby z dodawaniem przymiotnika „narodowy” do wszelkich możliwych instytucji) w wykonaniu PiS-u są przejawem polityki, którą można nazwać „przemocą symboliczną”. Ukierunkowana została na zawłaszczenie symboliki, a jeśli to okazałoby się do końca niemożliwe – na takie jej doraźne zwulgaryzowanie, by ośmieszyć każdą inną osobę, która chciałaby z niej teraz skorzystać.

Warto podkreślać, że po demontażu instytucji państwa prawa, zatomizowaniu przestrzeni opinii publicznej czy zrujnowaniu wizerunku Polski za granicą, symbolika narodowa stała się kolejnym celem polityki PiS-u.

* Więcej o polityce wizerunkowej obecnej władzy w jutrzejszym 456. numerze „Kultury Liberalnej”.

Fot. wykorzystana jako ikona wpisu: Max Pixel.

SKOMENTUJ

Nr 455

(40/2017)
2 października 2017

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

NAJPOPULARNIEJSZE

PODOBNE



WAŻNE TEMATY

TEMATY TYGODNIA

drukuj
pobierz jako pdf / wyślij e-mail