Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Czytając > Nabożność humorystów. O...

Nabożność humorystów. O zbiorze „Be haiku” w opracowaniu Beaty Jewiarz, z tłumaczeniami Agnieszki Żuławskiej-Umedy i ilustracjami Ryszarda Kajzera

Piotr Kieżun

„Be haiku” to autorski wybór 20 utworów trzech największych twórców haiku: Bashō, Busona oraz Issy. Wszystkie były już publikowane. Zbiorek Jewiarz przypomina nam jednak o czymś, o czym często zapominamy, myśląc o japońskim haiku – o lekkości i humorze.

Be_haiku_okladka

W 1992 roku wszystkich wielbicieli poezji Czesława Miłosza czekała mała niespodzianka. W dwa lata po ukazaniu się „Roku myśliwego” oraz w rok po publikacji tomu wierszy „Dalsze okolice” na półki księgarni trafił niewielki, czarny tomik z charakterystycznym pastelowym rysunkiem Andrzeja Dudzińskiego na okładce, zatytułowany krótko – Czesław Miłosz „Haiku”.

Nie, wbrew pozorom poeta nie przerzucił się w swojej twórczości na tę najkrótszą chyba na świecie formę liryczną. W książce postanowił po prostu zaprezentować polskim czytelnikom własne przekłady klasycznej poezji haiku oraz nowoczesnych haiku pisanych głównie przez poetów amerykańskich.

Miłosz nie znał japońskiego i korzystał z anglojęzycznych antologii. Jego przekłady nie pretendują więc do miana translatorskich majstersztyków, które starają się oddać – ponieważ tłumacz jest ich świadomy – wszystkie najdrobniejsze odcienie znaczeniowe oryginału. Sam poeta nazwał zbiorek „swoim szkicownikiem prywatnym, danym do wglądu czytelnikowi” [1]. „Haiku” jest zatem raczej zapisem poetyckich i intelektualnych fascynacji Miłosza, niż próbą uporania się z filologiczno-kulturowymi zawiłościami japońskiej liryki. Nie przeszkadza to jednak, by razem z Miłoszem dać się uwieść dalekowschodniej literaturze, która jest wyrazem całkowicie odmiennej wrażliwości.

Ilu czytelników zaraziło się haiku dzięki tomikowi Miłosza? Trudno, rzecz jasna, to oszacować, ale dziś można śmiało stwierdzić, że przynajmniej na jednej osobie lektura utworów wybranych przez poetę pozostawiła niezatarty ślad. Do tego stopnia, że haiku towarzyszy jej do dziś. Chodzi o Beatę Jewiarz, aktorkę, dziennikarkę i animatorkę kultury, której edytorski projekt „Be haiku” – jak sama wyznaje – to bezpośredni owoc obcowania z Miłoszowymi przekładami.

Be-Haiku-2

Czym jest „Be haiku”? To autorski wybór 20 utworów trzech największych twórców klasycznego haiku – Matsuo Bashō (1644–1694), Yosy Busona (1716–1784) oraz Kobayashiego Issy (1763–1827). Za koncepcję książki odpowiada oczywiście Beata Jewiarz, przekłady nie są jednak jej autorstwa. Nie są też autorstwa Czesława Miłosza, czego można by się początkowo spodziewać. Zbiorek nic jednak na tym nie traci, ponieważ tłumaczką wszystkich umieszczonych w nim haiku jest najlepsza w Polsce specjalistka od tej formy japońskiej poezji – Agnieszka Żuławska-Umeda. Co wytrawniejsi czytelnicy znajdą zresztą w „Be haiku” znajome wersy. Każdy utwór był już bowiem publikowany wcześniej, m.in. w słynnej antologii haiku zredagowanej przez tłumaczkę.

Nie w tłumaczeniu jednak ani w nazwiskach twórców haiku leży oryginalność tego wydania. Jego największą wartością jest sam dobór wierszy, w którym widać gust i temperament autorki koncepcji. Jewiarz po części ceni w haiku to, czego zazwyczaj w nim szukamy: akceptację świata takiego, jaki jawi nam się przed oczami; wyczulenie na szczegół, który jest równie ważny jak całość; czułość wobec innych istot; ogołocenie się z własnego „ja” i skupienie się na „takości” rzeczy, jakby powiedział adept buddyzmu zen, z którym haiku, głównie z uwagi na postać Bashō, często jest kojarzone. W haiku wybranych przez Jewiarz znajdziemy też – na tyle, na ile pozwala na to przekład – wszystkie figury stylistyczne, które wiążą się w naszym mniemaniu z japońską estetyką: subtelne aluzje, przemilczenia, wieloznaczności, niedopowiedzenia. Wreszcie uderzy nas w nich to, na co zwracał uwagę Daisetsu T. Suzuki, który w bijącej na Zachodzie rekordy popularności książce „Zen i kultura japońska” analizował haiku przez pryzmat nauk Buddy: skupienie na konkrecie, unikanie intelektualnych dywagacji i szczególny rodzaj powściągliwości. „Nie można – pisał Suzuki – wyobrazić sobie haiku bogatego w idee, spekulacje i obrazy” [2].

Be-Haiku-7

Wszystko to jednak znamy. W zbiorze Jewiarz na pierwszy plan wybija się co innego. Coś, o czym często zapominamy, myśląc o japońskim haiku – humor. Nie ma on nic wspólnego z szyderstwem czy sarkazmem. Nie jest wulgarny, choć bywa rubaszny, jak w jednym z bardziej znanych haiku Issy:

Wieczór – szczyt Fuji
tuż obok mały tyłek
krzykliwej żaby.

Jest to humor, który wiąże się raczej z ciepłą ironią i akceptacją świata niż z uszczypliwością. Przypomina on zresztą o literackich źródłach haiku. Przed epoką Bashō, który podniósł haiku do rangi już nawet nie tyle poezji wysokiej, co swego rodzaju filozofii życia, haikai było po prostu przydawką określającą cechę wierszy, kładącą nacisk na ich komizm [3]. Na przykład wyrażenie haikai no renga oznaczało żartobliwe wiersze łączone. Haiku ma więc ludyczny rodowód i cecha ta przewija się nawet u największych i najpoważniejszych twórców tej liryki. Jak dobitnie pisał o tym Miłosz we wstępie do swojego wyboru: „Humor jest istotną przyprawą haiku i nawet świato-ogląd, jaki wyrażają, można nazwać nabożnością humorystów, stale zdumionych komicznymi stronami naszej codziennej egzystencji. Również współczujące utożsamienie się z drzewem, zwierzęciem, ptakiem, owadem daje okazję do zabawnych z nimi dialogów […]” [4].

Humor w tomiku skomponowanym przez Jewiarz podkreśla jeszcze jeden element – grafiki. Na pierwszy rzut oka są one dość nietypowe jak na ilustrację japońskiej poezji, ale w ostatecznym rozrachunku wydają się doskonale wyrażać idee tego rodzaju literatury. W japońskich utworach spodziewamy się zazwyczaj dwóch rodzajów obrazów. Oba są ściśle związane z tradycją Kraju Kwitnącej Wiśni. Z jednej strony są to ukiyo-e, a więc kolorowe drzeworyty przedstawiające miejskie życie okresu Tokugawa, z drugiej – sumi-e bądź nanshūga, a więc monochromatyczne malarstwo tuszowe. Idealnym stereotypowym zestawem jest haiku z ascetyczną ilustracją wykonaną czarnym tuszem.

Be-Haiku-8

Nie ma w tym zresztą nic dziwnego. Sam Yosa Buson, jeden z trzech największych poetów haiku, był wziętym malarzem w stylu nanshūga [5], a połączenie kaligrafii i malarstwa było tradycyjną formą wyrazu, wykorzystywaną przez wielu twórców. Jewiarz uciekła od tak dosłownego japonizmu i zdecydowała się na współpracę ze znanym plakacistą i projektantem książek Ryszardem Kajzerem. Efekt jest więcej niż oryginalny. Ilustracje Kajzera są, owszem, dość oszczędne w formie, jednak paleta, jaką się posługuje, kipi od żywych kolorów, nakładanych jakby prosto z tuby. Jest w tym wszystkim coś z dziecięcej radości Matisse’a. Z jedną różnicą – Kajzer, jak przystało na twórcę plakatów, posługuje się często rebusem, grą skojarzeń, dwuznacznościami, pokazując przy tym, że plakat i haiku mają ze sobą nadspodziewanie wiele wspólnego. Obie formy twórczej ekspresji starają się zmieścić maksimum treści w minimum formy.

Czym są zatem haiku wybrane i zaprezentowane nam w takiej a nie innej formie przez Beatę Jewiarz? „Wyrazem krótkotrwałego olśnienia, kiedy wglądamy w życie rzeczy” [6], jak chciałby cytowany przez Miłosza największy chyba zachodni znawca haiku H. R. Blyth? „Ekspresją wewnętrznego uczucia, całkowicie pozbawionego doznania ego” [7], jak głosi Daisetsu T. Suzuki? A może „tatuażem na marginesie świadomości” [8], jak haiku metaforycznie nazywa sama Jewiarz?

Pewnie wszystkim po trochu. Z pewnością są też zaproszeniem do spróbowania własnych sił w szalonej sztuce uważności, jaką jest pisanie haiku. Kiedy czytelnik przeczyta już wszystkie dwadzieścia klasycznych utworów zamieszczonych w tomie, napotka stronę, na której autorzy zostawili wykropkowane puste miejsce na trzy tradycyjne wersy haiku. Nie należy się wówczas wahać. Trzeba podnieść głowę znad książki, wziąć głęboki oddech, rozejrzeć się wokoło i spróbować uchwycić w słowie to, co akurat jawi się nam przed oczami. Być może za którymś razem uda nam się sztuka, która tak dobrze wychodziła jednej z najlepszych polskich twórczyń haiku, Jadwidze Stańczakowej – zdumienie światem bez zadęcia i patosu. Jak w tym pogodnym, bezpretensjonalnym haiku:

A pan Mikołaj
obraca się wraz z Ziemią
i nie przystaje.

 

Przypisy:

[1] Czesław Miłosz, „Haiku”, wyd. Księgarnia Haiku, Kraków 2001, s. 18.
[2] Daisetsu T. Suzuki, „Zen i kultura japońska”, przeł. Beata Szymańska, Piotr Mróz, Anna Zalewska, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2009, s. 168.
[3] Mikołaj Melanowicz, „Historia literatury japońskiej”, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2012, s. 225.
[4] Czesław Miłosz, dz. cyt., s. 11.
[5] Ryszard Krynicki, „Haiku. Haiku mistrzów”, Wydawnictwo a5, Kraków 2014, s. 76.
[6] Tamże, s. 10.
[7] Daisetsu T. Suzuki, dz. cyt., s. 147.
[8] „Be haiku”, koncepcja Beata Jewiarz, przeł. Agnieszka Żuławska-Umeda, il. Ryszard Kajzer, wyd. Blue Bird, Warszawa 2017.

Książka:

„Be haiku”, koncepcja Beata Jewiarz, przekł. Agnieszka Żuławska-Umeda, il. Ryszard Kajzer, wyd. Blue Bird, Warszawa 2017.

SKOMENTUJ

Nr 463

(48/2017)
21 listopada 2017

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY

TEMATY TYGODNIA

drukuj
pobierz jako pdf / wyślij e-mail