﻿<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Kultura Liberalna &#187; Karolina Wigura</title>
	<atom:link href="http://kulturaliberalna.pl/tag/karolina-wigura/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://kulturaliberalna.pl</link>
	<description>liberalnie o kulturze</description>
	<lastBuildDate>Sun, 05 Sep 2010 11:17:35 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0.1</generator>
<xhtml:meta xmlns:xhtml="http://www.w3.org/1999/xhtml" name="robots" content="noindex" />
		<item>
		<title>ŁAGOWSKI, TKACZ-JANIK, KŁOPOTOWSKI, LANGGUTH: Czego boi się prawica? (I)</title>
		<link>http://kulturaliberalna.pl/2010/08/24/lagowski-tkacz-janik-klopotowski-langguth-czego-boi-sie-prawica/</link>
		<comments>http://kulturaliberalna.pl/2010/08/24/lagowski-tkacz-janik-klopotowski-langguth-czego-boi-sie-prawica/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 23 Aug 2010 23:23:22 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Temat tygodnia]]></category>
		<category><![CDATA[Agata Tomaszuk]]></category>
		<category><![CDATA[Antonio Negri]]></category>
		<category><![CDATA[Atatürk]]></category>
		<category><![CDATA[Baykal]]></category>
		<category><![CDATA[Bronisław Wildstein]]></category>
		<category><![CDATA[CDU]]></category>
		<category><![CDATA[CHP]]></category>
		<category><![CDATA[CSU]]></category>
		<category><![CDATA[Czego boi się lewica]]></category>
		<category><![CDATA[Dec]]></category>
		<category><![CDATA[Deniz Baykal]]></category>
		<category><![CDATA[Dimitris Tsarouhas]]></category>
		<category><![CDATA[Donald Tusk]]></category>
		<category><![CDATA[Empire]]></category>
		<category><![CDATA[Europa]]></category>
		<category><![CDATA[Ewa Serzysko]]></category>
		<category><![CDATA[FPD]]></category>
		<category><![CDATA[Grzegorz Napieralski]]></category>
		<category><![CDATA[Hardt]]></category>
		<category><![CDATA[Henning Meyer]]></category>
		<category><![CDATA[historia]]></category>
		<category><![CDATA[imigracja]]></category>
		<category><![CDATA[Jarząbek]]></category>
		<category><![CDATA[Józef Pinior]]></category>
		<category><![CDATA[Karolina Dec]]></category>
		<category><![CDATA[Karolina Wigura]]></category>
		<category><![CDATA[Kılıçdaroğlu]]></category>
		<category><![CDATA[kryzys]]></category>
		<category><![CDATA[kryzys lewicy]]></category>
		<category><![CDATA[Kucharczuk]]></category>
		<category><![CDATA[Kultura]]></category>
		<category><![CDATA[Kultura Liberalna]]></category>
		<category><![CDATA[Kłopotowski]]></category>
		<category><![CDATA[Langguth]]></category>
		<category><![CDATA[lewica]]></category>
		<category><![CDATA[liberalizm]]></category>
		<category><![CDATA[Marta Kucharczuk]]></category>
		<category><![CDATA[Meyer]]></category>
		<category><![CDATA[Michael Hardt]]></category>
		<category><![CDATA[Michael Walzer]]></category>
		<category><![CDATA[Napieralski]]></category>
		<category><![CDATA[Negri]]></category>
		<category><![CDATA[Niemcy]]></category>
		<category><![CDATA[NPD]]></category>
		<category><![CDATA[nr 38]]></category>
		<category><![CDATA[nr 84]]></category>
		<category><![CDATA[Obama]]></category>
		<category><![CDATA[Pinior]]></category>
		<category><![CDATA[PiS]]></category>
		<category><![CDATA[PO]]></category>
		<category><![CDATA[polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[prawica]]></category>
		<category><![CDATA[PRL]]></category>
		<category><![CDATA[Rafał Kucharczuk]]></category>
		<category><![CDATA[Republikańska Partia Ludowa]]></category>
		<category><![CDATA[ruchy kontrkulturowe]]></category>
		<category><![CDATA[Sawczuk]]></category>
		<category><![CDATA[Schröder]]></category>
		<category><![CDATA[Serzysko]]></category>
		<category><![CDATA[Social Europe Journal]]></category>
		<category><![CDATA[Stany Zjednoczone]]></category>
		<category><![CDATA[Szawiel]]></category>
		<category><![CDATA[Tadeusz Szawiel]]></category>
		<category><![CDATA[Tomasz Jarząbek]]></category>
		<category><![CDATA[Tomasz Sawczuk]]></category>
		<category><![CDATA[Tomaszuk]]></category>
		<category><![CDATA[Tsarouhas]]></category>
		<category><![CDATA[Turcja]]></category>
		<category><![CDATA[UPR]]></category>
		<category><![CDATA[Walzer]]></category>
		<category><![CDATA[Wigura]]></category>
		<category><![CDATA[Wildstein]]></category>
		<category><![CDATA[wywiad]]></category>
		<category><![CDATA[Łagowski]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://kulturaliberalna.pl/?p=6921</guid>
		<description><![CDATA[<p><em>Szanowni Państwo, w ostatnich dwóch numerach „Kultury Liberalnej” pytaliśmy o współczesny kryzys i lęki lewicy. Pytaliśmy o zdanie przede wszystkim osoby o lewicowych poglądach: od amerykańskich intelektualistów <strong><a href="http://kulturaliberalna.pl/2010/08/10/walzer-szawiel-meyer-czego-boi-sie-lewica-i/" target="_blank">Michaela Walzera</a> </strong>i <a href="http://kulturaliberalna.pl/2010/08/17/pinior-wildstein-hardt-tsarouhas-czego-boi-sie-lewica-ii/" target="_blank"><strong>Michaela Hardta</strong></a>, przez znawców polityki europejskiej takich jak <a href="http://kulturaliberalna.pl/2010/08/10/walzer-szawiel-meyer-czego-boi-sie-lewica-i/" target="_blank"><strong>Henning Meyer</strong></a>, aż po <a href="http://kulturaliberalna.pl/2010/08/17/wielka-pustka/" target="_blank"><strong>Józefa Piniora</strong></a>. Swoje poglądy wypowiedzieli również <strong><a href="http://kulturaliberalna.pl/2010/08/10/walzer-szawiel-meyer-czego-boi-sie-lewica-i/" target="_blank">Tadeusz Szawiel</a> </strong>i </em><em><a href="http://kulturaliberalna.pl/2010/08/17/pinior-wildstein-hardt-tsarouhas-czego-boi-sie-lewica-ii/" target="_blank"><strong>Bronisław Wildstein</strong></a>, kojarzeni z sympatiami prawicowymi. Oto coraz rzadziej spotykany pluralizm! Niezależnie od poglądów, wszyscy zgadzali się, że lewica, tak w Polsce, jak na świecie, pogrążona jest w szczególnym kryzysie tożsamości i strachu przed odpowiedzialnością za własne idee. Cykl tekstów o lewicy będziemy kontynuować. Dziś chcielibyśmy jednak zadać takie samo pytanie o prawicę. Czy polska prawica również znajduje się w podobnym kryzysie? I jeśli tak/nie, to dlaczego? </em></p>
<p><a href="http://kulturaliberalna.pl/2010/08/24/lagowski-tkacz-janik-klopotowski-langguth-czego-boi-sie-prawica/" class="more-link">Przeczytaj resztę artykułu ŁAGOWSKI, TKACZ-JANIK, KŁOPOTOWSKI, LANGGUTH: Czego boi się prawica? (I)&#8230;</a></p>
]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><em>Szanowni Państwo, w ostatnich dwóch numerach „Kultury Liberalnej” pytaliśmy o współczesny kryzys i lęki lewicy. Pytaliśmy o zdanie przede wszystkim osoby o lewicowych poglądach: od amerykańskich intelektualistów <strong><a href="http://kulturaliberalna.pl/2010/08/10/walzer-szawiel-meyer-czego-boi-sie-lewica-i/" target="_blank">Michaela Walzera</a> </strong>i <a href="http://kulturaliberalna.pl/2010/08/17/pinior-wildstein-hardt-tsarouhas-czego-boi-sie-lewica-ii/" target="_blank"><strong>Michaela Hardta</strong></a>, przez znawców polityki europejskiej takich jak <a href="http://kulturaliberalna.pl/2010/08/10/walzer-szawiel-meyer-czego-boi-sie-lewica-i/" target="_blank"><strong>Henning Meyer</strong></a>, aż po <a href="http://kulturaliberalna.pl/2010/08/17/wielka-pustka/" target="_blank"><strong>Józefa Piniora</strong></a>. Swoje poglądy wypowiedzieli również <strong><a href="http://kulturaliberalna.pl/2010/08/10/walzer-szawiel-meyer-czego-boi-sie-lewica-i/" target="_blank">Tadeusz Szawiel</a> </strong>i </em><em><a href="http://kulturaliberalna.pl/2010/08/17/pinior-wildstein-hardt-tsarouhas-czego-boi-sie-lewica-ii/" target="_blank"><strong>Bronisław Wildstein</strong></a>, kojarzeni z sympatiami prawicowymi. Oto coraz rzadziej spotykany pluralizm! Niezależnie od poglądów, wszyscy zgadzali się, że lewica, tak w Polsce, jak na świecie, pogrążona jest w szczególnym kryzysie tożsamości i strachu przed odpowiedzialnością za własne idee. Cykl tekstów o lewicy będziemy kontynuować. Dziś chcielibyśmy jednak zadać takie samo pytanie o prawicę. Czy polska prawica również znajduje się w podobnym kryzysie? I jeśli tak/nie, to dlaczego? </em></p>
<p><em>W pierwszej odsłonie cyklu o prawicy na pytania z polskiej perspektywy odpowiadają: <strong>Bronisław Łagowski</strong>, który neguje tezę o strachu polskiej prawicy, twierdząc, że przepełniona poczuciem triumfu, zapomniała ona zarówno o strachu, jak i odpowiedzialności za cokolwiek; </em><em><strong>Małgorzata Tkacz-Janik</strong>, która pisze, że czas już, by polska prawica zmierzyła się z problemami modernizacyjnymi</em><em>, a także </em><em> </em><em><strong>Krzysztof Kłopotowski</strong>, który twierdzi, że w Polsce prawicy w rzeczywistości nie ma. Tradycyjnie szukamy zewnętrznego punktu odniesienia.  Szczególny charakter niemieckiej prawicowości, rozmytej pomiędzy wiele partii rysuje <a href="http://kulturaliberalna.pl/2010/08/24/langguth-die-unterschiedlich-politisch-inhaltlich-akzentuierte-deutsche-rechte/" target="_blank"><strong>Gerd Langguth</strong></a>. Znany biograf Angeli Merkel sugeruje niejako, że to nie prawica boi się w Niemczech czegokolwiek, ale raczej to demokratyczna Republika Federalna boi się prawicy. Zapraszamy do lektury!</em></p>
<p style="text-align: right;"><strong><em>Redakcja </em></strong></p>
<p style="text-align: center;">* * *</p>
<p><a href="http://kulturaliberalna.pl/wp-content/uploads/2010/08/czego-boi-sie-prawica.jpg"><img class="aligncenter size-medium wp-image-6923" title="czego boi sie prawica" src="http://kulturaliberalna.pl/wp-content/uploads/2010/08/czego-boi-sie-prawica-218x300.jpg" alt="" width="218" height="300" /></a></p>
<hr size="1" noshade="noshade" /><strong><small><a name="0"></a></small></strong><br />
<small><a href="#1">1. ŁAGOWSKI: Żeby się bać, trzeba czuć się za coś odpowiedzialnym</a><br />
<a href="#2">2. TKACZ-JANIK: Rewidowanie anachronicznej tożsamości</a><br />
<a href="#3">3. KŁOPOTOWSKI: Gdzie ta prawica?</a><br />
<a href="#4">4. LANGGUTH: O różnorodności politycznego i treściowego wyakcentowana prawicy niemieckiej</a></small></p>
<hr size="1" noshade="noshade" />
<p style="text-align: center;">* * *</p>
<p><a name="1"><em>Bronisław Łagowski</em></a></p>
<p><strong>Żeby się bać, trzeba czuć się za coś odpowiedzialnym</strong></p>
<p>Istnieje wielka różnica między tym, czego boi się prawica zachodnia, a tym, czego mogłaby się bać polska prawica. Ta ostatnia żyje jednak w nastroju triumfu, niczego się nie boi. Cała historia – dawna i bieżąca – pada jej do stóp. Jej marzeniem jest, aby tak było zawsze i nic jej tego marzenia nie zakłóca.</p>
<p>Wielki strach prawicy zachodniej – myślę o Europie – jest tego rodzaju: gdyby zaczęła otwarcie i swoim pełnym głosem mówić, a zwłaszcza odpowiednio do tego działać, doprowadziłaby do wielkich wstrząsów społecznych albo zmiecenia jej samej przez przeciwników. A najprawdopodobniej do jednego i drugiego. Tym wielkim strachem prawicy jest imigracja. W dyskursie publicznym prawica przedstawia ten problem w postaci zminiaturyzowanej, sprowadzonej do troski o bezpieczeństwo w miastach. Establishment zaś jest doskonale świadomy wybuchowości problemu imigracji i wprowadził odpowiedni system cenzury. Nie ma mowy o otwartym dyskutowaniu na ten temat, czy to w wielkich mediach, czy w środowiskach akademickich. Nawet eksperci wypowiadają się w języku poprawności politycznej. Prawica boi się, że imigranci przychodzący do Europy z obcych kultur staną się – w przewidywanym już czasie – większością tym szybciej, że ludność biała przestała się demograficznie odtwarzać i zmniejsza się nie tylko proporcjonalnie, ale także w liczbach bezwzględnych. Przybysze nie przyjmują norm cywilizacji europejskiej, zresztą nie mogą w ciągu dziesięcioleci przyswoić sobie tego, w co Europejczycy wdrażali się przez stulecia.</p>
<p>Zmiana ludności w danym kraju zmienia wszystko. Krótko mówiąc: Europa w postaci, w której była podziwiana, ze swoimi prawami, liberalną demokracją, pamięcią historyczną i chrześcijaństwem może przestać istnieć. Jaka Europa wyłoni się z obecnej wędrówki ludów? Jednego tylko można być pewnym: nie będzie to „nasza” Europa. Ten strach prawicy jest czymś analogicznym do strachu przed śmiercią pojedynczego człowieka. Działa, zabiega o wygranie wyborów, zawiązuje lub zrywa sojusze, rządzi krajem i wykonuje mnóstwo czynności, które w rzeczywistości są Pascalowskim divertissement – rozrywką, która ma pomóc nie myśleć o tym, co jest nie do zniesienia.</p>
<p>Polska prawica niczego się nie boi. Żeby się bać, trzeba mieć pod swoją opieką coś bardzo cennego i czuć się za to odpowiedzialnym. Znana kiedyś piosenkarka opowiadała o swoim zachowaniu podczas powstania warszawskiego. Sama się dziwiła swojej odwadze. Inni się bali, ona nie. I tłumaczyła to w ten sposób, że ci bojący się zawsze mieli kogoś pod swoją opieką: dziecko albo rodziców, brata lub siostrę, męża lub żonę, a ona była sama. Myślę, że trafnie wskazała na jedną z przyczyn braku bojaźni. Nie widzę, żeby polska prawica czuła się odpowiedzialna za coś cennego. Dlaczego więc miałaby się bać? Wieszczem polskiej prawicy jest poeta, Jarosław Marek Rymkiewicz. On głosi kult masakry. Stosunek do powstania warszawskiego i rola, jaką odgrywa muzeum tego powstania świadczą, że kult śmierci jest polityczną religią niemal całej prawicy. Jeżeli tak bardzo pociąga „nas” masakra, to czego mamy się bać?</p>
<p>Prawica najintensywniej odczuwa swoje istnienie przeżywając bezustannie dawno temu odbyte walki z komunizmem (i z Rosją). Upaja się cokolwiek spóźnionym triumfem. Istnieje więc pewne dla niej zagrożenie: jest nim filozofia przedawnienia i darowania sobie win. Ona podważa wartość treści, wokół których skupiła się polska prawica. Tymczasem widmo filozofii przedawnienia krąży nad Europą, bo bez niej Europa nigdy się nie zjednoczy. Polska prawica powinna bać się zasady przedawnienia, ale się nie boi, bo nie wie, że taki problem w ogóle istnieje.</p>
<p><em>* Bronisław Łagowski, profesor filozofii, historyk idei, publicysta.</em></p>
<p style="text-align: right;"><a href="#0"><small>Do góry</small></a></p>
<p style="text-align: center;">* * *</p>
<p><a name="2"><em>Małgorzata Tkacz-Janik</em></a></p>
<p><strong>Rewidowanie anachronicznej tożsamości</strong></p>
<p>Trudno mówi się w Polsce o podziale na lewicę i prawicę. Dlatego nie odniosę się do niczego wprost, a jedynie dygresyjnie.</p>
<p>Dyskurs utrudnia przede wszystkim brak wystarczająco szerokiej wiedzy społecznej o nowoczesnych rozszerzeniach obu ideologii. O ich nowych alfabetach, o bardzo różnorodnych ekonomicznych podstawach, projektach politycznych. Co więcej, w Polsce niemal nie wspomina się o ich przenikaniu, np. o rozwiązaniach światopoglądowych i gospodarczych, które daleko wykraczają poza ten płaski podział (jak na przykład Green New Deal). Nieliczne ośrodki w Polsce (akademickie, pozarządowe, think tanki), zajmujące się zarówno lewicową, jak i prawicową optyką, lub te z przechyłem na lewo, dość łatwo tłumi się lub komercjalizuje poprzez aprioryczne opiniowanie lewicowej myśli „po staremu”. Czyli jako próby burzenia dobrego, odwiecznego porządku, spokojnego, rodzinnego świata , niedzielnego obiadu i innych „tołstojowskich kategorii”. Czasem nawet, bez ostrzeżenia, miażdży się wszystko, co lewicowe stygmatem „komunistyczny” i bez dyskusji zamyka się drogę do debaty. Koniecznej debaty, która nas nie ominie.</p>
<p>Myślę konkretnymi obrazami. Gdy więc piszę o tłumieniu lewicowej opinii, widzę postpolityczny spór Marka Migalskiego z jego ówczesną Alma Mater, czyli Uniwersytetem Śląskim. Spór ponoć o pryncypia, w którym Migalski, ożywiając demony przeszłości, sprawnie zagrał etykietą „czerwonego uniwersytetu”. Obecnie Marek Migalski skonstruował list dekonstruujący, jak donoszą media, anachroniczność polskiej prawicy. Jeśli więc Redakcja „Kultury Liberalnej” pyta mnie, czy myśląc o prawicy możemy mówić o „wyczerpywaniu się sporów ideologicznych i przesuwaniu się ugrupowań (prawicowych) do postpolitycznego mainstreamu” – biorąc pod uwagę wyżej wymienione sytuacje i patrząc na poczynania posła Parlamentu Europejskiego Migalskiego – odpowiadam: możemy! O komercjalizacji buntu często rozmyślam przy najdłuższym warszawskim barze w Nowym Wspaniałym Świecie na Nowym Świecie w Warszawie. Co do „tołstojowskich kategorii” należy do nich między innymi jadanie posiłków o określonych godzinach, chodzenie spać z kurami, itp. Sarkazm jednak odłóżmy na bok.</p>
<p>Co w tej sytuacji można powiedzieć o kryzysie tak niewyraźnych i zamazanych światopoglądów, których granic i kształtów często nie potrafią dookreślić nawet pozostający ponoć w silnej opozycji ortodoksi z przeciwnych obozów? Można powiedzieć, że muszą mieć pożywkę, najlepiej symboliczną, by w konflikcie o znaczenie symbolu, móc się dookreślać, rozgrzać, poczuć, kim są Oni, a kim są Inni. Niestety to infantylne, zdradza brak wiedzy, prowincjonalny horyzont. Oczywiście można obserwować kłótnie i happeningi przed Pałacem Prezydenckim. Mnożyć słowa i narzędzia opisu. Na przykład można tę sytuację poddać pogłębionej analizie psychologicznej i stwierdzić, że prawica pozostaje w głębokiej depresji oraz że szukając dróg wyjścia z tego stanu graniczącego z CHAD (choroba afektywna dwubiegunowa) karmi się strachem i ludzkim lękiem.</p>
<p>Skąd pochodzi wiedza prawicy na temat tego, czego ludzie boją się najbardziej? Najrzetelniejsze dane o polskim społeczeństwie mają obecnie, jak się wydaje, dwie instytucje: biura badań rynkowych i administracja Kościoła katolickiego, które zapewne wiedzą o nas więcej niż my sami. W Polsce nie będzie ani lewicy, ani prawicy, dopóki rozumność i poszanowanie praworządności wyprzedzał będzie strach lub cynizm. Zatem kolejna dygresja będzie taka: ponad skrajnym podziałem na prawo i lewo jest zawieszona jeszcze „niewidzialna ręka rynku”, która często go neutralizuje, a nawet dematerializuje.</p>
<p>Na koniec konkret: czego może obawiać się prawica polska, która ponoć w przeciwieństwie do lewicy chce wziąć na siebie odpowiedzialność za naród? Bo nie za państwo złożone z kobiet i mężczyzn, ale za naród, historycznie i obecnie złożony niemal wyłącznie z Ojców i Synów. I ich Ojców i Synów, i tak dalej. Ojcowie i Synowie na krzyżach lub same krzyże swą powagą i majestatem przysłaniają obywateli, a szczególnie obywatelki, dlatego też polska prawica na pewno powinna poważnie rozważyć swój stosunek do coraz bardziej świeckiego, kobiecego elektoratu. Coraz silniej wyemancypowanego, żeby nie rzec sfeminizowanego. Od kilku lat wyraźnie widać, że w tym zakresie z prawej strony wszystkie tricki marketingu politycznego są dozwolone, a wypowiedzi programowe dekorowane równouprawnieniem są skupione bardziej na wizerunku niż na zawartości merytorycznej. Przykład? Wśród nielicznych całościowo pomyślanych dokumentów na polskim rynku idei (zarówno z prawa, z lewa, jak i ze środka) wyróżnia się tegoroczna (dodajmy kolejna) odsłona PiS-owskiego projektu Konstytucji.</p>
<p>W oryginalnym projekcie z 2005 roku był zapis o prawach kobiet, obecnie już go tam nie ma. PiS oczywiście nadal „lubi kobiety” – ciągle to słyszymy. „Lubi pracować z kobietami”, ale nie dąży do realnej zmiany pozycji kobiet. Przeciwnie – polska prawica od 20 lat przerzuca kolejne obowiązki z państwa na rodzinę (czytaj: na kobiece barki). Kobiety ewentualnie pełnią funkcję dekoratywną, niczym trzy posłanki z billboardów Jarosława Kaczyńskiego z 2009 roku („Czyny, nie cuda”). Formatka kobiety PiS AD 2010 to istota, która jest zależna przede wszystkim od małżeństwa (wyłącznie jako związku kobiety i mężczyzny), od mężczyzny oraz może pełnić funkcje rozrodcze. Jak ma się do tego „statystyczna Polka”, która być może nie zna nowoczesnych i nadal nie znajdujących odzwierciedlenia w polskich realiach równościowych zapisów konstytucji z 1997 roku, ale jest coraz lepiej wykształcona, zna obce języki, podróżuje, mą dostęp do internetu, napotyka na światłych lekarzy i partnerów? Polka na razie się dziwi. Szuka sposobów na przetrwanie tej schizofrenii. Najtrudniej przetrwać to kobietom najuboższym.</p>
<p>Dygresja końcowa: prawica, jeśli chce zrewidować swoją anachroniczną tożsamość, nie musi mierzyć się z analizą klęski wyborczej Kaczyńskiego, jak chce Migalski, ale musi zmierzyć się na przykład z feminizmem i kwestiami kobiecymi w sensie politycznym i kulturowym (z prawem do aborcji, wizerunkiem kobiety w mediach i tak dalej). Krzyż ma wciąż bardzo mocne publicity, więc nadal bastionem kobiecego elektoratu prawicy jest Kościół katolicki, zwłaszcza jego rytualność i działalność charytatywna, która niemal „naturalnie” przyciąga kobiety. Ale i tam jest coraz więcej pęknięć, blizn i coraz mniej bezrefleksyjnego strachu.</p>
<p><em>* Małgorzata Tkacz-Janik, literaturoznawczyni, feministka, współprzewodnicząca partii Zieloni 2004.</em></p>
<p style="text-align: right;"><a href="#0"><small>Do góry</small></a></p>
<p style="text-align: center;">* * *</p>
<p><a name="3"><em>Krzysztof Kłopotowski</em></a></p>
<p><strong>Gdzie ta prawica?</strong></p>
<p>Musisz dobrze się rozejrzeć, żeby zobaczyć prawicę w naszym kraju. Uważane za prawicę PiS jest chrześcijańską socjaldemokracją narodową. Uchodząca za prawicę liberalną PO jest bezideową partią władzy, która staje się frontem jedności narodu przy korytku. A prawdziwa prawica to wolny rynek, odpowiedzialność jednostki za własny dobrobyt, plus tradycja, minus państwo opiekuńcze. Prawdziwą prawicę stanowią sympatycy UPR. Niestety, partia ta została zepchnięta na margines przez sposób bycia wieloletniego, byłego lidera. Szkoda. Taka prawica jest w Polsce potrzebna; osadza społeczeństwo w rzeczywistości po zamęcie realnego socjalizmu. To otrzeźwiające ciągle słyszeć: masz tyle, ile sam sobie wypracujesz, nic się nikomu z góry nie należy.</p>
<p>Dlaczego PiS uchodzi za prawicę? Ponieważ jest w historycznym sprzeciwie do tego, co w Polsce podaje się za lewicę. Rzekoma lewica postkomunistyczna ma wielki wpływ w mediach i akademii, więc narzuca pojęcia w debacie publicznej. Fałsz ideologiczny spaja z kłamstwem założycielskim III Rzeczypospolitej. PiS je podważa, za co jest obrzucane obelgami, a obelga „prawicowości” jest poręczna jako przeciwieństwo tej „lewicowości” i stygmat w spadku po komunistycznej propagandzie antyprawicowej. Fałsz siedzi tu na kłamstwie i pomówieniem pogania.</p>
<p>Kryzys prawicowej tożsamości, o który pyta Redakcja, polega więc na nadużyciu pojęć.</p>
<p>Jest jeszcze nowa lewica wokół „Krytyki Politycznej”, ale to na razie „pocieszne wykwintnisie”, jak damy, które 250 lat temu wprowadzały w Polsce francuskie nowinki. Czy wyrośnie z tego poważne nowe Oświecenie, dopiero się okaże. „KP” może być natomiast katalizatorem nowej prawicy, która niemrawo tworzy się wokół pisma „44”, próbując odrodzić ideę polskiego mesjanizmu. Wątpię jednak, by wyrosła z „Czwórek” prawdziwa, czyli trzeźwa, rynkowa pracowita prawica, która tworzy bogactwo narodowe.</p>
<p>Pomówmy więc o bytach, które uchodzą w Polsce za prawicę: PiS i PO. Kryzys polityki partyjnej, diagnozowany przez Redakcję jako wyczerpanie się sporów ideologicznych i przejście w postpolitykę, dotyczy tylko PO. Partia ta ma za wiele mechanizmów swej władzy do ukrycia, żeby dopuszczać poważną debatę ideową. Zaraz nastąpiłyby zbyt trudne pytania: jeśli podobno wierzycie w liberalizm, to gdzie jest równość podmiotów gospodarczych na wolnym rynku? Jeśli serio traktujecie wolność słowa, to dlaczego napadacie na autorów dwóch krytycznych biografii Wałęsy? Jeśli cenicie pluralizm poglądów, to czemu niszczycie media publiczne za to, że pod kontrolą PiS wyłamały się z chóru chwalców III Rzeczpospolitej? Wierzycie ponoć w demokrację, ale próbujecie cofnąć dotowanie partii politycznych z budżetu państwa, dobrze wiedząc, że grozi to władzą oligarchii przez finansowanie partii z pieniędzy biznesu i banków, już nie mówiąc o lewej kasie z szemranych interesów. Na te pytania PO nie ma odpowiedzi, więc błaznuje, postpolitycznie odwracając uwagę opinii publicznej.</p>
<p>Natomiast PiS znajduje się w kryzysie z innego powodu. Ma za dużą ambicję reformowania  państwa w stosunku do posiadanych sił. Jest w kontrze do wielkiej części elity III Rzeczypospolitej, a nie ma dosyć własnej, żeby ją wymienić; ani pieniędzy, żeby ją przekupić; ani władzy, żeby ją zastraszyć. Nie ma też atrakcyjnej idei, żeby ją pozyskać. Dla tej części elity taką ideą nie jest odrodzenie II Rzeczypospolitej, gdyż silne polskie państwo narodowe wymagałoby lojalności od lokalnych beneficjentów zagranicznych korporacji, fundacji i stypendiów. Żądałoby szacunku dla siebie wbrew zacofaniu cywilizacyjnemu. Oparłoby się o narodowy katolicyzm pomimo duchowego wyczerpania Kościoła katolickiego i wrogości do katolicyzmu ważnej części elity III Rzeczypospolitej. Postpolityka to ostatnia rzecz, jaką można by zarzucić PiS. Już prędzej nadmiar ideowości w większości obojętnym społeczeństwie polskim początku XXI wieku.</p>
<p>Na polskiej prawicy stanęły na przeciw siebie dość cyniczna PO i nieco anachroniczne PiS. Nie wiem, komu rzeczywistość przyzna rację. Naprawdę nie wiem.</p>
<p><em>* Krzysztof Kłopotowski, dziennikarz i krytyk filmowy.</em></p>
<p style="text-align: right;"><a href="#0"><small>Do góry</small></a></p>
<p style="text-align: center;">* * *</p>
<p><a name="4"><em>Gerd Langguth</em></a></p>
<p><strong>O różnorodności politycznego i treściowego wyakcentowana prawicy niemieckiej </strong></p>
<p style="text-align: right;"><a href="http://kulturaliberalna.pl/2010/08/24/langguth-die-unterschiedlich-politisch-inhaltlich-akzentuierte-deutsche-rechte/" target="_blank"><em><strong>[Czytaj także po niemiecku]</strong></em></a></p>
<p>Aby wypowiedzieć się na temat sytuacji prawicy w Niemczech, należy najpierw zastanowić się, co należy przez nią rozumieć. Co prawda w Niemczech, podobnie jak i w innych krajach europejskich, istnieje schemat podziału lewica – prawica. Niemiecka prawica nie istnieje jednak w zwartej formie; jest raczej, pod względem politycznym i treściowym, różnorodnie wyakcentowana w spektrum sceny politycznej. Do tego należy rozróżnić prawicę demokratyczną od ekstremistycznej. Do tej ostatniej należą Narodowodemokratyczna Partia Niemiec (NPD), a także na przykład Niemiecka Unia Ludowa (DVU). Partie ekstremistyczne przekroczyły co prawda w niektórych landach pięcioprocentowy próg w wyborach, nie zdarzyło się to jednak na poziomie federalnym.</p>
<p>Unia Chrześcijańsko-Demokratyczna tradycyjnie nigdy nie była partią prawicową. Jej historyczne korzenie tkwią w trzech nurtach: socjalnym, liberalnym i konserwatywnym. Dlatego CDU w tym sensie nigdy nie była partią czysto konserwatywną czy prawicową, nawet jeśli w jej szeregach są członkowie, którzy określiliby się jako „prawicowi” czy „narodowo-konserwatywni”. Co interesujące, CDU, choć bardziej konserwatywna niż na przykład SPD, była od pierwszych lat Republiki Federalnej partią prawdziwie proeuropejską – podczas gdy socjaldemokraci przez długie lata uważali drogę ku europejskiej integracji za niewłaściwą. Również kanclerz Merkel nie określiłbym jako polityk prawicowej. To skoncentrowana na rozwiązywaniu problemów, nieideologiczna, pragmatyczna i elastyczna osoba. Nie reprezentuje żadnej opcji ideologicznej. Jest z pewnością przekonaną zwolenniczką społecznej gospodarki rynkowej, ale wielokrotnie w czasach Wielkiej Koalicji prezentowała gotowość, by zdecydowanie wychodzić naprzeciw oczekiwaniom socjaldemokratów z CDU i SPD.</p>
<p>Istnieją jeszcze dwie partie, które od czasu do czasu zalicza się do prawicowych: bawarska CSU i liberalna FDP. CSU na wiele sposobów prezentuje pozycje bardziej konserwatywne niż CDU, nieobce są jej również poglądy populistyczne. Nie nazwałbym jej jednak po prostu partią prawicową, jako że istnieje w niej silne skrzydło socjalne. Z kolei liberałowie, którzy, gdy chodzi o kwestie gospodarcze, prezentują poglądy raczej prawicowe, w przypadku innych problemów (na przykład komórki macierzyste czy równouprawnienie gejów i lesbijek) pokazują raczej lewicową twarz.</p>
<p>Gdyby CDU, CSU, czy FDP klarowniej zdefiniowały się jako prawicowe, utraciłyby w Niemczech zdolność do budowania większości parlamentarnej. W Republice Federalnej istnieją oczywiście wyborcy, którzy uważają się za prawicowych, znajdujący się raczej na prawo od dzisiejszej CDU. Jednak historyczną zasługą CDU i CSU jest to, że udało im się zintegrować owych zdecydowanych wyborców prawicowych i konserwatywnych – narodowo-konserwatywnych, wypędzonych, czy tych, którzy krytycznie patrzą na kwestie związane z imigracją. Dlatego, jak dotąd na poziomie federalnym nie było sukcesu partii, która znajdowałaby się na prawo od CDU.</p>
<p>W Republice Federalnej nie istnieje, z wyjątkiem liberalnej FDP, żadna partia, która reprezentowałaby politykę gospodarczą w rozumieniu neoliberalnym. Neoliberalizm być może pasuje w jakiś sposób do FDP. CDU reprezentuje koncepcję społecznej gospodarki rynkowej, którą utożsamiać należy ze sprzeciwem wobec tego, co rozumie się dziś pod pojęciem neoliberalizmu. Społeczny wymiar gospodarki rynkowej jest akcentowany przez CDU w o wiele większym stopniu niż przez FDP.</p>
<p>Te osoby w Niemczech, które określają się jako prawicowe, w czasach zimnej wojny obawiały się głównie rozprzestrzenienia się sowieckiego imperializmu. Z tego powodu Konradowi Adenauerowi nie było trudno przekonać swoich rodaków do idei silnej Europy Zachodniej, która przede wszystkim byłaby odporna na rozszerzenie się komunistycznego sposobu myślenia. Byli jednak w Niemczech także politycy prawicowi, którzy bynajmniej nie zgadzali się z tą koncepcją, a raczej przekonani byli o szczególności drogi niemieckiej, możliwości zbliżenia dwóch niemieckich państw i stworzenia neutralnego wspólnego państwa. W Zachodnich Niemczech istniał wówczas silny proamerykański nurt myślenia, choć jednocześnie istniały też przekonania, które z przyczyn kulturowych nie przyniosły wielkich sympatii dla USA.</p>
<p><em>*Gerd Langguth, politolog, publicysta, w przeszłości także polityk CDU. Jest autorem politycznych biografii kanclerz Angeli Merkel (2005) oraz prezydenta Republiki Federalnej Horsta Köhlera (2007).</em></p>
<p style="text-align: right;"><a href="#0"><small>Do góry</small></a></p>
<p style="text-align: right;"><em>** Autor ilustracji: <strong>Rafał Kucharczuk.</strong></em><br />
<em>*** Współpraca: <strong>Tomasz Sawczuk, Ewa Serzysko</strong>.</em></p>
<p style="text-align: left;"><em><br />
</em></p>
<p style="text-align: left;"><em><strong>„Kultura Liberalna” nr 85 (35/2010) z 24 sierpnia 2010 r.</strong></em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://kulturaliberalna.pl/2010/08/24/lagowski-tkacz-janik-klopotowski-langguth-czego-boi-sie-prawica/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>6</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>MARCZEWSKI: „Nie” dla frontu, „tak” dla sojuszy. W odpowiedzi Cezaremu Michalskiemu (I)</title>
		<link>http://kulturaliberalna.pl/2010/08/24/marczewski-%e2%80%9cnie%e2%80%9d-dla-frontu-%e2%80%9ctak%e2%80%9d-dla-sojuszy-w-odpowiedzi-cezaremu-michalskiemu/</link>
		<comments>http://kulturaliberalna.pl/2010/08/24/marczewski-%e2%80%9cnie%e2%80%9d-dla-frontu-%e2%80%9ctak%e2%80%9d-dla-sojuszy-w-odpowiedzi-cezaremu-michalskiemu/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 23 Aug 2010 23:22:33 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Szybki komentarz]]></category>
		<category><![CDATA[Agata Szczęśniak]]></category>
		<category><![CDATA[Agata Tomaszuk]]></category>
		<category><![CDATA[Antonio Negri]]></category>
		<category><![CDATA[Atatürk]]></category>
		<category><![CDATA[Baykal]]></category>
		<category><![CDATA[Bronisław Wildstein]]></category>
		<category><![CDATA[Carl Schmitt]]></category>
		<category><![CDATA[CDU]]></category>
		<category><![CDATA[CHP]]></category>
		<category><![CDATA[CSU]]></category>
		<category><![CDATA[Czego boi się lewica]]></category>
		<category><![CDATA[Dec]]></category>
		<category><![CDATA[Deniz Baykal]]></category>
		<category><![CDATA[Dimitris Tsarouhas]]></category>
		<category><![CDATA[Donald Tusk]]></category>
		<category><![CDATA[Empire]]></category>
		<category><![CDATA[Europa]]></category>
		<category><![CDATA[Ewa Serzysko]]></category>
		<category><![CDATA[FPD]]></category>
		<category><![CDATA[Front Ludowy]]></category>
		<category><![CDATA[Gazeta Wyborcza]]></category>
		<category><![CDATA[Grzegorz Napieralski]]></category>
		<category><![CDATA[GW]]></category>
		<category><![CDATA[Hardt]]></category>
		<category><![CDATA[Henning Meyer]]></category>
		<category><![CDATA[historia]]></category>
		<category><![CDATA[imigracja]]></category>
		<category><![CDATA[Jarosław Kaczyński]]></category>
		<category><![CDATA[Jarosław Kuisz]]></category>
		<category><![CDATA[Jarząbek]]></category>
		<category><![CDATA[Józef Pinior]]></category>
		<category><![CDATA[Karolina Dec]]></category>
		<category><![CDATA[Karolina Wigura]]></category>
		<category><![CDATA[Kılıçdaroğlu]]></category>
		<category><![CDATA[KP]]></category>
		<category><![CDATA[Kryształowy Pałac]]></category>
		<category><![CDATA[Krytyka Polityczna]]></category>
		<category><![CDATA[kryzys]]></category>
		<category><![CDATA[kryzys lewicy]]></category>
		<category><![CDATA[Kucharczuk]]></category>
		<category><![CDATA[Kuisz]]></category>
		<category><![CDATA[Kultura]]></category>
		<category><![CDATA[Kultura Liberalna]]></category>
		<category><![CDATA[Kłopotowski]]></category>
		<category><![CDATA[Langguth]]></category>
		<category><![CDATA[lewica]]></category>
		<category><![CDATA[liberalizm]]></category>
		<category><![CDATA[Marta Kucharczuk]]></category>
		<category><![CDATA[Meyer]]></category>
		<category><![CDATA[Michael Hardt]]></category>
		<category><![CDATA[Michael Walzer]]></category>
		<category><![CDATA[modernizacja]]></category>
		<category><![CDATA[Napieralski]]></category>
		<category><![CDATA[Negri]]></category>
		<category><![CDATA[Niemcy]]></category>
		<category><![CDATA[NPD]]></category>
		<category><![CDATA[nr 38]]></category>
		<category><![CDATA[nr 84]]></category>
		<category><![CDATA[nr 85]]></category>
		<category><![CDATA[Obama]]></category>
		<category><![CDATA[Paweł Marczewski]]></category>
		<category><![CDATA[Pinior]]></category>
		<category><![CDATA[PiS]]></category>
		<category><![CDATA[PO]]></category>
		<category><![CDATA[polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[prawica]]></category>
		<category><![CDATA[PRL]]></category>
		<category><![CDATA[Rafał Kucharczuk]]></category>
		<category><![CDATA[Republikańska Partia Ludowa]]></category>
		<category><![CDATA[ruchy kontrkulturowe]]></category>
		<category><![CDATA[Sawczuk]]></category>
		<category><![CDATA[Schröder]]></category>
		<category><![CDATA[Serzysko]]></category>
		<category><![CDATA[Sloterdijk]]></category>
		<category><![CDATA[Social Europe Journal]]></category>
		<category><![CDATA[Solidarność]]></category>
		<category><![CDATA[Stany Zjednoczone]]></category>
		<category><![CDATA[Szawiel]]></category>
		<category><![CDATA[Tadeusz Szawiel]]></category>
		<category><![CDATA[Tomasz Jarząbek]]></category>
		<category><![CDATA[Tomasz Sawczuk]]></category>
		<category><![CDATA[Tomaszuk]]></category>
		<category><![CDATA[Tsarouhas]]></category>
		<category><![CDATA[Turcja]]></category>
		<category><![CDATA[UPR]]></category>
		<category><![CDATA[Walzer]]></category>
		<category><![CDATA[Wigura]]></category>
		<category><![CDATA[Wildstein]]></category>
		<category><![CDATA[wywiad]]></category>
		<category><![CDATA[Łagowski]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://kulturaliberalna.pl/?p=6998</guid>
		<description><![CDATA[<p><em>Paweł Marczewski</em></p>
<p><strong>„Nie” dla frontu, „tak” dla sojuszy. W odpowiedzi Cezaremu Michalskiemu</strong></p>
<p>Cezary Michalski dał wyraz (<em><a href="http://www.krytykapolityczna.pl/CezaryMichalski/Niemawroganalewicy/menuid-291.html" target="_blank">http://www.krytykapolityczna.pl/CezaryMichalski/Niemawroganalewicy/menuid-291.html</a></em>) swojemu rozczarowaniu tekstami zamieszczonymi w naszym cyklu o obawach współczesnej lewicy. Szczególnie podpadł Michalskiemu, co nie jest specjalnym zaskoczeniem, Bronisław Wildstein, zarzucający środowisku „Krytyki Politycznej” elitaryzm. W gruncie rzeczy nie chodzi jednak o to, czy Bronisław Wildstein czyta publikacje „KP”, czy po prostu automatycznie przenosi na nią argumenty, jakie od lat wysuwał przeciwko „Gazecie Wyborczej” („poczucie wyższości w stosunku do własnego narodu, połączone z kompleksem niższości wobec mitycznej Europy”) i tym samym umyka mu cały szereg poglądów, którym dają wyraz ludzie „Krytyki”, a które nigdy nie mogłyby się znaleźć na łamach „GW” (choćby całkowicie odmienna ocena przemian gospodarczych po 1989 roku lub podkreślana przez Michalskiego strategiczna neutralność wobec kandydatury Jarosława Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich). Tak naprawdę, jak pisze Michalski, „dużo ważniejsze jest to, gdzie się Wildstein myli tym razem i na czyje zaproszenie. Otóż myli się niestety na portalu »Kultury Liberalnej«, myli się na zaproszenie środowiska, które bardzo lubię i w którym widziałem nie tylko rówieśników, ale i potencjalnych sojuszników »Krytyki Politycznej« w moim wymarzonym Froncie Ludowym na rzecz modernizacji Polski”.</p>
<p><a href="http://kulturaliberalna.pl/2010/08/24/marczewski-%e2%80%9cnie%e2%80%9d-dla-frontu-%e2%80%9ctak%e2%80%9d-dla-sojuszy-w-odpowiedzi-cezaremu-michalskiemu/" class="more-link">Przeczytaj resztę artykułu MARCZEWSKI: „Nie” dla frontu, „tak” dla sojuszy. W odpowiedzi Cezaremu Michalskiemu (I)&#8230;</a></p>
]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><em>Paweł Marczewski</em></p>
<p><strong>„Nie” dla frontu, „tak” dla sojuszy. W odpowiedzi Cezaremu Michalskiemu</strong></p>
<p>Cezary Michalski dał wyraz (<em><a href="http://www.krytykapolityczna.pl/CezaryMichalski/Niemawroganalewicy/menuid-291.html" target="_blank">http://www.krytykapolityczna.pl/CezaryMichalski/Niemawroganalewicy/menuid-291.html</a></em>) swojemu rozczarowaniu tekstami zamieszczonymi w naszym cyklu o obawach współczesnej lewicy. Szczególnie podpadł Michalskiemu, co nie jest specjalnym zaskoczeniem, Bronisław Wildstein, zarzucający środowisku „Krytyki Politycznej” elitaryzm. W gruncie rzeczy nie chodzi jednak o to, czy Bronisław Wildstein czyta publikacje „KP”, czy po prostu automatycznie przenosi na nią argumenty, jakie od lat wysuwał przeciwko „Gazecie Wyborczej” („poczucie wyższości w stosunku do własnego narodu, połączone z kompleksem niższości wobec mitycznej Europy”) i tym samym umyka mu cały szereg poglądów, którym dają wyraz ludzie „Krytyki”, a które nigdy nie mogłyby się znaleźć na łamach „GW” (choćby całkowicie odmienna ocena przemian gospodarczych po 1989 roku lub podkreślana przez Michalskiego strategiczna neutralność wobec kandydatury Jarosława Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich). Tak naprawdę, jak pisze Michalski, „dużo ważniejsze jest to, gdzie się Wildstein myli tym razem i na czyje zaproszenie. Otóż myli się niestety na portalu »Kultury Liberalnej«, myli się na zaproszenie środowiska, które bardzo lubię i w którym widziałem nie tylko rówieśników, ale i potencjalnych sojuszników »Krytyki Politycznej« w moim wymarzonym Froncie Ludowym na rzecz modernizacji Polski”.</p>
<p>Jakoś nie chce mi się wierzyć, żeby Cezary Michalski nie zauważył, iż krytykowany przez niego głos jest częścią większego cyklu wypowiedzi i uzupełnia wachlarz opinii o głos reprezentatywny dla określonego środowiska i formacji intelektualnej. Tak naprawdę chodzi o wywołanie do tablicy środowiska „Kultury Liberalnej”, pogrożenie nam palcem i sprowokowanie do odpowiedzi prostą naganą „Publikujecie Wildsteina, więc na pewno myślicie tak jak Wildstein”; naganą, której sam publicysta „KP” nie jest zapewne skłonny wygłosić z pełną powagą.</p>
<p>Idzie zatem nie tyle o dyskusję nad obrazem środowiska nowej lewicy, który wyłania się z opinii Wildsteina, ale raczej o wysondowanie możliwości stworzenia owego wymarzonego przez Michalskiego Frontu Ludowego modernizatorów. To dlatego Michalski sięga również po wypowiedź Józefa Piniora, wskazuje, że „jego ocena »Krytyki Politycznej« jako salonowych oportunistów wydaje mi się smutnym przestrzeleniem” i przekonuje, że „nie ma wroga na lewicy”. Jeśli w istocie chodzi przede wszystkim o możliwości sformowania szerokiego frontu na rzecz modernizacji Polski, to jest to już kwestia, dla której warto dać się sprowokować.</p>
<p>Zacznijmy od tego, że już sama retoryka Frontu Ludowego więcej zaciemnia, niż rozjaśnia. Wrzuca do jednego wora tradycjonalistów wszelkiej maści i obsadza ich w roli współczesnych faszystów, którym należy się przeciwstawić za wszelką cenę i bez względu na różnice ideowe. Tak jakby sceptycyzm lub lęk wobec modernizacji były śmiertelnymi zagrożeniami, a peryferyjność piekłem na miarę Trzeciej Rzeszy. W gruncie rzeczy jest to język, który okazuje się dla nowej lewicy zabójczy. Skazuje ją na oglądanie wszystkiego z perspektywy Sloterdijkowskiego Kryształowego Pałacu, nowoczesnej, progresywnej oazy, która okazuje się ostatecznym horyzontem dążeń modernizatorów. Dziś wzywanie do działania za pomocą ukutego w latach 30. hasła „Nie ma wroga na lewicy” jest w gruncie rzeczy nową formą fałszywej świadomości, która sprawia, że fundamentalny podział na wroga i przyjaciela, uznany za istotę polityczności przez skaptowanego dla lewicy Carla Schmitta, przestaje dotyczyć spraw fundamentalnych.</p>
<p>Sądzę, że część środowiska „KP” jest świadoma zagrożenia, jakie niesie ze sobą retoryczne przestrzelenie, utrata proporcji w wymachiwaniu modernizacyjną flagą. Niechęć do Bronisława Komorowskiego i na wpół przyzwalające milczenie w kwestii kandydatury Kaczyńskiego to nie tylko znak, że kandydat PO oblał dla nich test na modernizatora, wygadując bzdury o prawach zwierząt, biegając do kościoła czy ignorując kwestie ochrony środowiska. Teksty autorów „Krytyki” na temat obecności krzyża na Krakowskim Przedmieściu niekoniecznie pełne były potępienia wobec jego obrońców i zachwytów nad organizowanymi przez przeciwników happeningami, mającymi rzekomo świadczyć o powstaniu „ruchu 10 sierpnia”, modernizacyjnej alternatywy wobec „ruchu 10 kwietnia”, unurzanego w tradycyjnym, martyrologicznym sosie. W tym, co przeczytać można w publikacjach „KP”, obecna jest również tęsknota za Agambenowską „wspólnotą, która nadchodzi” – głęboką, choć opartą na innym fundamencie niż religijny czy narodowy. To właśnie owa tęsknota sprawia, że niektórzy ludzie „Krytyki” wcale nie chcą usunięcia symboli religijnych z przestrzeni publicznej dlatego, że wprowadza to Polskę na ścieżkę ku zachodniej modernizacji. Oni chcieliby owe symbole zastąpić nowymi, świeckimi, o podobnej sile oddziaływania i analogicznej mocy mobilizującej i integrującej. Chodzi o nowe, rewolucyjne święto Najwyższej Istoty; o nowy kalendarz rolniczy, w którym na wzór zamiast imion świętych znajdą się życiorysy rewolucjonistów. W tym sensie Cezary Michalski ma rację, wskazując, że Wildstein się myli, zarzucając „KP” elitaryzm. Problem w tym, że spora część „Krytyki” kocha lud w sposób, który niezbyt pasuje także do modernizacyjnej wizji Michalskiego.</p>
<p>Cóż zatem z perspektywą utworzenia Frontu Ludowego na rzecz modernizacji Polski? Nie ulega wątpliwości, że „Kulturę Liberalną” wiele z „Krytyką Polityczną” łączy – troska o mądrą obecność państwa w gospodarce, równouprawnienie kobiet i mężczyzn, ochronę środowiska i praw zwierząt, o silne, ideowe społeczeństwo obywatelskie (wszystkim tym tematom poświęcaliśmy debaty i tematy tygodnia, w których wypowiadali się również autorzy związani z „KP”). Nie sądzę, żeby na użytek nowej polskiej lewicy trzeba było, jak to czyni Michalski, chować do kieszeni słowo „liberalizm”. Oni doskonale wiedzą, że tradycja liberalna ma różne odcienie i nie przypadkiem Agata Szczęśniak, wicenaczelna „Krytyki Politycznej”, zastanawiając się na łamach „Gazety Świątecznej” nad dziedzictwem „Solidarności”, pisze o polskim „niby-liberalizmie”, upatrującym w kapitalizmie raju na ziemi.</p>
<p>We wszystkich wspomnianych sprawach możliwe, a może nawet konieczne są sojusze. Nie sądzę jednak, żeby szczęśliwym pomysłem było tworzenie „Frontu Ludowego”. Nie tylko dlatego, że paradoksalnie oznacza to ćwiczenie z postpolityki. Również dlatego, że wbrew deklaracji z 14. numeru „Krytyki Politycznej” o przejściu lewicy na stronę prawdy, my wolimy być po stronie zdrowego, a więc pluralistycznego rozsądku. Nawet jeśli oznacza to czasami konieczność wysłuchania głosów nierozsądnych.</p>
<p><em>* Paweł Marczewski, historyk idei, socjolog, eseista. Doktorant w Instytucie Socjologii UW. Członek redakcji „Przeglądu Politycznego” i redakcji „Kultury Liberalnej”. Dziennikarz „Europy – miesięcznika idei”.</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://kulturaliberalna.pl/2010/08/24/marczewski-%e2%80%9cnie%e2%80%9d-dla-frontu-%e2%80%9ctak%e2%80%9d-dla-sojuszy-w-odpowiedzi-cezaremu-michalskiemu/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>KUISZ: Czego nie boi się „Kultura Liberalna”. W odpowiedzi Cezaremu Michalskiemu (II)</title>
		<link>http://kulturaliberalna.pl/2010/08/24/kuisz-czego-nie-boi-sie-%e2%80%9ekultura-liberalna%e2%80%9d-w-odpowiedzi-cezaremu-michalskiemu-ii/</link>
		<comments>http://kulturaliberalna.pl/2010/08/24/kuisz-czego-nie-boi-sie-%e2%80%9ekultura-liberalna%e2%80%9d-w-odpowiedzi-cezaremu-michalskiemu-ii/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 23 Aug 2010 23:21:23 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Szybki komentarz]]></category>
		<category><![CDATA[Agata Szczęśniak]]></category>
		<category><![CDATA[Agata Tomaszuk]]></category>
		<category><![CDATA[Antonio Negri]]></category>
		<category><![CDATA[Atatürk]]></category>
		<category><![CDATA[Baykal]]></category>
		<category><![CDATA[Bronisław Wildstein]]></category>
		<category><![CDATA[Carl Schmitt]]></category>
		<category><![CDATA[CDU]]></category>
		<category><![CDATA[CHP]]></category>
		<category><![CDATA[CSU]]></category>
		<category><![CDATA[Czego boi się lewica]]></category>
		<category><![CDATA[Dec]]></category>
		<category><![CDATA[Deniz Baykal]]></category>
		<category><![CDATA[Dimitris Tsarouhas]]></category>
		<category><![CDATA[Donald Tusk]]></category>
		<category><![CDATA[Empire]]></category>
		<category><![CDATA[Europa]]></category>
		<category><![CDATA[Ewa Serzysko]]></category>
		<category><![CDATA[FPD]]></category>
		<category><![CDATA[Front Ludowy]]></category>
		<category><![CDATA[Gazeta Wyborcza]]></category>
		<category><![CDATA[Grzegorz Napieralski]]></category>
		<category><![CDATA[GW]]></category>
		<category><![CDATA[Hardt]]></category>
		<category><![CDATA[Henning Meyer]]></category>
		<category><![CDATA[historia]]></category>
		<category><![CDATA[imigracja]]></category>
		<category><![CDATA[Jarosław Kaczyński]]></category>
		<category><![CDATA[Jarosław Kuisz]]></category>
		<category><![CDATA[Jarząbek]]></category>
		<category><![CDATA[Józef Pinior]]></category>
		<category><![CDATA[Karolina Dec]]></category>
		<category><![CDATA[Karolina Wigura]]></category>
		<category><![CDATA[Kılıçdaroğlu]]></category>
		<category><![CDATA[KP]]></category>
		<category><![CDATA[Kryształowy Pałac]]></category>
		<category><![CDATA[Krytyka Polityczna]]></category>
		<category><![CDATA[kryzys]]></category>
		<category><![CDATA[kryzys lewicy]]></category>
		<category><![CDATA[Kucharczuk]]></category>
		<category><![CDATA[Kuisz]]></category>
		<category><![CDATA[Kultura]]></category>
		<category><![CDATA[Kultura Liberalna]]></category>
		<category><![CDATA[Kłopotowski]]></category>
		<category><![CDATA[Langguth]]></category>
		<category><![CDATA[lewica]]></category>
		<category><![CDATA[liberalizm]]></category>
		<category><![CDATA[Marta Kucharczuk]]></category>
		<category><![CDATA[Meyer]]></category>
		<category><![CDATA[Michael Hardt]]></category>
		<category><![CDATA[Michael Walzer]]></category>
		<category><![CDATA[modernizacja]]></category>
		<category><![CDATA[Napieralski]]></category>
		<category><![CDATA[Negri]]></category>
		<category><![CDATA[Niemcy]]></category>
		<category><![CDATA[NPD]]></category>
		<category><![CDATA[nr 38]]></category>
		<category><![CDATA[nr 84]]></category>
		<category><![CDATA[nr 85]]></category>
		<category><![CDATA[Obama]]></category>
		<category><![CDATA[Paweł Marczewski]]></category>
		<category><![CDATA[Pinior]]></category>
		<category><![CDATA[PiS]]></category>
		<category><![CDATA[PO]]></category>
		<category><![CDATA[polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[prawica]]></category>
		<category><![CDATA[PRL]]></category>
		<category><![CDATA[Rafał Kucharczuk]]></category>
		<category><![CDATA[Republikańska Partia Ludowa]]></category>
		<category><![CDATA[ruchy kontrkulturowe]]></category>
		<category><![CDATA[Sawczuk]]></category>
		<category><![CDATA[Schröder]]></category>
		<category><![CDATA[Serzysko]]></category>
		<category><![CDATA[Sloterdijk]]></category>
		<category><![CDATA[Social Europe Journal]]></category>
		<category><![CDATA[Solidarność]]></category>
		<category><![CDATA[Stany Zjednoczone]]></category>
		<category><![CDATA[Szawiel]]></category>
		<category><![CDATA[Tadeusz Szawiel]]></category>
		<category><![CDATA[Tomasz Jarząbek]]></category>
		<category><![CDATA[Tomasz Sawczuk]]></category>
		<category><![CDATA[Tomaszuk]]></category>
		<category><![CDATA[Tsarouhas]]></category>
		<category><![CDATA[Turcja]]></category>
		<category><![CDATA[UPR]]></category>
		<category><![CDATA[Walzer]]></category>
		<category><![CDATA[Wigura]]></category>
		<category><![CDATA[Wildstein]]></category>
		<category><![CDATA[wywiad]]></category>
		<category><![CDATA[Łagowski]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://kulturaliberalna.pl/?p=7003</guid>
		<description><![CDATA[<p><em>Jarosław Kuisz</em></p>
<p><strong>Czego nie boi się </strong>„<strong>Kultura Liberalna</strong>”</p>
<p>Nie ukrywamy, iż Cezary Michalski zaskoczył nas swoim tekstem [<a href="http://www.krytykapolityczna.pl/CezaryMichalski/Niemawroganalewicy/menuid-291.html" target="_blank"><strong><em>link</em></strong></a>]. Cykl tekstów pt. „Czego boi się lewica?” oraz „Czego boi się prawica?” zaistniał dopiero w pierwszych odsłonach. Uprzedzaliśmy o tym fakcie, tak na naszych łamach, jak i w publikacji w dzienniku „Polska The Times”. O konfuzji nie może być mowy, na podsumowanie zaproponowanego tematu – naszym zdaniem &#8211; zbyt wcześnie. Co więcej, uczciwie należy zaznaczyć, iż Cezary Michalski został zaproszony przez nas do udziału w dyskusji – jeszcze przed opublikowaniem swojego felietonu. Zaproszenie podtrzymujemy.</p>
<p><a href="http://kulturaliberalna.pl/2010/08/24/kuisz-czego-nie-boi-sie-%e2%80%9ekultura-liberalna%e2%80%9d-w-odpowiedzi-cezaremu-michalskiemu-ii/" class="more-link">Przeczytaj resztę artykułu KUISZ: Czego nie boi się „Kultura Liberalna”. W odpowiedzi Cezaremu Michalskiemu (II)&#8230;</a></p>
]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><em>Jarosław Kuisz</em></p>
<p><strong>Czego nie boi się </strong>„<strong>Kultura Liberalna</strong>”</p>
<p>Nie ukrywamy, iż Cezary Michalski zaskoczył nas swoim tekstem [<a href="http://www.krytykapolityczna.pl/CezaryMichalski/Niemawroganalewicy/menuid-291.html" target="_blank"><strong><em>link</em></strong></a>]. Cykl tekstów pt. „Czego boi się lewica?” oraz „Czego boi się prawica?” zaistniał dopiero w pierwszych odsłonach. Uprzedzaliśmy o tym fakcie, tak na naszych łamach, jak i w publikacji w dzienniku „Polska The Times”. O konfuzji nie może być mowy, na podsumowanie zaproponowanego tematu – naszym zdaniem &#8211; zbyt wcześnie. Co więcej, uczciwie należy zaznaczyć, iż Cezary Michalski został zaproszony przez nas do udziału w dyskusji – jeszcze przed opublikowaniem swojego felietonu. Zaproszenie podtrzymujemy.</p>
<p>Odnieśmy się do głównego zarzutu, dotyczącego nie opinii autorów – którzy na takim forum wygłaszają je przecież na własną odpowiedzialność – lecz ich doboru. Otóż podziały stosowane według klucza personalnego nie służą wymianie poglądów i przynoszą na ogół jeden efekt: zanudzania czytelników tym samym kompletem poglądów w ramach tego samego okienka wystawowego.</p>
<p>W nieoczywistych zestawieniach na łamach „Kultury Liberalnej” – zgodnie z nazwą – poglądy przynajmniej wdają się ze sobą w dialog. W ramach debaty toczącej się w demokracji taka wymiana poglądów jest poniekąd obywatelskim obowiązkiem. Brzmi szumnie i patetycznie? Razi czyjeś ucho? Jeśli tak, tym gorzej dla nas. To banalna codzienność. Przełamywanie pierwszych odruchów polemicznych kryje w sobie także szacunek dla drugiej osoby.</p>
<p>Polska takiej wymiany poglądów &#8211; którą proponujemy na naszych łamach &#8211; potrzebuje także po to, by odchodzić od zacietrzewienia różnych środowisk, które prowadzą do fantastycznego zjawiska masowego: „NIESŁUCHANIA”. W tym punkcie Cezary Michalski ma rację, gdy zwraca uwagę na konieczność rzetelnego poznawania poglądów i pracy wykonanej przez adwersarza. Na pewno stosuje się to do wszystkich.</p>
<p>Póki co „niesłuchanie” ma swój konkretny efekt w postaci blokowania dyskusji na te tematy, które radykalnie wykraczają poza lokalne podwórko. Niektórzy uważają, iż tracimy cenny czas. Być może. Trafniej, abyśmy napisali, że tracimy aktywnych i rzutkich obywateli. Wyruszają szukać szczęścia w miejscach, w których przyziemne problemy życia w skali mikro i makro już rozwiązano. „Głosują nogami”.</p>
<p>Jak widać, rozogniające emocje problemy przeszłości i spory układane wedle klucza personalnego &#8211; z perspektywy znajdowania się po drugiej stronie dowolnej granicy Polski, stają się dla rzesz rodaków błahe.  Pozostawiają je na drugim planie i – trzymając się faktów &#8211; na co dzień wolą życie w Wielkiej Brytanii czy w Niemczech.</p>
<p>Cezaremu Michalskiemu natomiast chętnie zwrócimy uwagę, iż obok intelektualistów, prezentujących problematykę z lokalnej, polskiej perspektywy, doprosiliśmy autorów zagranicznych. Zastosował on tymczasem przedziwny zabieg: „reductio ad criticum”, jakby lewicy poza jego aktualnym środowiskiem nie było, a jeśli jeszcze jest, to powinno zostać wkrótce wchłonięte. To oczywiście nieprawda. Lewica w Polsce jest podzielona i o tym także warto debatować. Wobec wysokiej temperatury sporów w kraju warto zaś je nieco schładzać nieco szerszą perspektywą. Żałować pozostaje tego, gdy za adwersarzy wybiera się jedynie polskich autorów i nadmiernie dużo uwagi poświęca kluczowi personalnemu, który w sumie sprawia, że traci na znaczeniu, czy rozmowę prowadzimy na ten, czy inny temat. Dyskutujmy więc także z Hardtem i Walzerem. Przy dzisiejszych możliwościach komunikacji już od dawna nie jest to niegdysiejsze „gadanie do obrazu”.</p>
<p>Cezary Michalski wreszcie zwraca uwagę na to, iż: „W ostatniej kampanii wyborczej, właśnie z powodu silnej lewicowości społecznej, znaczna część środowiska KP zachowała się inaczej niż klasyczny liberalny salon warszawski (a nawet inaczej niż ja), wygłaszając neutralne komentarze pod adresem kandydata PiS-u i bardzo niechętne pod adresem kandydata PO”.</p>
<p>Jeśli tak, to krytykowanie samego faktu opublikowania przez „Kulturę Liberalną” gościnnego tekstu Bronisława Wildsteina jest chyba przesadą. Pozostajemy za pluralizmem opinii w ramach demokratycznego konsensu i liczymy na dalszą dyskusje.</p>
<p style="text-align: right;"><em>* Jarosław Kuisz, redaktor naczelny „Kultury Liberalnej”. </em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://kulturaliberalna.pl/2010/08/24/kuisz-czego-nie-boi-sie-%e2%80%9ekultura-liberalna%e2%80%9d-w-odpowiedzi-cezaremu-michalskiemu-ii/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>PINIOR, WILDSTEIN, HARDT, TSAROUHAS &#8211; Czego boi się lewica? (II)</title>
		<link>http://kulturaliberalna.pl/2010/08/17/pinior-wildstein-hardt-tsarouhas-czego-boi-sie-lewica-ii/</link>
		<comments>http://kulturaliberalna.pl/2010/08/17/pinior-wildstein-hardt-tsarouhas-czego-boi-sie-lewica-ii/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 16 Aug 2010 23:38:34 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Temat tygodnia]]></category>
		<category><![CDATA[Agata Tomaszuk]]></category>
		<category><![CDATA[Antonio Negri]]></category>
		<category><![CDATA[Atatürk]]></category>
		<category><![CDATA[Baykal]]></category>
		<category><![CDATA[Bronisław Wildstein]]></category>
		<category><![CDATA[CHP]]></category>
		<category><![CDATA[Czego boi się lewica]]></category>
		<category><![CDATA[Dec]]></category>
		<category><![CDATA[Deniz Baykal]]></category>
		<category><![CDATA[Dimitris Tsarouhas]]></category>
		<category><![CDATA[Donald Tusk]]></category>
		<category><![CDATA[Empire]]></category>
		<category><![CDATA[Ewa Serzysko]]></category>
		<category><![CDATA[Grzegorz Napieralski]]></category>
		<category><![CDATA[Hardt]]></category>
		<category><![CDATA[Henning Meyer]]></category>
		<category><![CDATA[historia]]></category>
		<category><![CDATA[Jarząbek]]></category>
		<category><![CDATA[Józef Pinior]]></category>
		<category><![CDATA[Karolina Dec]]></category>
		<category><![CDATA[Karolina Wigura]]></category>
		<category><![CDATA[Kılıçdaroğlu]]></category>
		<category><![CDATA[kryzys lewicy]]></category>
		<category><![CDATA[Kucharczuk]]></category>
		<category><![CDATA[Kultura Liberalna]]></category>
		<category><![CDATA[lewica]]></category>
		<category><![CDATA[liberalizm]]></category>
		<category><![CDATA[Marta Kucharczuk]]></category>
		<category><![CDATA[Meyer]]></category>
		<category><![CDATA[Michael Hardt]]></category>
		<category><![CDATA[Michael Walzer]]></category>
		<category><![CDATA[Napieralski]]></category>
		<category><![CDATA[Negri]]></category>
		<category><![CDATA[nr 38]]></category>
		<category><![CDATA[nr 84]]></category>
		<category><![CDATA[Obama]]></category>
		<category><![CDATA[Pinior]]></category>
		<category><![CDATA[polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[prawica]]></category>
		<category><![CDATA[PRL]]></category>
		<category><![CDATA[Rafał Kucharczuk]]></category>
		<category><![CDATA[Republikańska Partia Ludowa]]></category>
		<category><![CDATA[ruchy kontrkulturowe]]></category>
		<category><![CDATA[Schröder]]></category>
		<category><![CDATA[Serzysko]]></category>
		<category><![CDATA[Social Europe Journal]]></category>
		<category><![CDATA[Stany Zjednoczone]]></category>
		<category><![CDATA[Szawiel]]></category>
		<category><![CDATA[Tadeusz Szawiel]]></category>
		<category><![CDATA[Tomasz Jarząbek]]></category>
		<category><![CDATA[Tomaszuk]]></category>
		<category><![CDATA[Tsarouhas]]></category>
		<category><![CDATA[Turcja]]></category>
		<category><![CDATA[Walzer]]></category>
		<category><![CDATA[Wigura]]></category>
		<category><![CDATA[Wildstein]]></category>
		<category><![CDATA[wywiad]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://kulturaliberalna.pl/?p=6828</guid>
		<description><![CDATA[<p><em>Szanowni Państwo, jakie lęki gnębią lewicę? Zwykle spory toną w zarzutach ad personam. Sprawa jednak rysuje się poważniej. Czy lewica nie potrafi opisać rzeczywistości początku XXI wieku i przedstawić przekonującego, odnoszącego się do namacalnych problemów programu? Jakie proponuje wizje &#8211; po bankructwie utopii, które stanowiły jej fundament? W ubiegłym tygodniu na to pytanie w „Kulturze Liberalnej” (<a href="http://kulturaliberalna.pl/2010/08/10/walzer-szawiel-meyer-czego-boi-sie-lewica-i/" target="_blank">nr 83</a>) odpowiadali <a href="http://kulturaliberalna.pl/2010/08/10/walzer-szawiel-meyer-czego-boi-sie-lewica-i/" target="_blank">Tadeusz Szawiel, Michael Walzer i Henning Meyer</a>. Dziś w zakładce <a href="http://kulturaliberalna.pl/2010/08/17/wielka-pustka/" target="_blank">„Pytając” <strong>Józef Pinior</strong> w rozmowie z <strong>Karoliną Wigurą </strong><strong>tezę o braku lewicy w Polsce</strong></a> stawia wprost. Jego zdaniem, nielewicowa legitymizacja lewicy postpezetpeerowskiej dawno się wyczerpała, lewica postsolidarnościowa poniosła kompletną klęskę, zaś SLD i lewicy kulturowej zabrakło odwagi, by stworzyć program, który wynikałby z czegoś więcej, niż z pragnienia zaspokojenia potrzeby bezpieczeństwa. Z kolei <strong>Bronisław Wildstein</strong> krytykuje propozycje lewicy jako wynik pełnego pychy,  oświeceniowego przekonania, któremu nadal ona hołduje, a mianowicie, iż świat można uporządkować jedną decyzją  woli i jednym wydarzeniem – rewolucją. Współautor słynnej książki </em><em>„</em><em>Imperium</em><em>”</em><em>, <strong>Michael Hardt</strong> polemizuje na łamach </em><em> „</em><em>Kultury Liberalnej</em><em>”</em><em> z ubiegłotygodniowym tekstem Michaela Walzera: twierdząc, że lewicy amerykańskiej nie warto analizować jako monolitu. Ponadto proponuje intrygująco nowe spojrzenie na historię Polskiej Republiki Ludowej. Natomiast <strong>Dimitris Tsarouhas</strong> stawia tezę o neoliberalnej zdradzie przez turecką lewicę jej własnego etosu.</em></p>
<p><a href="http://kulturaliberalna.pl/2010/08/17/pinior-wildstein-hardt-tsarouhas-czego-boi-sie-lewica-ii/" class="more-link">Przeczytaj resztę artykułu PINIOR, WILDSTEIN, HARDT, TSAROUHAS &#8211; Czego boi się lewica? (II)&#8230;</a></p>
]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><em>Szanowni Państwo, jakie lęki gnębią lewicę? Zwykle spory toną w zarzutach ad personam. Sprawa jednak rysuje się poważniej. Czy lewica nie potrafi opisać rzeczywistości początku XXI wieku i przedstawić przekonującego, odnoszącego się do namacalnych problemów programu? Jakie proponuje wizje &#8211; po bankructwie utopii, które stanowiły jej fundament? W ubiegłym tygodniu na to pytanie w „Kulturze Liberalnej” (<a href="http://kulturaliberalna.pl/2010/08/10/walzer-szawiel-meyer-czego-boi-sie-lewica-i/" target="_blank">nr 83</a>) odpowiadali <a href="http://kulturaliberalna.pl/2010/08/10/walzer-szawiel-meyer-czego-boi-sie-lewica-i/" target="_blank">Tadeusz Szawiel, Michael Walzer i Henning Meyer</a>. Dziś w zakładce <a href="http://kulturaliberalna.pl/2010/08/17/wielka-pustka/" target="_blank">„Pytając” <strong>Józef Pinior</strong> w rozmowie z <strong>Karoliną Wigurą </strong><strong>tezę o braku lewicy w Polsce</strong></a> stawia wprost. Jego zdaniem, nielewicowa legitymizacja lewicy postpezetpeerowskiej dawno się wyczerpała, lewica postsolidarnościowa poniosła kompletną klęskę, zaś SLD i lewicy kulturowej zabrakło odwagi, by stworzyć program, który wynikałby z czegoś więcej, niż z pragnienia zaspokojenia potrzeby bezpieczeństwa. Z kolei <strong>Bronisław Wildstein</strong> krytykuje propozycje lewicy jako wynik pełnego pychy,  oświeceniowego przekonania, któremu nadal ona hołduje, a mianowicie, iż świat można uporządkować jedną decyzją  woli i jednym wydarzeniem – rewolucją. Współautor słynnej książki </em><em>„</em><em>Imperium</em><em>”</em><em>, <strong>Michael Hardt</strong> polemizuje na łamach </em><em> „</em><em>Kultury Liberalnej</em><em>”</em><em> z ubiegłotygodniowym tekstem Michaela Walzera: twierdząc, że lewicy amerykańskiej nie warto analizować jako monolitu. Ponadto proponuje intrygująco nowe spojrzenie na historię Polskiej Republiki Ludowej. Natomiast <strong>Dimitris Tsarouhas</strong> stawia tezę o neoliberalnej zdradzie przez turecką lewicę jej własnego etosu.</em></p>
<p style="text-align: right;"><em>Zapraszamy do lektury!</em></p>
<p style="text-align: right;"><strong><em>Redakcja</em></strong></p>
<p><a href="http://kulturaliberalna.pl/wp-content/uploads/2010/08/NOGA.jpg"><img class="aligncenter size-medium wp-image-6829" title="NOGA" src="http://kulturaliberalna.pl/wp-content/uploads/2010/08/NOGA-196x300.jpg" alt="" width="196" height="300" /></a></p>
<p style="text-align: center;">* * *</p>
<hr size="1" noshade="noshade" /><strong><small><a name="0"></a></small></strong><br />
<small><a href="#1">1. JÓZEF PINIOR: Wielka pustka</a><br />
<a href="#2">2. BRONISŁAW WILDSTEIN: Strach przed zmianą <em>status quo</em></a><br />
<a href="#3">3. MICHAEL HARDT: Program wyjścia z paraliżu: USA, Europa, Polska</a><br />
<a href="#4">4. DIMITRIS TSAROUHAS: Lewicy tureckiej wyzwolenie z inercji?</a></small></p>
<hr size="1" noshade="noshade" />
<p style="text-align: center;">* * *</p>
<p><a name="1"><em>Józef Pinior</em></a></p>
<p><a name="1"><strong>Wielka pustka (</strong></a><strong><a href="http://kulturaliberalna.pl/2010/08/17/wielka-pustka/" target="_blank">fragment wywiadu z zakładki <em>„</em>Pytając<em>”</em></a>)</strong></p>
<p>Brak legitymizacji z początku lat 90. jest jedną z przyczyn, dla których lewica w Polsce nigdy nie wyłoniła formacji przywódczej, zdolnej tworzyć wokół siebie politykę z prawdziwego zdarzenia. Brak legitymizacji czy też świadomość tego braku powstrzymywała lewicę przed podejmowaniem spraw społecznych, ekonomicznych, artykułowaniem nowych wizji intelektualnych. Bo przecież do tego trzeba ogromnej odwagi! Gdy zaczyna się robić coś takiego, ma się przeciwko sobie wszystkich – media, inne partie polityczne, nawet państwo. I SLD tej odwagi po prostu nie miało. Skutkiem tego było, że sprawy naprawdę społecznie ważne zostały zostawione populistom: Andrzejowi Lepperowi, radykalnym działaczom związkowym, Prawu i Sprawiedliwości. A tymczasem SLD i młoda lewica w rodzaju „Krytyki Politycznej” zajmowały się poszukiwaniem dla siebie bezpiecznego miejsca. Tym bezpiecznym miejscem w jakimś sensie okazały się właśnie kwestie obyczajowe i kulturowe.</p>
<p>[...] Oczywiście, również te tematy budzą opór. Także wymagają odwagi artykulacji. Ale i tak są bezpieczne, i tak są unikiem. Szczególnie dobrze widać to w ostatnich miesiącach. Oto stajemy oko w oko z problemami o naturze fundamentalnej, z bezwładem państwa, z konstytucją, która kreuje zupełnie absurdalny, groteskowy system polityczny, z walką między prezydentem a premierem, z potężnym kryzysem gospodarczym. Na wszystkich tych płaszczyznach – państwo, system polityczny, gospodarka – lewica była i jest nieobecna! Ja nie wiem jakie jest w tej chwili stanowisko – czy to SLD, czy „Krytyki Politycznej” – w jakiejkolwiek sprawie podstawowej. Na przykład, jednym z najpoważniejszych problemów, jakie stoją dziś przed lewicą, jest, jak dyscyplinować finanse państwa. Lewica na świecie, tam, gdzie istnieje i działa, proponuje między innymi opodatkowanie operacji na rynkach finansowych. Co sekunda obraca się tam nieprawdopodobnymi sumami pieniędzy, miliardami dolarów. Propozycja jest ciekawa, bo z jakiej racji mamy ciągle szukać oszczędności na emerytach, jeśli istnieje takie źródło dodatkowych pieniędzy? Czy spotkała się pani z tego typu dyskusją w Polsce? Bo ja nie. Przecież w Niemczech, w twardym rdzeniu europejskiego kapitalizmu, rząd w Berlinie zdecydował się na wydanie zakazu spekulacji obligacjami rządowymi. I dziwię się, że Grzegorz Napieralski, po dobrym wyniku w kampanii prezydenckiej, nie wykorzystał tego i nie zrobił dużej konferencji z ekonomistami, którzy poddaliby spokojnej, ekonomicznej analizie propozycje rządu Donalda Tuska dotyczące sprawy podatków.</p>
<p style="text-align: right;"><em><strong>Kliknij, aby czytać dalej: <a href="http://kulturaliberalna.pl/2010/08/17/wielka-pustka/" target="_blank">link</a>.</strong></em></p>
<p><em>* Józef Pinior, polityk, prawnik, filozof. W PRL działacz „Solidarności”, aresztowany w 1983 roku i skazany na cztery lata więzienia. Od 1987 roku uczestniczył w próbach reaktywowania PPS. Od 2004 do 2009 poseł do Parlamentu Europejskiego.</em></p>
<p style="text-align: right;"><a href="#0"><small>Do góry</small></a></p>
<p style="text-align: center;">* * *</p>
<p><a name="2"><em>Bronisław Wildstein</em></a></p>
<p><strong>Strach przed zmianą <em>status quo</em></strong></p>
<p><em>I.</em></p>
<p>Jako projekt społeczny, idea lewicy została po raz pierwszy wyraziście sformułowana przez niektóre nurty oświeceniowe w XVIII wieku. W samym centrum tego sposobu myślenia znalazło się uznanie człowieka za byt doskonały. To znaczy taki, który potrafi w sposób racjonalny uporządkować całość swojej rzeczywistości, zrozumieć błędy przeszłości i przy pomocy odpowiednich metod dialektycznych sprawnie zaradzić „przejściowym” niedoskonałościom cywilizacji.</p>
<p>Lewica była zatem od swoich początków buntem wymierzonym w cywilizację, rozumianą jako zwyrodnienie idealnego porządku, w którym człowiek powinien bytować. Towarzyszyła jej wiara, że świat uporządkować można jednym racjonalnym aktem woli: za pomocą rewolucji. Nie miejsce tu, aby wyjaśniać, że klęska komunizmu wynikała z kompromitacji jednego z takich utopijnych, antyrynkowych i antyparlamentarnych projektów lewicowych. Ważne jednak, że załamanie się tego przedsięwzięcia nie pociągnęło za sobą rozliczenia projektu lewicowego jako projektu utopijnego. Spowodowało tylko przesunięcie akcentu, na którym koncentruje się lewica.</p>
<p>Właściwą podstawą współczesnej lewicy są ruchy kontestacyjne i kontrkulturowe lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, z których wywodzi się większość jej dzisiejszych przywódców, a także większa cześć europejskiego establishmentu. Spadkobiercy tych prądów uderzają w fundamenty kulturowe wyznaczające cywilizację Zachodu. Mają nastawienie silnie antyreligijne, zorientowane na podważanie klasycznego ładu etycznego, walczą o przywileje dla szczególnych, niemieszczących się w tradycyjnym porządku grup społecznych, eksponują ideę samoidentyfikacji i w zasadzie nakierowane są indywidualistycznie. W ich rozumieniu społeczeństwo nie jest bytem wspólnym, ale agregatem grup opartym na czasowym kontrakcie. Ten ostatni zawiązuje się – jak twierdzą – na rzecz doraźnego interesu jednostkowego, a nie jakiejś trwałej wspólnoty, która miałaby ową jednostkę niewolić i ograniczać.</p>
<p>W tej chwili jesteśmy świadkami przekładania postulatów, wynikających z takiego nastawienia, na konkretny projekt polityczny. Polska nie jest jeszcze narażona na ofensywę rzeczników kontrkultury (jak kraje Europy zachodniej ze szczególnie dobitnym przykładem Hiszpanii),  której elementami są m.in. aborcja na życzenie, refundowanie metody in vitro czy małżeństwa homoseksualne, a także szczególnie rozumiana opieka nad dzieckiem, nad kobietą czy pracownikami. Ujmując rzecz skrótowo: grupom lewicowym chodzi o to, by podważyć fundamentalny status, jaki ma rodzina w naszej cywilizacji. Owa „opieka” daje daleko idące możliwości interwencji wymiarowi sprawiedliwości i biurokracji państwowej w sam rdzeń relacji rodzinnych. Przyznanie prawa do małżeństwa parom homoseksualnym w ogóle niweczy szczególny status małżeństwa jako związku nastawionego na płodzenie i wychowywanie dzieci. W debacie o in vitro (przedstawianym przez lewicę fałszywie jako metoda pewna, łatwa i rozwiązująca problem bezpłodności) w rzeczywistości chodzi o otwarcie wrót inżynierii genetycznej wszelkiego typu, związanego ze swobodnym manipulowaniem zarodkami.</p>
<p>Lewicowa rewolucja kulturowa – czy też raczej  kontrkulturowa – przeprowadzana jest metodami klasycznymi, to jest przez instytucje państwa i ustanawiane przez nie prawa (choć często odwołuje się do instytucji ponadpaństwowych). Jest to utopijna tendencja do uregulowania całości życia ludzkiego przez prawo, które ma zastąpić tradycyjną etykę i obyczaj, a więc instytucje dużo bardziej elastyczne. Również życie rodzinne miałoby być uregulowane zgodnie z tym duchem i tymi ideami. Projekty konsekwentnie lewicowe są de facto antydemokratyczne. Nadmierne rozbudowywanie prawa redukuje sferę polityki, która jest obszarem wolności i wyboru i w jej miejsce ustanawia twarde, prawne ramy. W efekcie następuje drastyczne ograniczenie wolności indywidualnej i zbiorowej.</p>
<p><em>II.</em></p>
<p>Biznesmen i polityk SLD, Ireneusz Sekuła, miał zwyczaj przyjeżdżać na manifestacje majowe limuzyną z szoferem. Szofer parkował samochód w uliczce obok trasy pochodu, otwierał drzwiczki, Sekuła wysiadał z dymiącym cygarem, które rzecz jasna na ten czas gasił. Następnie przyłączał się do manifestujących, przechodził z nimi parę ulic, po czym udawał się w inną boczną uliczkę, gdzie już czekała na niego limuzyna. Wsiadał do niej i odjeżdżał.</p>
<p>Ten obrazek, pochodzący z lat dziewięćdziesiątych, dobrze oddaje rzeczywistość polityczną ówczesnej polskiej (i nie tylko polskiej) lewicy, która paradoksalnie jest o wiele silniej niż partie prawicowe wpisana w biznes. Polska lewica tamtego czasu wyrastała z komunistycznych porządków, w związku z czym nie mogła jawnie apelować o etatyzm. Uniemożliwiałby jej robienie dodatkowych interesów. Owa „stara lewica”, dawne SLD, emanacja splotu interesów, z którego wyrósł nasz establishment, nie tylko zresztą ekonomiczny, poniosła w ostatnich latach całkowitą klęskę. Nie znaczy to, że klęskę poniósł establishment, który znalazł nowego politycznego reprezentanta, czyli PO. Jednak nie jest on uzależniony od PO, jest raczej na odwrót.</p>
<p>„Nowa polska lewica” boi się analogicznej klęski. Dlatego coraz silniej poszukuje swojej tożsamości w opisanym wcześniej wymiarze kontrkulturowym. Chodzi tu nie tylko o lewicę w rozumieniu elitarnym (jak środowisko „Krytyki Politycznej”), ponieważ deklaracje Grzegorza Napieralskiego i jego otoczenia idą również w tym samym kierunku. W Polsce ma ona jeszcze przed sobą (wygraną przez lewicę w Europie) wojnę z Kościołem. Tu jednak może znaleźć konkurenta w dominującej dziś w naszym kraju amorficznej partii, jaką jest Platforma Obywatelska. Odwołuje się ona do liberalizmu i demonstruje jednocześnie schizofrenię, na jaką zapadł liberalizm już dość dawno. Kadry tej partii dowodzą tego wyraziście. Znajdziemy tam i konserwatywnych liberałów, jak Jarosław Gowin, i postaci typu Janusza Palikota, którego nic od SLD nie różni. Nieprzypadkowo nosił podkoszulek z napisem: „Jestem z SLD”. W sumie PO to partia władzy bez żadnej tożsamości ideowej, która gotowa jest wybrać każde rozwiązanie polityczne, które w danej sytuacji przyniesie jej doraźną korzyść. Efektem owej amorficzności jest na przykład to, że w PO powstają obecnie dwa nieomal przeciwstawne projekty ustawy bioetycznej. To znaczy, że potem wystarczy tylko wybrać, co w konkretnym przypadku będzie bardziej opłacalne Dlatego jest bardzo możliwe, że Platforma odbierze SLD część propagowanych przezeń idei kontrkulturowych, rozcieńczając je zresztą, dzięki czemu staną się bardziej strawne w Polsce &#8211; i pozostawi lewicę bez tożsamości politycznej.</p>
<p>Lewica boi się przede wszystkim utraty pozycji, stanowisk, swojego status quo, ponieważ była i jest środowiskiem establishmentu. Czy obecne SLD, a nawet sama „Krytyka Polityczna”, kwestionują status quo? W bardzo niewielkim stopniu. Kwestionuje go z całą pewnością PiS, na co Sławomir Sierakowski odpowiedziałby od razu, że jest to działanie populistyczne. Dlaczego odwoływanie się do tradycji oraz uznania, że Polacy mają prawo do swojej tożsamości narodowej i tego, by podmiotowo funkcjonować w Europie, jest postrzegane jako populizm, a nawoływanie do małżeństw homoseksualnych już nie? Odpowiedź jest jedna. Polska lewica cierpi na tę samą chorobę, co każde inne myślenie lewicowe – bardzo silny elitaryzm, który w polskiej rzeczywistości nabiera wręcz śladów mentalności postkolonialnej. To poczucie wyższości w stosunku do własnego narodu, połączone z kompleksem niższości wobec mitycznej Europy. Dlatego, choć polska lewica mówi prawdę, powtarzając, że kocha lud, nie dodaje jednego: że kocha wyłącznie ten lud, który sama wymyśliła.</p>
<p><em>* Bronisław Wildstein, dziennikarz i publicysta „Rzeczpospolitej”, pisarz.</em></p>
<p style="text-align: right;"><a href="#0"><small>Do góry</small></a></p>
<p style="text-align: center;">* * *</p>
<p><a name="3"><em>Michael Hardt</em></a></p>
<p><strong>Program wyjścia z paraliżu: USA, Europa, Polska</strong></p>
<p>Lewicowa teoria jest nieodłączna od lewicowej  polityki. Dlatego mówiąc o kryzysie lewicy – z którym niewątpliwie mamy do czynienia na całym świecie – należy analizować jego dwie odmiany: konceptualistyczno-teoretyczną i praktyczno-instytucjonalną. Tym, czego współczesna lewica potrzebuje najbardziej, jest przeobrażenie pierwszej z nich, które automatycznie pociągnie za sobą przeobrażenie drugiej. Kontynuowanie starych dróg myślenia prowadzi wyłącznie do dalszych paroksyzmów paraliżu i strachu.</p>
<p>W jaki sposób można tego dokonać? Pierwszy poziom koniecznych zmian wiąże się z dostrzeżeniem konieczności działania nie tylko na poziomie krajowym i docenieniem poziomu światowego. Przez ostatnie 10 lat lewica traktowała globalizację jako zagrożenie i angażowała się w to, co nazywamy ruchami alter- czy nawet antyglobalistycznymi. Czas, by skończyć z koncentracją na państwach narodowych, a na globalizację spojrzeć nie jako zagrożenie dla lewicy, ale szansę dla niej.</p>
<p>Drugi problem lewicy wiąże się z organizacją pracy. Tradycyjna współpraca handlowa i jej ramy są w większości krajów na wyczerpaniu. Należy wprowadzać nowe warunki pracy, sprawiać, by angażowali się w nią nowi ludzie. To wszystko z kolei wymaga zmiany sposobu myślenia o tym, czym praca jest oraz jak powinna być organizowana i reprezentowana.</p>
<p>Ostatnią oznaką kryzysu lewicy jest zużycie się w wielu krajach struktur partyjnych i tradycyjnych form reprezentacji. Na pewno w Europie Zachodniej – choćby we Francji, a zwłaszcza w Niemczech – partyjna biurokracja i partyjne struktury reprezentowania nie korespondują z politycznymi zachowaniami, charakterystycznymi dla lewicy. Konieczne są zatem duże przemiany struktur partyjnych, struktur związków zawodowych, dostrzeżenie konieczności działania nie tylko na poziomie krajowym, ale także na poziomie światowego handlu.</p>
<p>Wszystko to brzmi być może dość abstrakcyjnie, podajmy zatem dwa przykłady. Pierwszy to Stany Zjednoczone. Na lewicę w tym kraju można patrzeć także z innej perspektywy niż zrobił to w swoim ubiegłotygodniowym tekście dla „Kultury Liberalnej” Michael Walzer (<a href="http://kulturaliberalna.pl/2010/08/10/walzer-szawiel-meyer-czego-boi-sie-lewica-i/" target="_blank"><em>„Kultura Liberalna” nr 83 (33/2010) z 10 sierpnia 2010 r.</em></a>). Od zawsze bardzo trudno było mówić o niej w jednolity sposób, ponieważ jest bardzo zróżnicowana, a na dodatek funkcjonuje na dwóch poziomach: instytucjonalnym i nieoficjalnym. Najogólniej mówiąc, na poziomie nieoficjalnym – czyli tam, gdzie funkcjonują ruchy społeczne i rozwija się aktywność lokalna – o żadnym kryzysie nie ma mowy. Lewicowe ruchy społeczne są u szczytu swoich możliwości i są pełne energii. Niestety, inaczej jest na poziomie instytucjonalnym. Administracja Obamy zawiodła, ponieważ nie tyle nie potrafiła wykorzystać potencjału drzemiącego w ruchach społecznych, ale gorzej – wygląda na to, że rząd Obamy nie chciał i nie próbował wystarczająco się nimi zająć. Niestety, jeśli Partia Demokratyczna nie zmieni swojego myślenia, czeka ją przegrana w następnych wyborach prezydenckich.</p>
<p>Innym ciekawym przykładem możliwych zmian myślenia jest Europa Środkowo-Wschodnia, a w szczególności Polska. Chodzi o podejście do historii lewicy. Nie można postrzegać historii tylko jako ciężaru, który powinniśmy zrzucić. Należy raczej rozpoznawać elementy strumieni i prąd tej historii i traktować je jako zasoby na przyszłość. Jednym z błędów, często pojawiających się w analizach lewicy, jest próba odcięcia się od radykalnych ruchów tego rodzaju z przeszłości. Tymczasem dużo bardziej użyteczne i uczciwe jest uznanie, że dzisiejsi lewicowcy są kontynuatorami owych ruchów. To odnosi się także do Europy Zachodniej. Okres 1917-1989 nie jest przecież jednorodny. Możemy w nim znaleźć zarówno ruchy, które zostały zmanipulowane i zawiodły, jak i takie, które do dziś mogą nieść ze sobą inspiracje. Czy ma to sens z punktu widzenia polskiej historii? Czy dla polskiej lewicy XX wiek był wyłącznie koszmarem czy też istniały w tym okresie siły i ruchy, z których współczesna lewica powinna czerpać? Być może teraz, po 20 latach od upadku PRL, przyszedł właściwy moment, by przestać patrzeć nań tylko krytycznie i zacząć szukać w nim elementów ciekawych i inspirujących. Przy świadomości, że wysiłki w celu odzyskania jakichś elementów z PRL będą najprawdopodobniej surowo krytykowane.</p>
<p><em>* Michael Hardt, amerykański teoretyk literatury, filozof polityczny, profesor na Duke University w USA oraz na European Graduate School w Szwajcarii. Znany szczególnie dzięki napisanej wspólnie z Antonio Negrim książce “Imperium” (2000), nazywanej „Manifestem komunistycznym XXI wieku”.</em></p>
<p style="text-align: right;"><a href="#0"><small>Do góry</small></a></p>
<p style="text-align: center;">* * *</p>
<p><a name="4"><em>Dimitris Tsarouhas</em></a></p>
<p><strong>Lewicy tureckiej wyzwolenie z inercji?</strong></p>
<p>Głównym problemem lewicy europejskiej nie jest dziś strach. Ani też nie jest nim słabość przywództwa. Gdy porównamy liderów w rodzaju Tony’ego Blaira czy Gerharda Schrödera z Davidem Cameronem czy Jose Marią Aznarem, zobaczymy, że lewica doprawdy nie ma się czego powstydzić. Poważną chorobą, z którą się boryka, jest natomiast głęboka indolencja w radzeniu sobie z wymogami XXI wieku i zwykłym zdefiniowaniu charakterystycznych dla tego czasu realiów społecznych. To dlatego lewica europejska ani nie dysponuje przystającym do swej własnej istoty oraz realiów, nowoczesnym programem, ani – za sprawą swoich postulatów – nie odróżnia się od prawicy.</p>
<p>Turcja stanowi specyficzny przypadek tego szerszego problemu. Choć jej społeczeństwo nie ma długiej tradycji ani polityki lewicowej, ani tego typu prądów intelektualnych, jeszcze 40 lat temu lewica turecka wyglądała w gruncie rzeczy jak europejska. Mniej i bardziej zorganizowanych działaczy reprezentowały partie – największa CHP, Republikańska Partia Ludowa, oraz szereg mniejszych ugrupowań. Razem tworzyły klasyczny przykład środowiska lewicowego, oczywiście, z uwzględnieniem wszystkich cech specyficznych dla Turcji, takich jak religia czy uwarunkowania polityczne, wywodzące się jeszcze z czasów Atatürka.</p>
<p>Sytuacja zmieniła się diametralnie w 1980 roku, wraz z kolejnym zamachem stanu. Wprowadzono wtedy stan wojenny na terenie całego kraju, obalono parlament i rząd, zawieszono konstytucję i zabroniono działania wszelkich partii i związków zawodowych. Jak nietrudno się domyślić, w konsekwencji lewica straciła kanały, którymi dotąd porozumiewała się ze społeczeństwem. Być może jeszcze ważniejsze były jednak podjęte wówczas reformy gospodarcze. Lata osiemdziesiąte to w Stanach Zjednoczonych czasy Ronalda Reagana, zaś w Wielkiej Brytanii – Margaret Thatcher. To ważne, ponieważ Turcja zaczęła się wówczas na ich rozwiązaniach wzorować. Neoliberalna polityka była wraz z kolejnymi latami coraz bardziej wzmacniana, co doprowadziło do absolutnej dominacji neoliberalnej retoryki w polityce i debacie publicznej, a ostatecznie – przyjęcia utożsamienia się z nią lewicy. Co prawda, podobne zjawiska można było w latach 90. zaobserwować również w Polsce pod rządami SLD czy w Niemczech Gerharda Schrödera. Lista partii socjaldemokratycznych, które odeszły od etosu lewicowego lub nawet go zdradziły, jest długa. I choć Turcja jest tylko częścią tego obrazu, poszła w tym o wiele dalej, niż państwa europejskie.</p>
<p>Pewne nadzieje dosłownie w ostatnich miesiącach można wiązać ze zmianą, która dokonała się właśnie w kierownictwie CHP. Dotychczasowy lider, Deniz Baykal, musiał ustąpić ze stanowiska w atmosferze dość nieprzyjemnego skandalu o podtekście erotycznym. Zastąpił go Kemal Kılıçdaroğlu, którego pierwsze wypowiedzi mogą napawać socjaldemokratów optymizmem, gdyż świadczą o chęci powrotu CHP do typowo lewicowych postulatów. Kılıçdaroğlu zwraca uwagę na wysoki poziom ubóstwa, nierówności i wykluczenie społeczne, nie zmieniające się mimo dynamicznego wzrostu gospodarczego Turcji. Podejmując te kwestie, Kılıçdaroğlu odróżnia się od Baykala – który wolał je ignorować, koncentrując się na zaznaczaniu swojego sprzeciwu w sprawach konstytucyjnych, instytucjonalnych, czy nawet symbolicznych: bardziej interesowały go kobiece chusty, niż prawdziwie lewicowe tematy.</p>
<p>To oczywiście dopiero pierwsze sygnały zmiany. Trudno powiedzieć, by istniał w tej chwili spójny program rozwoju lewicy i nie wiadomo, czy otoczenie Kılıçdaroğlu będzie potrafiło sprostać propagowanym przez niego hasłom. Nie będzie im zresztą łatwo w państwie, które przepełnione jest neoliberalną ekonomią i retoryką. Istnieje jednak szansa, że typowo lewicowe postulaty, do tej pory pozostające poza debatą publiczną, dzięki nowemu liderowi CHP powrócą do politycznej retoryki i wyrwą turecką lewicę z inercji.</p>
<p><em>* Dimitris Tsarouhas, profesor stosunków międzynarodowych, specjalista w dziedzinie polityki europejskiej i demokracji socjalnej. Wykładowca Uniwersytetu Bilkent w Ankarze. Jeden z autorów Social Europe Journal.</em></p>
<p style="text-align: center;"><a name="4"><em>* * *</em></a></p>
<p style="text-align: right;"><a name="4"><em> </em></a><em><a href="#0"><small>Do góry</small></a></em></p>
<p style="text-align: right;"><em>** Autor ilustracji: <strong>Rafał Kucharczuk</strong>.<br />
*** Współpraca: <strong>Karolina Dec</strong>,<strong> Tomasz Jarząbek</strong>,<br />
<strong>Ewa Serzysko, Agata Tomaszuk</strong></em> <em>.</em></p>
<p style="text-align: left;"><em><strong><em>„Kultura Liberalna” nr 84 (34/2010) z 17 sierpnia 2010 r.</em></strong></em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://kulturaliberalna.pl/2010/08/17/pinior-wildstein-hardt-tsarouhas-czego-boi-sie-lewica-ii/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>SUCHCICKA: Jak, czyli co – głos w dyskusji o „Incepcji” [POLEMIKA!]</title>
		<link>http://kulturaliberalna.pl/2010/08/17/suchcicka-jak-czyli-co-%e2%80%93-glos-w-dyskusji-o-%e2%80%9eincepcji%e2%80%9d/</link>
		<comments>http://kulturaliberalna.pl/2010/08/17/suchcicka-jak-czyli-co-%e2%80%93-glos-w-dyskusji-o-%e2%80%9eincepcji%e2%80%9d/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 16 Aug 2010 23:21:52 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Patrząc]]></category>
		<category><![CDATA[Ariadna]]></category>
		<category><![CDATA[Brzozowski]]></category>
		<category><![CDATA[Christopher Nolan]]></category>
		<category><![CDATA[Grzegorz Brzozowski]]></category>
		<category><![CDATA[Incepcja]]></category>
		<category><![CDATA[Karolina Wigura]]></category>
		<category><![CDATA[Katarzyna Suchcicka]]></category>
		<category><![CDATA[Kołakowski]]></category>
		<category><![CDATA[Kultura Liberalna]]></category>
		<category><![CDATA[Larsson]]></category>
		<category><![CDATA[Lem]]></category>
		<category><![CDATA[Leszek Kołakowski]]></category>
		<category><![CDATA[liberalizm]]></category>
		<category><![CDATA[Millenium]]></category>
		<category><![CDATA[Nić Ariadny]]></category>
		<category><![CDATA[Nolan]]></category>
		<category><![CDATA[nr 84]]></category>
		<category><![CDATA[Solaris]]></category>
		<category><![CDATA[Stanisław Lem]]></category>
		<category><![CDATA[Stieg Larsson]]></category>
		<category><![CDATA[Suchcicka]]></category>
		<category><![CDATA[Wigura]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://kulturaliberalna.pl/?p=6814</guid>
		<description><![CDATA[<p><em>Katarzyna Suchcicka<br />
</em></p>
<p><strong>Jak, czyli co – głos w dyskusji o „Incepcji”</strong></p>
<p style="text-align: right;"><em><strong>Czytaj także:<br />
</strong>* <a href="http://kulturaliberalna.pl/2010/08/10/brzozowski-nolanzagajewski-czyli-podswiadomosc-strzela-slepakami-%E2%80%9Eincepcja%E2%80%9D-christophera-nolana-za/" target="_blank">G. Brzozowski, Nolan/Zagajewski, czyli<br />
podświadomość strzela ślepakami&#8230;</a><br />
** <a href="http://kulturaliberalna.pl/2010/08/10/wigura-wymysl-to-%E2%80%9Eincepcja%E2%80%9D-christophera-nolana-przeciw/" target="_blank">K. Wigura, Wymyśl to!</a></em><em><strong><br />
</strong></em></p>
<p>Jest taki wątek w filmie Christophera Nolana: młoda praktykantka Ariadne, którą po usilnych prośbach szef projektu, Dom Cobb, pozyskuje do swojej pracy dzięki pomocy ojca profesora, ucieka od niego po pierwszych traumatycznych doświadczeniach w kształceniu na szpiega podświadomości.</p>
<p><a href="http://kulturaliberalna.pl/2010/08/17/suchcicka-jak-czyli-co-%e2%80%93-glos-w-dyskusji-o-%e2%80%9eincepcji%e2%80%9d/" class="more-link">Przeczytaj resztę artykułu SUCHCICKA: Jak, czyli co – głos w dyskusji o „Incepcji” [POLEMIKA!]&#8230;</a></p>
]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><em>Katarzyna Suchcicka<br />
</em></p>
<p><strong>Jak, czyli co – głos w dyskusji o „Incepcji”</strong></p>
<p style="text-align: right;"><em><strong>Czytaj także:<br />
</strong>* <a href="http://kulturaliberalna.pl/2010/08/10/brzozowski-nolanzagajewski-czyli-podswiadomosc-strzela-slepakami-%E2%80%9Eincepcja%E2%80%9D-christophera-nolana-za/" target="_blank">G. Brzozowski, Nolan/Zagajewski, czyli<br />
podświadomość strzela ślepakami&#8230;</a><br />
** <a href="http://kulturaliberalna.pl/2010/08/10/wigura-wymysl-to-%E2%80%9Eincepcja%E2%80%9D-christophera-nolana-przeciw/" target="_blank">K. Wigura, Wymyśl to!</a></em><em><strong><br />
</strong></em></p>
<p>Jest taki wątek w filmie Christophera Nolana: młoda praktykantka Ariadne, którą po usilnych prośbach szef projektu, Dom Cobb, pozyskuje do swojej pracy dzięki pomocy ojca profesora, ucieka od niego po pierwszych traumatycznych doświadczeniach w kształceniu na szpiega podświadomości.</p>
<p>Ona wróci – stwierdza Cobb – jest za zdolna. Rzeczywistość będzie dla niej niewystarczająca.</p>
<p>I to właśnie rzeczywistość, która rozczarowuje, można uznać za przyczynę nowych teorii, ideologii, mniej i bardziej udanych prób jej zmiany. Również incepcji, o której traktuje film. Kontrolowanie umysłu zaś wpisuje się w schemat dziwnie znajomy, również gdy idzie o ideologie: w schemat dominacji i uległości. Patronuje mu wyróżniony przez psychologa, profesora Antoniego Kępińskiego, tzw. pochyły stosunek w kontaktach międzyludzkich, bycie pod lub nad, nigdy na równi. Realizuje on stare ludzkie pragnienie, żeby panować, bo skoro rzeczywistość jest niewystarczająca, ja będę władcą i ją zmienię!</p>
<p>Emanacją dominującego stosunku do świata i do jego idei staje się prawda wyrażona ustami jednego z bohaterów „Incepcji”: „Nigdy nie kopiuj w całości tego, co już znasz. Używaj tylko fragmentów i składaj je we własną całość”.<br />
I to staje się również receptą Nolana na stworzenie własnego filmu. W recenzji „Incepcji” opublikowanej w poprzednim numerze „Kultury Liberalnej” Karolina Wigura wskazuje na pokrewieństwa filmu z „Planetą małp”, „Odyseją kosmiczną” oraz „Matriksem”. Zauważa wykorzystanie wątków z tych filmów i jednocześnie krytykuje metodę kompilacji skopiowanych fragmentów. A przecież właśnie na tym cały dowcip polega!</p>
<p>Sposób przekazania ilustruje jego treść. Nolanowi nie wystarcza wykład, on pokazuje i hipnotyzuje. Bezwolność śpiących wiedzionych w świecie bez grawitacji. Powolna, a konsekwentna katastrofa samochodu spadającego z mostu do rzeki. Rany przenoszące się ze snu w rzeczywistość. Dużo tu pomysłów z horrorów i teorii snów. Ale tak ma być – chaosowi zarówno idei, jak i świata zostaje oddana sprawiedliwość.</p>
<p>Autorka mówi dalej o wyższości idei całkowicie własnej. Ale kto dziś wie, co własne, zbombardowany tekstami, filmami i ideami, więcej – postrzelony nimi, jeśli nie zainfekowany!? Na marginesie wspomnę reklamę podprogową, wykorzystywanie w reklamie działających na podświadomość bodźców seksualnych czy muzycznych. A my sami, czy jesteśmy tacy do końca „właśni” z kodem DNA od przodków?</p>
<p>Christopher Nolan jako reżyser (i zawołany scenarzysta, pracujący podobno w swoim przystosowanym garażu, aby nikt go nie podpatrzył w Hollywood) miękko poddaje się tej opresyjnej rzeczywistości. Jest ona jego narzędziem i materiałem. Za pomocą chropowatej formy reżyser dokonuje incepcji na nas. I jak to sztuka ma czynić – przerysowuje, uwidacznia, uderza.</p>
<p>Oczywiście mamy tu i łzawe sceny, jak ta przedstawiająca sejf z przechowywanym w środku dziecięcym wiatraczkiem, otworzony przez syna na prośbę ojca tuż przed jego śmiercią. Ale i to pokazuje, że idee z wszechobecnych teraz oper mydlanych są z dna podświadomości, niespełnień i tęsknot, jak eksploatowana już w literaturze i kinie miłość niszcząca, która wyrzeka się świata, sama się pożera (<em>vide</em>: puste, ślepe, zatopione miasto).</p>
<p>Ale „Incepcja” jest też – wbrew pozorom, wszelkim recenzjom i peanom nad immisją w głąb podświadomości – hymnem na cześć rzeczywistości. Aby wrócić do rzeczywistości trzeba aktu wiary – mówi doświadczony przez życie główny bohater, który stracił żonę, bo sam zaszczepił jej nieszczęsne „kwestionowanie rzeczywistości”. Ona popełnia samobójstwo – to jest nowe, własne u Nolana – skuteczna śmierć w podświadomości – i już z innych poziomów snu kusi męża projekcją dzieci. Żywe i prawdziwe będą na niego czekały dopiero w Ameryce, do której może wrócić w nagrodę za incepcję idei w podświadomość pewnego dziedzica mocarstwa energetycznego.</p>
<p>Sposób pokazania tragicznej historii miłosnej coś mi przypominał, aż w końcu wpadłam na trop. Tak – „Solaris” Lema! Zabita kochanka, która powracając budzi i przerażenie, i miłość mężczyzny. Niemożność połączenia się, rozpacz, większa od nas potęga, która decyduje o naszym losie, bezradność człowieka. Czy Nolan inspirował się Lemem? Kto wie, może to była tylko incepcja?</p>
<p>Kuszące dla ludzi zmęczonych ilością bodźców, których<em> nota bene </em>nie brakuje i w „Incepcji” (akcje z samochodami, tłuczone szkło, piski opon) są zarówno uspokajający rytm fal w „Solaris”, jak i odżywczy sen w „Incepcji” – twarze śpiących pozostają tu spokojne, nieledwie rozanielone. Ale tu i tu jest również ocean cierpienia. W swojej książce w pewnym momencie Lem przyrównuje rozumny, ucieleśniający najskrytsze marzenia, ale i groźny ocean do Boga. Czy podświadomość jest też Bogiem, naszym wszechświatem? Kiedy patrzy się na to, co dzieje się z Paryżem w filmie Nolana, można i tak pomyśleć. Zmieniają się zasady rządzące światem. Ale ważniejsze jest może to, że gdy 40 lat temu tematem, który zainspirował Andrieja Tarkowskiego (a 8 lat temu Stevena Soderbergha) był wszechświat, teraz jest nim wnętrze naszej głowy. Czy to nie znak szczególnego narcyzmu, że w roku 2010 podróżujemy w głąb siebie samych? A może to najgłębsza i najważniejsza z rzeczywistości?</p>
<p>W drugiej recenzji, która ukazała się w „Kulturze Liberalnej”, Grzegorz Brzozowski mówi między innymi o osobliwym niepokoju po filmie Nolana. Zauważa jeszcze dociekliwie, że zwycięstwo Cobba jest jednocześnie klęską – do głowy człowieka można się dostać! Odpowiem w języku filmu i zwrotem bliskim Amerykanom: „so what?”. I co z tego, że dopiero w tym przypadku objawić może się nasza siła. Możemy okazać dystans wobec tego, co pojawia się w naszych głowach. Użyć zdrowego, inteligenckiego zmysłu ironii wobec tego, co nam się wydaje.</p>
<p>Bo przecież, kto właściwie robi tę całą robotę? Dzieciaki. Leonardo DiCaprio, kreujący główną rolę jest typem mężczyzny chłopca, trudno by się na nim oprzeć, choć reprezentuje tu i kochanka, i męża, i ojca. Jak odmiennie wygląda jego ojciec, zdecydowany i oszczędny w emocjach. A partnerka, zdolna studentka, to rachityczne dziecko, rozmiar 0 – jeśli stosować typologię odzieżową. A przecież ciało mówi w sztuce aktorskiej, mamy pajdokrację.<br />
Zresztą i tu węszę incepcję (gdzie jest granica między nieświadomym zapożyczeniem a plagiatem?), bo para ta niezwykle jest podobna do innej (z bardzo popularnej od roku książki Stiega Larssona „Millennium”): Mikaela Blomkvista i Lisbeth Salander, hakerki, której nie oprze się żadna informacja.</p>
<p>Czyli to już było, i to, i to.</p>
<p>Nawet przywołana tu, wraz z imieniem studentki, nić Ariadny.</p>
<p><strong><em>Film:</em></strong></p>
<p>„Incepcja” reż. Christopher Nolan, USA 2010, dystrybutor: Warner Bros. Entertainment Polska.</p>
<p><em>* Katarzyna Suchcicka, poetka, krytyk literacki i dziennikarz. Autorka filmów dokumentalnych. Obecnie pracuje dla TVP Kultura. Autorka scenariusza i wydawca bloku programowego „Niedziela z… Leszkiem Kołakowskim”. Wydała ostatnio tom </em><a href="http://www.losgraf.pl/s/karta/id/172" target="_blank"><em>„</em></a><em><a href="http://www.losgraf.pl/s/karta/id/172" target="_blank">Haust powietrza&#8221;</a>.<br />
</em></p>
<p style="text-align: right;"><strong><em>„Kultura Liberalna” nr 84 (34/2010) z 17 sierpnia 2010 r.</em></strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://kulturaliberalna.pl/2010/08/17/suchcicka-jak-czyli-co-%e2%80%93-glos-w-dyskusji-o-%e2%80%9eincepcji%e2%80%9d/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wielka pustka</title>
		<link>http://kulturaliberalna.pl/2010/08/17/wielka-pustka/</link>
		<comments>http://kulturaliberalna.pl/2010/08/17/wielka-pustka/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 16 Aug 2010 23:16:26 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Pytając]]></category>
		<category><![CDATA[Agata Tomaszuk]]></category>
		<category><![CDATA[Henning Meyer]]></category>
		<category><![CDATA[historia]]></category>
		<category><![CDATA[Jarząbek]]></category>
		<category><![CDATA[Józef Pinior]]></category>
		<category><![CDATA[Karolina Dec]]></category>
		<category><![CDATA[Karolina Wigura]]></category>
		<category><![CDATA[Kultura Liberalna]]></category>
		<category><![CDATA[lewica]]></category>
		<category><![CDATA[liberalizm]]></category>
		<category><![CDATA[Marta Kucharczuk]]></category>
		<category><![CDATA[Meyer]]></category>
		<category><![CDATA[Michael Walzer]]></category>
		<category><![CDATA[nr 84]]></category>
		<category><![CDATA[polityka]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[Rafał Kucharczuk]]></category>
		<category><![CDATA[Szawiel]]></category>
		<category><![CDATA[Tadeusz Szawiel]]></category>
		<category><![CDATA[Tomasz Jarząbek]]></category>
		<category><![CDATA[Walzer]]></category>
		<category><![CDATA[wywiad]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://kulturaliberalna.pl/?p=6848</guid>
		<description><![CDATA[O PZPR, klęsce „Solidarności” i braku odwagi młodej polskiej lewicy rozmawia z JÓZEFEM PINIOREM Karolina Wigura]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: left;"><strong>Wielka pustka</strong><em></em></p>
<p><em>o PZPR, klęsce „Solidarności” i braku odwagi młodej polskiej lewicy rozmawia z <strong>Józefem Piniorem</strong> Karolina Wigura</em></p>
<p><strong>KAROLINA WIGURA:</strong><em><strong> Lewicę gnębi dziś szczególna choroba: strach przed wyraźną tożsamością i odpowiedzialnością za idee i programy. Ten kryzys nie ogranicza się ani do Polski, ani nawet do Europy, dostrzec go można w partiach i środowiskach lewicowych na całym świecie. Świetnie ujął to w tekście dla „Kultury Liberalnej” turecki ekspert Dimitris Tsarouhas: „lewica cierpi na całkowitą indolencję, gdy chodzi o radzenie sobie w rzeczywistości początku XXI wieku”. Zgadza się pan z tą opinią?</strong></em></p>
<p><strong>JÓZEF PINIOR: </strong>Niezupełnie. Po pierwsze, byłbym bardzo ostrożny, gdy chodzi o użycie określenia „na całym świecie”. Trudno na przykład mówić o kryzysie lewicy w Stanach Zjednoczonych. Rzeczywiście po okresie Clintonizmu wydawało się, że formacja ta w Ameryce się zapadła, lewica odrodziła się jednak wokół kampanii prezydenckiej Baracka Obamy. Dziś to raczej Partia Konserwatywna jest w tarapatach. Ostatnie 20 lat to także wspaniałe zwycięstwo i udane rządy Luli* i Partii Pracowników w Brazylii. Gdybym miał już diagnozować jakiś globalny kryzys, powiedziałbym, że owszem, coś takiego istnieje, ale jest to problem znacznie szerszy, dotyczący nie tyle samej lewicy, co klasycznej polityki liberalno-demokratycznej, opartej na systemie partyjnym, charakterystycznej dla okresu sprzed 1989 roku. XX-wieczne spory ideologiczne wyczerpały się, różnice między prawicowymi a lewicowymi partiami coraz bardziej roztapiają się w centrowym mainstreamie**. Po drugie, kryzys lewicy dostrzegałbym przede wszystkim w Europie Środkowo-Wschodniej, a szczególnie w Polsce. Mówiąc krótko: w Polsce lewicy – rozumianej nie jako fizyczna obecność partii politycznych, ale jako poważny polityczny, intelektualny, duchowy projekt – po prostu nie ma.</p>
<p><strong><em>Zadał pan właśnie bolesny cios zarówno Grzegorzowi Napieralskiemu, jak i osobom reprezentującym w Polsce tak zwaną lewicę kulturową. Czy może pan jednak wyjaśnić, z czego ów brak wynika?</em></strong></p>
<p>Pierwotną przyczyną jest nieobecność lewicowej legitymizacji lewicy. Datuje się ona od samego początku kształtowania się w Polsce liberalno-demokratycznej sceny politycznej, czyli od roku 1989. Przed tą datą mieliśmy do czynienia z rewolucją demokratyczną, opartą na społecznym ruchu robotniczym. Myślę oczywiście o „Solidarności”. W 1980, 1981 roku był to ruch klasycznie lewicowy. Strajki w 1980 roku miały w historii Polski znaczenie podobne, jak protesty robotnicze w 1905 roku: były preludium do demokratycznej rewolucji, do niepodległości państwowej. W Polsce ruch robotniczy ukonstytuowany był na poziomie żywiołowym, istniał w postaci bojowych związków zawodowych, które miały swój egalitarno-wolnościowy program polityczny i przez to skutecznie odebrały PZPR jakąkolwiek lewicową legitymizację. PZPR, przekształcona po 1989 roku w partię socjaldemokratyczną, szukała tej legitymizacji w innych miejscach. Na przykład twierdząc, że jej członkowie są profesjonalistami w dziedzinie pracy państwowej, że w warunkach niesuwerennych działali na rzecz pewnej suwerenności. Poza tym, jako źródło legitymizacji demokratycznej służył Okrągły Stół. Elita PRL, skupiona wokół Wojciecha Jaruzelskiego, twierdziła, że przyczyniła się do demokratyczno-liberalnego przełomu.</p>
<p><em><strong>Ta legitymizacja jednak nie wystarczyła. </strong></em></p>
<p>Dokładnie. Bo nie zawierała żadnych elementów charakterystycznych dla etosu lewicowego. Proszę powiedzieć, jak dużo wynika z tego, że Philippe Pétain i urzędnicy państwa Vichy byli profesjonalistami i że przyczynili się do ochrony administracji francuskiej przed represjami ze strony nazistów? To oczywiście ironia, ale taka była właśnie legitymizacja PZPR po 1989 roku. Nie można było na niej zbudować lewicowego etosu, tak jak na przykład w przypadku Partii Pracowników w Brazylii, która budowała swoją legitymizację na buncie robotniczym, strajkach, żywotnych problemach społecznych.</p>
<p><strong><em>Natomiast monopol na ten etos miała w Polsce „Solidarność”.</em></strong></p>
<p>Tak, ale pogrzebała go klęska „Solidarności”. To, że nie udało się jej wyartykułować, wytworzyć lewicowej partii politycznej – niekoniecznie socjaldemokratycznej, niechby to była partia lewicowo-chadecka. W ten sposób po projekcie lewicowym pozostała kompletna pustka. Na dodatek związki zawodowe pozwoliły zupełnie zepchnąć się na margines polityki demokratycznej. „Solidarność” gra dziś hasłami egalitaryzmu i populizmu, jednoznacznie popierając Prawo i Sprawiedliwość. Owa klęska lewicy postsolidarnościowej umożliwiła – na pewien czas – zapełnienie lewej strony sceny politycznej przez postkomunistów. Oni jednak, nie dość, że – jak mówiłem – nie posiadali legitymizacji, która dawałaby im twardy duchowy i intelektualny fundament lewicowy, to jeszcze poparli zupełnie moim zdaniem obłędną, twardą, neoliberalną rewolucję gospodarczą, która odbyła się w Polsce po 1989 roku. Oto postpezetpeerowska „lewica” utożsamiła się z Balcerowiczem! Pamiętam, jak gazety krzyczały wtedy, że terapia szokowa zmieni oblicze Polski w ciągu kilku miesięcy. Dziś, po 20 latach od tamtego czasu, mamy w Polsce ogromne obszary zapaści cywilizacyjnej. Socjologowie mówią o „cywilizacji Arizony”, od dostępnego w sklepach na prowincji taniego napoju alkoholowego o tej nazwie. Ta permanentna marginalizacja ogromnej części społeczeństwa jest stałym elementem polskiej rzeczywistości. Lewica postpezetpeerowska całkowicie utożsamiła się z tym modelem reformy. Między innymi dlatego, że czuła się gorsza, że zgodziła się na to, co mówiono, że „nie wszystko jej wolno”, bo ma „szkielet w szafie”. Dlatego nie była w stanie ogniskować wokół siebie protestów i jakiegoś alternatywnego planu intelektualnego.</p>
<p><strong><em>Myślę, że plan Balcerowicza oceniać można różnie. Osobiście nie jestem aż tak krytyczna wobec tego i innych rozwiązań, przyjmowanych w owym czasie, dla których nigdzie na świecie nie było precedensu – to tak, jakbyśmy oczekiwali, że w początkach lat 90. decydenci mieli naszą współczesną wiedzę. Warto również podkreślić, że lewica postpezetpeerowska utożsamiła się z nowym porządkiem także dlatego, że sama była jego beneficjentem. Czy mogłabym teraz prosić, by porównał pan sytuację polską do reszty Europy Środkowo-Wschodniej? Węgierski ekspert Gabor Gyori podkreśla, że w naszym regionie nie tylko my borykamy się z problemem kompromitacji lewicy postkomunistycznej. Przypomina, jak na Węgrzech przez długi czas, tak jak w Polsce, wydawało się, że postkomuniści będą jedną z dwóch kluczowych sił w systemie dwupartyjnym. I jak nic z tych wyobrażeń nie zostało…</em></strong></p>
<p>Sytuacja węgierska rzeczywiście bardzo przypomina polską. Natomiast byłbym ostrożny w generalizowaniu na temat innych państw postkomunistycznych. Na przykład w Rumunii czy Bułgarii problem braku legitymizacji nie był tak wyraźny, bo przed 1989 rokiem nie ukonstytuował się tam ruch robotniczy. Partie postkomunistyczne rumuńska i bułgarska od początku były tam bezalternatywne. Na Litwie z kolei to tamtejszy odłam partii komunistycznej podjął zadanie doprowadzenia do niepodległości. Tamtejsi komuniści, pod przewodnictwem Algirdasa Brazauskasa, zbuntowali się przeciwko Moskwie, zyskując w ostatnim momencie legitymizację narodową. Gorbaczow, po tym, jak Litwa ogłosiła niezależność od Moskwy, zdecydował się na konfrontację militarną, dzięki której późniejsi postkomuniści stali się symbolami niepodległego państwa. Dziś w Sejmie litewskim wiszą na ścianach ogromne zdjęcia tamtych wydarzeń. Jeszcze inne przypadki to Estonia i Czechy. W Estonii mamy do czynienia z odrodzeniem partii socjaldemokratycznej sprzed 1945 roku. Jeśli dobrze pamiętam, obecny prezydent tego państwa, Toomas Hendrik Ilves, jest wnukiem jednego z założycieli tej partii. Między innymi dzięki temu socjaldemokratom udaje się tam symbolicznie nawiązywać do przedwojennych tradycji. Podobnie jest w Czechach, gdzie partia komunistyczna została dodatkowo kompletnie skompromitowana w 1968 roku, jako pas transmisyjny sowieckiej „normalizacji”.</p>
<p><em><strong>Porozmawiajmy teraz o polskiej lewicy czy też jak pan mówi, o jej braku. Mówił pan o kompromitacji środowiska postpezetpeerowskiego wraz kolejnymi latami transformacji i o jego utożsamieniu z planem Balcerowicza. Niezależnie od niedoskonałości „momentu założycielskiego”, system, tak ekonomiczny, jak i polityczny, można reformować. Polska lewica mogłaby mieć w tych sprawach zasadniczy głos, przygotowując na przykład programy zmian i analizy. Dlaczego tak się nie dzieje? Dlaczego lewica bardziej niż wypracowaniem swojego etosu, interesuje się nieznośnie lekkimi sprawami obyczajowymi i kulturowymi?</strong></em></p>
<p>Brak legitymizacji z początku lat 90. jest jedną z przyczyn, dla których lewica w Polsce nigdy nie wyłoniła formacji przywódczej, zdolnej tworzyć wokół siebie politykę z prawdziwego zdarzenia. Brak legitymizacji czy też świadomość tego braku powstrzymywała lewicę przed podejmowaniem spraw społecznych, ekonomicznych, artykułowaniem nowych wizji intelektualnych. Bo przecież do tego trzeba ogromnej odwagi! Gdy zaczyna się robić coś takiego, ma się przeciwko sobie wszystkich – media, inne partie polityczne, nawet państwo. I SLD tej odwagi po prostu nie miało. Skutkiem tego było, że sprawy naprawdę społecznie ważne zostały zostawione populistom: Andrzejowi Lepperowi, radykalnym działaczom związkowym, Prawu i Sprawiedliwości. A tymczasem SLD i młoda lewica w rodzaju „Krytyki Politycznej” zajmowały się poszukiwaniem dla siebie bezpiecznego miejsca. Tym bezpiecznym miejscem w jakimś sensie okazały się właśnie kwestie obyczajowe i kulturowe.</p>
<p><strong><em>Lewica twierdzi jednak, że poruszanie tych kwestii jest w konserwatywnym, katolickim społeczeństwie polskim trudne. Że przyczynia się do naszej modernizacji, rozwoju cywilizacyjnego.</em></strong></p>
<p>Oczywiście, również te tematy budzą opór. Także wymagają odwagi artykulacji. Ale i tak są bezpieczne, i tak są unikiem. Szczególnie dobrze widać to w ostatnich miesiącach. Oto stajemy oko w oko z problemami o naturze fundamentalnej, z bezwładem państwa, z konstytucją, która kreuje zupełnie absurdalny, groteskowy system polityczny, z walką między prezydentem a premierem, z potężnym kryzysem gospodarczym. Niech pani zwróci uwagę, że na wszystkich tych płaszczyznach – państwo, system polityczny, gospodarka – lewica była i jest nieobecna! Ja nie wiem jakie jest w tej chwili stanowisko – czy to SLD, czy „Krytyki Politycznej” – w jakiejkolwiek sprawie podstawowej. Na przykład, jednym z najpoważniejszych problemów, jakie stoją dziś przed lewicą, jest, jak dyscyplinować finanse państwa. Lewica na świecie, tam, gdzie istnieje i działa, proponuje między innymi opodatkowanie operacji na rynkach finansowych. Co sekunda obraca się tam nieprawdopodobnymi sumami pieniędzy, miliardami dolarów. Propozycja jest ciekawa, bo z jakiej racji mamy ciągle szukać oszczędności na emerytach, jeśli istnieje takie źródło dodatkowych pieniędzy? Czy spotkała się pani z tego typu dyskusją w Polsce? Bo ja nie. Przecież w Niemczech, w twardym rdzeniu europejskiego kapitalizmu, rząd w Berlinie zdecydował się na wydanie zakazu spekulacji obligacjami rządowymi. I dziwię się, że Grzegorz Napieralski, po dobrym wyniku w kampanii prezydenckiej, nie wykorzystał tego i nie zrobił dużej konferencji z ekonomistami, którzy poddaliby spokojnej, ekonomicznej analizie propozycje rządu Donalda Tuska dotyczące sprawy podatków.</p>
<p><strong><em>Po zajęciu trzeciego miejsca w pierwszej turze wyborów prezydenckich rozmawiał pan jednak z Grzegorzem Napieralskim. Radził mu pan, by nie popierał żadnego z pozostałych w drugiej turze kandydatów. Czy doradzał pan mu również zwołanie takiej konferencji? Poza tym: w Polsce nie brakuje ekspertów, lewicowych intelektualistów lub po prostu ekspertów, których lewica mogłaby posłuchać. Tak się nie dzieje.</em></strong></p>
<p>Nie mam tego rodzaju relacji z Grzegorzem Napieralskim, by proponować mu zwoływanie takich konferencji. A dlaczego lewica nie słucha ekspertów? Wynika to z braku dobrego przywództwa i organizacji. Tadeusz Kowalik wydał ostatnio „Polską transformację”, świetną analizę, która pokazuje cały blichtr ekscytacji na temat reformy Balcerowicza. Istnieją również bardzo dobre analizy Stanisława Gomułki, który nie jest co prawda lewicowy, ale jest świetnym ekonomistą. Takich ekspertów można znaleźć więcej. Problem jednak w tym, że aby zaprosić takie osoby na konferencję, dobrze zorganizować debatę, skutecznie ją nagłośnić, a potem jeszcze wydać książkę z materiałami z niej, trzeba byłoby mieć w SLD wiarygodne przywództwo i dobrą organizację. Moim zdaniem Napieralski powinien iść w tym kierunku, wykorzystać swój sukces na poziomie elektoralnym i pokazać, że jest w stanie udźwignąć konstytuowanie się lewicy w Polsce.</p>
<p><strong><em>Dotykamy tu jednak problemu znacznie szerszego. Wszystko, co mówi pan o kryzysie przywództwa i organizacji na lewicy, można powiedzieć o innych polskich ugrupowaniach. Podobnie ze słuchaniem ekspertów. Platforma Obywatelska również w rzeczywistości nie chce tego robić. Nie mówiąc już o tym, że od kilku miesięcy mamy w Polsce sytuację, w której politycy wspólnie z częścią mediów korzystają ze sposobności, by stroszyć pióra w kłótniach o żałobę, krzyż i Pałac Prezydencki, zamiast dyskutować o podatkach, żłobkach i emeryturach. Wygląda na to, że żyjemy na politycznej pustyni… Maria Janion pisała kiedyś o słabości polskiej kultury. Tę diagnozę można odnieść również do polskiej polityki. Nie chcę, żebyśmy zbyt daleko odchodzili od tematu naszej rozmowy, ale wydaje mi się, że nie można zrozumieć ani słabości polskiej lewicy, ani innych ugrupowań politycznych, jeśli nie zastanowimy się nad tym szerszym kontekstem.</em></strong></p>
<p>Rozumiem co pani ma na myśli, to znaczy, że mamy do czynienia z pewnym pęknięciem czy słabością kultury narodowej. Można to uzasadnić w sposób dość schematyczny, mówiąc, że Polacy są narodem bez tradycji państwowej. Cały XIX wiek, gdy kształtowały się wielkie europejskie państwa narodowe, my ciągle nie mieliśmy państwa. Dlatego nie mamy wykształconej klasy politycznej, jak mówią Francuzi: nie tylko polityków, ale też całej sfery administratorów, mediów, intelektualistów, akademików. Być może można też pójść dalej i przypomnieć, że Gombrowicz pisał o kompletnym braku formy tego narodu. Nigdy nie przeżyliśmy rewolucji protestanckiej, ani właściwie rewolucji oświeceniowej. Narody w Europie Zachodniej, a także Czechy, które je przeszły, kształtowały się wokół pewnego konfliktu ideowego, będącego fundamentem nowoczesności. To przyniosło im formę i umiejętność definiowania i obrony swojego stanowiska. Być może z tego wynika, że mamy wszczepioną pewnego rodzaju obojętność wobec kwestii państwa i dobra wspólnego, wobec czasoprzestrzeni.</p>
<p><em><strong>Nie do końca się z panem zgadzam. Myślę, że brak tradycji państwowej jest mniej ważny, niż, wynikająca prawdopodobnie z tradycji powstań narodowych, bezustanna potrzeba skrajnych emocji. Te emocje sami wytwarzamy, jeśli nie ma ku nim żadnych realnych powodów, aż stają się ważniejsze od politycznej i kulturowej codzienności. W dodatku emocje te łączą się z brakiem poczucia zakorzenienia w rzeczywistości. Stąd nieumiejętność wzięcia na siebie odpowiedzialności. Wracając do lewicy w Polsce, takiego właśnie mechanizmu upatrywałabym w przyczynach jej słabości. Strach przed odpowiedzialnością przykrywany jest modą na Lenina i Żiżka…</strong></em></p>
<p>A ja myślę, że największym strachem lewicy w Polsce jest, że gdyby zaczęła zachowywać się poważnie, musiałaby stać się… lewicowa. Nie zgadzam się, jeśli chodzi o zakorzenienie. Myślę, że nie ma powodu, by takiego poczucia nie można było wypracować. Znów wracając do przykładu Napieralskiego, można powiedzieć tak. Napieralski zdobył jakieś zakorzenienie, dzięki poparciu w wyborach bezpośrednich. Mógłby zabrać się w takim razie za tematy społecznie ważne. Najpierw musiałby je jednak właściwie zdefiniować.</p>
<p><em><strong>Pytanie tylko, czy jest do tego zdolny. Nawiązując do tego, co mówił pan wcześniej o udźwignięciu przez Napieralskiego konstytuowania się lewicy w Polsce, muszę powiedzieć, że jestem bardzo sceptyczna. Jego sukces w ostatnich wyborach był podyktowany wyłącznie warunkami politycznymi, w których znaleźliśmy się po 10 kwietnia. Z kolei po wyborach nie dostrzegłam żadnego powodu, by zacząć myśleć, że szef SLD mógłby odegrać taką rolę.</strong></em></p>
<p>Ja także nie jestem pewien. To, czy Napieralski będzie w stanie skupić wokół swojego sukcesu formację, która podniesie na poważnie problem polskiej polityki, rozstrzygnie się w najbliższych miesiącach. Na razie z pewnością popełnił błąd, wchodząc w <em>mainstreamowy </em>temat krzyża przed Pałacem Prezydenckim. Oczywiście, lewica powinna bronić świeckości państwa, nie bać się krytyki kościoła ale trzeba zastanowić się, jak to robić. Lewica w Polsce nie ma szans na, używając pani słów, na zakorzenienie, ani na rzetelne zorganizowanie, jeśli będzie propagować radykalny antyklerykalizm. Dlatego, że w Polsce nie było historycznie konfliktu państwo/społeczeństwo – Kościół. W dużym skrócie, w Hiszpanii konflikt pomiędzy konserwatywnym państwem, siłami feudalnymi z kościołem rzymsko-katolickim na czele a liberalizmem wypełnia cały XIX wiek. W dwudziestym stuleciu lewica przejmuje antyklerykalizm po liberalizmie. W Polsce było zupełnie inaczej. Mickiewicz czy Słowacki to byli radykalni lewicowi katolicy, często zderzający się z Kościołem instytucjonalnym, ale jednak katolicy, zresztą wyjątkowo oryginalni intelektualnie. Zrewoltowani, zderzający się z całym ówczesnym porządkiem międzynarodowym, niezależni od Kościoła, lewicowi, i otwarci na inne religie i kultury katolicy. Podobnie Giedroyć i zespół „Kultury”. Wreszcie podstawowa tradycja, która tworzy dzisiejszą politykę polską, to jest doświadczenie podziemnej „Solidarności”, parafii ukrywających działaczy robotniczych, strajków wspieranych przez Kościół, młodych, radykalnych kapłanów działających w duchu posoborowym, takich jak ksiądz Jerzy Popiełuszko. Nie widzę powodów, aby lewica w Polsce miała oddawać tą tradycję prawicy i dewotom. Przecież to jest także nasza, lewicowa tradycja.</p>
<p><em><strong>Mówi pan jednak o Polsce w czasach braku lub niepełnej suwerenności. Może dziś sytuacja nie uległa zbyt daleko idącej zmianie, by kontynuować tamto myślenie? Sam Kościół jest dziś przecież zupełnie inny, niż choćby 20 lat temu – zanalizujmy w tych kategoriach miesiące po katastrofie smoleńskiej, weźmy też pod uwagę ingerencję w sferę obyczajową…</strong></em></p>
<p>Rzecz jasna, po 1989 roku mamy do czynienia z nowymi problemami, w pewien sposób przypominającymi sytuację w II Rzeczpospolitej. Lewica nie może się bać Kościoła, musi bronić, w takim kraju jak Polska, wolności kobiet, godności ludzi, autonomii nauki, kultury i państwa przed zakusami państwa wyznaniowego. Ale w tym wszystkim trzeba zachować proporcje. Przedwojenna PPS był partią, która wspierała wielkie kampanie Boya czy Krzywickiej, nie bojąc się konfliktu z Kościołem, lecz trudno byłoby antyklerykalizm uznać za główny rys ideowy tej partii. Powiem tak, w pewnym uproszczeniu: w Hiszpanii Kościół jest stracony dla lewicy, bo odgrywał w okresie dyktatury podobną rolę, jak PZPR w PRL: kontrolera ideowego, w życiu publicznym, w cenzurze, czy szerzej w karierach zawodowych. Kościół dzisiaj, w demokratycznej Polsce uzyskał niewspółmierny wpływ na państwo, na prawo właśnie dlatego, że nie ma lewicy, która bez histerii i antyklerykalizmu nie bała by się w sejmie mówić własnym głosem i konsekwentnie działać na rzecz obrony świeckości państwa.</p>
<p><em>* Prezydent Brazylii Luiz Inacio Lula da Silva.</em></p>
<p><em>** Józef Pinior pisał o tym problemie m.in. w tekście „Rozpaczliwa agonia lewicy”, opublikowanym przez Tygodnik „Europa” 28 marca 2009 roku.</em></p>
<p><em>*** Józef Pinior, polityk, prawnik, filozof. W PRL działacz „Solidarności”, aresztowany w 1983 roku i skazany na cztery lata więzienia. Od 1987 roku uczestniczył w próbach reaktywowania PPS. Od 2004 do 2009 poseł do Parlamentu Europejskiego.</em></p>
<p><em>**** Karolina Wigura, doktor socjologii, dziennikarz. Członkini redakcji „Kultury Liberalnej”, piątkowego dodatku „Kultura” do „Dziennika” i miesięcznika „Europa”.</em></p>
<p><em>***** Współpraca przy spisaniu wywiadu: Karolina Dec, Marta Kucharczuk, Agata Tomaszuk.</em></p>
<p style="text-align: right;"><strong><em>„Kultura Liberalna” nr 84 (34/2010) z 17 sierpnia 2010 r.</em></strong><br />
Słowa kluczowe:<br />
Kultura Liberalna, liberalizm, Józef Pinior, Karolina Wigura, polityka, lewica, wywiad, historia, Polska</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://kulturaliberalna.pl/2010/08/17/wielka-pustka/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>BRZOZOWSKI: Nolan/Zagajewski, czyli podświadomość strzela ślepakami. „Incepcja” Christophera Nolana [ZA!]</title>
		<link>http://kulturaliberalna.pl/2010/08/10/brzozowski-nolanzagajewski-czyli-podswiadomosc-strzela-slepakami-%e2%80%9eincepcja%e2%80%9d-christophera-nolana-za/</link>
		<comments>http://kulturaliberalna.pl/2010/08/10/brzozowski-nolanzagajewski-czyli-podswiadomosc-strzela-slepakami-%e2%80%9eincepcja%e2%80%9d-christophera-nolana-za/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 10 Aug 2010 00:59:54 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Patrząc]]></category>
		<category><![CDATA[Adam Zagajewski]]></category>
		<category><![CDATA[Andrzej Wajda]]></category>
		<category><![CDATA[antyutopia]]></category>
		<category><![CDATA[antyutopie]]></category>
		<category><![CDATA[Bond]]></category>
		<category><![CDATA[Brzozowski]]></category>
		<category><![CDATA[Christopher Nolan]]></category>
		<category><![CDATA[Cotillard]]></category>
		<category><![CDATA[Grzegorz Brzozowski]]></category>
		<category><![CDATA[Huxley]]></category>
		<category><![CDATA[Incepcja]]></category>
		<category><![CDATA[Inception]]></category>
		<category><![CDATA[James Bond]]></category>
		<category><![CDATA[Karolina Wigura]]></category>
		<category><![CDATA[Koniec świata]]></category>
		<category><![CDATA[Kultura Liberalna]]></category>
		<category><![CDATA[liberalizm]]></category>
		<category><![CDATA[Nolan]]></category>
		<category><![CDATA[nr 83]]></category>
		<category><![CDATA[Orwell]]></category>
		<category><![CDATA[Singh]]></category>
		<category><![CDATA[Sklepy mięsne]]></category>
		<category><![CDATA[Soderbergh]]></category>
		<category><![CDATA[Timothy Leary]]></category>
		<category><![CDATA[utopia]]></category>
		<category><![CDATA[Zagajewski]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://kulturaliberalna.pl/?p=6733</guid>
		<description><![CDATA[<p style="text-align: left;"><em>Grzegorz Brzozowski</em></p>
<p style="text-align: right;"><em>Jest taka chwila kiedy nie ma nic<br />
Ani wiary ani miłości<br />
I świat rozłączyłby się rozszedłby się<br />
Jak dwoje ludzi którzy tracą siły<br />
Gdyby nie twój głęboki sen</em></p>
<p style="text-align: right;">Adam Zagajewski <em>Koniec świata</em></p>
<p><strong>Nolan/Zagajewski, czyli podświadomość strzela ślepakami</strong></p>
<p><a href="http://kulturaliberalna.pl/2010/08/10/brzozowski-nolanzagajewski-czyli-podswiadomosc-strzela-slepakami-%e2%80%9eincepcja%e2%80%9d-christophera-nolana-za/" class="more-link">Przeczytaj resztę artykułu BRZOZOWSKI: Nolan/Zagajewski, czyli podświadomość strzela ślepakami. „Incepcja” Christophera Nolana [ZA!]&#8230;</a></p>
]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: left;"><em>Grzegorz Brzozowski</em></p>
<p style="text-align: right;"><em>Jest taka chwila kiedy nie ma nic<br />
Ani wiary ani miłości<br />
I świat rozłączyłby się rozszedłby się<br />
Jak dwoje ludzi którzy tracą siły<br />
Gdyby nie twój głęboki sen</em></p>
<p style="text-align: right;">Adam Zagajewski <em>Koniec świata</em></p>
<p><strong>Nolan/Zagajewski, czyli podświadomość strzela ślepakami</strong></p>
<p>Wiersz Zagajewskiego z tomu „Sklepy mięsne” z 1975 roztacza wizję płynnej rzeczywistości reżimu, który przechodzi regularne, ukryte metamorfozy. Nocne przemiany postaci na portretach czy odwracanie znaczenia słów – to chwyty kojarzące się z polityką nowomowy w antyutopiach Orwella czy Huxleya. Przedstawiciele Nowej Fali diagnozowali swą współczesność jako system nieustannie podważający autonomię jednostki. Ostatecznie, w czasach regularnie nawracających końców świata „nadzieja nie ma na swoją obroną / ani jednego słowa / i nie umie wskazać ani jednego człowieka”.</p>
<p>Zbrodnicze reżimy napotykają jednak czasem na opór jednostek: ich trwanie w historii może zostać przerwane, chociażby przez zryw na miarę pokolenia ’68. Co jednak, jeśli upadek jest tylko pozorny, w rzeczywistości pozwala reżimom ponownie zmienić postać – na coraz bardziej ukrytą? Film Nolana zdaje się odsłaniać kolejną arenę ich przeobrażeń, nową przestrzeń płynności – tym razem nieograniczonej, bo sprowadzającej się do naszych umysłów.</p>
<p>„Incepcja” to znacznie więcej niż film akcji – strzelanina szajki złodziei grasujących po czyjejś głowie. To film śmiało gwałcący prawa sezonu ogórkowego. Obficie okraszony strzelaniną, wymaga w rzeczywistości od widza o wiele więcej niż standardowe letnie potyczki obcych, x-menów czy predatorów. Nie tylko zmusza do myślenia nad rozsupłaniem wyrafinowanego scenariusza, ale może zaszczepiać w widzach osobliwy niepokój, od którego dosłownie trudno uwolnić głowę. Niepokój tym bardziej zwodniczy, że ukryty po pozorem peanu na cześć jednostkowej kreatywności.</p>
<p>Film Nolana można bowiem odczytywać przede wszystkim jako świadectwo potęgi umysłu (dokładnie: podświadomości) człowieka zachodu. Każdy z nas może mieć w sobie metropolie, wznosić je i burzyć, spędzając w nich równoległe życia. Każdy z nas nosi swój mały matrix, dziedzinę nieskrępowanej twórczej wolności. W naszych umysłach mogą rozegrać się wszelkie zachodnie superprodukcje: znajdzie się tu miejsce na scenę porachunku z ojcem w scenerii nasuwającej skojarzenia z „Gwiezdnymi Wojnami” czy górskie strzelaniny na miarę przygód Jamesa Bonda. Rozmach i płynność wyobrażonych konstrukcji świetnie oddają – uzasadnione tu jak rzadko kiedy – spektakularne efekty specjalne.</p>
<p>Monumentalności tej wizji dodaje fakt, że wszechświaty naszych umysłów są zindywidualizowane. To już nie tylko umysł szaleńca, jak w filmie „Cela” Tarsem Singla, może być przestrzenią urzeczywistnienia wizji jak z Dalego (wyrzucania galeonów na pustynie czy szlachtowania koni, przez które atrakcyjna pani psycholog przedziera się do dziecka zamkniętego w umyśle psychopaty). W filmie Nolana każdy z nas nosi w sobie własne wywrotne Paryże, z których możemy wyprawiać się w nieskończoną ilość równoległych snów. Cel ataku szajki złodziei, na przykład spadkobierca zachodniej korporacji, ma w głowie, jak się okazuje, same metropolie, hotelowe restauracje i górskie kurorty. Monumentalność mentalnych krajobrazów prezentowanych przez Nolana jest zatem także radykalną pochwałą jednostkowej wyjątkowości.</p>
<p>Pochwałą zachodniej jednostki jest także kunszt zdobywców podświadomości. Skonstruowanie wytrychu do ukrytego imperium jest wszak nie lada wyzwaniem – sprostać mu mogą jedynie mistrzowie w swym fachu, zdolni do sprawnego poruszania się po umyśle przypominającym kolejne poziomy gry komputerowej. Potrzebna jest zatem drużyna wyjątkowych talentów, niczym „Ocean’s 11” Stevena Soderbergha – tylko występek tym razem jest śmielszy i poważniejszy w skutkach.</p>
<p>Stąpanie po podświadomości obfituje bowiem w zagrożenia. Nie jest to kraina łagodności. Grozi nam zastęp projekcji atakowanej jednostki – uzbrojonych po zęby obrońców, przypominających czy to gang, czy to uliczny motłoch (osobliwie: często na orientalnych ulicach). Rany odniesione we śnie mają też realne konsekwencje. Najgroźniejsze zadają oczywiście Eros i Tanatos, gładko spleceni w ciele Marillon Cotillard, ingerującej w plan dowódcy drużyny, Cobba.</p>
<p>Ostatecznie podświadomość daje się jednak rozbroić. Nikt nie wydaje się też zbytnio zaskoczony, gdyż broni się ona z zaciekłością pokracznych przeciwników Bonda: zdaje się strzelać ślepakami. Nie jest w stanie oprzeć się zjednoczonym siłom inżynierów i artystów, pojętnych spadkobierców pokolenia ’68, którzy do przedarcia się do podświadomości nie potrzebują już eksperymentów na miarę Timothy’ego Leary’ego. Politykę ekstazy zastąpiło ich sprawne, metodyczne działanie. Narkotyczny lot zastąpiła akcja przeprowadzona w biznes klas korporacyjnego samolotu. Niczym w scenie ćwiczenia sennej inżynierii, Paryż pokolenia ’68 rzeczywiście postawiony zostaje do góry nogami.</p>
<p>Podświadomość zostaje pokonana, zwycięstwo sprawnych złodziei jest pełne, ale paradoksalnie, koszt zwycięstwa jest niezmierny. Sukces misji może okazać się jej największą porażką. Dowodząc, że można pokonać wszelkie bariery zaatakowanej podświadomości, Cobb pokonuje wszak ostatnie zabezpieczenia własnej jednostkowej autonomii. Wewnętrzna przestrzeń nieskończonej kreatywności okazuje się złudzeniem jednostkowej emancypacji: nic nie ochroni jednostki przed inwazją sprawnej drużyny złodziei. „Rozpracowany” dziedzic fortuny decyduje się iść własną drogą – w rzeczywistości podsuniętą mu przez intruzów.</p>
<p>Końcowa sekwencja powrotu bohaterów do rzeczywistości sprawia wrażenie najbardziej sennej z dotychczasowych. Nie mamy pewności, jak zakończyła się misja i gdzie tak naprawdę Cobb przebywa. W każdej chwili grozi nam zatem nasz mały „koniec świata”. „Jest taka chwila […] kiedy wszystkie zwycięstwa okazują się / zwykłymi pomyłkami”</p>
<p>To myśl cokolwiek zakłócająca sierpniową drzemkę na działce.</p>
<p><strong>Film, książka:</strong></p>
<p><em>Incepcja</em> reż. Christopher Nolan, USA 2010.<br />
<em>Koniec świata </em>Adam Zagajewski [w:] <em>Wiersze wybrane</em>, Wydawnictwo a5, Kraków 2010.</p>
<p><em>* Grzegorz Brzozowski, doktorant w Instytucie Socjologii UW, student kursu dokumentalnego w Mistrzowskiej Szkole Reżyserii Filmowej Andrzeja Wajdy. Stały współpracownik „Kultury Liberalnej”.</em></p>
<p style="text-align: right;"><strong><em>„Kultura Liberalna” nr 83 (33/2010) z 10 sierpnia 2010 r.</em></strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://kulturaliberalna.pl/2010/08/10/brzozowski-nolanzagajewski-czyli-podswiadomosc-strzela-slepakami-%e2%80%9eincepcja%e2%80%9d-christophera-nolana-za/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>WIGURA: Wymyśl to! „Incepcja” Christophera Nolana [PRZECIW!]</title>
		<link>http://kulturaliberalna.pl/2010/08/10/wigura-wymysl-to-%e2%80%9eincepcja%e2%80%9d-christophera-nolana-przeciw/</link>
		<comments>http://kulturaliberalna.pl/2010/08/10/wigura-wymysl-to-%e2%80%9eincepcja%e2%80%9d-christophera-nolana-przeciw/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 10 Aug 2010 00:59:26 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Patrząc]]></category>
		<category><![CDATA[Adam Zagajewski]]></category>
		<category><![CDATA[Bond]]></category>
		<category><![CDATA[Brzozowski]]></category>
		<category><![CDATA[Christopher Nolan]]></category>
		<category><![CDATA[Cotillard]]></category>
		<category><![CDATA[Grzegorz Brzozowski]]></category>
		<category><![CDATA[Incepcja]]></category>
		<category><![CDATA[Inception]]></category>
		<category><![CDATA[James Bond]]></category>
		<category><![CDATA[Karolina Wigura]]></category>
		<category><![CDATA[Koniec świata]]></category>
		<category><![CDATA[Kultura Liberalna]]></category>
		<category><![CDATA[liberalizm]]></category>
		<category><![CDATA[Nolan]]></category>
		<category><![CDATA[nr 83]]></category>
		<category><![CDATA[Peter Sloterdijk]]></category>
		<category><![CDATA[Singh]]></category>
		<category><![CDATA[Sklepy mięsne]]></category>
		<category><![CDATA[Sloterdijk]]></category>
		<category><![CDATA[Soderbergh]]></category>
		<category><![CDATA[Timothy Leary]]></category>
		<category><![CDATA[Wigura]]></category>
		<category><![CDATA[Zagajewski]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://kulturaliberalna.pl/?p=6746</guid>
		<description><![CDATA[<p><em>Karolina Wigura</em></p>
<p><strong>Wymyśl to! „Incepcja” Christophera Nolana</strong></p>
<p>Zapewne wiele osób zadawało sobie w przeszłości pytanie, jaka jest tajemnica naprawdę dobrych pomysłów. Idei tak wybitnych, że aż zmieniających rzeczywistość. A także – jak to się dzieje, że niektóre idee ulegają przedawnieniu i są zastępowane przez inne, a inne –  bardzo nieliczne &#8211; pozostają aktualne przez wiele następnych pokoleń. Christopher Nolan proponuje w swoim najnowszym filmie własną odpowiedź na te, jak się mogło wydawać raczej akademickie, pytania.</p>
<p><a href="http://kulturaliberalna.pl/2010/08/10/wigura-wymysl-to-%e2%80%9eincepcja%e2%80%9d-christophera-nolana-przeciw/" class="more-link">Przeczytaj resztę artykułu WIGURA: Wymyśl to! „Incepcja” Christophera Nolana [PRZECIW!]&#8230;</a></p>
]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><em>Karolina Wigura</em></p>
<p><strong>Wymyśl to! „Incepcja” Christophera Nolana</strong></p>
<p>Zapewne wiele osób zadawało sobie w przeszłości pytanie, jaka jest tajemnica naprawdę dobrych pomysłów. Idei tak wybitnych, że aż zmieniających rzeczywistość. A także – jak to się dzieje, że niektóre idee ulegają przedawnieniu i są zastępowane przez inne, a inne –  bardzo nieliczne &#8211; pozostają aktualne przez wiele następnych pokoleń. Christopher Nolan proponuje w swoim najnowszym filmie własną odpowiedź na te, jak się mogło wydawać raczej akademickie, pytania.</p>
<p>Szajka złodziei podświadomości, bohaterowie „Incepcji”, nie musi włamywać się do rzeczywistego skarbca, bo idealny skok zaplanowała… we śnie. W świecie, o którym opowiada film, najlepiej opłacanymi specjalistami są ci, którzy potrafią, używając spreparowanych marzeń sennych, wydobyć z głów geniuszy biznesu ich pomysły, oryginalne idee, a następnie skopiować je lub wydobyć ich słabe punkty, tak, by doprowadzić konkurentów do upadku. Nieliczni, bardzo wybitni z nich, potrafią także dokonać czegoś więcej: zaszczepić innym, w celach zamówionych przez mocodawcę, własne pomysły. Dokonać incepcji.</p>
<p>Historyjka z poziomu mikro wydaje się elementem szerszej refleksji Nolana. Ludzka kultura jest efektem rywalizacji idei, w najszerszym sensie tego słowa. Idee powstają, są zaszczepiane w umysłach nie tylko pojedynczych ludzi, ale i całych mas, i zmieniają rzeczywistość społeczną. Powstanie technik, które pozwoliłyby na skuteczne zaszczepianie nowych idei w sposób zaplanowany, byłoby prawdziwym przełomem.</p>
<p>Fabularny respons Nolana jest ciekawy, ale nie satysfakcjonujący. I to nie tylko dlatego, że film, pod względem formalnym zrobiony rzetelnie, nie ma błysku wybitności. Obfitość cytatów z historii kina oczywiście robi wrażenie – oglądamy opuszczoną plażę z „Planety Małp”, łoże śmierci z „Odysei kosmicznej 2001”, powietrzne walki z „Matrixa”. Jednak nawiązania, podobnie zresztą jak fantastyczne efekty specjalne, nie zostały połączone dostatecznie przykuwającą uwagę akcją ani też z galopem intelektualnych treści. W dodatku cytaty z koncepcji filozoficznych, czy psychologicznych, takich jak psychoanaliza Freuda, są doprawdy groteskowe – przykładem armia uzbrojonych po zęby jegomości, którzy mają symbolizować „broniącą się podświadomość”. Jeśli tak obficie korzystamy z historii X muzy, to dlaczego Leonarda di Caprio nie atakuje zmultiplikowany Woody Allen – przebrany za plemnik w filmie „Wszystko, co chcielibyście wiedzieć o seksie, ale boicie się zapytać”?</p>
<p>Ale żarty na bok. Forma jest zasadnicza dla zrozumienia, co właściwie dolega pozornie błyskotliwej odpowiedzi reżysera. „Nigdy nie kopiuj w całości tego, co już znasz. Używaj tylko fragmentów i składaj je we własną całość” – mówi jeden z bohaterów filmu i „Incepcja” została w 100 procentach nakręcona w zgodzie z tą zasadą. Teraz widać już może wyraźniej, że odpowiedź Nolana na pytanie o tajemnicę twórczości jest odpowiedzią zdolnego rzemieślnika, pozbawionego jednak daru tworzenia oryginalnych dzieł. Film oparty został na fałszywym założeniu, że aby z ideą sobie poradzić, należy ją poznać i następnie skopiować lub doprowadzić do rozpadu. A także, że tworzenie nowych idei jest oparte o korzystanie ze starych. Cóż, trudno o większą pomyłkę. Kopiowanie, czy może raczej, jak wyobraża sobie Nolan, kompilowanie skopiowanych elementów, w dłuższej perspektywie skazane jest na porażkę. Ten, który koncentruje się na kopiowaniu i kompilacji, zatrzymuje się na materiale, z którego korzysta. Efekt jest prowizoryczny. Jedynym sposobem na wygranie z ideą, jest zastąpienie jej inną. Własną.</p>
<p>Tu powstaje oczywiście szereg niewygodnych pytań, szczególnie nieprzyjemnych dla ewentualnych sponsorów nowych prac. Skąd wiadomo, że całkowicie oryginalna idea będzie wystarczająco wybitna? Są także pytania, chętnie zadawane przez filozofów: skąd wiadomo, do czego taka idea doprowadzi? Czy to prawda, zapytajmy dramatycznie za Karlem Popperem, że myślenie Platona zawierała zalążki totalitaryzmu, a Nietzschego – ideologii rasy panów? A może rację ma znawca cynizmu naszej epoki, Peter Sloterdijk, który o filozofach pisze jako o <em>designerach trendu</em>; osobach, które co najwyżej wyczuwają i wyrażają nadchodzący początek nowej epoki, ale bez których intelektualna moda wykrystalizowałaby się i tak?</p>
<p>Nolan wydaje się nazbyt pewnym siebie rzemieślnikiem. Szkoda. Czyż dopiero z niepewności nie narodziły się przed chwilą najciekawsze pytania? Zderzenie osobowości twórcy z jego czasami rzadko, bardzo rzadko, przynosi pomysł, który ma szansę przetrwać całe stulecia. Znacznie przerastając proste hasło, które leżało u początku: <em>wymyśl to!</em></p>
<p style="text-align: right;"><em><strong>„Kultura Liberalna” nr 83 (33/2010) z 10 sierpnia 2010 r.</strong></em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://kulturaliberalna.pl/2010/08/10/wigura-wymysl-to-%e2%80%9eincepcja%e2%80%9d-christophera-nolana-przeciw/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>WIGURA: Sokrates i papuga. O najnowszej książce Marthy Nussbaum „Not for Profit”</title>
		<link>http://kulturaliberalna.pl/2010/07/27/wigura-sokrates-i-papuga-o-najnowszej-ksiazce-marthy-nussbaum-%e2%80%9enot-for-profit%e2%80%9d/</link>
		<comments>http://kulturaliberalna.pl/2010/07/27/wigura-sokrates-i-papuga-o-najnowszej-ksiazce-marthy-nussbaum-%e2%80%9enot-for-profit%e2%80%9d/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 26 Jul 2010 23:51:59 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Czytając]]></category>
		<category><![CDATA[Cultivating Humanity]]></category>
		<category><![CDATA[democrazy]]></category>
		<category><![CDATA[demokracja]]></category>
		<category><![CDATA[demokracja deliberatywna]]></category>
		<category><![CDATA[Karolina Wigura]]></category>
		<category><![CDATA[Kultura Liberalna]]></category>
		<category><![CDATA[liberalizm]]></category>
		<category><![CDATA[Martha Nussbaum]]></category>
		<category><![CDATA[Not for Profit]]></category>
		<category><![CDATA[Not for Profit. Why Democracy Needs the Humanities]]></category>
		<category><![CDATA[nr 81]]></category>
		<category><![CDATA[Nussbaum]]></category>
		<category><![CDATA[Princeton and Oxford]]></category>
		<category><![CDATA[Princeton University Press]]></category>
		<category><![CDATA[Rabindranath Tagore]]></category>
		<category><![CDATA[Tagore]]></category>
		<category><![CDATA[Why Democracy Needs the Humanities]]></category>
		<category><![CDATA[Wigura]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://kulturaliberalna.pl/?p=6561</guid>
		<description><![CDATA[<p><em>Karolina Wigura</em></p>
<p><strong>Sokrates i papuga. O najnowszej książce Marthy Nussbaum „Not for Profit” </strong></p>
<p><strong><a href="http://kulturaliberalna.pl/wp-content/uploads/2010/07/nussbaum.gif"><img class="aligncenter size-medium wp-image-6570" title="nussbaum" src="http://kulturaliberalna.pl/wp-content/uploads/2010/07/nussbaum-206x300.gif" alt="" width="206" height="300" /></a><br />
</strong></p>
<p><em>Pewien Radża miał piękną papugę. Któregoś dnia doszedł do wniosku, że ptakowi należy zapewnić właściwą edukację, wezwał więc mędrców z całego królestwa. Spędzili oni wiele dni i nocy, spierając się bez końca o metodologię nauczania, a zwłaszcza o podręczniki. „Podręczników nigdy nie może być zbyt wiele!” – wykrzykiwali. W końcu jednak doszli do porozumienia. Ptak otrzymał wspaniały budynek szkolny – złotą klatkę. Następnie uczeni zaprezentowali Radży opracowaną przez nich metodę. Była tak zdumiewająca, że ptak wydawał się, w porównaniu z nią śmiesznie małego znaczenia… Z podręcznikiem w jednej dłoni, a dyscypliną w drugiej, nauczyciele kolejno przystępowali do szkolenia ptaka.</em></p>
<p><a href="http://kulturaliberalna.pl/2010/07/27/wigura-sokrates-i-papuga-o-najnowszej-ksiazce-marthy-nussbaum-%e2%80%9enot-for-profit%e2%80%9d/" class="more-link">Przeczytaj resztę artykułu WIGURA: Sokrates i papuga. O najnowszej książce Marthy Nussbaum „Not for Profit”&#8230;</a></p>
]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><em>Karolina Wigura</em></p>
<p><strong>Sokrates i papuga. O najnowszej książce Marthy Nussbaum „Not for Profit” </strong></p>
<p><strong><a href="http://kulturaliberalna.pl/wp-content/uploads/2010/07/nussbaum.gif"><img class="aligncenter size-medium wp-image-6570" title="nussbaum" src="http://kulturaliberalna.pl/wp-content/uploads/2010/07/nussbaum-206x300.gif" alt="" width="206" height="300" /></a><br />
</strong></p>
<p><em>Pewien Radża miał piękną papugę. Któregoś dnia doszedł do wniosku, że ptakowi należy zapewnić właściwą edukację, wezwał więc mędrców z całego królestwa. Spędzili oni wiele dni i nocy, spierając się bez końca o metodologię nauczania, a zwłaszcza o podręczniki. „Podręczników nigdy nie może być zbyt wiele!” – wykrzykiwali. W końcu jednak doszli do porozumienia. Ptak otrzymał wspaniały budynek szkolny – złotą klatkę. Następnie uczeni zaprezentowali Radży opracowaną przez nich metodę. Była tak zdumiewająca, że ptak wydawał się, w porównaniu z nią śmiesznie małego znaczenia… Z podręcznikiem w jednej dłoni, a dyscypliną w drugiej, nauczyciele kolejno przystępowali do szkolenia ptaka.</em></p>
<p>To nie początek jednej z baśni tysiąca i jednej nocy, ale alegoria tradycyjnego indyjskiego sposobu nauczania, autorstwa Rabindranatha Tagore’a. Służy ona Marcie Nussbaum, by w najnowszej książce „Not for Profit. Why Democracy Needs Humanities” scharakteryzować pewien „cichy kryzys”. Ten kryzys, zdaniem filozof z Chicago, rozwija się niczym rak w światowym systemie edukacji, od szkół podstawowych aż po uniwersytety i może doprowadzić demokracje na całym świecie do zguby.</p>
<p>„Radykalne zmiany zachodzą w tym, czego społeczeństwa demokratyczne nauczały dotąd młodych – pisze Nussbaum. – […] Właściwie w każdym kraju na świecie rezygnuje się z humanistyki i sztuk pięknych, tak w szkołach podstawowych i średnich, jak i na poziomie edukacji uniwersyteckiej. Uważane są one przez decydentów politycznych za bezwartościowe dodatki i w chwili, gdy kraje muszą zrezygnować ze wszystkiego, co zbędne, aby pozostać konkurencyjnymi na rynku światowym, dziedziny te gwałtownie tracą swoje miejsce zarówno w programach nauczania, jak i w umysłach i sercach rodziców i ich dzieci. […] Jeśli owa tendencja się utrzyma, narody na całym świecie już wkrótce produkować będą pokolenia złożone raczej z praktycznych automatów niż pełnowartościowych obywateli, którzy muszą umieć samodzielnie myśleć, krytykować tradycję i rozumieć sens, jaki ma cierpienie innej osoby”.</p>
<p>To prawda, że tzw. umiejętności praktyczne uznaje się dziś na całym świecie za coraz ważniejsze. Jednak można mieć pewne zastrzeżenia do diagnozy Nussbaum. W porządnych szkołach i uczelniach wyższych – przede wszystkim w USA i Wielkiej Brytanii – istnieją dobre tradycje nauczania przedmiotów humanistycznych i sztuk pięknych na wysokim poziomie, co zresztą autorka „Not for Profit” sama przyznaje. Słowa Nussbaum o „rezygnowaniu” z tych przedmiotów sprawiają też wrażenie, jak gdyby wszędzie, od dojrzałych demokracji europejskich po te całkiem młode, jak indyjska, nauczano dawniej owych przedmiotów powszechnie, a teraz rezygnuje się z tego ze szkodą dla demokracji. Może jednak właściwy problem leży gdzie indziej. Na przykład w Niemczech, gdzie do „Geisteswissenschaften” przykłada się do dziś ogromną wagę, zajęcia często przypominają raczej quizy ze znajomości faktów niż głęboką dyskusję nad intrygującymi przecież tekstami (jeden z najbardziej szanowanych za wysoki intelektualny poziom tygodników niemieckich, „Die Zeit”, grzmiał ostatnio, że „szkoła czyni głupim”). Także i nad Wisłą panuje namiętne przywiązanie do materiału humanistycznego. Osobiście wspominam jednak polską szkołę jako 12 lat opanowywania materiału niemal wyłącznie na pamięć, bez odniesienia do rzeczywistości, w której ten materiał miałby nam się kiedyś przydać i dwanaście lat hierarchii absolutnej, w której liczyła się wyłącznie jedna relacja uczeń <em>vs.</em> nauczyciel. Dziś materiału jest mniej, za to przyswajany jest z nieodłączną myślą o „kluczu”. Uniwersytet, poza nielicznymi wydziałami, wygląda chyba podobnie.</p>
<p>Nussbaum sama zdawała sobie chyba z tego problemu sprawę, w dalszej części książki przyznaje bowiem, że nie chodzi po prostu o wykładanie w szkołach i na uniwersytetach przedmiotów z zakresu humanistyki i sztuk pięknych. Równie ważna jak ich obecność jest metodologia nauczania. Autorka „Cultivating Humanity” wprowadza pojęcie pedagogiki sokratejskiej, która ma opierać się na dwóch elementach.</p>
<p>Po pierwsze, na rozwijaniu u uczniów/studentów zmysłu krytycznego. Sokrates uczył swoich rozmówców logiki argumentacji, pokazując im, jak często ich własne przekonania oparte są na nieprzemyślanych przesądach. Czytanie filozofii i literatury, pisze Nussbaum, jest wartościowe tylko wtedy, gdy częścią zajęć jest krytyczna rozmowa na temat tekstu – rekonstruowanie argumentów i odnajdywanie błędów w rozumowaniu.</p>
<p>Po drugie, sokratejska pedagogika ma być oparta na kształtowaniu wyobraźni. To znaczy próbach zrozumienia, dlaczego dany utwór literacki lub traktat filozoficzny został napisany właśnie w ten, a nie inny sposób, jak ukształtowały go czas i kultura, w której powstał. Krótko mówiąc, chodzi o znalezienie złotego środka pomiędzy krytyką danego dzieła/tekstu a zrozumieniem głębokich przyczyn jego kształtu.</p>
<p>Do czego jednak obywatelom potrzebna jest nauka krytycznego myślenia i wyobraźni? Instytucje demokratycznego państwa prawa mogą przecież funkcjonować całkiem dobrze, nawet gdy obywatele zajęci będą codziennym gromadzeniem kapitału i – jeśli zgromadzą go wystarczająco dużo – konsumpcją, a politycznych i wspólnotowych emocji doświadczać będą w intymności fotela i telewizora. Marcie Nussbaum taka sytuacja jednak nie wystarcza. Jej myślenie mocno naznaczone jest klasyczną, Platońską i Arystotelesowską wizją państwa jako miejsca, w którym ludzie powinni jak najpełniej realizować swoje „dzielności”. Czynić jak najlepszy użytek z tego, że są ludźmi, <em>zoon politikon</em>. Nie wystarczy, by jednostki realizowały się na rynku, bogacąc się. Poza rynkiem jest jeszcze bardzo wiele – choćby sfera polityczności, dyskusji, spotkań z Innym. Zarówno na rynku, jak i w owych innych sferach, nie poradzimy sobie bez choćby podstaw sokratejskich umiejętności.</p>
<p>Wizję państwa, którą proponuje Nussbaum, a także związaną z nią wizję dobrego życia, można uznać za swoją lub odrzucić. Istotne jest jednak postawienie przed sobą problemu, który z owej wizji wynika. Nussbaum w istocie zadaje bowiem pytanie, które ostatnimi czasy nabrało niebagatelnego znaczenia także nad Wisłą: w którą stronę zreformować (domagający się pilnie) zreformowania system edukacji? Do czego służą szkoła i uniwersytet w Polsce?</p>
<p>W dużym uproszczeniu, udziela się zwykle dwóch odpowiedzi na te pytania.</p>
<p>System edukacji służy „przygotowaniu do wejścia na rynek” – argumentują jedni. Szkoła, a zwłaszcza uniwersytet, ma przygotowywać do odnalezienia się na rynku pracy. Warunki, z jakimi spotykają się dziś młodzi ludzie trafiający na rynek, są trudne. Rynek jest w wielkiej mierze nasycony przez wykształcone i bardziej doświadczone osoby i młodym trudno będzie dostać pracę, jeśli nie będą miały odpowiednich, praktycznych kwalifikacji. Teoretyczne bujanie w obłokach w niczym im nie pomoże.</p>
<p>Ależ nie, edukacja służy wszechstronnemu wykształceniu obywatela – upierają się drudzy. Szkoła może w jakiejś mierze uczyć praktycznych umiejętności, ale jej domeną jest raczej wiedza ogólna. Natomiast uniwersytet w żadnej mierze nie ma obowiązku przygotowania do spotkania z rynkiem. Od tego ostatniego są praktyki studenckie. Profesorowie mają obowiązek wykształcić ludzi wrażliwych, żyjących pełnią intelektualnego życia. Jeśli ktoś chce nauczyć się w uczelni wyższej zawodu, niechaj idzie na politechnikę.</p>
<p>Obie strony chętnie upierają się wyłącznie przy swoim zdaniu. Ale czyż oba te podejścia nie są utopijne? To prawda, że wielu szefów nie chce, by ich pracownicy byli zbyt krytyczni, ponieważ jest to niewygodne. W dłuższej perspektywie jednak krytyczne myślenie i wyobraźnia przekładają się na kreatywność, a kreatywność to lepsza praca. To raz. A dwa – rynek nie jest rajem, do którego szczęśliwie trafiają praktycznie wykształcone automaty. Oprócz pensji i ubezpieczenia czekają tam jeszcze manipulacje i próby skorumpowania. Oczywiście, że wykładanie humanistyki i sztuk pięknych nie daje gwarancji, że będziemy bardziej kreatywni, krytyczni, a przez to odporniejsi na manipulację. Ale Nussbaum ma wiele racji, twierdząc, że właśnie te dziedziny, a nie przedmioty ścisłe, <em>pomagają</em> w kształtowaniu wspomnianych cech. Choć Nussbaum pisze głównie o Stanach Zjednoczonych i Indiach, jej rozważania na ten temat mogą być przydatne także u nas. Jeśli do sensownej reformy edukacji w końcu dojdzie, warto będzie jej argumenty mieć w pamięci.</p>
<p>W przeciwnym razie być może czeka nas bowiem to, co papugę z opowieści Tagore’a.</p>
<p><em>Któregoś dnia papuga zdechła. Przez pewien czas nikt nie zwrócił na to uwagi. W końcu siostrzeniec przyniósł Radży o tym wiadomość:</em></p>
<p><em>„Wuju, edukacja ptaka dokonała się”.</em></p>
<p><strong><em>Książka:</em></strong></p>
<p>Martha Nussbaum, „Not for Profit. Why Democracy Needs the Humanities”, Princeton University Press, Princeton and Oxford 2010</p>
<p><em>* Karolina Wigura, doktor socjologii, dziennikarz. Członkini redakcji „Kultury Liberalnej”, piątkowego dodatku „Kultura” do „Dziennika” i miesięcznika „Europa”.</em></p>
<p style="text-align: right;"><strong><em>„Kultura Liberalna” nr 81 (31/2010) z 27 lipca 2010 r.</em></strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://kulturaliberalna.pl/2010/07/27/wigura-sokrates-i-papuga-o-najnowszej-ksiazce-marthy-nussbaum-%e2%80%9enot-for-profit%e2%80%9d/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>WIGURA: Nikt nie mówi „sprawdzam”. O drugiej debacie Kaczyński/Komorowski</title>
		<link>http://kulturaliberalna.pl/2010/06/29/wigura-nikt-nie-mowi-%e2%80%9esprawdzam%e2%80%9d-o-drugiej-debacie-kaczynskikomorowski/</link>
		<comments>http://kulturaliberalna.pl/2010/06/29/wigura-nikt-nie-mowi-%e2%80%9esprawdzam%e2%80%9d-o-drugiej-debacie-kaczynskikomorowski/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 29 Jun 2010 00:14:49 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Szybki komentarz]]></category>
		<category><![CDATA[Bronisław Komorowski]]></category>
		<category><![CDATA[druga debata prezydencka]]></category>
		<category><![CDATA[Jarosław Kaczyński]]></category>
		<category><![CDATA[Kaczyński]]></category>
		<category><![CDATA[Karolina Wigura]]></category>
		<category><![CDATA[Komorowski]]></category>
		<category><![CDATA[PiS]]></category>
		<category><![CDATA[PO]]></category>
		<category><![CDATA[Wigura]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://kulturaliberalna.pl/?p=6279</guid>
		<description><![CDATA[<p><em>Karolina Wigura</em></p>
<p><strong>Nikt nie mówi „sprawdzam”. O drugiej debacie Kaczyński/Komorowski</strong></p>
<p>Kilka lat temu, gdy Nicolas Sarkozy kandydował na urząd prezydenta Francji, zorganizowano telewizyjną debatę między nim a jego przeciwniczką, Ségolène Royal. Oponentów posadzono przy długim stole, naprzeciwko siebie. Przez kilkadziesiąt minut zaprezentowali oni rzadki popis przygotowania, znajomości historii najnowszej i efektów reform oraz umiejętności argumentacji. Zaś sposób wyreżyserowania programu pozwolił na rzetelną dyskusję i wzajemne merytoryczne kontry. Może nawet – chwilami – poszukiwanie prawdy.</p>
<p><a href="http://kulturaliberalna.pl/2010/06/29/wigura-nikt-nie-mowi-%e2%80%9esprawdzam%e2%80%9d-o-drugiej-debacie-kaczynskikomorowski/" class="more-link">Przeczytaj resztę artykułu WIGURA: Nikt nie mówi „sprawdzam”. O drugiej debacie Kaczyński/Komorowski&#8230;</a></p>
]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><em>Karolina Wigura</em></p>
<p><strong>Nikt nie mówi „sprawdzam”. O drugiej debacie Kaczyński/Komorowski</strong></p>
<p>Kilka lat temu, gdy Nicolas Sarkozy kandydował na urząd prezydenta Francji, zorganizowano telewizyjną debatę między nim a jego przeciwniczką, Ségolène Royal. Oponentów posadzono przy długim stole, naprzeciwko siebie. Przez kilkadziesiąt minut zaprezentowali oni rzadki popis przygotowania, znajomości historii najnowszej i efektów reform oraz umiejętności argumentacji. Zaś sposób wyreżyserowania programu pozwolił na rzetelną dyskusję i wzajemne merytoryczne kontry. Może nawet – chwilami – poszukiwanie prawdy.</p>
<p>W polskich debatach prezydenckich anno Domini 2010 tło i oprawa dźwiękowa rozpraszają widzów, dziennikarze w zbyt wielkiej liczbie tłoczą się za (kawiarnianym?) stołem. A w dodatku &#8211; zupełnie nie wiadomo, po co kandydaci zostali posadzeni obok siebie. Pytania są im znane z góry, odpowiedzi mają wyuczone klasówkowo, mogliby doskonale siedzieć w oddzielnych pomieszczeniach, czasem tylko kurtuazyjnie pukając do drzwi sąsiada, by przekazać mu coraz to nowe kłopotliwe dokumenty (lub uścisnąć mu dłoń).</p>
<p>Widzów pozbawiono w ten sposób możliwości sprawdzenia, jacy ich kandydaci są, gdy coś ich zaskoczy, gdy usłyszą pytanie, którego nikt im wcześniej nie zadał, gdy sytuacja wymknie się im spod kontroli. Ale jest i inne, gorsze zjawisko. We wczorajszej debacie nikt nie mówił „sprawdzam”.</p>
<p>O przykłady nietrudno. Na pytanie „czy będzie pan jako prezydent jeździł na posiedzenia Rady Europy?” Jarosław Kaczyński odpowiedział: „będę działał zgodnie z orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego”. Przeciętny widz nie wie, o które orzeczenie chodzi lub nie pamięta, co Trybunał orzekł. W studiu jednak panuje zgodne milczenie. Może wiedza osób w studiu nie różni się od wiedzy owego przeciętnego widza.</p>
<p>Przykład drugi. Jarosław Kaczyński przekazuje Bronisławowi Komorowskiemu raport „Polska 2030”, mówiąc, że na stronie 239 autorzy piszą o Polsce A i Polsce B. Komorowski milczy, nikt nie mówi „sprawdzam”, więc po debacie robię to ja. Na stronie 239 raportu, poświęconej kapitałowi intelektualnemu, nie ma nic na ten temat. Może jest to napisane gdzieś indziej na blisko 400 stronach tego raportu – niestety nie znam go aż tak dobrze, by szybko to zweryfikować. Ale Bronisław Komorowski powinien wiedzieć. Wniosek? Kandydat PO nie zna najważniejszego zarysu wizji i strategii własnej partii.</p>
<p>Przykład trzeci. Komentując pierwszą debatę Kaczyński/Komorowski, krytykowałam brak rozmowy o prezydenturze jako planie na pięć lat i pewnej wizji Polski. Tym razem słowa „wizja”, „strategia”, „plan” pojawiały się bardzo często. Cóż, kiedy można było odnieść wrażenie, że żaden z kandydatów nie rozumie zasadniczej różnicy między tymi pojęciami. W dodatku poglądy o prezydenturze wypowiadali w pomieszaniu z polemiką z polityką Donalda Tuska i tematyką, związaną z typową działalnością rządu, a nie prezydenta, powstał kompletny myślowy bałagan. W głowach uczestników, prowadzących i chyba również widzów.</p>
<p>Bardzo podobna była sytuacja, gdy Kaczyński mówił o kompletnej kompromitacji idei liberalnych, a Jarosław Gugała skontrował go, mówiąc o kompromitacji państwa socjalnego. Nie padło pytanie: których idei liberalnych? Czy chodzi o neoliberalizm, który rzeczywiście doprowadził do kryzysu finansowego, czy może o liberalizm socjalny? I o które rozwiązanie państwa socjalnego chodzi – francuskie, szwedzkie, niemieckie, czy może amerykańskie? Kaczyński wspominał o Niemczech, mówiąc, że Polacy wyjeżdżają tam, by korzystać z urządzeń socjalnych. Ale czym są Niemcy, jeśli nie liberalnym państwem socjalnym?</p>
<p>Można oczywiście odpowiedzieć, że dziennikarze – Katarzyna Kolenda-Zaleska i Jarosław Gugała – starali się kontrować i wymuszać odpowiedzi kandydatów. Czynili to tak często, jak pozwalała im formuła debaty. Ale w ten sposób znów wracamy do początku. Może, gdyby dziennikarz był jeden, a dyskusja odbywałaby się między kandydatami, udałoby się do tych kluczowych spraw nawiązać</p>
<p>Prawdopodobnie istnieje jednak głębsza przyczyna. Nieznajomość idei i polskiego prawa oraz niezrozumienie zasadniczych pojęć, to zjawiska wyraźne we wczorajszej rozmowie, a w rzeczywistości charakterystyczne dla polskiej debaty publicznej w ogóle. Brak zniuansowania myślenia uniemożliwia jednak budowanie porozumienia lub chociaż konstruktywnego sporu, a wyłącznie podsyca wyobrażenie o nie dających się zakopać podziałach. Tylko zrozumienie idei i pojęć, do których się odwołujemy, mogłoby pozwolić zrozumieć, gdzie są różnice, a gdzie &#8211; podobieństwa między nami.</p>
<p>Chyba, że naprawdę uważamy, że poradzimy sobie bez tego. Wtedy możemy rzeczywiście, tak jak to się stało na końcu wczorajszej debaty, sprowadzić polską konstytucję do pustki sześciu słów: „Zgoda buduje, bo Polska jest najważniejsza”. Wtedy nikt nie będzie już musiał mówić: „sprawdzam”.</p>
<p style="text-align: right;"><strong><em>[<a href="http://kulturaliberalna.pl/2010/06/22/dwie-i-pol-polski/" target="_blank">czytaj także komentarz o pierwszej debacie Kaczyński/Komorowski</a>]</em></strong></p>
<p><em>* Karolina Wigura, doktor socjologii, dziennikarz. Członkini Redakcji „Kultury Liberalnej”, piątkowego dodatku „Kultura” do „Dziennika” i miesięcznika „Europa”.</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://kulturaliberalna.pl/2010/06/29/wigura-nikt-nie-mowi-%e2%80%9esprawdzam%e2%80%9d-o-drugiej-debacie-kaczynskikomorowski/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>WIGURA: O namiastce debaty Kaczyński/Komorowski i sztabowych kompromisach</title>
		<link>http://kulturaliberalna.pl/2010/06/22/dwie-i-pol-polski/</link>
		<comments>http://kulturaliberalna.pl/2010/06/22/dwie-i-pol-polski/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 21 Jun 2010 23:15:09 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Szybki komentarz]]></category>
		<category><![CDATA[Afganistan]]></category>
		<category><![CDATA[Białoruś]]></category>
		<category><![CDATA[Boni]]></category>
		<category><![CDATA[Bronisław Komorowski]]></category>
		<category><![CDATA[debata]]></category>
		<category><![CDATA[debata prezydencka]]></category>
		<category><![CDATA[gafa]]></category>
		<category><![CDATA[Giedroyc]]></category>
		<category><![CDATA[Jarosław Kaczyński]]></category>
		<category><![CDATA[Kaczyński]]></category>
		<category><![CDATA[Karolina Wigura]]></category>
		<category><![CDATA[Komorowski]]></category>
		<category><![CDATA[Kultura Liberalna]]></category>
		<category><![CDATA[liberalizm]]></category>
		<category><![CDATA[Michał Boni]]></category>
		<category><![CDATA[Moskwa]]></category>
		<category><![CDATA[Partnerstwo Wschodnie]]></category>
		<category><![CDATA[Pałac Namiestnikowski]]></category>
		<category><![CDATA[Pałac Prezydencki]]></category>
		<category><![CDATA[Pełczyński]]></category>
		<category><![CDATA[PiS]]></category>
		<category><![CDATA[Piłsudski]]></category>
		<category><![CDATA[Platforma]]></category>
		<category><![CDATA[Platforma Obywatelska]]></category>
		<category><![CDATA[PO]]></category>
		<category><![CDATA[Polska]]></category>
		<category><![CDATA[Polska w Afganistanie]]></category>
		<category><![CDATA[prawo]]></category>
		<category><![CDATA[premier]]></category>
		<category><![CDATA[prezydent]]></category>
		<category><![CDATA[sprawiedliwość]]></category>
		<category><![CDATA[Słownik Języka Polskiego]]></category>
		<category><![CDATA[TVP]]></category>
		<category><![CDATA[Wigura]]></category>
		<category><![CDATA[Zbigniew Pełczyński]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://kulturaliberalna.pl/?p=6182</guid>
		<description><![CDATA[<p><em>Karolina Wigura</em></p>
<p><strong>O namiastce debaty Kaczyński/Komorowski i sztabowych kompromisach</strong></p>
<p>Zbyt głośna muzyka, plazmowe ekrany wyświetlające biało-czerwone tańce wstążek i falujący Pałac Prezydencki. Trzy prowadzące na dwóch kandydatów. Za dużo. Reguł debaty tak wiele, że nie jestem w stanie ich zapamiętać. Między prowadzącymi a kandydatami zbyt wielka przestrzeń. Za to między Kaczyńskim i Komorowskim może metr. Choć przecież nie wolno im ze sobą dyskutować.</p>
<p><a href="http://kulturaliberalna.pl/2010/06/22/dwie-i-pol-polski/" class="more-link">Przeczytaj resztę artykułu WIGURA: O namiastce debaty Kaczyński/Komorowski i sztabowych kompromisach&#8230;</a></p>
]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><em>Karolina Wigura</em></p>
<p><strong>O namiastce debaty Kaczyński/Komorowski i sztabowych kompromisach</strong></p>
<p>Zbyt głośna muzyka, plazmowe ekrany wyświetlające biało-czerwone tańce wstążek i falujący Pałac Prezydencki. Trzy prowadzące na dwóch kandydatów. Za dużo. Reguł debaty tak wiele, że nie jestem w stanie ich zapamiętać. Między prowadzącymi a kandydatami zbyt wielka przestrzeń. Za to między Kaczyńskim i Komorowskim może metr. Choć przecież nie wolno im ze sobą dyskutować.</p>
<p>Ale to pewnie kwestia kompromisu między sztabami. Informację o kompromisie media zdążyły przed rozpoczęciem programu w niedzielny wieczór powtórzyć setki razy.</p>
<p>Pierwsza runda dotyczy polityki społecznej. Dowiaduję się z niej, od Jarosława Kaczyńskiego, że Polska jest najważniejsza, ale że są dwie Polski. Bronisław Komorowski mówi, że Polska jest jedna, ale że kłóci się sama ze sobą, więc może jednak są dwie. A może dwie i pół. W rundzie dotyczącej gospodarki – spory co do tego, kto kiedy i o czym zadecydował. Wszelkie próby polemiki między kandydatami są od razu torpedowane przez prowadzące.</p>
<p>To pewnie kwestia kompromisu między sztabami.</p>
<p>W rundzie o polityce zagranicznej dowiaduję się z ust Kaczyńskiego, że sytuację na Białorusi będzie konsultował z Moskwą. Komorowski kontruje go pełen satysfakcji, ale zaraz sam opowiada o stosunkach z Białorusinami językiem tyleż rozsądnym, co pozbawionym jakiegokolwiek szerszego kontekstu. Sformułowanie „Partnerstwo Wschodnie” nikomu nie przechodzi przez usta. Gdy jedna z prowadzących pyta o katastrofę smoleńską, Kaczyński odpowiada, że nie chciał używać tego argumentu w debacie, ale skoro go już zapytano, to odpowie. Chociaż dobrze wiemy, że wszystkie pytania zostały ustalone wcześniej.</p>
<p>To pewnie kwestia kompromisu między sztabami.</p>
<p>Minuty mijają i zaczynam niespokojnie kręcić się w fotelu. Czekam, aż skończą się pytania o kwestie dawno zagadane na śmierć i zaczną się te, których jeszcze albo dawno nie słyszeliśmy. Jakim będzie pan prezydentem? O jakiej Polsce pan marzy? Jaka jest pana WIZJA – i czy ma pan w ogóle jakąkolwiek?</p>
<p>Te pytania nie padają. Za to dalej słucham wypowiedzi na tematy, które być może w jakimś sensie są papierkiem lakmusowym poglądów kandydatów – oczywiście jeśli zakładamy, że poglądy na nie każdego z nich nie zostało dotąd powtórzone milion razy. Problem jednak w tym, że pytania, które padają w tej „debacie”, w ogóle nie są dobrze skierowane. Afganistan &#8211; <em>in vitro</em> &#8211; związki partnerskie &#8211; służby mundurowe &#8211; to zagadnienia dla szefów partii, rywalizujących o fotel premiera. Konstytucja mówi jasno: w Polsce rządzi rząd. To rząd projektuje politykę w tego rodzaju sprawach – ważnych, ale dotyczących najbliższego roku, może dwóch lub trzech, funkcjonowania kraju i społeczeństwa.</p>
<p>A prezydent? W Polsce to dziwne stanowisko, bez władzy, ale z silną legitymacją, pochodzącą z powszechnych wyborów (<a href="http://kulturaliberalna.pl/2010/06/15/pelczynski-wybory-prezydenckie-dylematy-obywatelskie-widziane-znad-tamizy-cz-1/" target="_blank">pisał o tym niedawno na łamach <em>Kultury Liberalnej</em> Zbigniew Pełczyński</a>). Czy jest to funkcja bezsensowna? Uwikłana tylko w trudny polityczny porządek, w którym pisano konstytucję? Niekoniecznie. Można też rozumieć ją jako stanowisko, którego wart jest człowiek na tyle mądry, by prezentować własną wizję tego, co chce z nią przez pięć, może 10 lat, zrobić. Prezydent może robić bardzo wiele: choćby zgłaszać projekty ustaw, lobbować w polityce zagranicznej, tworzyć strategie rozwoju kraju. Jeśli wprowadzając się do Pałacu Namiestnikowskiego, wnosi ze sobą wizję.</p>
<p>W niedzielnej „debacie” takiej wizji nie zaproponował jednak nikt. Komorowski wspomniał coś o Michale Bonim, ale nie w kontekście &#8222;Polski 2030&#8243;, jedynej całościowej wizji, którą wyprodukowała dotąd Platforma Obywatelska. Kaczyński użył nazwisk Giedroycia i Piłsudskiego, ale tak, jakby się nimi podpierał, a nie objaśniał wizję. O polityce europejskiej mówiono, spierając się czy należy, czy może nie, wymachiwać szabelką. O wschodniej &#8211; spierając się o gafę Kaczyńskiego, dotyczącą rozmów w Moskwie.</p>
<p>Nikt też o wizję nie zapytał. Można zatem spierać się o to, kto był bardziej wycofany, a kto aktywniejszy, kto komu wytknął złamanie prawa, a kto palnął gafę. Ale w gruncie rzeczy powiedzmy jedno – tej „debaty” nie wygrał nikt. Debata nie może być wygrana, jeśli w niej nie debatowano, nie omawiano, nie roztrząsano problemów (jak uczy nas <em>Słownik Języka Polskiego</em>). Żeby debatować, trzeba rozmawiać o jakiejkolwiek merytorycznej zawartości. Tylko że – niestety &#8211; żeby to było możliwe, trzeba byłoby wyżej postawić poprzeczkę. Kandydatom, dziennikarzom i widzom. Na to zabrakło odwagi.</p>
<p>Ale to pewnie również kwestia kompromisu między sztabami.</p>
<p><em>* Karolina Wigura, doktor socjologii, dziennikarz. Członkini Redakcji „Kultury Liberalnej”, piątkowego dodatku „Kultura” do „Dziennika” i miesięcznika „Europa”.</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://kulturaliberalna.pl/2010/06/22/dwie-i-pol-polski/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Strach Ukraińców jest jak moralny Czarnobyl</title>
		<link>http://kulturaliberalna.pl/2010/06/08/strach-ukraincow-jest-jak-moralny-czarnobyl/</link>
		<comments>http://kulturaliberalna.pl/2010/06/08/strach-ukraincow-jest-jak-moralny-czarnobyl/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 08 Jun 2010 01:31:57 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Pytając]]></category>
		<category><![CDATA[Borys Gudziak]]></category>
		<category><![CDATA[Gudziak]]></category>
		<category><![CDATA[Karolina Wigura]]></category>
		<category><![CDATA[Lwów]]></category>
		<category><![CDATA[nr 74]]></category>
		<category><![CDATA[Popiełuszko]]></category>
		<category><![CDATA[Ukraina]]></category>
		<category><![CDATA[Wigura]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://kulturaliberalna.pl/?p=5904</guid>
		<description><![CDATA[mówi ojciec BORYS GUDZIAK w rozmowie z Karoliną Wigurą]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Strach Ukraińców jest jak moralny Czarnobyl</strong></p>
<p><em><strong>mówi ojciec Borys Gudziak w rozmowie z Karoliną Wigurą</strong></em></p>
<p><em>Z ojcem Borysem Gudziakiem spotykam się w warszawskim klasztorze Ojców Bazylianów. Mój rozmówca to rektor Ukraińskiego Katolickiego Uniwersytetu i jeden z grekokatolickich duchownych, którzy w minioną niedzielę koncelebrowali mszę beatyfikacyjną ks. Jerzego Popiełuszki. Ojciec Gudziak kilkanaście dni temu publicznie zaprotestował przeciwko zachowaniu Służby Bezpieczeństwa Ukrainy wobec jego uczelni. 19 maja na stronie internetowej UKU ukazało się memorandum, w którym poinformował profesorów, studentów i społeczeństwo o szczegółach rozmowy, jaką przeprowadził z nim dzień wcześniej lwowski funkcjonariusz SBU (<a href="http://www.ucu.edu.ua/eng/current/chronicles/article;4693" target="_blank">http://www.ucu.edu.ua/eng/current/chronicles/article;4693</a>). Skróconą wersję relacji opublikował wówczas między innymi „The Economist” (<a href="http://www.economist.com/blogs/easternapproaches/2010/05/ukraine" target="_blank">http://www.economist.com/blogs/easternapproaches/2010/05/ukraine</a>).</em></p>
<p><em>Z Borysem Gudziakiem rozmawiamy o tym wydarzeniu i o dzisiejszej Ukrainie. O pozostałościach komunizmu i o strachu, który wciąż panuje w ukraińskim społeczeństwie. </em></p>
<p><strong>Karolina Wigura: <em>Czego symptomem jest wizyta agenta Służby Bezpieczeństwa Ukrainy w rektoracie Ukraińskiego Katolickiego Uniwersytetu? I jakie są jej konsekwencje?</em></strong></p>
<p><strong>Borys Gudziak: </strong>Musimy wyraźnie powiedzieć jedno: na Ukrainie panuje olbrzymi strach. To jest jak moralny Czarnobyl. Jak promieniowanie radioaktywne. Nie można tego wyczuć węchem ani smakiem, to właściwie nie boli. Mimo to jest wszechobecne i stopniowo niszczy organizm. W XX stuleciu zginęło na naszej ziemi 17 milionów ludzi. System sowiecki był zaprojektowany tak, by rozpuszczać i niszczyć międzyludzkie zaufanie. Zaś Lwów był jednym z najsurowiej w Bloku Wschodnim ideologicznie kontrolowanych miast. Ponieważ przed 1939 był silnie antysowiecki, do 1950 roku panował tam reżim wojskowy. Strach, który pozostawiły te wydarzenia, mamy tuż pod skórą. Bardzo niewiele potrzeba, by się ujawnił. Pytanie, jakie dziś musi zadać sobie cała Ukraina – nie tylko Ukraiński Katolicki Uniwersytet, nie tylko ukraińscy katolicy w ogóle, lecz również ukraińscy politycy, biznesmeni, sfera publiczna, edukacyjna, kulturalna, jest takie: czy strach przetrwa, czy też mamy szanse na to, by zastąpiło go zaufanie? Jeśli chcemy, by zaufanie rosło w siłę musimy być świadomi, że to, co działo się w ostatnim miesiącu, było na tej drodze krokiem wstecz.</p>
<p><em><strong>Rozumiem, że ma ojciec na myśli więcej niż tylko wizytę funkcjonariusza SBU w rektoracie UKU. Czy ów „krok wstecz” jest związany z przejęciem na Ukrainie władzy przez Wiktora Janukowycza? </strong></em></p>
<p>Mamy tu przynajmniej do czynienia z powiązaniem chronologicznym, choć unikałbym łatwych sądów. Ale to prawda, że nowy minister edukacji szkalował niedawno Ukraińców zachodnich, twierdząc, że ani kulturalnie, ani społecznie, ani językowo (podobno mówią śmiesznie po ukraińsku), ani wyznaniowo nie są prawdziwymi Ukraińcami. To zupełnie tak, jak gdyby minister edukacji Niemiec stwierdził, że Bawarczycy nie mają prawa do niemieckiej tożsamości… Z kolei młodzi ludzie, zaangażowani w biznes, mówią mi, że wywierana jest dziś na nich presja.</p>
<p><em><strong>Wróćmy do problemu strachu. Dlaczego Polska w miarę szybko poradziła sobie z totalitarną traumą, a Ukraina nie?</strong></em></p>
<p>Istnieje wiele powodów. Polska była krajem komunistycznym przez dwa pokolenia. Ukraina – przez trzy. To wiele zmienia. W Polsce rolę wielkiej konsolidującej i wyzwalającej siły odgrywał Kościół, którego nie zdelegalizowano. Na Ukrainie Kościół greckokatolicki został zmuszony do zejścia do podziemia. Między rokiem 1939 a 1989 liczba księży grekokatolickich zmniejszyła się z 2500 do 300. Kościół prawosławny z kolei został najpierw zniszczony w latach 30., a później podlegał kontroli i licznym manipulacjom, a katolicki &#8211; zdziesiątkowano. Polska była głęboko straumatyzowana II wojną światową, a później działał w niej bardzo represyjny aparat bezpieczeństwa. Jednak nie dokonano w niej zbrodni na skalę ludobójstwa w czasie pokoju. Zaś na Ukrainie mieliśmy Hołodomor. I wreszcie: Polska, choć podległa Związkowi Radzieckiemu, była jednak do pewnego stopnia odrębna, Polacy mówili własnym językiem. Ukraińcy przez kilkadziesiąt lat byli bezustannie traktowani jak obywatele drugiej kategorii, język ukraiński – jako niepełnowartościowy. Na proces socjalizacji składało się między innymi negowanie własnej tożsamości.</p>
<p><strong><em>Jak Ukraińcy mogą poradzić sobie ze strachem? </em></strong></p>
<p>Na to pytanie nie ma prostej odpowiedzi. To nie sytuacja, jak z kawą rozpuszczalną: wrząca woda, proszek i po sprawie. Wszyscy dobrze wiemy, że dzieci, wobec których w dzieciństwie stosowano przemoc lub które upokarzano, noszą w sobie psychologiczną bliznę do końca życia. Z Ukrainą jest podobnie. Żeby z tego strachu wyjść, potrzebujemy zapewne minimum dwóch pokoleń. W społeczeństwie, w którym masowe zbrodnie były organizowane przez system państwowy, naturalny jest odruch negatywny wobec systemów wszelkiego rodzaju. Stąd między innymi bierze się gigantyczny problem ukraińskiej korupcji. Dlatego nie wystarczy moralizować, nie wystarczy powtarzać ludziom: „powinieneś robić to, a tego nie powinieneś robić”. Potrzeba bardzo wiele miłości i budowania trwałych, zdrowych związków. Nieważne, czy w sferze instytucjonalnej, czy personalnej. Dlatego też w sprawie niedawnej wizyty agenta SBU w rektoracie UKU najważniejsze jest dziś dla nas, by po pierwsze chronić naszych studentów, a po drugie, by reagować po chrześcijańsku – bez agresji, z szacunkiem dla godności także tych, którzy naszej godności nie respektują. „Zło dobrem zwyciężaj” – mówił ks. Jerzy Popiełuszko, o którego nauce i losie próbuję teraz, w tych trudnych dniach, trochę czytać. Mam nadzieję, że być może w ten sposób w końcu wywiąże się konstruktywny dialog między nami a policją i tajnymi służbami, że ci ostatni będą wchodzili w interakcję z uniwersytetami i społeczeństwem, bardziej respektując autonomię i prawo do wolności słowa.</p>
<p><em>* Borys Gudziak, duchowny grekokatolicki, rektor Ukraińskiego Katolickiego Uniwersytetu we Lwowie.<br />
** Karolina Wigura, doktor socjologii, dziennikarz. Członkini Redakcji „Kultury Liberalnej”, piątkowego dodatku „Kultura” do „Dziennika” i miesięcznika „Europa”.</em></p>
<p style="text-align: right;"><strong><em>„Kultura Liberalna” nr 74 (24/2010) z 8 czerwca 2010 r.</em></strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://kulturaliberalna.pl/2010/06/08/strach-ukraincow-jest-jak-moralny-czarnobyl/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>PARADOWSKA, MAKOWSKI, BOBIŃSKI, POSPIESZALSKI, MIECUGOW, URBAN: Bezstronne media&#8230; Dziś?!</title>
		<link>http://kulturaliberalna.pl/2010/06/01/paradowska-makowski-bobinski-pospieszalski-miecugow-urban-bezstronne-media-dzis/</link>
		<comments>http://kulturaliberalna.pl/2010/06/01/paradowska-makowski-bobinski-pospieszalski-miecugow-urban-bezstronne-media-dzis/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 01 Jun 2010 01:09:00 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Temat tygodnia]]></category>
		<category><![CDATA[Agata Tomaszuk]]></category>
		<category><![CDATA[Bobiński]]></category>
		<category><![CDATA[Ewa Serzysko]]></category>
		<category><![CDATA[Godzic]]></category>
		<category><![CDATA[Grzegorz Miecugow]]></category>
		<category><![CDATA[Instytut Obywatelski]]></category>
		<category><![CDATA[Jan Pospieszalski]]></category>
		<category><![CDATA[Janina Paradowska]]></category>
		<category><![CDATA[Jarosław Makowski]]></category>
		<category><![CDATA[Karolina Wigura]]></category>
		<category><![CDATA[Krzysztof Bobiński]]></category>
		<category><![CDATA[Kultura Liberalna]]></category>
		<category><![CDATA[liberalizm]]></category>
		<category><![CDATA[Makowski]]></category>
		<category><![CDATA[Marciniak]]></category>
		<category><![CDATA[media]]></category>
		<category><![CDATA[Media – między żałobą a kampanią]]></category>
		<category><![CDATA[Miecugow]]></category>
		<category><![CDATA[nr 73]]></category>
		<category><![CDATA[Paradowska]]></category>
		<category><![CDATA[Piotr Marciniak]]></category>
		<category><![CDATA[Piotr Zaremba]]></category>
		<category><![CDATA[Pospieszalski]]></category>
		<category><![CDATA[Serzysko]]></category>
		<category><![CDATA[Thomas Urban]]></category>
		<category><![CDATA[Tomaszuk]]></category>
		<category><![CDATA[Urban]]></category>
		<category><![CDATA[Wiesław Godzic]]></category>
		<category><![CDATA[Wigura]]></category>
		<category><![CDATA[Zaremba]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://kulturaliberalna.pl/?p=5825</guid>
		<description><![CDATA[<p><em>Szanowni Państwo, katastrofa smoleńska i emocje związane z powodzią, podziały w kampanii prezydenckiej i wezwania do zakopania politycznych wojennych toporów&#8230; Wszystkie te cząstkowe zjawiska ostatnich tygodni skłaniają do zadawania pytań o wiele większych: jak polskie media zdają w trudnych okolicznościach test z bezstronności? I czy jest ona w ogóle potrzebna – a może ważniejsze są inne zasady – rzetelność, postępowanie zgodnie z najlepszymi intencjami i wedle uznanych standardów dziennikarskich? Tylko, czy da się je zrealizować w praktyce? A może </em><em>„</em><em>czwarta władza</em><em>”</em><em> traci władzę?<br />
</em></p>
<p><a href="http://kulturaliberalna.pl/2010/06/01/paradowska-makowski-bobinski-pospieszalski-miecugow-urban-bezstronne-media-dzis/" class="more-link">Przeczytaj resztę artykułu PARADOWSKA, MAKOWSKI, BOBIŃSKI, POSPIESZALSKI, MIECUGOW, URBAN: Bezstronne media&#8230; Dziś?!&#8230;</a></p>
]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><em>Szanowni Państwo, katastrofa smoleńska i emocje związane z powodzią, podziały w kampanii prezydenckiej i wezwania do zakopania politycznych wojennych toporów&#8230; Wszystkie te cząstkowe zjawiska ostatnich tygodni skłaniają do zadawania pytań o wiele większych: jak polskie media zdają w trudnych okolicznościach test z bezstronności? I czy jest ona w ogóle potrzebna – a może ważniejsze są inne zasady – rzetelność, postępowanie zgodnie z najlepszymi intencjami i wedle uznanych standardów dziennikarskich? Tylko, czy da się je zrealizować w praktyce? A może </em><em>„</em><em>czwarta władza</em><em>”</em><em> traci władzę?<br />
</em></p>
<p><em>Oddalanie się języków w debacie publicznej niczemu nie służy. Wartością jest za to spotykanie w jednym miejscu poglądów, które odbiegają od siebie. Dlatego zapraszamy Państwa dziś do lektury sześciu diametralnie różniących się od siebie wypowiedzi. W Temacie Tygodnia głos zabierają osoby, które ostatnio nieczęsto spotykają się w ramach jednej dyskusji: <strong>Janina Paradowska, Jarosław Makowski, Krzysztof Bobiński, Jan Pospieszalski, i Grzegorz Miecugow</strong>, natomiast w zakładce </em><a href="http://kulturaliberalna.pl/2010/06/01/polska-to-kraj-dziennikarstwa-konfrontacyjnego-z-thomasem-urbanem-rozmawia-karolina-wigura/" target="_blank"><em>„</em><em>Pytając</em><em>”</em></a><em><a href="http://kulturaliberalna.pl/2010/06/01/polska-to-kraj-dziennikarstwa-konfrontacyjnego-z-thomasem-urbanem-rozmawia-karolina-wigura/" target="_blank"> <strong>Thomas Urban</strong> w rozmowie z Karoliną Wigurą</a> porównuje polską i niemiecką kulturę dziennikarską</em><em><a href="http://kulturaliberalna.pl/2010/06/01/polska-to-kraj-dziennikarstwa-konfrontacyjnego-z-thomasem-urbanem-rozmawia-karolina-wigura/" target="_blank"> („Polska to kraj dziennikarstwa konfrontacyjnego”)</a></em><em>. </em></p>
<p><em>Jednocześnie już teraz zapraszamy na debatę Instytutu Obywatelskiego „Media – między żałobą a kampanią” we środę 9 czerwca, w której wystąpią: Wiesław Godzic, Piotr Zaremba, Piotr Marciniak i Karolina Wigura, a którą poprowadzi szef Instytutu, Jarosław Makowski. Początek debaty w Klubokawiarni „Grawitacja” przy ul. Browarnej 6 o godzinie 18. </em><em>„</em><em>Kultura Liberalna</em><em>” </em><em> objęła dyskusję swoim patronatem. </em></p>
<p style="text-align: right;"><strong><em>Redakcja</em></strong></p>
<hr size="1" noshade="noshade" /><small><a name="0"><strong>W temacie tygodnia:</strong></a></small></p>
<p><small><a href="#1">JANINA PARADOWSKA: Przekształcanie mediów</a><br />
<a href="#2">JAROSŁAW MAKOWSKI: Dziennikarze na barykadach</a><br />
<a href="#3">KRZYSZTOF BOBIŃSKI: Bez zasad media publiczne nie mają sensu</a><br />
<a href="#4">JAN POSPIESZALSKI: Przyszłość w najczarniejszych kolorach</a><br />
<a href="#5">GRZEGORZ MIECUGOW: Do tego trzeba mieć wolę</a></small></p>
<hr size="1" noshade="noshade" />
<p style="text-align: center;">***</p>
<p style="text-align: center;"><a href="http://kulturaliberalna.pl/wp-content/uploads/2010/06/media.png"><img class="aligncenter size-medium wp-image-5831" title="media" src="http://kulturaliberalna.pl/wp-content/uploads/2010/06/media-251x300.png" alt="" width="251" height="300" /></a></p>
<p><a name="1"><em>Janina Paradowska</em></a></p>
<p><strong>Przekształcanie mediów</strong></p>
<p>W polskich mediach istnieje dziś wyraźny i bardzo dobrze widoczny podział na obozy polityczne. I choć oficjalnie kandydaci udają, że zgoda buduje albo że nie będzie wojny polsko-polskiej, gdzie indziej trwa skłócanie. Nie chodzi o to, że dziennikarze mają różne poglądy – to normalne, że redakcje mają swoje linie programowe, a ich członkowie dobierają się pod względem podobieństwa poglądów. Nie w każdej redakcji znajdziemy przegląd wszystkich możliwych opcji światopoglądowych. Problemem w polskich mediach w ostatnich tygodniach jest pewnego rodzaju formalny ekstremizm. „Wiadomości” pokazują rzeczywistość „Naszego Dziennika”, Radia Maryja, bezustanne modły, walenie w bęben, niezależnie od tego, czy jest ku temu powód, czy nie ma. Ten program jest faktycznie tubą propagandową jednej partii (a wcale nie rządzącej mediami publicznymi koalicji, bo Sojusz Lewicy Demokratycznej nie ma tam nic do powiedzenia).</p>
<p>Także i my w „Polityce” mamy przecież swoje poglądy. Jednak wydaje mi się, że staramy się racjonalnie oglądać rzeczywistość, którą potem opisujemy. Oczywiście czynimy to przez filtr swoich własnych przekonań, a czasem i sympatii politycznych, ale przynajmniej z poszanowaniem dla faktów. Tymczasem w „Wiadomościach” nie ma żadnego szacunku dla faktów. W związku z tym wydaje mi się, że właściwie postawionym pytaniem nie jest dziś to o bezstronność czy obiektywizm, ale raczej o przekształcanie się mediów. Po pierwsze, przekształcanie się właśnie w tuby propagandowe. Po drugie, w bardzo aktywnych uczestników życia politycznego, którzy jednak kreują sytuacje polityczne na podstawie plotek, nie tworzą żadnej hierarchii ważności, a z drugoplanowych, nieważnych wypowiedzi snują całe teorie i złożone spekulacje polityczne.</p>
<p>Skutkiem tego trudno mi ocenić, czy media dobrze spełniają swoją rolę. W każdym razie, w czasie żałoby po katastrofie prezydenckiego samolotu odegrały ją fatalnie, kreując sytuację sztuczną aż do granic możliwości. Przed długi czas o prezydenturze Lecha Kaczyńskiego nie można było powiedzieć nic krytycznego, bo od razu zachowanie takie traktowano jako niegodne. Tak, jakby śmierć człowieka przekreślała całe jego wcześniejsze życie i jedynym, co pozostaje, było, czy po śmierci poszedł do nieba, czy nie.</p>
<p>W efekcie zahamowano jakąkolwiek poważną dyskusję polityczną i ten stan trwa do dziś. Bo w jaki sposób można rzetelnie komentować kampanię wyborczą, jeżeli z jednej strony powtarza się jak mantrę pytanie: „Kiedy odezwie się prezes?”, a z drugiej – „Ile gaf popełnił marszałek?”. Oprócz tego mnóstwo jest debat pozornych. Ktoś coś powie i natychmiast wszyscy się tym zajmują, zamiast najpierw pomyśleć, co w sprawie jest naprawdę istotne. Przykładem może być zgłoszenie przez Bronisława Komorowskiego Marka Belki na stanowisko prezesa NBP. Była to propozycja poważna, mająca merytoryczne uzasadnienie i godna głębokiego namysłu. Niestety, większość dziennikarzy znacznie bardziej interesowało to, co powiedział o Belce wicepremier Pawlak, i czy koalicja się rozpadnie.</p>
<p>Dlaczego tak się dzieje? Wynika to, po pierwsze, ze zbyt głębokiego uwikłania dziennikarzy w politykę. Głębokie podziały – zarówno polityczne, jak i społeczne – istnieją i nie da się ich zażegnać słowami o tym, że nie będzie wojny polsko-polskiej. Ta wojna trwa i jest coraz poważniejsza. Tymczasem dziennikarzom wydaje się, że są sprawcami wydarzeń politycznych. Po drugie, to efekt braków w warsztacie. Jeśli dziennikarz ma dwadzieścia parę lat i brak mu jakiegokolwiek doświadczenia życiowego, może się poruszać jedynie na powierzchni tematu: „ten powiedział, tamten powiedział”. Daje się podpuszczać politykom, przekonany, że wynika z tego coś ciekawego. Zastanawiające jest również to, że w jakimś stopniu ta sytuacja wynika również z woli nadawcy, który potrzebuje widowiska, oglądalności i słuchalności. Dokładnie tak było w wypadku żałoby: Europa w kryzysie, Grecja w zapaści, a w Polskich mediach nic, tylko rozpaczaliśmy i rozpaczaliśmy…</p>
<p>Gdy chodzi natomiast o media publiczne, tu mamy prawdziwą katastrofę. Zdaje się, że Kamil Durczok dobrze to kiedyś ujął: dziennikarze w mediach publicznych nie mają poczucia, że stoi za nimi ich firma, więc nigdy nie będzie się tam działo dobrze. Ja na przykład mam poczucie, że za mną stoi moja firma, mój naczelny. A w mediach publicznych jest zawsze polowanie na aktualnie obowiązującą poprawność polityczną, a nawet chęć usługowego wyprzedzania zleceń politycznych. Żeby tylko się przypodobać. Ludzie w mediach publicznych mają poprzetrącane kręgosłupy. Do tego totalne upartyjnienie. Jak w takiej sytuacji dziennikarze mogą wykazywać solidarność? W jakiej sprawie? Mogą chyba tylko solidarnie złożyć wymówienia. Media publiczne są w tej chwili tak zdemolowane, że rozwiązanie jest tylko jedno: rozwiązać je i zbudować od nowa.</p>
<p><em>* Janina Paradowska, publicystka polityczna, związana z tygodnikiem „Polityka” i radiem TOK FM, prowadzi program „Puszka Paradowskiej” w Superstacji.</em></p>
<p style="text-align: right;"><a href="#0"><small>Do góry</small></a></p>
<p style="text-align: center;">* * *</p>
<p><a name="2"><em>Jarosław Makowski</em></a></p>
<p><strong>Dziennikarze na barykadach</strong></p>
<p>Nie wierzę w bezstronne dziennikarstwo, ale wierzę w intelektualną uczciwość. Bezstronny to może i jest, ale kamień leżący przy drodze, a nie żywy, myślący człowiek. A tym bardziej dziennikarz czy publicysta. Zawsze, nawet nie zdając sobie z tego sprawy, za czymś się opowiadamy, przeciw czemuś protestujemy. Nie ma więc bezstronnego dziennikarstwa tak, jak nie ma niewinnej lektury. Każdy akt lektury jest zarazem aktem interpretacji.</p>
<p>Testem dla jakości mediów stały się ostatnio dwa wydarzenia: katastrofa prezydenckiego samolotu i powódź. Wszyscy są raczej zgodni, że media – szczególnie publiczne, bo to one na całym świecie wyznaczają standardy – oblały ten egzamin. Dlaczego? Po pierwsze dlatego, że jako obywatel czuję się oszukiwany. Oszustwo polega tu na tym, że większość dziennikarzy stroi się w piórka niezależnych, obiektywnych sprawozdawców szukających prawdy. Że chcą uchodzić za „niezaangażowanych obserwatorów życia politycznego”, by z zimną krwią opisywać polityczne spory.</p>
<p>Dlaczego, gdy tylko reporter otwiera usta, czuję się, jakby ktoś wylał mi na głowę kubeł zimnej wody? Nie, nie chodzi o to, że reporter czy publicysta nie może mieć swoich poglądów. To już wyjaśniliśmy: może. Idzie o to, że polskie dziennikarstwo zostało zdobyte szturmem przez partyjne ideologie. Dziennikarze tańczą tak, jak zagrają ich szefowie, którzy swe funkcje zawdzięczają partyjnym mocodawcom. Innymi słowy: dziennikarz może czy wręcz powinien mieć przekonania polityczne, ale nie może być partyjnym ideologiem, bezmyślnie serwującym mnie, jako widzowi czy czytelnikowi, wykutą na pamięć propagandę.</p>
<p>Po drugie, rodzime media irytują, gdyż ich twórcy i publicystyczne gwiazdy stawiają się w roli samozwańczych rzeczników „prostego człowieka” albo, co gorsze, całego narodu. Można wnosić, że publicyści mediów publicznych nie zadawaliby pytań sugerujących zamach na prezydencki samolot albo nieudolność rządu wobec tragedii powodzi, gdyby naród się ich nie domagał. „To naród pyta, my jesteśmy tylko jego tubą” – tłumaczą. Ale znów: nie trzeba wielkiej inteligencji, by dostrzec fałsz tej argumentacji. Jeśli już redaktorzy i publicyści chcą bawić się w tropienie spiskowych teorii czy celowych zaniedbań rządu wobec żywiołu, niech to czynią we własnym, a nie moim – „prostego człowieka” – imieniu.</p>
<p>Po trzecie, chyba nigdy dotąd gazety i ich czołowi publicyści nie skupili się na wzajemnym okładaniu cepami tak, jak to ma miejsce dziś. Hitem, o czym już kiedyś pisałem, stały się niemal każdego dnia zamieszczane na gazetowych stronach internetowych – wszak prawdziwe życie toczy się w sieci – przeglądy prasy lub blogi zacnych redaktorów. W istocie sprowadzają się one do kopania po kostkach przeciwników: dziś w dzienniku „X” platformeska agitka, teksty przewidywalne. Niektórzy publicyści sens swojej „twórczości” sprowadzili do tego typu zapełniania internetowych blogów.</p>
<p>Mamy więc „salon” i „antysalon”. Co jednak ten iluzoryczny spór niby o Polskę ma, na miły Bóg, obchodzić czytelnika? Co mnie obchodzi, że redaktor X nie lubi redaktora Y, więc gotów jest zrobić każde świństwo, by go kopnąć poniżej pasa? Jako czytelnik nie takich informacji i analiz szukam w gazecie. Spierajmy się, ale niech to będą spory o problemy, jakie dotykają ludzi. Czy jednak merytoryczna dyskusja jest możliwa w kraju, gdzie dziennikarstwo nabrało charakteru personalnych wojen? Mówi się, że rodzima klasa polityczna jest zacementowana, że przydałaby się w niej świeża krew. Czy jeszcze bardziej nie potrzebuje jej rodzime dziennikarstwo, a pokoje redakcyjne gruntownego przewietrzenia?</p>
<p>Po piąte: co odrzuca od lektury i odbiorników. Zaangażowanie polityczne reporterów? Brak obiektywizmu? Nawet nie to. Absolutnie nieznośne jest moralizatorstwo dziennikarskich tuzów, przypominające najgorsze kazania wiejskiego proboszcza, zamiast rzetelnego opisu rzeczywistości. Trudno znieść napuszony ton komentarzy pełnych oburzenia na nieprawość życia publicznego, karcący gest komentatorów, mający charakter bicza na polityków, gdy ci zostają przyłapani na konflikcie interesów lub chamstwie. Dziennikarze dopatrzą się źdźbła w oku brata, ale belki we własnym nie dojrzą, nigdy, ale to przenigdy konfliktów interesu u siebie nie dostrzegą.</p>
<p>Załóżmy, że redakcja „Kultury Liberalnej” pyta o kondycję polskich mediów i ich bezstronność po katastrofie prezydenckiego samolotu i po powodzi stulecia, ale z jedną korektą: nie ma kampanii wyborczej. Czy „czwarta władza” zachowałaby się w taki sam sposób, jak zachowuje się dziś? Przypuszczam, że nie brakowałoby emocji, również szukano by kozła ofiarnego naszych narodowych nieszczęść, nie byłoby jednak politycznego zacietrzewienia, które dziś wielu dziennikarzom odbiera jasność widzenia, czyniąc z dziennikarstwa kuglarstwo.</p>
<p>Trudno oprzeć się wrażeniu, że niektórzy żurnaliści – szczególnie mediów publicznych – swoje zaangażowanie potraktowali w taki sposób, jakby od ich słów i sprawozdań z placu boju miała zależeć przyszłość Polski. „Jeśli nie my, to kto. Jeśli nie teraz, to kiedy” – zdają się myśleć „publicystyczne sieroty” po IV RP.</p>
<p>I na koniec: każde demokratyczne społeczeństwo tworzone przez wolnych obywateli ma taką czwartą władzę, na jaką sobie zasłuży. Coś mi się jednak zdaje, że w polskich warunkach można śmiało twierdzić, iż jako obywatele nie popełniliśmy aż tylu „ciężkich grzechów”, byśmy byli skazani na konsumowanie aż tak marnej jakości mediów.</p>
<p><em>* Jarosław Makowski, filozof i publicysta, szef Instytutu Obywatelskiego.</em></p>
<p style="text-align: right;"><a href="#0"><small>Do góry</small></a></p>
<p style="text-align: center;">* * *</p>
<p><a name="3"><em>Krzysztof Bobiński</em></a></p>
<p><strong>Bez zasad media publiczne nie mają sensu</strong></p>
<p>Priorytetem dla mediów jest rzetelna informacja – to znaczy taka, której celem jest zbliżanie odbiorcy do prawdy. Zwłaszcza w demokracji, gdzie obywatele mają wspólnie podejmować decyzje w różnych sprawach, rzetelne informowanie jest obowiązkiem. W zależności od poglądów politycznych prawda może być widziana inaczej. Należy jednak starać się być bezstronnym.</p>
<p>W wypadku mediów prywatnych, które mają właściciela i odwołują się do określonego segmentu opinii publicznej, możemy tolerować odmienność spojrzenia, pewną polaryzację poglądów. Gazety czy telewizje w warstwie komentarza mogą być bardziej prawicowe lub bardziej lewicowe, natomiast wiadomości powinny być możliwie bezstronne. Nieco inaczej wygląda sprawa mediów publicznych. One należą do nas wszystkich, a nie do polityków, jednego stronnictwa, jednej partii czy jednej grupy. Mamy prawo oczekiwać od mediów publicznych, że będą odzwierciedlały wszystkie istniejące w społeczeństwie punkty widzenia. W idealnej sytuacji media te nie tylko odzwierciedlają, lecz także kształtują opinie, pokazują, jaka może być przyszłość, reprezentują coś, co nazywamy interesem społecznym.</p>
<p>Powyższe zasady nie powinny być dla nas niczym zaskakującym: to zwykła norma. Jeżeli przyjrzymy się ustawie o Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji, polskiej Konstytucji, kodeksom etycznym, które były pisane w pierwszej połowie lat 90., zobaczymy, że już wtedy istniał pewien konsens. Bezstronność, rzetelność – zostały w nich po prostu zapisane. Niestety później zaczęło dziać się coś złego. Wpierw duży wpływ na media uzyskało to, co prawica nazywała konsensem lewicowym – już wtedy nie było bardzo dobrze, choć nie doszło jeszcze do katastrofy. Bardzo niedobrze zaczęło się dziać, gdy w 2005 roku do władzy doszło PiS. Sytuacja w mediach publicznych w tamtym czasie była naprawdę karygodna i od tego momentu politycy przestali się krępować ingerowania w nie.</p>
<p>Skutkiem tego dziś w mediach publicznych mamy do czynienia z poważnym kryzysem. Programy zostały podzielone między partie polityczne, zaś dziennikarze – zaszufladkowani. Nie ma żadnej wspólnej płaszczyzny, dążenia do przedstawiania wspólnych racji. Krajowa Rada obecnej kadencji absolutnie nie interesowała się tym problemem, a jeśli w ogóle wypowiadała się na ten temat, argumentowała, że i tak nic nie mogła zrobić. Nie alarmowała, nie broniła ustawy o KRRiT.</p>
<p>Dlatego należy z całą mocą podkreślić, że wypadek samolotu prezydenckiego w Smoleńsku nie spowodował obecnych problemów: on jedynie wyostrzył podziały, które pochodzą ze znacznie wcześniejszego czasu. W tej chwili mamy do czynenia z sytuacją, w której obecny skład Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji najprawdopodobniej zostanie obalony. Należy bardzo uważać, żeby Platforma Obywatelska nie zwładnęła mediami. Powinna zostać podjęta próba ustanowienia takiego reżimu, który odzwierciedlałby ład medialny istniejący w uchwalonych ustawach. Pytaniem pozostaje, czy Platoforma Obywatelska taką próbę podejmie. Osobiście mam co do tego ogromne wątpliwości.</p>
<p>Co można wobec tego zrobić? Należy głośno o tych problemach mówić, przypominać Platformie o ustawie. Na szczęście w mediach publicznych na przestrzeni ostatniego roku zespoły dziennikarskie zaczęły protestować. Problemem lat 2005 – 2007 było, że dziennikarze nie byli solidarni, nie pomagli sobie i dali się podzielić. Stowarzyszenia dziennikarskie nie broniły dziennikarzy w mediach publicznych. Dziś jest inaczej: protestują pracownicy Programu Trzeciego Polskiego Radia i TVP Info. Bardzo wyraźnie mówią, że nie chcą być instrumentalnie traktowani przez polityków. Zwróćmy uwagę, że finansowanie mediów z pieniędzy publicznych nie musi oznaczać ich stronniczości, jeśli tylko dziennikarze wystarczająco solidarnie nawzajem się wspierają. Brytyjska BBC jest całkowicie finansowana z budżetu, premier albo królowa wyznaczają jej szefa. Jednak etos, solidarność dziennikarzy i kultura tej instytucji są takie, że nawet najbardziej uwikłany szef bardzo szybko zacząłby wyrażać interesy i kulturę tej organizacji. Jedyne, co w takiej sytuacji jest istotne i skuteczne, to solidarność dziennikarzy. Zjednoczenie wokół pewnych zasad. Niestety, jeżeli zarobki dziennikarzy spadają, telewizja i radio mają problemy ekonomiczne, bo ludzie nie płacą abonametu, i kiedy gazety też są w defensywie, dziennikarze bardziej przejmują się swoim bytem niż zasadami.</p>
<p>Piszę o sprawach banalnych, ale jesteśmy w sytuacji, w której właśnie te rzeczy należy powtarzać. W Polsce mimo protestów dziennikarze nie są solidarni i nie trzymają się zasad. To kwestia wychowania, szkół dziennikarskich, przykładu starszych kolegów. I o tym trzeba mówić, bo naprawdę można to zmienić.</p>
<p><em>* Krzysztof Bobiński, dziennikarz, publicysta, działacz społeczny. Należy do Oddziału Warszawskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.</em></p>
<p style="text-align: right;"><a href="#0"><small>Do góry</small></a></p>
<p style="text-align: center;">* * *</p>
<p><a name="4"><em>Jan Pospieszalski</em></a></p>
<p><strong>Przyszłość w najczarniejszych kolorach</strong></p>
<p>Postawmy sprawę jasno: media w Polsce w ostatnich dwóch miesiącach nie zdały testu bezstronności. Przykłady? Pierwszy z nich jest taki. Kilka dni po śmierci Lecha Kaczyńskiego kilkudziesięcioosobowa grupa wyrostków pod kurią krakowską skandowała „Nie dla Wawelu”. Protest stał się newsem, przewinął się przez wszystkie media i posłużył jako temat wywiadu Andrzeja Wajdy dla jednego z zagranicznych pism. Natomiast pięć tysięcy osób zgromadzonych dziewiątego maja na Krakowskim Przedmieściu, krzyczących „Komorowski &#8211; zdrada stanu”, „Tuska do Ruska”, „Żądamy międzynarodowej komisji do wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej” i „nie jesteśmy aktorami” nie stało się przedmiotem doniesień ani mediów głównych, ani portali internetowych.</p>
<p>W Polsce istnieją oczywiście różne media. Spośród nich lepiej niż wiele innych oceniam Telewizję Publiczną, i to nie tylko ze względu na moją lojalność korporacyjną. Wyniki badań audytoryjnych pokazują, że telewizyjna Jedynka była w dniach żałoby narodowej stacją pierwszego wyboru. Nawet, jeżeli dany obraz, na przykład kawalkady karawanów z lotniska Okęcie, był transmitowany przez wszystkie stacje jednakowo, to audytorium I Programu Telewizji Polskiej i tak było przynajmniej dwa i półkrotnie większe niż innych stacji. Moim zdaniem, jest to dowodem, że Jedynka publicznej telewizji (w czym mam satysfakcję mieć swój mikroskopijny udział) spełniała misję najlepiej z istniejących stacji.</p>
<p>To przywodzi na myśl kolejny przykład oblanego testu z bezstronności mediów. Jeśli tak dobrze pamiętamy krzyczących „Nie dla Wawelu”, czy równie dobrze utrwaliły się w naszych głowach tłumy, które przed mszą pogrzebową w Krakowie, zobaczywszy na telebimie studio TVN-u, krzyczały „wyłączcie to” i „precz z TVN-em, chcemy TVP”? Otóż nie. Nie pamiętamy, bo ukazało się to w jednej króciusieńkiej notce i natychmiast zniknęło. Kolejny przykład: bardzo dobrze pamiętam, że kiedy na portalu Onet podano informację o wizycie Ewy Stankiewicz w Brukseli po emisji „Solidarnych 2010”, zilustrowano to zdjęciem mojej wykrzywionej twarzy, kadrowanym z perspektywy 40 centymetrów. Czyli najlepszą ilustracją do artykułu, który opowiadał o emisji filmu w Parlamencie Europejskim, okazało się zdjęcie wykrzywionego Pospieszalskiego i jakichś wyolbrzymionych, demonicznych cech jego urody…</p>
<p>Do tego dołącza się premier Tusk, który dyskredytująco wypowiadał się o mnie z imienia i nazwiska na pierwszej stronie „Gazety Wyborczej” i który w tej samej wiadomości nie omieszkał zaznaczyć, że samego filmu nie widział! Gdyby w innym kraju premier czy kanclerz powiedział coś takiego o dziennikarzu z imienia i z nazwiska na pierwszej stronie najpoczytniejszego dziennika i później mówił, że nie widział inkryminowanego materiału, uznałoby to za przykład niedopuszczalnego nacisku politycznego na wolność słowa i wolność dziennikarską. Kolejnym przykładem jest ocenzurowanie reklamy filmu Solidarni 2010 lub stronniczy – zaangażowany politycznie werdykt komisji etyki TVP w sprawie naszego filmu.</p>
<p>To wszystko sprawia że przyszłość mediów w Polsce widzę w czarnych kolorach. Pełniący obowiązki prezydenta tak dalece nie wierzy w sondaże, że chce dziś odwołać Krajową Radę i powołać nowe ciało, które zmieniłoby obsadę mediów publicznych, czytaj: oddało ją w ręce PO. Dziś jadę na spotkanie z fanami „Solidarnych 2010” do Koszalina, wczoraj byłem na koncercie z tej samej okazji, przedwczoraj byłem w Krakowie i jeszcze wcześniej w Szczecinie. Mam zaproszenie do Londynu, Brukseli, Częstochowy, Bytomia, Raciborza i Drohiczyna. I jeżeli wyrzucą mnie z TVP, pewnie będę zmuszony zostać objazdowym komiwojażerem, tak jak w latach stanu wojennego aktorzy grali w salach kościelnych. Będę komunikował się wtedy bezpośrednio z ludźmi. Wraz z Ewą Stankiewicz myślimy o powołaniu stowarzyszenia walczącego o wolność słowa w Polsce, bo nie ma wolności i demokracji bez wolności debaty publicznej.</p>
<p><em>* Jan Pospieszalski, dziennikarz, publicysta, autor programów radiowych i telewizyjnych. Współautor filmu „Solidarni 2010”.</em></p>
<p style="text-align: right;"><a href="#0"><small>Do góry</small></a></p>
<p style="text-align: center;">* * *</p>
<p><a name="5"><em>Grzegorz Miecugow </em></a></p>
<p><strong>Do tego trzeba mieć wolę</strong></p>
<p>Na bezstronność naszych mediów negatywnie wpływają albo politycy – jak w wypadku mediów publicznych, gdzie obserwujemy zawłaszczanie ich jako „łupu wyborczo-wojennego” – albo sami dziennikarze, wyrzekający się nierzadko w swojej pracy rzetelności.</p>
<p>Mimo wszystko sądzę jednak, że ta bezstronność w polskich mediach jest. Oczywiście, poszczególne media mają swoje konotacje czy – może lepiej – przyprawione „gęby”. Dotyczy to zarówno„Rzeczpospolitej”, „Gazety Wyborczej”, jak i TVN. Te „gęby” są jednak przesadzone, bo choć niektórzy publicyści prezentują dość radykalne poglądy, media potrafią je ważyć. I tak „Rzeczpospolita” drukuje teksty Zdzisława Krasnodębskiego, ale już za chwilę także Ireneusza Krzemińskiego, który z tym pierwszym polemizuje. Podobnie z innymi gazetami.</p>
<p>Oczywiście od czasu do czasu w mediach można dostrzec pewne nadużycia – można mówić o falach braku bezstronności. Z jedną z nich mamy do czynienia obecnie w mediach publicznych. Wyraźnie widać, że „Wiadomości” są nieobiektywne i politycznie sterowane. Myślę jednak, że ta fala, podobnie jak inne, będzie krótkotrwała i w dłuższej perspektywie czasowej także ten program okaże się rzetelny. Zaznaczmy przy tym, że nie warto mówić o obiektywności. Obiektywność mediów to ideał, który w rzeczywistości nie istnieje. Kształt „Faktów” czy „Wiadomości” zawsze jest wynikiem czyjejś subiektywnej decyzji. Możemy jednak mówić właśnie o bezstronności, czy też rzetelności, to znaczy podawaniu informacji w zgodzie z najlepszą intencją i wedle najlepiej pojętych standardów dziennikarskich. Oczywiście, ze świadomością, że forma dziennikarstwa jest z zasady uproszczona. Na przykład typowy program informacyjny w telewizji złożony jest z kilkunastu materiałów, z których każdy trwa dwie minuty. W efekcie nie można uniknąć pewnej symplifikacji przedstawiania świata.</p>
<p>Często rzetelność wyraża się nie w samych materiałach dziennikarskich, ale w tym, w jakim umieszcza się je kontekście. Wiele krytycznych uwag padało w kontekście filmu „Solidarni 2010” Ewy Stankiewicz. Byłbym ostrożny w łatwym ocenianiu tego filmu. Osobiście nie byłem pod Pałacem Prezydenckim po śmierci Lecha Kaczyńskiego, ale pokazywałem fragment filmu swoim studentom i pytałem, czy ich zdaniem dałoby się o tamtych momentach nakręcić inny film. Okazało się, że zdania były podzielone. Ci, którzy pojawili się pod Pałacem w niedzielę i w poniedziałek, mówili, że oczywiście – dałoby się. Z kolei ci, którzy przyszli tam w środę i czwartek, uważali, że raczej trudno byłoby zrobić inny film. Jeśli więc miałbym wątpliwości odnośnie „Solidarnych…”, to dotyczyłyby one raczej decyzji wydawcy o nadaniu filmu z określonego przedziału czasowego bez komentarza wprowadzającego szerszy kontekst.</p>
<p>Wracając na koniec do mediów publicznych: cóż, pretensje o to, że obecnie sterowane są one przez polityków, możemy mieć – jako społeczeństwo – jedynie do siebie. Sami pozwoliliśmy, żeby politycy nam je zabrali. I to nie wczoraj, ale dwadzieścia lat temu. Sprawa jest nadal aktualna: media publiczne należy politykom odebrać i zrobić z nich normalne, prawdziwe, zawodowe media propaństwowe, o ustawowo zabezpieczonej niezależności. Dziś co prawda pojawiła się szansa na zmiany, bo KRRiT drży w posadach i pierwszy krok w kierunku jej rozwiązania został postawiony. Pojawiły się różne pomysły, między innymi tak zwany projekt artystów z Kongresu Kultury w Krakowie w ubiegłym roku. Można zacząć działać. Jednak do tego trzeba mieć wolę.</p>
<p><em>* Grzegorz Miecugow, dziennikarz, szef zespołu wydawców w TVN 24, wykładowca Collegium Civitas.</em></p>
<p style="text-align: right;"><a href="#0"><small>Do góry</small></a></p>
<p style="text-align: center;"><em>* * *<br />
</em></p>
<p style="text-align: right;"><em>** Współpraca przy przygotowaniu Tematu Tygodnia: <strong>Ewa Serzysko i Agata Tomaszuk</strong>.<br />
*** Autor ilustracji: <strong>Rafał Kucharczuk</strong>.</em></p>
<p><strong><em>„Kultura Liberalna” nr 73 (23/2010) z 1 czerwca 2010 r.</em></strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://kulturaliberalna.pl/2010/06/01/paradowska-makowski-bobinski-pospieszalski-miecugow-urban-bezstronne-media-dzis/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>6</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Polska to kraj dziennikarstwa konfrontacyjnego</title>
		<link>http://kulturaliberalna.pl/2010/06/01/polska-to-kraj-dziennikarstwa-konfrontacyjnego-z-thomasem-urbanem-rozmawia-karolina-wigura/</link>
		<comments>http://kulturaliberalna.pl/2010/06/01/polska-to-kraj-dziennikarstwa-konfrontacyjnego-z-thomasem-urbanem-rozmawia-karolina-wigura/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 01 Jun 2010 01:07:13 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Pytając]]></category>
		<category><![CDATA[Frankfurter Allgemeine Zeitung]]></category>
		<category><![CDATA[Karolina Wigura]]></category>
		<category><![CDATA[nr 73]]></category>
		<category><![CDATA[Süddeutsche Zeitung]]></category>
		<category><![CDATA[Thomas Urban]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://kulturaliberalna.pl/?p=5828</guid>
		<description><![CDATA[THOMAS URBAN odpowiada]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong>Polska to kraj dziennikarstwa konfrontacyjnego -<br />
</strong></p>
<p><strong>- <em>z Thomasem Urbanem rozmawia Karolina Wigura</em></strong></p>
<p style="text-align: center;">* * *</p>
<p><strong>Karolina Wigura: <em>Od lat pracuje pan w Polsce jako korespondent „Süddeutsche Zeitung”, ma pan więc możliwość porównania polskiej kultury dziennikarskiej z niemiecką. Dlatego chciałabym zapytać o pańskie zdanie na temat polskich mediów w ostatnich dwóch miesiącach. Czy relacjonując wydarzenia związane z żałobą narodową, powodzią i kampanią prezydencką dziennikarze znad Wisły zdają test z bezstronności? </em></strong></p>
<p><strong>Thomas Urban:</strong> Zacznijmy od tego, że media w Niemczech i w Polsce generalnie się różnią. W Polsce duża część publicystów, komentatorów, redaktorów widzi siebie w roli działaczy politycznych. W Niemczech te same osoby również, oczywiście, mają swoje przekonania polityczne. Ale wyrażanie ich w komentarzu to zupełnie coś innego niż bezpośrednia agitacja propagandowa, która wręcz chorobliwie często zdarza się w Polsce. Poważna prasa ogólnoniemiecka argumentuje, a nie agituje. Jest stonowana. Jeżeli redaktor wypowie się za bardzo po stronie jednej opcji politycznej, czy konkretnego kandydata, będzie to bardzo źle odebrane przez czytelników. W Polsce natomiast prasa jest głęboko podzielona, konfrontacyjna, tak jak cała wasza kultura polityczna. Można się zastanawiać, dlaczego tak się stało. Jednym z czynników było zapewne, że gdy w 1989 roku zakładano „Gazetę Wyborczą”, nie było jeszcze całkowitej pewności, czy Polska będzie krajem demokratycznym. Stąd swoisty język walki. Z jakichś przyczyn „Gazeta” nigdy z tego języka nie zrezygnowała, a inne gazety ten język po prostu skopiowały.</p>
<p><strong>KW: </strong><em><strong>Czy to nie jest zbytnie uproszczenie? Przecież cała prasa, niezależnie od rozmaitych kontrowersji, odegrała także niebagatelną rolę w budowaniu demokratycznej sfery publicznej jako część „czwartej władzy”. A może to chodzi o poszczególnych dziennikarzy? Jakie są różnice pomiędzy ich rolą w Polsce i w Niemczech?</strong></em></p>
<p><strong>TU: </strong>W moim kraju dziennikarz nie jest figurą medialną, czy też salonową. Jego zadaniem jest pisać. W Polsce jest odwrotnie. Dziennikarz pisma ogólnopolskiego, staje się osobą publiczną, ekspertem. Mało tego. Tak jak wasza debata polityczna skoncentrowana jest bardziej na osobach i formacjach, niż na strategiach i ideach, tak i dziennikarze atakują się wzajemnie. Komentator „Gazety Wyborczej” atakuje komentatora „Dziennika” (z wzajemnością) a komentator „Rzeczpospolitej” atakuje dziennikarzy „Faktu” (jak wyżej). Niestety, 95 procent czytelników w ogóle nie wie o co w tych osobistych atakach chodzi. Rozumie je tylko bardzo wąskie grono publicystyczno-polityczne Warszawy, tak zwana „wiocha warszawska” i według mnie to jest wielka arogancja wobec czytelników i zły styl. U nas na przykład byłoby nie do wyobrażenia, by komentator „Frankfurter Allgemeine Zeitung osobiście atakował komentatora „Der Spiegel”, czy „Süddeutsche Zeitung”. Owszem, może argumentować przeciwko jego stanowisku, ale merytorycznie i z uwagą skupioną na czytelniku, to znaczy tłumacząc swoją pozycję. Gdybym natomiast ja wpadł na pomysł, że będę komentować opinie „Die Welt”, tak jak polscy dziennikarze komentują swoje opinie nawzajem, mój szef zapytałby, czy upadłem na głowę. Nic takiego, jak u was, nie ma ani w Waszyngtonie, ani w Paryżu, w Londynie. Nie ma nawet w Moskwie, choć prasa rosyjska to już oczywiście zupełnie inna historia.</p>
<p><strong>KW: <em>A zatem podtrzymuje pan, że to specyfika polska?</em></strong></p>
<p><strong>TU:</strong> Może to kwestia kultury polskiej, starych tradycji sarmackich, szlachty i zasady „najpierw ja wojuję i obrażam”. Jest jeszcze jedna sprawa. Dziennikarze w Polsce mogą swobodnie przechodzić z mediów do polityki i z powrotem. Dzisiaj ktoś jest dziennikarzem, jutro doradcą ministra, a pojutrze redaktorem naczelnym telewizji publicznej, czy PAP-u. Znów, w Niemczech, ale też w Anglii, czy w Stanach, byłoby to niemożliwe. To, o czym mówię, odbywa się oczywiście w Polsce legalnie, w ramach Konstytucji. Ale konsekwencje są takie, że konsument mediów jest zagubiony i chyba zmanipulowany bardziej, niż jego odpowiednik na Zachodzie.</p>
<p><strong>KW: <em>Mówił pan o konfrontacyjności polskiej debaty publicznej. A z czego wynikają inne zwyczaje dziennikarskie w pana kraju? Czy to jest kwestia naśladowania prasy amerykańskiej, czy też są jeszcze inne przyczyny?</em></strong></p>
<p><strong>TU: </strong>W wielkiej mierze jest to konsekwencja edukacji Niemców po II wojnie światowej przez Amerykanów i Anglików. Jeśli zanalizujemy historię współczesnych gazet niemieckich, zobaczymy, że większość powstała w 1945 roku. Żadna gazeta przedwojenna nie przetrwała, bo albo została zamknięta przez nazistów, albo – jako tuba NSDAP – przez okupantów amerykańskich i angielskich, a później też przez Francuzów i administrację radziecką. W zachodnich częściach Niemiec po wojnie, Amerykanie i Anglicy mieli taki system, że dawali licencję tylko tym osobom, które przed 1945 rokiem były przeciwnikami nazistów. Wielu powojennych dziennikarzy siedziało wcześniej w obozach. Pilnowano także, by zachowywana była równowaga ideowa. Na przykład w przypadku mojej gazety w Monachium, licencję dostały cztery osoby: jeden działacz katolicki, jeden socjaldemokracji, jeden liberał i jeden działacz związków zawodowych. Takim sposobem gwarantowano, by gazety nie występowały z pozycji skrajnych, a wydawcy szukali kompromisów. Idea była taka, żeby umacniać pozycję partii centrowych. I to się udało. Dlatego do dziś w Niemczech wszystkie ważne grupy polityczne koncentrują się wokół centrum. To dotyczy również prasy. Jeśli porównamy z pejzażem medialnym w Polsce największe gazety niemieckie, takie jak „Frankfurter Allgemeine Zeitung” i „Süddeutsche Zeitung”, zobaczymy, że chociaż są one w konkurencji, nigdy nie będzie między nimi różnic tak głębokich, jak między „Gazetą Wyborczą” a „Rzeczpospolitą”.</p>
<p><em>* Thomas Urban, niemiecki dziennikarz i pisarz, korespondent gazety <a href="http://www.sueddeutsche.de/" target="_blank">„Süddeutsche Zeitung”</a> w Warszawie i Kijowie.<br />
** Karolina Wigura, doktor socjologii, dziennikarz. Członkini Redakcji „Kultury Liberalnej”, piątkowego dodatku „Kultura” do „Dziennika” i miesięcznika „Europa”.</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://kulturaliberalna.pl/2010/06/01/polska-to-kraj-dziennikarstwa-konfrontacyjnego-z-thomasem-urbanem-rozmawia-karolina-wigura/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>PEŁCZYŃSKI, KRZEMIŃSKI, WIGURA: Dokąd (i za czym) biegnie wolność?</title>
		<link>http://kulturaliberalna.pl/2010/05/25/pelczynski-krzeminski-wigura-dokad-i-za-czym-biegnie-wolnosc/</link>
		<comments>http://kulturaliberalna.pl/2010/05/25/pelczynski-krzeminski-wigura-dokad-i-za-czym-biegnie-wolnosc/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 25 May 2010 00:20:24 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[Temat tygodnia]]></category>
		<category><![CDATA[BRE Bank SA]]></category>
		<category><![CDATA[FOR]]></category>
		<category><![CDATA[Forum Obywatelskiego Rozwoju]]></category>
		<category><![CDATA[iPlus]]></category>
		<category><![CDATA[Ireneusz Krzemiński]]></category>
		<category><![CDATA[Karolina Wigura]]></category>
		<category><![CDATA[kontralt]]></category>
		<category><![CDATA[Krzemiński]]></category>
		<category><![CDATA[Kultura Liberalna]]></category>
		<category><![CDATA[Liberte!]]></category>
		<category><![CDATA[Pełczyński]]></category>
		<category><![CDATA[Radio PiN]]></category>
		<category><![CDATA[Rafał Kucharczuk]]></category>
		<category><![CDATA[rust for Civil Society in Central and Ekstern Europe]]></category>
		<category><![CDATA[TVN CNBC Biznes]]></category>
		<category><![CDATA[Wigura]]></category>
		<category><![CDATA[Zbigniew Pełczyński]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://kulturaliberalna.pl/?p=5700</guid>
		<description><![CDATA[<p><em>Szanowni Państwo, od ubiegłego piątku do niedzieli trwał w Trybunale Konstytucyjnym i na Uniwersytecie Warszawskim Kongres „Wolność w nowoczesnym świecie”. Spotkały się różne środowiska liberalne, odbyły się dziesiątki ciekawych dyskusji, rozbudziły się apetyty na dalsze rozmowy i praktyczne działania. A liberalizm? Jak wygląda jego kondycja po Kongresie? Czy konferencja cokolwiek zmieniła? W ubiegłym tygodniu napisali dla nas <a href="http://kulturaliberalna.pl/2010/05/18/bielik-robson-hartman-szahaj-liberalizm-w-polsce/" target="_blank">Agata Bielik-Robson, Jan Hartman  i Andrzej Szahaj</a>, dziś zaś oddajemy głos trojgu znakomitych Autorów: pomysłodawcy Kongresu, <strong>Zbigniewowi Pełczyńskiemu</strong>, oraz jego uczestnikom: <strong>Ireneuszowi Krzemińskiemu</strong> i <strong>Karolinie Wigurze. </strong></em></p>
<p><a href="http://kulturaliberalna.pl/2010/05/25/pelczynski-krzeminski-wigura-dokad-i-za-czym-biegnie-wolnosc/" class="more-link">Przeczytaj resztę artykułu PEŁCZYŃSKI, KRZEMIŃSKI, WIGURA: Dokąd (i za czym) biegnie wolność?&#8230;</a></p>
]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><em>Szanowni Państwo, od ubiegłego piątku do niedzieli trwał w Trybunale Konstytucyjnym i na Uniwersytecie Warszawskim Kongres „Wolność w nowoczesnym świecie”. Spotkały się różne środowiska liberalne, odbyły się dziesiątki ciekawych dyskusji, rozbudziły się apetyty na dalsze rozmowy i praktyczne działania. A liberalizm? Jak wygląda jego kondycja po Kongresie? Czy konferencja cokolwiek zmieniła? W ubiegłym tygodniu napisali dla nas <a href="http://kulturaliberalna.pl/2010/05/18/bielik-robson-hartman-szahaj-liberalizm-w-polsce/" target="_blank">Agata Bielik-Robson, Jan Hartman  i Andrzej Szahaj</a>, dziś zaś oddajemy głos trojgu znakomitych Autorów: pomysłodawcy Kongresu, <strong>Zbigniewowi Pełczyńskiemu</strong>, oraz jego uczestnikom: <strong>Ireneuszowi Krzemińskiemu</strong> i <strong>Karolinie Wigurze. </strong></em></p>
<p><em>Zapraszamy do lektury, a tymczasem jeszcze raz w imieniu całej Redakcji dziękujemy wszystkim organizacjom, które pracowały nad Kongresem. Były to: główny organizator <strong>Projekt: Polska</strong> oraz współorganizator <strong>Forum Obywatelskiego Rozwoju</strong> wraz z <strong>Kulturą Liberalną</strong> i <strong>Friedrich Naumann Stiftung für die Freiheit</strong>, patroni medialni: <strong>„Gazeta Wyborcza”</strong> oraz <strong>„Liberte!”</strong>, patroni części ekonomicznej: <strong>TVN CNBC Biznes</strong>, <strong>Radio PIN</strong>, a także <strong>Trust for Civil Society in Central and Eastern Europe</strong>, <strong>iPlus </strong>i <strong>BRE Bank SA</strong>. Dziękujemy wszystkim Osobom, które przyczyniły się do sukcesu Kongresu!</em></p>
<p style="text-align: right;"><strong><em>Redakcja</em></strong></p>
<hr size="1" noshade="noshade" /><small><a name="0"><strong>W temacie tygodnia:</strong></a></small></p>
<p><small><a href="#1">ZBIGNIEW PEŁCZYŃSKI: Teraz należy poczekać</a><br />
<a href="#2">IRENEUSZ KRZEMIŃSKI: Dookreślanie i nieoczywistości liberalizmu</a><br />
<a href="#3">KAROLINA WIGURA: Spór o serce</a></small></p>
<hr size="1" noshade="noshade" />
<p style="text-align: center;">* * *</p>
<p><object id="wolnoscchomik" classid="clsid:d27cdb6e-ae6d-11cf-96b8-444553540000" width="500" height="350" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"><param name="align" value="middle" /><param name="allowScriptAccess" value="sameDomain" /><param name="allowFullScreen" value="false" /><param name="quality" value="high" /><param name="bgcolor" value="#ffffff" /><param name="src" value="http://www.zuwiu.toxic.pl/DWN/wolnoscchomik.swf" /><param name="name" value="wolnoscchomik" /><param name="allowfullscreen" value="false" /><embed id="wolnoscchomik" type="application/x-shockwave-flash" width="500" height="350" src="http://www.zuwiu.toxic.pl/DWN/wolnoscchomik.swf" name="wolnoscchomik" bgcolor="#ffffff" quality="high" allowfullscreen="false" allowscriptaccess="sameDomain" align="middle"></embed></object>﻿</p>
<p style="text-align: center;">* * *</p>
<p><a name="1"><em>Zbigniew Pełczyński</em></a></p>
<p><strong>Teraz należy poczekać</strong></p>
<p>Czy Kongres Wolności spełnił oczekiwania organizatorów i uczestników? Zdecydowanie tak. Czy odmieni oblicze polskiego liberalizmu? Na to pytanie odpowiedź jest jeszcze niemożliwa. Skutki i ślady naszego spotkania nie mogą być jednoczesne. Trzeba będzie na nie poczekać.</p>
<p>Dzisiaj mogę powiedzieć tyle, że Kongres był bardzo dobry i spełnił moje oczekiwania, a może wręcz marzenia. Stworzył przede wszystkim bardzo potrzebną platformę dyskusji. Dyskusji na razie w wąskim kręgu, który będzie jednak – bardzo na to liczę – sukcesywnie poszerzany przez działania takich organizacji jak „Projekt Polska”, „Kultura Liberalna” czy „FOR”. To dzięki nim nasze idee promieniują na szersze środowiska. Kongres spełnił zatem swoje fundamentalne założenie, jako że podstawą demokracji liberalnej są właśnie debaty publiczne, formowanie poprzez nie społeczeństwa, przekonywanie do swoich racji, konstruktywny spór. To zadanie wykonaliśmy na piątkę.</p>
<p>Należy przy tym zaznaczyć, że nie był to ani kongres naukowy, ani czysto ideologiczny. Raczej było to spotkanie ludzi, którzy przyszli zastanowić się i porozmawiać, jak ma wyglądać nasza wolność w nowoczesnej Polsce. Tu wielkie ukłony należą się organizatorom, ponieważ zorganizowali dobre panele, poruszające ważne tematy, w które wciągnięci byli bardzo ciekawi ludzie. Jedne były bardziej teoretyczne, drugie bardziej warsztatowe, wszystkie jednak łączyła inteligentna krytyka istniejącej rzeczywistości i obecność praktycznych wniosków.</p>
<p>Teraz musimy poczekać na reakcję ludzi młodych. To do nich w dużej mierze kierowaliśmy słowa naszych dyskusji. Czy przekują tę nową wiedzę, nowe punkty widzenia i nowe kontakty na własną działalność obywatelską i edukacyjną? Specjalnie nie wspominam tutaj o aktywności politycznej, na nią jest jeszcze za wcześnie. Ten ruch jest jeszcze za słaby, żeby działać politycznie i „pchać się do władzy”. Natomiast jest na tyle silny, by wpływać na formowanie się opinii publicznej. I w tym należy upatrywać jego szansy.</p>
<p><em>* Zbigniew Pełczyński, filozof, historyk idei, emerytowany profesor Uniwersytetu w Oksfordzie. Na Kongresie „Wolność w nowoczesnym świecie” m.in. wygłosił wykład inauguracyjny i wziął udział w panelu „Gender a wolność”.</em></p>
<p style="text-align: right;"><a href="#0"><small>Do góry</small></a></p>
<p style="text-align: center;">* * *</p>
<p><a name="2"><em>Ireneusz Krzemiński</em></a></p>
<p><strong>Dookreślanie i nieoczywistości liberalizmu</strong></p>
<p>W Polsce hasło „liberalizm” ma szczególne znaczenie polityczne i światopoglądowe, kompletnie zresztą niezwiązane ani z tradycją filozofii polityki realnej, ani z polskimi usiłowaniami w tym kierunku. To nadaje szczególną rangę przedsięwzięciom takim jak Kongres Wolności. Spotkanie to służyło przede wszystkim powiązaniu diagnoz współczesności, naszych aktualnych odczuć i intelektualnych obrazów świata z liberalną tradycją myślową, a także wyrażaniu ich w języku kategorii o ideowym i teoretycznym znaczeniu, wypływających z tradycji albo przynajmniej z nią powiązanych.</p>
<p>Swoją drogą, gdyby tylko przeprowadzić dokładne badanie empiryczne, okazałoby się, że w Polsce cały zespół przekonań i poglądów, zarówno teoretycznych, jak i potocznych, które można identyfikować jako „liberalne”, wyrażany jest w dosyć swobodny sposób. Wiąże się to – niestety – ze słabością polskiej tradycji liberalnej. Ale, paradoksalnie, może się to okazać pewną zaletą dla rozwinięcia języka i myślenia, lokującego się w liberalnej tradycji. Pozwala bowiem spontanicznie, po części zgoła w niezamierzony sposób, formułować na nowo wyrażone już niegdyś, tradycyjne przekonania, od razu nadając im odmieniony, aktualny sens.</p>
<p>Wiemy, jak trudno jest aktualizować tradycję – widać to choćby po Kościele katolickim, który po Soborze Watykańskim II, wyznaczywszy jasną perspektywę dynamicznych zmian, nagle stanął jak wryty, przeraziwszy się własnymi przemianami. Słaba, niejednoznaczna tradycja, niezinstytucjonalizowana we własnej kulturze narodowej, politycznej, nawet gdy istnieje mocno na naukowym i ideowym forum globalnym, poddaje się stosunkowo łatwo zaadoptowaniu od razu w nowoczesnej, aktualnej formie. Wzorce myślowe, teoretyczne zręby tradycji brane z doświadczenia innych, stanowią dobrą ramę i jednocześnie dają się od razu wprowadzać do współczesnej mentalności w zredefiniowanych formach. Może to zbyt optymistyczne założenie, bo przecież zawsze znajdą się strażnicy ortodoksji, ale, na szczęście, liberalna ortodoksja jest dość mało ortodoksyjna.</p>
<p>Wydaje mi się jednak – i poniekąd Kongres tego by dowodził – że „polski liberalizm” jest może bardziej typem postawy, stosunkiem do własnych wartości narodowych i do rozwiązań współczesnego, demokratycznego świata, niż w miarę spójnym zespołem przekonań ideologicznych, czy filozoficznych. Wspomniana tradycja Zachodnia dociera do nas – jak mi się może zbyt socjologicznie zdaje! – przede wszystkim poprzez trwałe, instytucjonalne dzieła myśli liberalnej, zakorzenione w rzeczywistości, wprowadzone w praktykę życia demokratycznych społeczeństw współczesnej Europy. Przez owe zinstytucjonalizowane, niejako „techniczne” efekty dorobku myśli liberalno-demokratycznej dociera się u nas do ukrytych, ideowych, intelektualnych korzeni porządku społecznego. To stwarza – ponownie – niezwykle ciekawy materiał dla myśli, dla refleksji i socjologicznej, i filozoficznej, nie mówiąc już o możliwościach ideowego i politycznego „zagospodarowania” tego potencjału doświadczenia dla rozwoju Polski.</p>
<p>Tak więc chwała pomysłodawcom Kongresu!</p>
<p><em>* Ireneusz Krzemiński, profesor socjologii. Podczas Kongresu wystąpił w panelu pod tytułem: „Czy wolnością umiemy cieszyć się wspólnie? Zbiorowy wymiar przeżywania naszej wolności”.</em></p>
<p style="text-align: right;"><a href="#0"><small>Do góry</small></a></p>
<p style="text-align: center;">* * *</p>
<p><a name="3"><em>Karolina Wigura</em></a></p>
<p><strong>Spór o serce</strong></p>
<p>Jednym z najważniejszych dylematów polityki liberalnej jest, że wspólnoty ludzkie potrzebują zaangażowanych, patriotycznych obywateli. Kulminacja państwa liberalnego owocuje jednak paradoksem. Potrzeby oświeconych mężczyzn i kobiet zostają rozpoznane i – przynajmniej w części – zaspokojone przez rząd. Obywatele pogrążają się w bierności, a system polityczny ewoluuje w tyleż racjonalny, co chłodny, nieprzystający do skomplikowanej ludzkiej natury (ani nie interesujący się nią) twór. Niebezpieczeństwem, jakie ten stan niesie, jest, że raptownie wyrwani któregoś dnia z błogostanu obywatele mogą być szczególnie podatni na wysiłki wszelkiej maści demagogów i politycznych hochsztaplerów.</p>
<p>Zadaniem liberalnego męża stanu jest więc budowanie racjonalnego społeczeństwa, przy jednoczesnym wyzwalaniu pewnej ilości namiętności nieracjonalnych i popularnych. Innymi słowy, liberalizm potrzebuje serca.</p>
<p>Pytanie o to, co może owo serce liberalizmowi dać, było jednym z wielu pytań, na które szukaliśmy odpowiedzi podczas Kongresu „Wolność w nowoczesnym świecie” – ale dla mnie szczególnie osobiście ważnym. Szczególnie wiele w tym kontekście powiedział według mnie panel o patriotyzmie, w którym miałam przyjemność wystąpić wraz z Rafałem Betlejewskim, Szymonem Gutkowskim i Zdzisławem Najderem i który moderowany był przez Jarosława Kurskiego.</p>
<p>To sam patriotyzm może być dla liberalizmu sercem. Pod warunkiem, że nie mówimy tu o jednolitym modelu miłości swojego kraju, ale żywym i angażującym patriotyzmie sporu.</p>
<p>W Polsce szczególnie zadomowiona jest jednak do dziś ta forma patriotyzmu, którą zwie się niekiedy republikańską. Wedle tego poglądu, śmierć wspólnoty, z której się wywodzimy, byłaby daleko gorsza, niż nasza własna śmierć. Kraj należy kochać nie za to, że czymś szczególnym nas obdarza, ale za to, że jest naszym krajem. Patriotyzm republikański jest prawie ponad ludzkie siły – a jednak stanowi potężny motyw dla bezinteresownych działań i poświęcenia swoich prywatnych interesów na rzecz wspólnoty (przy czym słowo poświęcenie niekoniecznie musi się pojawiać). Alexis de Tocqueville pisał, że to patriotyzm, który nie rozumuje, ale „czuje, wierzy, działa”. Michael Walzer ostrzegał, że bardzo często opiera się on na szlachetnych – ale jednak kłamstwach. Naturalna dla patriotyzmu republikańskiego jest silna koncentracja na historii. I nic dziwnego: kwitnie on zwykle w krajach o trudnej sytuacji, niepewnych jutra, biednych.</p>
<p>Polska trudna sytuacja trwała przez blisko 200 lat. Dziś jednak trzeba powiedzieć z całą mocą: całe szczęście, żyjemy w innych czasach. Niezależnie od wszystkich problemów, ostatnie 20 lat to w dziejach Polski spektakularny sukces. Wynika z tego, że po pierwsze, straciliśmy legitymację patriotyzmu republikańskiego i jego historycznych odniesień. Po drugie, pluralizacja życia publicznego w Polsce powoli uświadamia nam, że dawniej w dobrej wierze używane pojęcia nie muszą dziś mieć pozytywnych konotacji. Tak jest choćby ze „wspólnotą”: dziś coraz lepiej zdajemy sobie sprawę, że używanie tego pojęcia w stosunku do całego narodu zafałszowuje rzeczywistość. W społeczeństwie nigdy nie ma jednej wspólnoty, ale współistnieje ich wiele. Jeśli mówimy o jednej wspólnocie, zawsze kogoś wykluczamy. Po trzecie, historia jest w coraz mniejszym stopniu bliska i poruszająca dla młodych pokoleń. Będzie się to nasilać.</p>
<p>Polska nie jest odosobniona. Z nieco podobnym zjawiskiem, wywołanym przez utratę legitymacji przez dawny model patriotyzmu, borykają się po drugiej wojnie światowej Niemcy. Różne próby wytworzenia nowego modelu – czy to w formie utopijnie racjonalnej Habermasowskiej propozycji „patriotyzmu konstytucyjnego”, czy spontanicznego „patriotyzmu futbolowego” z mistrzostw Europy w piłce nożnej w 2008 roku – wskazują jednak moim zdaniem raczej na bezradność, niż umiejętność znalezienia nowej formuły miłości ojczyzny.</p>
<p>Tym bardziej paląca wydaje się potrzeba poszukiwania nowego patriotyzmu w Polsce. Na czym jednak miałby polegać wspomniany przeze mnie patriotyzm sporu? Można by powiedzieć, że i tak kłócimy się bez przerwy. Ciągle zastanawiamy się, kto jest lepszym, a kto gorszym Polakiem. Kto jest bardziej prawy, a kto zdrajca.</p>
<p>Nie o taki spór jednak chodzi. Przypomnijmy pewne sformułowanie Thomasa Jeffersona w przemówieniu do jego współpartyjnych towarzyszy: „every difference of opinion is not a difference of principle”. Amerykanie, mówi zatem Jefferson, mogą zatem spierać się o opinie, ale nie o podstawowe zasady. A my?</p>
<p>„Kto ty jesteś? Polak mały” – zaczynał się wiersz Władysława Bełzy. W Polsce definiujemy się w pierwszym rzędzie nie jako „demokraci”, „konserwatyści”, czy „liberałowie”. Zawsze przede wszystkim jako… Polacy. Z braku rzetelnych i spokojnych sporów o opinie, kłócimy o prawdziwość swojej tożsamości. Zupełnie tak, jakbyśmy mogli ją sobie wybrać. I jakby można było ją w przejrzysty sposób ją zdefiniować.</p>
<p>Stąd propozycja patriotyzmu sporu, który byłby dyskusją o opiniach (a czasem także wielką debatą o podstawowych zasadach). Trochę na wzór amerykańskiego patriotyzmu, który definiowany jest nie poprzez określoną tożsamość etniczną, czy religijną, ale przywiązanie do pewnego zestawu reguł. Tu ważna uwaga: zwłaszcza na poziomie europejskim wydaje się to wykonalne. Peter Sloterdijk proponował, by za mit założycielski Europy uznać historię Eneasza: człowieka, który zostawił wszystko i wyjechał, by założyć nowe miasto. Polacy tak samo, jak inne europejskie narody, mogą dziś „wyemigrować”: ze swoich wąskich narodowych tożsamości do szerokiej, opartej na wiązce najważniejszych zasad, tożsamości europejskiej.</p>
<p>Zatem pakujmy się. I jedźmy.</p>
<p><em>* Karolina Wigura, doktor socjologii, dziennikarz. Na Kongresie wystąpiła w panelu „Wolność wyboru patriotyzmu. Tożsamość polska, tożsamość europejska”.</em></p>
<p style="text-align: right;"><em>** Autor animacji pt. </em><em>„</em><em>Chomik wolności</em><em>”</em><em>: <strong>Rafał Kucharczuk</strong></em></p>
<p style="text-align: right;"><a href="#0"><small>Do góry</small></a></p>
<p style="text-align: left;"><em><strong>„Kultura Liberalna” nr 72 (22/2010) z 25 maja 2010 r.</strong></em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://kulturaliberalna.pl/2010/05/25/pelczynski-krzeminski-wigura-dokad-i-za-czym-biegnie-wolnosc/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
