Z centrum widać najwięcej
  

Szanowni Państwo,

kilkanaście dni temu władze Radomia zorganizowały na miejskim deptaku wspólną wigilię dla mieszkańców. Ze specjalnie ustawionych kotłów można było spróbować wybornego czerwonego barszczu, pierogów z kapustą i grzybami, bigosu. Na długim, przybranym świerkowymi gałęziami stole ustawiono natomiast kosze z chlebem i owocami oraz napoje, tak żeby każdy mógł się poczęstować. Niestety, rzeczywistość wyglądała inaczej. Wokół stołu zebrały się osoby, które zamiast częstować się jedzeniem i piciem, wypychały sobie nim kieszenie i torby. Wszystko zniknęło w kilka minut.

Parę dni później film z wigilii w Radomiu stał się prawdziwym przebojem polskiego internetu, dzieląc samych internautów na tych, którzy surowo krytykowali zachowanie utrwalonych na filmie Radomian, i takich, którzy uważali, że zabieranie ze stołu wigilijnego poczęstunku było dowodem na biedę, w której pogrążone były czyniące to osoby, a nie złą wolę lub brak wychowania.

Temperatura sporu między internautami była tak wysoka, że sam autor filmu wycofał go z You Tube. Być może emocje były tak silne, bo cała sytuacja dotknęła szalenie istotnego zagadnienia z punktu widzenia naszej historii, a mianowicie Polaków nastawienia do dobra wspólnego. Czyżbyśmy przeżywali powrót roszczeniowego i ignorującego sferę publiczną homo sovieticus, mimo że jego koniec dawno już został ogłoszony? A może wigilia w Radomiu to z socjologicznego punktu widzenia miniatura sytuacji, jaką obserwowaliśmy przy okazji budowy autostrad na Euro 2012 – słowem dowód na to, że wciąż uważamy państwo za byt obcy i nieprzewidywalny, ufając jedynie temu, co sami stworzymy w sferze prywatnej?

Z całą pewnością z powyższymi zdaniami nie zgodziłby się Przemysław Sadura. Jego zdaniem radomska wigilia jak w soczewce pokazuje dwie dekady transformacji ustrojowej w Polsce. Ich efekt to... upokorzenie, frustracja, zagubienie ludzi pracujących w Polsce robotniczej, Polsce prowincjonalnej. „Nie dostrzegamy, że śmiejąc się z Radomia, tak naprawdę śmiejemy się z samych siebie. Mógłby to być bowiem równie dobrze Białystok czy Częstochowa, a nawet Warszawa” – pisze Sadura.

Tomasz Sawczuk poszukuje odpowiedzi w oddziaływaniu marnego poziomu debaty publicznej na społeczną świadomość Polaków. „W rzadkich chwilach, gdy w naszej debacie publicznej pojawiają się elementy merytoryczne, zostaje ona zdominowana przez argumenty ekonomiczne. Mówimy, że trzeba podnieść wiek emerytalny, bo inaczej system się zawali, że trzeba po prostu płacić, by potem mieć z czego wypłacać. Służba zdrowia jawi się nam jako worek bez dna, do którego należy wrzucić jak najwięcej pieniędzy na leczenie, załatać powstałe w międzyczasie dziury i podnieść pensje pracowników”.

Z kolei Tadeusz Ciecierski zastanawia się nad pojęciem dobra wspólnego, konfrontując je z pojęciem interesu jednostki. „Co prawda nie sądzę, abyśmy mieli podstawy, by wątpić w trafność opinii Adama Smitha, iż «mając na celu swój własny interes, człowiek często popiera interesy społeczeństwa skuteczniej niż wtedy, gdy zamierza służyć im rzeczywiście». Nie powinniśmy jednak zapominać o tym, iż często nie znaczy zawsze. Tam, gdzie chodzi o dobro wspólne, obowiązuje bowiem najprawdopodobniej zasada zgoła przeciwna: realizując wyłącznie własny interes, człowiek nigdy nie popiera interesów społeczeństwa, którego jest częścią”.

Zapraszamy do lektury!

Redakcja


Stopka numeru:

Autor koncepcji numeru: Łukasz Pawłowski
Autorzy ilustracji: Wojciech Tubaja (ilustracja nr 1), Antek Sieczkowski (ilustracja nr 2)
Współpraca: Jakub Stańczyk

Tadeusz Ciecierski

O uznawaniu dobra wspólnego za dobro niczyje

Z dobrami wspólnymi związane są pewne zobowiązania – w szczególności obowiązek dbania o nie w stopniu takim, aby nienaruszona pozostała możliwość ich sprawiedliwego użycia. To łączy dobra wspólne tak różne od siebie, jak zasoby naturalne, uprawnienia obywatelskie lub polityczne czy też szeroko pojęte dobra kultury. Gdy zastanowimy się nad tym, co łączy ze sobą różne rzeczy, które uznajemy za dobra wspólne, do głowy przyjdzie nam prawdopodobnie kilka mniej lub bardziej oczywistych […]

CZYTAJĄC

MAJEWSKI: Jak zrobić siebie, żeby innych nie bolało. Dzienniki Susan Sontag

Paweł Majewski Jak zrobić siebie, żeby innych nie bolało. Dzienniki Susan Sontag Gdy pod koniec lat 60. Gertrude Himmelfarb pouczała protekcjonalnie „pannę Sontag”, jak należy myśleć i pisać o kulturze, miała może szczerą nadzieję, że z tej młodej osoby wyrośnie „przyzwoita intelektualistka”. Gdyby przeczytała zapiski Sontag z początkowych partii jej dziennika, z pewnością utraciłaby tę nadzieję – dziewczynka od małego wykazywała zbyt wiele samodzielności, zarówno myślowej, jak i obyczajowej. Jedną z najciekawszych cech […]

KIEŻUN: Podobać się wielkim cieniom. O „Zapisie”, „Zeszytach Literackich” i ostatniej książce Barbary Toruńczyk

Piotr Kieżun Podobać się wielkim cieniom Czym jest książka „Żywe cienie” Barbary Toruńczyk? Na pierwszy rzut oka to zbiór portretów znanych pisarzy i przedstawicieli polskiej inteligencji, których autorka miała okazję spotkać na swojej intelektualnej drodze. Na szesnaście zebranych w tomie tekstów aż trzynaście to sylwetki najważniejszych postaci polskiej kultury XX wieku. Są pomiędzy nimi Zbigniew Herbert i Czesław Miłosz, Marek Edelman i Jerzy Turowicz, Jan Kott i Paweł Hertz, wreszcie Giedroyc, […]

WIĘCEJ
SŁYSZĄC

Andrzej Jarczewski

Ekologia tuby peronowej

Do niniejszych spostrzeżeń z zakresu ekologii akustycznej skłoniło mnie kilka niedawnych podróży kolejami żelaznymi w poprzek południowej Polski. Odbieram świat poprzez ucho, a tym razem – spędzając niespodziewanie wiele czasu na peronach nieparzystych – mogłem, ile chciałem, nasłuchać się, co też wycieka z dworcowych głośników.

WIĘCEJ