Z centrum widać najwięcej
  

Fot. Łukasz Pawłowski

Szanowni Państwo!

W materiale wyemitowanym na antenie CNN w grudniu 2015 r. Fareed Zakaria mówił, że „sprawy w Polsce zmierzają w nieprzyjemnym kierunku”. Krytykował partię rządzącą za autorytarne zapędy, konflikt wokół Trybunału Konstytucyjnego, ułaskawienie szefa CBA, Mariusza Kamińskiego, oraz ówczesne próby cenzurowania spektaklu teatralnego podjęte przez ministra kultury Piotra Glińskiego.

Zakaria to jeden z najbardziej znanych amerykańskich dziennikarzy – pracował już m.in. w „Foreign Affairs”, „Newsweeku” i tygodniku „Time” – regularnie pojawia się też na liście najbardziej wpływowych intelektualistów magazynu „Foreign Policy”. Obecnie jest felietonistą dziennika „Washington Post” i prowadzi swój program na antenie stacji CNN – ten, za sprawą którego zrobiło się o nim głośno także nad Wisłą.

We wspomnianym odcinku Zakaria wyrażał zdziwienie powyborczym rozwojem sytuacji w Polsce – w kraju, który jeszcze do niedawna wydawał się ostoją stabilności i był przez wielu zachodnich ekspertów uznawany za wzór udanej transformacji z demokracji ludowej w demokrację liberalną.

A z tym wiele innych państw miało poważne problemy, o czym sam Zakaria pisał jako jeden z pierwszych już w roku 1997 w słynnym eseju „The Rise of Illiberal Democracy” („Rozkwit nieliberalnych demokracji” [1]). W swoim tekście zwracał uwagę na nowy, specyficzny typ ustroju, kiełkujący w wielu krajach byłego bloku sowieckiego z Rosją na czele. Państwa te zachowywały podstawowe procedury charakterystyczne dla demokracji – przede wszystkim wybory – lecz jednocześnie konsekwentnie eliminowały wszelkie ograniczenia, które liberalne demokracje nakładają na rządy w imię ochrony praw jednostek i mniejszości. Coraz większą popularnością cieszyło się przekonanie, zgodnie z którym zwycięzca wyborów „może wszystko”, a prezydent lub parlamentarna większość nie powinna być w żaden sposób ograniczana w realizacji „woli ludu”. Jednak bez takich instytucji jak wolna prasa i rządy prawa, bez rozdziału kościoła od państwa oraz mechanizmu równowagi poszczególnych gałęzi władzy liberalna demokracja traci swój liberalny komponent. A w konsekwencji zmierza w kierunku „tyranii większości” albo raczej – w kierunku „tyranii mniejszości” w danym momencie sprawującej władzę.

Czy po niemal 20 latach od publikacji eseju coś się zmieniło? Patrząc na ostatnie wydarzenia polityczne na Węgrzech, w Polsce, we Francji, a także w samych Stanach Zjednoczonych, wydaje się, że trend jedynie się nasilił – zwycięzcy wyborów lub pretendenci do stanowisk przekonują, że mają prawo realizować „wolę większości”, nie oglądając się na wpisane w konstytucję ograniczenia. „Prawo to nie świętość. Nad prawem jest dobro narodu! […] Prawo, które nie służy narodowi to jest bezprawie!” – mówił podczas inauguracyjnego posiedzenia polskiego sejmu Kornel Morawiecki. A kto ma decydować o tym, czy prawo można uznać za sprzeczne z dobrem narodu, a tym samym za bezprawie? Oczywiście reprezentanci „większości”.

Wystąpienie Morawieckiego wzbudziło entuzjazm sali, choć zawiera dokładnie te zalecenia, przed którymi przestrzega amerykański dziennikarz. „Oto na czym polega problem nadmiaru demokracji – kiedy przekształca się ona w system usprawiedliwiający nawet nieliberalne i niekonstytucyjne działania”, mówi Fareed Zakaria w rozmowie z Łukaszem Pawłowskim.

Jeszcze kilka lat temu problem opisywany przez Zakarię dotyczył przede wszystkim młodych demokracji o słabych tradycjach obrony praw jednostki. Dziś nie są od niego wolne nawet Stany Zjednoczone. Narracja Donalda Trumpa jest kopią innych populistycznych opowieści – także tej serwowanej nam obecnie w Polsce – podważających system demokracji liberalnej. Stany Zjednoczone znajdują się w ruinie, mówi Trump, cierpieniu ludzi winne są obecne elity, a ratunek może przynieść tylko silny kandydat, nieoglądający się na dzisiejsze prawa i instytucje, które są przecież źródłem kryzysu.

Czy z tego błędnego koła jest jakieś wyjście, czy też nieliberalna demokracja zawita nawet do kolebki współczesnej „władzy ludu”? Jeśli tak się stanie, to – jak twierdzi Zakaria – do klęski zachodniej demokracji najbardziej przyczyni się... jej nadmiar.

 

Zapraszamy do lektury!

Redakcja „Kultury Liberalnej”

 

Przypis:

[1] Esej następnie został rozszerzony i ukazał się w formie książki „The Future of Freedom: The Rise of Illiberal Democracy at Home and Abroad” (2003).


 

Stopka numeru:

Autor koncepcji Tematu Tygodnia: Łukasz Pawłowski.

Opracowanie: Łukasz Pawłowski, Konrad Gałuszko, Joanna Derlikiewicz, Julian Kania.

Fotografie: Łukasz Pawłowski.

Nr 396

(32/2016)
09.08.2016
Fot. Łukasz Pawłowski

Z Fareedem Zakarią rozmawia Łukasz Pawłowski

Za dużo demokracji

„Oto na czym polega problem nadmiaru demokracji – kiedy przekształca się ona w system usprawiedliwiający nawet nieliberalne i niekonstytucyjne działania”.

PATRZĄC
Materiały prasowe Warner Bros. Entertainment Polska

Tomasz Rachwald

Pachnie trupkiem. „Legion samobójców” – recenzja filmu Davida Ayera

Film Davida Ayera o oddziale złożonym z niebezpiecznych socjopatów ze świata komiksów DC jest lepszy niż „Batman v Superman”. Tym gorzej dla niego. To ostatnie było przynajmniej dość złe, by zasłużyć na serię szyderczych dowcipów. „Legion samobójców” jest tak nudny, że zapomina się o nim po chwili.

WIĘCEJ
CZYTAJĄC
Suwinski_ikona

Adam Suwiński

Brazylijski bigos. O powieci Jô Soaresa „Xangô z Baker Street”

Powieść Soaresa przypomina regionalną południowoamerykańską potrawę, przygotowaną przez niezbyt biegłego kucharza. Danie ma oryginalny smak, ale przez pomieszanie nieoczywistych składników w nieodpowiednich proporcjach jego konsumpcja grozi bólem brzucha.

WIĘCEJ
SMAKUJĄC
Piwnica z leżakującym winem w Château Smith Haut Lafite. Fot. Norbert Dudziński

Norbert Dudziński

Region Bordeaux i jego wina

Zamki, châteaux, posiadłości – bordosy i bordoszczaki. Bije dzwon, ale nie wiadomo dokładnie, w którym kościele. W regionie miasta Bordeaux, będącego od wieków centrum handlu winem, wszystko kręci się wokół niego.

WIĘCEJ
SŁYSZĄC
WIĘCEJ

FELIETONY

[Feminizując] Sukcesy w niesprzyjających okolicznościach

[Chiny] Wrażliwość chińskiego smoka

KOMENTARZ NADZWYCZAJNY

Miło Pana widzieć, prezesie Kaczyński