Z centrum widać najwięcej
  

Autor ilustracji: Tomasz Pieńczak

Szanowni Państwo,

„Polska według recepty [Jarosława] Kaczyńskiego i [Ludwika] Dorna, ma być wzorowana na Francji, z silną centralą i bez samorządu na najwyższym, wojewódzkim piętrze. W tym czasie nie kwestionują oni jeszcze powiatów, później uznają je za szczebel zbędny […] W ich opinii zbyt rozbuchana (sic!) samorządność sprzyja korupcji i klikowości. Pojawia się też wątek całkiem nowy: duże województwa w kraju, gdzie króluje regionalizm «przy jednoczesnym kryzysie polonizmu», zagrażają spoistości państwa” – czytamy w książce poświęconej liderowi Prawa i Sprawiedliwości [1].

Słowa odnoszą się do poglądów wyrażanych pod koniec lat 90. Od dawna Ludwik Dorn znajduje się poza partią. Jednak same idee, jak się wydaje, zachowały dla Prawa i Sprawiedliwości powab i świeżość. Jeśli tak jest, to reforma samorządowa nas z pewnością nie ominie. Ważne sygnały lider PiS-u już wysłał. „Poprzez wprowadzenie zmian w samorządach nie mamy na celu eliminacji samorządowców z życia publicznego; trzeba zlikwidować patologie, które mają w tym momencie miejsce w samorządach, i podnieść jakość rządzenia”, miał powiedzieć Kaczyński na spotkaniu z działaczami partii w Krakowie.

Profesor Michał Kulesza, zmarły niedawno jeden ze współtwórców reformy samorządowej, wierzył, że postkomunistyczną Polskę trzeba budować także „oddolnie”. Pewnych błędów nie da się uniknąć, jednak trzeba stopniowo angażować rodaków w sprawy lokalne. I bez naiwności, że wszystko będzie działać od razu jak w zegarku. Teraz zaprojektowany przed laty gmach zostanie prawdopodobnie zlikwidowany – bez żadnych programów pilotażowych dla nowych rozwiązań, w istocie bez merytorycznego uzasadnienia wprowadzanych zmian.

Zapewne niebawem PiS włoży jeszcze więcej wysiłku w to, aby przekonać obywateli, że władze samorządowe stanowią kolejne ogniwo III RP – po Trybunale Konstytucyjnym, mediach publicznych oraz organizacjach pozarządowych – zdominowane przez lokalne „układy”, korupcję, nepotyzm itd. Negatywne emocje rozpętać nie tak trudno.

Skalą rzekomych patologii uzasadniony zostanie także wątpliwy prawnie charakter zmian – ograniczenie liczby dopuszczalnych kadencji dla burmistrzów, wójtów oraz prezydentów miast miałoby obowiązywać od zaraz, a dotychczasowe sprawowanie urzędu byłoby liczone na poczet nowego limitu. Skutek? Ok. 1,6 tys. samorządowców nie będzie się mogło ubiegać o reelekcję.

Czy to nie klasyczny przykład ograniczania praw obywatelskich oraz działania prawa wstecz? Spór o to już trwa. „Niedziałanie prawa wstecz nie jest bezwyjątkowe i służy pewnemu celowi, to znaczy ochronie pewnych praw. Teraz jest pytanie: czy ważniejsze są prawa osób, które pełnią te funkcje, czy ważniejsze jest prawo społeczeństwa do unikania różnych patologii i do nowego wyboru? Wydaje mi się, że dużo ważniejsze jest to drugie prawo i w związku z tym tutaj tej reguły nie można stosować” – na wszelki wypadek wyjaśniał na antenie Radia Kraków szef Prawa i Sprawiedliwości.

Wątpliwe to uzasadnienie, tym bardziej że nie wiadomo dokładnie, o jakie patologie chodzi. Poza tradycyjnie ogólnymi zapewnieniami o istnieniu układów, nic konkretnego nie wiemy. Co więcej, jak podkreśla socjolog zajmujący się polityką lokalną Adam Gendźwiłł w rozmowie z Łukaszem Pawłowskim, nawet tam, gdzie mielibyśmy do czynienia z niezdrowymi powiązaniami w lokalnych władzach, rozwiązanie proponowane przez Kaczyńskiego z pewnością tego problemu nie rozwiąże.

„Jeśli układ istnieje i rzeczywiście jest tak potężny, bez trudu obejdzie tę regulację, wystawiając «malowanego» kandydata i fikcyjnie zmieniając władze. To rodzi podejrzenia, że tak naprawdę Kaczyńskiemu i PiS-owi chodzi nie o rozbicie «układów», ale o coś zupełnie innego”. O co? „Może to też być listek figowy dla jakiejś poważniejszej reformy, która jeszcze bardziej wpłynie na reguły rywalizacji politycznej”, np. zakaz wystawiania list lokalnych. Spekuluje się także o możliwości korzystnej dla władzy zmiany granic okręgów wyborczych.

W takie zmiany nie wierzy Jarosław Flis, który w rozmowie z Adamem Puchejdą przekonuje, że liczba zmiennych, które należałoby wziąć pod uwagę, aby uzyskać pożądany wynik, jest zbyt duża. Innymi słowy nikt naprawdę nie wie, jak zmienić granice okręgów, by zapewnić sukces tej lub innej partii. Nawet ograniczone zmiany, jakie już zaproponował lider PiS-u, by „uzdrowić” władze lokalne, mogą mieć skutek… odwrotny od zamierzonego.

„Demokracja opiera się w dużej mierze na założeniu, że rządzący boją się przegrać kolejne wybory i dlatego się bardziej starają. Jeśli ten straszak się usunie, to pytanie: czym będą się kierować?”. Niewykluczone, że przede wszystkim zabezpieczeniem swojego prywatnego interesu. „Dany burmistrz może negocjować budowę jakieś dużej inwestycji, np. centrum handlowego, po czym po skończonej kadencji zostanie jej szefem […] Nikt mu tego nie może zakazać”, ostrzega Flis.

Trudno sobie wyobrazić, by ktoś tak doświadczony w polskiej polityce jak Jarosław Kaczyński nie zdawał sobie sprawy, że lekarstwo, jakie proponuje, nie wyleczy nas z choroby, o której mowa. Wracamy więc do pytania: jaki jest cel tych działań? „Celem prezesa Kaczyńskiego, z jego geniuszem taktycznym, jest prawdopodobnie przecięcie iluś tych ustabilizowanych sitw i odcięcie ostatniej klasowej partii w Polsce, jaką jest PSL. Ale sama kadencyjność to nie jest dobry ruch”, twierdzi były kandydat PiS-u na prezydenta Warszawy, Czesław Bielecki. Jednocześnie Bielecki za główną chorobę polskiej polityki uznaje nie tyle brak kontroli, co daleko posuniętą nieskuteczność. Ograniczenie kadencyjności niewiele w tej kwestii zmieni.

Aktualne zapowiedzi zmiany ordynacji proponowane przez Jarosława Kaczyńskiego nie mogą zatem posłużyć uzdrowieniu polskiego samorządu. Być może w całym zamieszaniu chodzi o przejęcie części stanowisk, osłabienie partii przeciwnych PiS-owi lub zdyskredytowanie całego systemu władzy samorządowej. Biorąc pod uwagę przytoczoną na początku opinię lidera PiS-u na temat samorządów, ta ostatnia interpretacja wydaje się najtrafniejsza. Pierwszy sukces zresztą już odnotował – udało mu się narzucić swój język opisu kolejnego fragmentu naszej rzeczywistości. Jeszcze jeden ważny element działania polskiego państwa wydaje się od kilku dni znajdować w ruinie. Opozycja zaś nadal nie wypracowała języka, w którym można byłoby wiarygodnie dla obywateli bronić dorobku III RP. W sondażach poparcia PiS niezmiennie bije konkurentów na głowę.

Dlatego też w dzisiejszym numerze nacisk chcielibyśmy położyć na pytanie, dlaczego – niezależnie od niedoskonałości polskich samorządów – warto ich przed kolejną, przygotowywaną w pośpiechu reformą bronić.

Niech Państwo ocenią, czy nam się udało.

Zapraszamy do lektury!

Łukasz Pawłowski

 

Przypis:

[1] Piotr Zaremba, „O jednym takim. Biografia Jarosława Kaczyńskiego”, Wydawnictwo Czerwone i Czarne, Warszawa 2010, s. 214.


 

Stopka numeru

Koncepcja Tematu Tygodnia: Adam Puchejda.

Opracowanie: Łukasz Pawłowski, Adam Puchejda, Joanna Derlikiewicz, Jakub Bodziony, Jan Chodorowski.

Ilustracje: Tomasz Pieńczak [www.tpienczak.com].

Nr 421

(5/2017)
31.01.2017
Autor ilustracji: Tomasz Pieńczak

Łukasz Pawłowski w rozmowie z Adamem Gendźwiłłem

Zamiast reformy zasłona dymna

„Biorąc pod uwagę tryb, w jakim dziś zmienia się ustrój w Polsce – czyli, niestety, tryb «nocnej zmiany» – jest możliwe, że propozycja dwukadencyjności to jedynie listek figowy dla poważniejszej reformy, która jeszcze bardziej wpłynie na reguły rywalizacji politycznej”, mówi badacz polskiej polityki lokalnej.

Autor ilustracji: Tomasz Pieńczak

Z Jarosławem Flisem rozmawia Adam Puchejda

Kadencyjność w samorządach może mieć opłakane skutki

Demokracja w dużej mierze opiera się na założeniu, że rządzący boją się przegrać kolejne wybory i dlatego bardziej się starają. Jeśli ten straszak się usunie, to czym będą się kierować?

Autor ilustracji: Tomasz Pieńczak

Z Czesławem Bieleckim rozmawia Adam Puchejda

W samorządzie urzędnik decyduje za obywatela. To jest demokracja?

W naszym kraju wszystko jest, było i niestety zapewne będzie polityczne. Jeśli nie jesteś z partii politycznej danego urzędnika, to choćbyś miał świetną propozycję, innowacyjne rozwiązanie, to o ile ktoś cię nie desygnuje, nie rekomenduje, niczego nie załatwisz.

PATRZĄC
WIĘCEJ
CZYTAJĄC
Michel Deon

Piotr Kieżun

Michel Déon i francuska prawica literacka lat 50.

Faszyści? Reakcjoniści? Prawicowi anarchiści? Nazwani przez swoich adwersarzy huzarami, byli pierwszym powojennym francuskim pokoleniem, które sprzeciwiło się lewicy, gaullistom i mitowi zwycięskiej Francji.

WIĘCEJ
SMAKUJĄC
Źródło: Pixabay.com

Weronika Bulicz

Sztuka kochania. Afrodyzjaki

Wokół wpływu jedzenia na życie seksualne narosło wiele mitów. Czekolada, cynamon, ostrygi, swojska marchew, a może czosnek? Czy naprawdę działają?

WIĘCEJ

FELIETONY

[Projekt: Polska] Nie zawsze warto rozmawiać

[Sprawa Wałęsy] Historia nie rozsądzi

[Polska] Mieszkanie plus skok na samorządy

[Z miasta] Patchworkizacja Warszawy

[Stany Zjednoczone] Rewolucja feministyczna u bram