Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Słysząc > Per aspera ad...

Per aspera ad astra. Z życia artysty... [WKRÓTCE KONCERT!]

Kama Grott

Codziennie sobie powtarzam tę łacińską sentencję przed ćwiczeniem na oboju. No, może nie codziennie, czasem sobie mówię: „Lepiej godzinę dłużej poćwiczyć, niż się potem pięć minut wstydzić”.

Każdy sposób jest dobry, aby się skutecznie zmotywować. Szczególnie, gdy zbliża się termin koncertu. Wtedy wszystko inne odchodzi bynajmniej nie na drugi, a na nasty plan.

Zwykło się mawiać, iż artyści mają życie łatwe i przyjemne. Artyści są przecież wolni: bez sztywnych godzin pracy, mogą się wysypiać do woli, czekać leniwie na natchnienie, a gdy już się ono objawi i twórczy szał ogarnie, ich ciała i umysły pozostają w stanie ekstazy (bez pomocy żadnych używek). Następnie dzieło – które powstało w ekstazie bądź cierpieniu twórczym – oczekuje swej premiery, a artysta potwierdzenia swego talentu. No cóż, z pewnością jest grupa artystów, których życie tak przebiega. Jednakże jestem przekonana, że są oni w mniejszości.

Życie artysty – tu opieram się na osobistych doświadczeniach – w dużej mierze jest zwyczajne. Codzienne obowiązki domowe i rodzinne są bezwzględne wobec statusu artysty i mają za nic niestandardową potrzebę snu czy oczekiwanie na wenę. W sumie to najlepiej jest wszystko zgrabnie zaplanować. Rano pobudka, koniecznie za pomocą budzika, poranna toaleta, śniadanie (na które wcześniej trzeba zrobić zakupy, przygotować i po nim posprzątać), ćwiczenie, ważne telefony i maile, spotkania. Bo gdzieś przecież trzeba wystąpić, aby nasze dzieło ujrzało światło dzienne, a nie tylko domowego zacisza. Oszczędzę szczegółowych opisów dalszej części zwyczajnego życia artysty. Każdy z Państwa jest w stanie doskonale sobie je wyobrazić.

Czym zatem różni się życie artysty od życia nie-artysty? (Specjalnie używam sformułowania nie-artysta, gdyż nie ma dla mnie określenia „zwyczajny” czy „przeciętny” w kontekście człowieka).

Różnica jest mała, trwa chwilę. To moment, gdy obnażamy siebie, swoją duszę przed Państwem – naszą publicznością. Artysta bez odbiorcy nie istnieje. Ten szczególny sposób komunikacji (zwłaszcza w wypadku koncertów czy przedstawień, gdy odbywa się „tu i teraz”) ma niesamowitą siłę. Potrafi z najbardziej niewzruszonego i na pozór obojętnego widza wycisnąć łzę wzruszenia, skłonić do refleksji, rozśmieszyć do łez, a czasem nawet dać nadzieję. Natomiast dla artysty występ jest wielkim świętem, na które czeka z niecierpliwością. Adrenalina uzależnia, dlatego tak bardzo wyczekujemy chwili kontaktu z Państwem i kolejnego potwierdzenia, że to, co tworzymy, jest dla kogoś ważne.

Wracam do ćwiczenia, już niedługo kolejny koncert promocyjny mojej płyty, na który serdecznie Państwa zapraszam.

Do zobaczenia…

Koncert:

Koncert promocyjny płyty „Romance. French Music for Oboe and Piano”
12 lutego 2011 r., godz. 20.00
Skwer – filia Centrum Artystycznego Fabryka Trzciny
ul. Krakowskie Przedmieście 60a
Warszawa

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 106

(3/2011)
18 stycznia 2011

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj