Z centrum widać najwięcej
  

PRZEKAŻ
1%
PODATKU
Przekaż 1% podatku na demokratyczne media.
Podaj w rozliczeniu numer
KRS Kultury Liberalnej:
0000 398 695
Przekaż 1% podatku na Kulturę Liberalną forward

KULTURA LIBERALNA > Słysząc > Moralitet na dwa...

Moralitet na dwa głosy

Krzysztof Iszkowski

Pozbawieni słuchu muzycznego pasjonaci polityki w grę „Jaka to melodia?” mogą bawić się dzięki radiu TOK FM.

W silnie ponoć podzielonym społeczeństwie poglądy na dowolny temat z reguły dość prosto jest dostosować do politycznych lub publicystycznych afiliacji. Czasami jednak zadanie nie jest łatwe. Na przykład wtedy gdy w czwartkowe popołudnie u Grzegorza Chlasty dwóch dżentelmenów rozmawia o przypadkowym seksie w klubowych toaletach. Obaj wydają się przerażeni, choć jednego temat trochę chyba podnieca, bo używa sformułowań bardzo potocznych – „dają”, „puszczają się” – i mówi tylko o kobietach. Drugi podchodzi do tematu w sposób mniej emocjonalny i stara się poddać go chłodnej analizie: „zastanówmy się, co to zjawisko mówi o naszym społeczeństwie”, „nie jest dobrze, że ludzie zaspokajają swoje potrzeby w ten sposób”.

Jeden – tembr głosu obaj mają niestety podobny, więc nie mam pewności który – zapewnia, że wśród jego znajomych „takie rzeczy” nie mają miejsca, na co słyszy, że żyje w „inteligenckiej enklawie”. Temat schodzi chwilowo na antysemityzm kleru – który jest zjawiskiem tak samo jak dyskotekowy seks powszechnym i jednocześnie trudnym do wychwycenia – i bardziej analitycznie nastawiony mówca z trudem broni tezy, że jego osobiste odczucia są równie dobre, jak statystyki, których w żadnej z tych kwestii nie ma. Potem kolejna dygresja i krótka wymiana zdań o narkotykach, które według gościa bardziej napalonego są złe i kropka, a według jego oponenta czasami bywają mniej szkodliwe niż alkohol, a ten jest przecież legalny.

Grzegorz Chlasta stara się wrócić do pierwotnego tematu i czyta zawieszonym głosem fragment artykułu z „Polityki”, którego bohaterami są ludzie uprawiający szybki seks w miejscach publicznych. Obaj dżentelmeni chichrają się jak pensjonarki i proszą, żeby przestał, bo Krajowa Rada Tego i Owego nałoży na radiostację 300 tysięcy kary. Cięcie. Muszę wysiąść z samochodu i wyłączyć radio. Gdyby nie to, że dyskusję przerwano na wiadomości o wypadkach samochodowych, wygłupach PiS i arogancji Platformy, po których prowadzący przedstawił gości raz jeszcze, nigdy bym się nie domyślił, że byłem właśnie świadkiem wymiany poglądów między konserwatywną a liberalną częścią opinii publicznej.

Jestem niepocieszony, podobnie jak Tomasz Terlikowski, któremu nie udało się ustawić oponenta w roli promotora rozpasanego libertynizmu. Próbował parę razy, zadając retoryczne w swoim przekonaniu pytanie, czy w seksie z nieznajomymi nie ma nic złego, ale Wojciech Mazowiecki mężnie stękał w odpowiedzi o stanie społeczeństwa, szkodliwości alkoholizmu i grzechach antysemityzmu. A przecież zaczepki imama (epitet na licencji Cezarego Michalskiego) można było skwitować stwierdzeniem, że przygodny seks z woli obydwu stron jest mniej społecznie szkodliwy niż wmawianie ludziom, że zabieg in vitro to morderstwo, a lekiem na impotencję jest modlitwa. Nie od rzeczy było też dodać, że goście programów Ewy Drzyzgi i Tomasza Lisa mają równe prawa opowiadać o swoim życiu seksualnym.

Zamiast tego usłyszeliśmy dukanie o społecznym podłożu „problemu”, od czego tylko krok, by wezwać do jego społecznego rozwiązywania. Istotą sporu w TOK FM nie jest zatem to, czy ludzie powinni mieć swobodę decydowania o własnym życiu seksualnym, lecz to, czy „problemy” (dlaczego nie „dewiacje”?) mają być rozwiązywane („prostowane”?) w imię katolickiej moralności czy humanistycznej pedagogiki społecznej. Motywacje dla takiej pedagogiki pozostają przy tym wątpliwe, bo brakuje przecież nie tylko dowodów, że przygodny seks w piątek i sobotę wpływa na to, jak ludzie zachowują się od niedzieli do czwartku, lecz nawet – co Mazowiecki przyznał – nie mamy danych, jak częste jest to zjawisko. Szybkie numerki z nieznajomymi oczywiście się zdarzają, ale fakt, że odbywają się w toaletach właśnie, a nie w dark roomach (których podaż odzwierciedla przecież popyt), wskazuje, że opowieści o nich jest nieproporcjonalnie dużo do faktów. Czy rzeczywiście mamy zatem do czynienia z nowymi obyczajami, czy też klasyczną pornograficzną fantazją o „łatwych” kobietach, które łatwo spotkać? Skoro zaś już przy klasycznych i dobrze znanych zjawiskach jesteśmy, to czy oburzenie Terlikowskiego i troski Mazowieckiego nie są przypadkiem reakcją typową dla „burżujów” (mężczyzn z klasy średniej), którzy w wolnej miłości upatrują zagrożenia dla swej społecznej (i reprodukcyjnej) pozycji?

Burżuj, jak wiemy dzięki przenikliwemu Kunderowskiemu profesorowi Avenariusowi, cechuje się tym, że mając do wyboru dwa typy relacji z piękną i powszechnie pożądaną kobietą: seks, o którym nikt się nie dowie, i niewinny spacer pod rękę, na którym zobaczy ich całe miasto – wybiera to ostatnie. Seks jest dla niego metodą budowania pozycji społecznej, a przypadki traktowania go w sposób bardziej naturalny – jako zaspokojenie popędów czy nawet ukoronowanie romantycznego – związku postrzegane są jako zagrożenie. Szczególnie szybki numerek z NIEZNAJOMYM, a więc potencjalnie nikim, człowiekiem bez społecznego statusu. Kobieta jadąca do hotelu ze świeżo poznanym mecenasem lub redaktorem, zafascynowana głębią jego osobowości i podniecona tym, że wreszcie mogła go spotkać osobiście, jawi się burżujowi jako mniej rozwiązła od tej gimnastykującej się w ciasnej kabinie toalety z facetem, którego imienia nie zna, ale który za to dobrze tańczy lub ma seksowny tyłek.

Burżuazyjne lęki przed wolną miłością są, jak pamiętamy, jednym z głównych motywów dziewiętnastowiecznej literatury. W drugiej połowie wieku XX ich jawne artykułowanie przestało być jednak w dobrym tonie. Nie wprost, stosując zasadę kwaśnych winogron („w przypadkowym seksie nie ma nic miłego”), wyrażał je ostatnio Michel Houellebecq w „Cząstkach elementarnych”. Na tym tle popołudniowe biadania duetu Terlikowski i Mazowiecki wypadają raczej żałośnie.

* Tekst wyraża poglądy Autora.

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 118

(14/2011)
12 kwietnia 2011

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj