Tomasz Stawiszyński
Księga, która się nigdy nie myli
W tym celu uczeń ów zastosował zalecaną przez Junga prostą mantyczną procedurę – sześciokrotny rzut trzema monetami (dawni chińscy mistrzowie, a także co bardziej tradycjonalistycznie nastawieni współcześni, posługiwali się wprawdzie skomplikowaną metodą losowania z użyciem łodyg krwawnika, jednak Jung – w oparciu o własne bogate doświadczenie – twierdził, że monety w zupełności wystarczą). Uzyskał tą drogą jeden z 64 heksagramów, czyli graficznych znaków składających się z kombinacji sześciu linii ciągłych i przerywanych. Zajrzawszy do Księgi i odnalazłszy rozdział zawierający charakterystykę uzyskanego heksagramu, odczytał z niego wyraźny komunikat: „Poślubienie dziewczyny przynosi pomyślność” (heksagram 31, „Wpływ”). „Co powinienem zatem zrobić?” – zapytał Junga. W odpowiedzi usłyszał cytowane na początku zdanie.
Skąd to bezgraniczne zaufanie, jakie Jung pokładał w Księdze będącej centralnym dziełem chińskiej kultury, najdoskonalszym, najpełniejszym wcieleniem taoistycznej i konfucjańskiej filozofii oraz kosmologii? Na jakiej podstawie przyjmował, że heksagram, uzyskiwany przez pytającego wskutek sześciokrotnego rzutu trzema monetami, heksagram będący w gruncie rzeczy zestawem hermetycznych aforyzmów pochodzących z odległej kultury i odległych czasów, może w ogóle mieć jakikolwiek realny związek z jego aktualną życiową sytuacją? Dlaczego z porad I Cing korzystał zawsze, kiedy tylko musiał podjąć jakąś trudną decyzję (do czego przyznał się otwarcie w eseju – u nas zamieszczonym w zbiorze „Podróż na Wschód” – będącym przedmową do pierwszego wydania angielskiego przekładu I Cing w opracowaniu Richarda Wilhelma, wybitnego, zmarłego w 1930 roku niemieckiego sinologa, z którym serdecznie się przyjaźnił i który wprowadził go w świat tej wyjątkowej Księgi)?
Carl Gustav Jung wraz z Wolfgangiem Paulim (tak, tak, właśnie z Wolfgangiem Paulim, jednym z ojców założycieli współczesnej fizyki i laureatem Nagrody Nobla w tejże dziedzinie) – obydwaj zafascynowani skutecznością I Cing i przekonani o jej ewidentnym działaniu – próbowali zmierzyć się z tym zagadnieniem we wspólnie opublikowanym eseju poświęconym zjawisku synchroniczności (fragmenty tego tekstu dostępne są po polsku w wyborze prac Junga „Rebis, czyli kamień filozoficzny”, w znakomitym tłumaczeniu Jerzego Prokopiuka). Rzecz mianowicie polega na tym – argumentowali Jung i Pauli, podkreślając, że pomysł nie jest nowy, bo wschodnie koncepcje czasu oraz rozmaite kosmologie pochodzące z zachodniej tradycji ezoterycznej także operowały podobnym poglądem – że wszystko, co dzieje się w danym momencie czasu, nosi cechy tego właśnie momentu.
Znak graficzny uzyskiwany w drodze sześciokrotnego rzutu trzema monetami (a wcześniej w drodze losowania łodyg krwawnika), składający się odpowiednio z linii yin (przerywanych) oraz yang (ciągłych), wskutek działania zasady synchroniczności, odzwierciedla zatem dynamikę tych dwóch sił obecną w danym momencie życia osoby zadającej pytanie.
Zaś 64 rozdziały Księgi Przemian przedstawiają 64 możliwe odmiany tej dynamiki. Słowem, przedstawiają wszystkie możliwe sytuacje, w jakich w ogóle może znaleźć się człowiek, a nawet wszystkie możliwe sytuacje, w jakich w ogóle może znaleźć się wszechświat. Zawierają więc – ujętą symbolicznie i poetycko, ale jednak bardzo konkretnie – całość możliwego ludzkiego doświadczenia czy raczej po prostu: całość możliwego doświadczenia. Cokolwiek zatem dzieje się w świecie, zawsze jest tylko jednym spośród 64 możliwych stanów, 64 możliwych wariantów, 64 możliwych układów sił. Heksagram to obraz tego układu, rzut monetami natomiast (bądź też losowanie łodyg krwawnika) to sposób nawiązania łączności pomiędzy sytuacją pytającego i reprezentującym ją obrazem/heksagramem. Pytanie i odpowiedź, pytający oraz I Cing, wiążą się ze sobą dzięki działającej w świecie synchroniczności – zasadzie, w oparciu o którą zdarzenia zachodzące w jednym momencie, choć niepołączone ze sobą linią przyczyny i skutku, wiążą się ze sobą inaczej, a mianowicie na poziomie sensu. Inaczej mówiąc, przenika je jakaś wspólna jakość, jakiś wspólny smak, jakaś niepowtarzalna struktura charakterystyczna dla tej właśnie chwili, dla tego właśnie momentu, dla tego, a nie innego czasu.
Niemożliwe? Nieprawdopodobne? Niewiarygodne? Nieracjonalne? Jak najbardziej. Ale także niepokojące. Każdy bowiem, kto kiedykolwiek zetknął się z I Cing, był co najmniej zafrapowany celnością (pozorną?) jej skuteczności (C.G. Jung, Wolfgang Pauli czy Philip K. Dick, który posługując się I Cing napisał „Człowieka z Wysokiego Zamku” – to tylko ułamek ludzi zafascynowanych siłą i mądrością Księgi). Szczęśliwie, obok bardzo ciekawej – choć przeznaczonej dla wtajemniczonych i dobrze już z I Cing zaznajomionych czytelników – książki Hellmuta Wilhelma, nakładem wydawnictwa Aletheia ukazał się właśnie nowy przekład kanonicznego opracowania I Cing w wersji Richarda Wilhelma. Każdy więc może sam sprawdzić jak „to” działa. Wystarczy pytanie i trzy monety. Oraz uważna lektura, rzecz jasna. Reszta już w rękach czasu, synchroniczności i Księgi. Ta ostatnia zaś – proszę pamiętać – nigdy się nie myli…
Książki:
Hellmut Wilhelm „Sens I Cing”, przeł. Agna Onysymow, Aletheia, Warszawa 2010.
„I Cing. Księga przemian. Przekład z języka chińskiego na niemiecki i objaśnienia Richard Wilhelm”, przeł. Agna Onysymow, Aletheia, Warszawa 2011.
* Tomasz Stawiszyński, absolwent Instytutu Filozofii UW, publicysta tygodnika „Newsweek Polska”, w latach 2007–2009 gospodarz programu „Studio Alternatywne” w TVP Kultura.
„Kultura Liberalna” nr 146 (43/2011) z 25 października 2011 r.