Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Czytając > Spiskowa praktyka dziejów....

Spiskowa praktyka dziejów. O „Cmentarzu w Pradze” Umberta Eco

Katarzyna Kasia

Historia nie ma sensu i wielkie przemiany, które się w niej dokonują są w ogromnej mierze wynikiem fiksacji, obsesji, kompleksów. „Simonini jeszcze obraca się wśród nas” – pisze Umberto Eco.

Cmentarz w Pradze

Kto właściwie rządzi światem? Kto stoi za wydarzeniami z pozoru przypadkowymi i teoretycznie mieszczącymi się w ramach zasad prawdopodobieństwa? Kto naprawdę decyduje o losach ludzkości? Podobne pytania można mnożyć właściwie bez ograniczeń: odkrywać spiski, ukryte związki, układy, zależności i grupy trzymające władzę, o których istnieniu wie jedynie wąskie grono wtajemniczonych. Albo wszyscy wiedzą.

Można też zacząć z innej strony: skąd się bierze nienawiść? Jaka jest geneza fobii? Czy na przykład u podstaw antysemityzmu leżą jakieś fundamentalne przewinienia Żydów? A może samo zadanie takiego pytania jest w gruncie rzeczy przejawem antysemityzmu właśnie, bo zakłada istnienie powodu nienawiści, która jest całkowicie irracjonalna?

Umberto Eco nie wierzy w spiskowe teorie dziejów, ale wierzy w spiskową praktykę tychże. W swojej ostatniej powieści powraca do tematu, którym zajmował się już niejednokrotnie. Zastanawia się nad rolą fałszerstwa i kłamstwa w historii, nad tym, jak niewiele trzeba, by wpłynąć na sposób myślenia nie tylko poszczególnych indywiduów, ale całych grup społecznych. „Cmentarz w Pradze” to historia tzw. „Protokołów mędrców Syjonu”, którym Eco poświęcił wiele lat badań, starając się odtworzyć pochodzenie tekstu. Studia nad wielką mistyfikacją, choć mają formę powieści, są głęboko zanurzone w prawdzie historycznej. Jedyną postacią w stu procentach fikcyjną jest tutaj główny bohater, Simone Simonini, fałszerz, antykwariusz, szpieg, pseudonotariusz, ale przede wszystkim człowiek antypatyczny, mizantrop, kłamca, morderca i obsesyjny antysemita, na dodatek cierpiący na poważne zaburzenia psychiczne.

Akcja powieści rozpoczyna się w Turynie, gdzie Simonini przychodzi na świat i spędza samotne dzieciństwo głównie w towarzystwie nienawidzącego Żydów dziadka, po śmierci którego zostaje notariuszem, specjalizującym się w fałszowaniu dokumentów. Dość wcześnie nawiązuje współpracę z tajnymi służbami Królestwa Piemontu, w 1860 roku zostaje wydelegowany na Sycylię jako ich wysłannik, aby wziąć udział w Wyprawie Tysiąca Garibaldiego. W 1861 trafia do Paryża, gdzie również pracuje na rzecz tajnej policji. Nie śledzimy losów Simoniniego bezpośrednio, lecz dzięki retrospekcjom zawartym w dzienniku, który zaczął pisać w marcu 1897, starając się odpowiedzieć sobie na pytanie o to, kim właściwie jest. Narracja prowadzona jest z trzech perspektyw: samego Simoniniego, jego alter ego, księdza Dalla Piccoli, oraz Narratora zaglądającego im obu przez ramię i starającego się wyjaśnić przynajmniej najważniejsze wątki coraz bardziej zawikłanej opowieści.

Simonini alias Dalla Piccola bierze udział w wielu fałszerstwach i prowokacjach, którym towarzyszy odziedziczona po dziadku i wzmocniona w toku dalszego życia antysemicka paranoja. Dużym uproszczeniem byłoby zresztą stwierdzenie, że bohater nienawidzi tylko Żydów: jego dziennik zaczyna się bowiem od swoistej wyliczanki wad rozmaitych grup etnicznych, a także kleru i kobiet. Są tu i Niemcy („najniższa kategoria rodzaju ludzkiego, jaką można sobie wyobrazić”), i Francuzi („leniwi, szachrajscy, pamiętliwi, pyszni bezgranicznie – do tego stopnia, że wszystkich innych uważają za dzikusów – niezdolni akceptować upomnień”). Pochodzący z Turynu Simonini nienawidzi także Włochów („Włoch jest podstępny, kłamie i zdradza, woli sztylet od szpady, truciznę od lekarstwa”). Kolejną grupą, wobec której odczuwa niechęć są księża („rozbiegane oczy, zepsute zęby, nieświeże oddechy, spocone dłonie, próbujące pogłaskać mnie po karku. Obrzydliwość”), zaś wśród nich najgorsi są jezuici. Nie znosi także kobiet, choć przyznaje, że wie o nich mało. Żydów jednak nienawidzi najbardziej i jest w stanie nawiązać współpracę z każdym, kto mógłby pomóc mu zrealizować plan całkowitego ich wyniszczenia. Właściwie jedyną miłością głównego bohatera jest jedzenie – „Kuchnia dawała mi zawsze więcej satysfakcji niż współżycie płciowe” – notuje w dzienniku.

Na ironię zakrawa fakt, że do pisania pamiętnika zachęca Simoniniego pewien pochodzący z Austrii Żyd, niejaki doktor Sigmund Froïde, poznany w paryskiej restauracji. Ich losy splatają się, ponieważ doktorowi kończy się zapas kokainy, którą Simonini potrafi załatwić… Pisanie ma być ekwiwalentem talking cure – drogą do przypomnienia sobie również tych przeżyć, które zostały zepchnięte w najbardziej mroczne zakamarki podświadomości. Kwestia pamięci, jej utraty oraz mozołu towarzyszącego odnajdowaniu własnej tożsamości pojawia się już we wcześniejszych powieściach Eco, chociażby w „Tajemniczym płomieniu królowej Loany”, gdzie główny bohater na skutek wylewu traci tę część wspomnień, która miała jakikolwiek związek z emocjami: pamięta doskonale najdrobniejsze detale Napoleońskich podbojów, nie przypominając sobie jednak, kim jest ta pani, która siedzi obok jego szpitalnego łóżka i tak strasznie płacze. Problem Simoniniego polega nie tylko na częściowej utracie pamięci, ale przede wszystkim na rozdwojeniu jaźni. Każde ego ma swoje oddzielne wspomnienia, które czasem się uzupełniają, choć nie do końca, nakłada się bowiem na to odmienność indywidualnych perspektyw, ról społecznych, losów, przekonań. Dziennik Simoniniego/Dalli Piccoli zaczyna być prowadzony w momencie, kiedy stan splątania ostatecznie uniemożliwia bohaterowi ustalenie, kim naprawdę jest.

Pamiętnik jest historią wielkiego oszustwa, choć łączy się tu wiele wątków, które Modelowy Czytelnik Umberta Eco może śledzić z erudycyjną przyjemnością, wkraczając na coraz wyższe „poziomy lektury”. Sama intryga wydaje mi się jednak zaledwie pretekstem do opisania mechanizmu mieszczącego się w obrębie starego porzekadła o kłamstwie, które zdąży obiec świat dookoła, zanim prawda włoży buty. Autor powraca do swoich ulubionych teorii spiskowych, które stanowią zasadniczy punkt wyjścia również dla innych jego powieści. Wystarczy przypomnieć sobie „Wahadło Foucaulta” i obecne w nim wątki hermetyczne, ze szczególnym uwzględnieniem opowieści o templariuszach i masonerii. Miejsce Zakonu Świątyni w „Cmentarzu w Pradze” zajmują wymyśleni przez Simoniniego rabini, spiskujący przeciw gojom. Eco śledzi losy tej mistyfikacji, jedynie na marginesie odnosząc się do jej tragicznych i dobrze nam znanych konsekwencji. Pokazuje natomiast, jak działa propaganda, jak tworzy się nastroje społeczne, jak od podszewki wygląda manipulacja. Główny bohater jest sprzedajny, działa na wielu frontach naraz, starając się jednak zrealizować przede wszystkim swój własny plan, czyli „ostateczne rozwiązanie”. W pewnym momencie sam zaczyna wierzyć w swoje „Protokoły” do tego stopnia, że cytuje ich fragmenty na dowód podłości Żydów.

Historia nie ma sensu i wielkie przemiany, które się w niej dokonują są w ogromnej mierze wynikiem fiksacji, obsesji, kompleksów. „Simonini jeszcze obraca się wśród nas” – pisze Eco. Strach pomyśleć, jakimi możliwościami dysponuje współcześnie! Przecież elektroniczne media, nowe technologie informacyjne zwiększają zasięg rażenia wszelkich teorii spiskowych, które zresztą rozwijają się w zastraszającym tempie. Kto ma media, ten ma władzę. Jedyna nadzieja w tym, że nadmiar informacji prowadzi do znieczulenia na nie. Chociaż, z drugiej strony, patrząc na niesłabnącą popularność pewnych tez (że światem rządzą Żydzi albo masoni, albo Opus Dei, albo tajne służby, albo jeszcze ktoś inny…), można niestety domniemywać, że Eco ma rację. Jesteśmy w stanie zaakceptować każdą opowieść, o ile ta będzie mogła wytłumaczyć nam, choćby nie wiem jak mętnie, nieracjonalnie i niekonsekwentnie, nasze własne niepowodzenia.

Nie zgadzam się z tymi, którzy zarzucają powieści Eco promowanie antysemityzmu: na odwrót, autor pokazuje nam, jak żałosne są jego źródła. Odrażający główny bohater „Cmentarza w Pradze” jest w stanie zrealizować swoje zamiary wyłącznie dzięki temu, że umie znaleźć się we właściwym miejscu i czasie oraz, że spotyka dysponujące wystarczającą władzą osoby, którym na rękę jest szukanie wroga gdzie indziej. To jest powieść o najpoważniejszym z niebezpieczeństw: o tym jak łatwo spreparować „prawdę” i przekonać tłum, aby w nią uwierzył. Babcia Bertranda Russella powtarzała swojemu wnukowi: „Nigdy nie pójdziesz za tłumem, aby zrobić coś złego”. Jeśli najnowsza powieść Umberta Eco ma jakiś morał, to sądzę, że jest on właśnie taki: nigdy nie idź bezrefleksyjnie za tłumem, bo autorem jego „racji” jest najprawdopodobniej jakiś z jednej strony cyniczny i wyrachowany, z drugiej zaś owładnięty morderczą obsesją Simone Simonini.

 

Książka:

Umbero Eco, „Cmentarz w Pradze”, przeł. Krzysztof Żaboklicki, Noir sur Blanc, Warszawa 2011.

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 153

(52/2011)
13 grudnia 2011

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj