Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Czytając > WRÓBEL: Złote runo...

WRÓBEL: Złote runo nicości. O „Urodziłem się. Eseje” Georges’a Pereca

Łukasz Wróbel

Złote runo nicości

Perec_Urodzilem_sie„Pamiętam jak powiedziano mi, zanim się z nim zetknąłem, że Georges Perec lubi się zdrowo pośmiać. Człowiek, którego poznałem, był pełen rozpaczy, ale w towarzystwie rzucał kalambur za kalamburem, nerwowo, nieomal kompulsywnie” – wspominał przed laty Harry Mathews [1]. I nie mogę oprzeć się wrażeniu, że ten lapidarny konterfekt chwyta zasadniczą, acz nie zawsze zauważalną cechę pisarstwa francuskiego twórcy. W nader rozmaitych książkach Pereca rygor formalny jest bowiem lekiem na pustkę tego, co rozciąga się poza nim, zaś nieskończona mnogość językowych konceptów – geometryczną odwrotnością bezdennej rozpaczy. Nadorganizacja formalna sąsiaduje z otchłanią szaro-codziennie znikliwych doświadczeń, a nagromadzenie nazw przedmiotów i szeregi wyliczeń są sposobem bycia rzeczy materialnych. Jeśli dziwne i zaskakujące to pisarstwo, to właśnie mocą sprawczą fundujących je konceptów, performatywną siłą świadomego do bólu gestu twórczego.

Przymus i wolność × Pustka i konieczność

Dziesiątego stycznia 1959 roku odbyło się w Paryżu zebranie redakcji pisma „Arguments”, podczas którego głos zabrał Georges Perec. Opowiadał o swoich niedawnych doświadczeniach spadochroniarza we Francuskich Siłach Zbrojnych, o swoim kolejnym – piątym lub siódmym skoku. Wspominał, że jakkolwiek wykonywał dobrze sobie już znane gesty i czynności, bał się i często ten lęk był o tyle bardziej obezwładniający, że dotyczył tego, co już znane. „Bałem się nawet bardziej, bo wiedziałem, co będzie dalej – mówił. – Wszyscy podchodzimy do drzwi. Im bliżej nich jesteśmy, tym mniejszą mamy świadomość. To, co pozostaje, to ta chęć, chęć wyrwania się z marazmu… (…) W pewnym momencie stoimy przed pustką. Stoimy przed drzwiami, a czterysta metrów pod nami jest… czterysta metrów pod nami jest ziemia, czyli nie ma nic. Pod nami nie znajduje się nic. I musimy skoczyć. (…) …nie możemy szukać schronienia na przykład w nihilizmie, albo nawet w intelektualizmie (…) Stoimy przed pustką i nagle musimy skoczyć. (…) Musiałem skoczyć, rzucić się w przestrzeń, aby przekonać się, że mogło to mieć jakiś sens, konsekwencje, o których nawet sami nie wiedzieliśmy”.

Georges Perec, francuski pisarz, eseista, członek OULIPO i fascynat wszelkich szarad, krzyżówek, układanek oraz matematycznie ścisłych uporządkowań, wywodził się z biograficznej i generacyjnej pustki. Jego ojciec zginął na froncie drugiej wojny światowej, matka prawdopodobnie w Oświęcimiu. Wychowywany przez rodzinę ojca, dorastał pozbawiony nie tylko rodziców, ale także ciągłości i zakorzenienia w (żydowskiej) kulturze swoich przodków. Pustkę nie do zasypania, która poprzedzała jego tożsamość, nieustannie próbował w wielu swoich tekstach okiełznać rozrastającym się kosmosem formalnych ograniczeń, na jakich opierał reguły przyświecające swemu pisarstwu. Wyrastając z biograficznej próżni, z tekstu na tekst rzucał się w nieoznaczoność kolejnych przestrzeni literackich, zarazem precyzyjnie konstruowanych i z jeszcze większą skrupulatnością rozregulowywanych od środka mocą tych samych gestów twórczych. Pustka, autobiografizm i formalna konkretność nieskończoności – to znaczy absolutnej wolności w dobieraniu kolejnych ograniczeń – znajdują wspólny mianownik w tekstach literackich i esejach Pereca. Coraz częściej tłumaczonych na język polski, coraz lepiej wydawanych, coraz skrupulatniej komentowanych.

Adnotationes bibliographicae

Pisarstwo Pereca jest w Polsce znane i szeroko omówione. „Rzeczy”, „Człowiek, który śpi”, „Gabinet kolekcjonera” (w dwóch różnych tłumaczeniach!), liczne inne teksty oraz komentarze polskich i zagranicznych badaczy [2] umożliwiły polskiemu czytelnikowi zapoznanie się z dorobkiem autora „Życia instrukcji obsługi” (Italo Calvino określił tę powieść mianem „ostatniego wielkiego wydarzenia w historii powieści”). Teraz mamy możliwość zapoznania się z dorobkiem eseistycznym Pereca. „Urodziłem się. Eseje” to tak naprawdę cztery niewielkie zbiory tekstów Francuza połączone jedną okładką. Jacek Olczyk, pomysłodawca i zawiadowca pięknie zaprojektowanej i wydawanej serii Literatura Potencjalna (Wydawnictwo Lokator), zebrał pod jednym tytułem artykuły opublikowane nad Sekwaną w tomach: „Myśleć/Klasyfikować” („Penser/Classer”, 1985 r.); „Podzwyczajność” („L’infra-ordinaire”, 1989 r.); „Urodziłem się” („Je suis né”, 1990 r.); „Cantatrix Sopranica L.” („Cantatrix Sopranica L.”, 1991 r.). W polskiej edycji dodano jeszcze trzy osobne teksty.

Żeby słowa i zdania nie zakłócały lektury

Mówienie jest trudne. Rzadko kiedy zdajemy sobie sprawę z tego, jak bardzo. By zakomunikować najprostszą rzecz, na przykład „Ala ma kota”, musimy użyć dwóch rzeczowników i jednego czasownika, podmiotu i orzeczenia, formy zdania oznajmującego, gramatycznego czasu teraźniejszego i wszystko to uzgodnić z regułami polskiej składni. O ileż trudniejsze jest pisanie – na przykład tzw. literatury – gdy jeszcze trzeba uczynić zadość wymogom obranego stylu, ramie gatunkowej, a wszystko powinno być głębokie, ciekawe, porywające oraz dobrze napisane. Gros tekstów literackich, zwłaszcza poetyckich, od zawsze pisanych było z zastosowaniem rozmaitych dodatkowych ograniczeń, wymogów formalnych, jak układy akcentów i rymów, konstrukcja wersów oraz strof, rozkład intonacji etc. I jakkolwiek nie zawsze zwracamy na konstrukcję tekstu literackiego dostateczną uwagę, jej specyfika nieodmiennie warunkuje naszą lekturę. A warto pamiętać, że obok tradycyjnie pojmowanej produkcji i komunikacji literackiej rozwija się od antyku linia tzw. literatury kombinatorycznej. Jej twórcy posługują się wszelkiego autoramentu akrostychami, anagramami, centonami, hypogramami, lipogramami, palindromami, pangramami, rakami, tautogramami oraz zagadkami arytmetycznymi ucieleśnianymi w materii literackiej i literowej [3].

W tradycji katolickiej niewątpliwym patronem takiego podejścia do komunikacji językowej jest Jezus Chrystus, który na pytanie Poncjusza Piłata: „Quid est veritas?” („Co to jest prawda?”) odpowiedział anagramem: „Vir est qui adest” („Człowiek, który stoi przed tobą”). Od roku 1960 mistrzowie tej tradycji gromadzą się pod szyldem OULIPO – Warsztatu Literatury Potencjalnej (Ouvroir de littérature potentielle). Do najwybitniejszych z nich, obok Raymonda Queneau, Italo Calvino i Harry’ego Mathewsa (by wymienić najbardziej w Polsce znanych), należy z całą pewnością Georges Perec, którego maestrię w zakresie formalnego manieryzmu poświadcza wspomniany powyżej tom esejów.

W kolejnych artykułach Perec zajmuje się m.in. technikami ciała związanymi z czynnością lektury, podaje 81 prostych przepisów kulinarnych, cytuje treść 243 pocztówek bądź opisuje zmiany dotykające jedną ulicę na przestrzeni trzech lat. Wszystko w lekkim i przyjemnym stylu, nienastręczającym się czytelnikowi, wciągającym go w wir skojarzeń i konceptystycznych przygód. Wszystko w oparciu o piekielnie przemyślane mechanizmy, których nie sposób odkryć na powierzchni tekstu. Na przykład powtarzalność królików, grasic cielęcych oraz soli – zestawionych z precyzyjnie dobranymi sosami, przyprawami i sposobami podania, spina równanie matematyczne, którego wynik wskazany jest w tytule artykułu („81 = 34”). Inne zasady będą rządzić wyliczeniem 37 rzeczy, które pisarz powinien zrobić przed śmiercią czy pastiszami tekstów naukowych (jeden z nich to rzetelna, naukowa analiza reakcji wrzaskorycznej u śpiewaczki operowej obrzuconej pomidorami).

Co istotne, „Urodziłem się” napisane jest tak, że żadnych ograniczeń i przymusów formalnych nie tylko nie widać, ale w dodatku same teksty skrzą się niewymuszoną lekkością gestów twórczych pełnych intelektualnej dezynwoltury. Eseje Pereca, jak zresztą i jego proza, to w pierwszej kolejności dobra, dobrze napisana i sprawiająca przyjemność, w gruncie rzeczy ludyczna literatura.

Moim problemem byłoby raczej dotarcie do szczerości

Dwa gesty zderzają się w pisarstwie Pereca. Po pierwsze: nieustanna chęć dotarcia do źródeł tego, co należy do osobistego doświadczenia pisarza – ten gest odpowiada za autobiograficzny i ześrodkowany na fascynacji codziennością wymiar pisania. Po drugie: prymat oraz precesja uporządkowań, klasyfikacji, matematycznych zworników fabuły czy narracji – ten gest odpowiada za autobiograficzny i ześrodkowany na fascynacji tym, co pozaindywidualne oraz generatywne dla wszelkich układów językowych i literackich, wymiar pisania. „Problemy mojego wnętrza są mi trochę obojętne, a dokładniej, nie uważam już ich za prawdziwy punkt wyjścia” pisze Perec i w innym miejscu wyznaje: „Prowadziłem dziennik. Notowałem spożywane posiłki… (…) Robiłem to kompulsywnie! Ze strachu, że zapomnę!”. Literatura jest generatorem fikcji, jak poświadcza pisarstwo Pereca, język zaś przestrzenią zatraty prawdy i przezroczystości. Ale literatura, język oraz wszelkie ich układy, na przykład wyliczenia, są też narzędziami odnajdywania residuum autentyczności. Pustka Ja (wszak to tylko zaimek osobowy) łączy się tutaj z porządkiem literackiej kombinacji, artystycznego konceptu. I właśnie ten koncept – przyklejony do pustki, nadbudowany nad nią, postępujący za nią – umożliwia piszącemu, to znaczy posługującego się językiem Ja, bycie szczerym. W tym sensie Perec zmieniający w każdym ze swoich tekstów mechanizm je generujący, Perec stosujący coraz to nowe przymusy i ograniczenia, jest człowiekiem początku, wciąż ponawianego rozpoczynania na nowo (czyż nie tak Maurice Blanchot określał kiedyś egzystencję Żyda?), i nieustannie pisze o sobie. Perec pełen rozpaczy jest dokładnie tym, który sypie z rękawa kolejnymi kalamburami. Między pustką i nicością a nieskończonością językowej nadorganizacji jest zawsze Ja, które zamanifestować się może tylko w kolejnej enumeracji, umiejscowić w następnym anagramie, to znaczy w sytuacji niezakorzenienia, w miejscu nieustannej zmiany, na statku Argo.

Przypisy:

[1] H. Mathews, „Sad. Wspomnienie Georgesa Pereca”, przeł. P. Sommer, „Literatura na Świecie” 1995, nr 11-12, s. 248.

[2] G. Perec, „O sztuce oraz sposobach usidlenia kierownika działu w celu upomnienia się o podwyżkę”, przeł. W. Brzozowski, Warszawa: Wydawnictwo W.A.B., 2011; G. Perec, „Teatr I”, przeł. J. Olczyk, Kraków: Wydawnictwo Lokator, 2010. Zob. też teksty Pereca oraz o nim zamieszczone w: „Literatura na Świecie” 1982, nr 12; 1992, nr 1; 1995, nr 11-12; [a także:] G. Perec, „Gabinet kolekcjonera” M.P. Markowski, „Perekreacja”, Warszawa: Wydawnictwo KR, 2003; „Perec instrukcja obsługi”, red. C. Chessmaster, Kraków: Korporacja Ha!art, 2010.

[3] By wymienić tylko najbardziej znane i pominąć akromezostychy, akrotelestychy, izogramy, logogryfy, mezostychy, poliptotony, endo-, egzo- i stenoanagramy czy tzw. wiersze kratkowe.

Książka:

Georges Perec, „Urodziłem się. Eseje”, red. Jacek Olczyk, Wydawnictwo Lokator, Kraków 2012

* Łukasz Wróbel, teoretyk literatury, asystent w Instytucie Literatury Polskiej na Wydziale Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego.

„Kultura Liberalna” nr 228 (21/2013) z 21 maja 2013 r. 

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 228

(20/2013)
21 maja 2013

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj