Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Komentarz nadzwyczajny > Rewolucji nie można...

Rewolucji nie można analizować [Komentarz do wydarzeń na Ukrainie]

Łukasz Jasina

Rewolucji podobno nie można przewidzieć i nie da się nią pokierować. Rewolucja jest procesem wymykającym się wszelkiej kontroli, a jeżeli takowej podlega, to w istocie jest zamachem stanu.

Jedną z wielu wartości demokratycznego świata jest dokonywanie zmian ustrojowych oraz transferu władzy za pomocą wolnych wyborów. Rewolucji popierać więc nie należy, chyba że brak alternatywnego rozwiązania. Są przecież kraje, w których nie ma demokracji, a więc społeczeństwo nie ma innego wyjścia.

Czy sytuacja na Ukrainie dojrzała do miana rewolucji? Jeszcze dziesięć dni temu, gdy padła brzemienna w skutki deklaracja premiera Mykoły Azarowa, nikt nie spodziewał się takiego przebiegu wydarzeń. Gdy przeglądam artykuły i wywiady jeszcze z 20 listopada widzę, że panowały nastroje dość minorowe: obawiano się odłożenia ad acta stowarzyszenia Ukrainy z Unią Europejską oraz utraty poparcia przez zwolenników tego procesu. Inni – nieco więksi optymiści – uważali, że prezydent Wiktor Janukowycz nadal gra i w Wilnie ustąpi. Gdy analizuję nasz sposób myślenia sprzed tygodnia, widzę jak wielu analityków tkwiło w świecie gry pozorów, do jakiego przyzwyczaiły nas stosunki z Ukrainą w ciągu kilku ostatnich lat.

Śmiało można powiedzieć, że większość mieszkańców Unii Europejskiej w ogóle się problemem Ukrainy dotąd nie przejmowała, a poruszać zaczęły ją dopiero alarmujące obrazy z Kijowa emitowane w telewizyjnych stacjach informacyjnych oraz pokazywane przez internetowe memy. Ale obecne popularne zainteresowanie kwestią ukraińską przypomina bardzo to, co się dzieje na samej Ukrainie – to fala pozbawiona racjonalizmu i wcale nie gwarantująca dobrej pracy nad problemem, jaki mamy ze wschodnim sąsiadem UE.

Czy rewolucja?

Ukraina jest państwem, do którego można mieć zastrzeżenia, ale nikt nie umieściłby go w jednym rzędzie z Libią, Syrią, Tunezją czy Egiptem. W dalszym ciągu funkcjonują tam instytucje demokratyczne. Do ich autorytetu odwołują się zresztą manifestanci żądający zwołania posiedzenia Rady Najwyższej. W dalszym ciągu na Ukrainie jest szansa na uniknięcie zamachu państwowego. Oczekiwaną decyzję może podjąć parlament.

Głównym winowajcą jest Wiktor Janukowycz. Polityk, który próbował zadowolić wszystkich, by utrzymać się przy władzy – odpowiedzialność za ogłoszenie decyzji o rezygnacji z podpisania umowy z Unią zrzucił na premiera Mykołę Azarowa. W ten sposób stworzył sobie możliwość kreowania się na samotnego bojownika i teatralnego korzenia się w Wilnie przed Dalią Grybauskaite przed kilkoma dniami. Podobnie zapewne korzył się przed Władimirem Putinem. Bez względu na to, czy to on podjął decyzję o piątkowej pacyfikacji na kijowskim Majdanie – jest także odpowiedzialny za jej konsekwencje. Jeśli to był to on, oznacza to, że walczy z własnym narodem. Jeśli nie – to człowiek, który nie ma kontroli nad krajem.

Janukowycz nie umie powiedzieć prawdy, nie umie przyjąć odpowiedzialności, nie jest racjonalnym partnerem do jakichkolwiek rozmów o przyszłości Ukrainy. Jest gorzej niż dziewięć lat temu – kiedy umiał zrezygnować i poddać się.

Ale po stronie opozycji wcale nie jest lepiej. Witalij Kliczko dysponuje autorytetem celebryty i silnego mężczyzny, za którym jednak nie stoi żaden konstruktywny program. Inni politycy nie mają nawet cienia takiego autorytetu jak więziona w Charkowie Julia Tymoszenko. Ona sama nawołuje do spokoju. Może gdyby była premier znajdowała się na wolności, potrafiłaby pokierować ruchem odpowiedzialnie.

W poniedziałkowy poranek, 2 grudnia 2013 roku – po uspokojeniu się weekendowej gorączki, w naszej debacie o sytuacji na Ukrainie stanowczo zbyt często powtarzały się słowa: „może”, „nie wiem” i tym podobne sformułowania nie pozostawiające miejsca dla logicznego i racjonalnego osądu. Na Ukrainie społeczeństwo zawrzało i rozpala się rewolucja. Najbliższych kilka dni pokaże, czy będzie ona „samoograniczającą” się i będzie mogła powściągnąć bojowe nastroje i doprowadzić do demokratycznego przełomu w obecnym kryzysie.

Paradoksalnie ruch obywatelski na Ukrainie sprzyja integracji kraju z UE. Przeciwnicy wejścia Ukrainy do struktur europejskich nie mogą już mówić o apatyczności ukraińskiego społeczeństwa. Zwolennicy dostali właśnie drugą szansę: „Widzicie! – mogą powiedzieć – Ludzie buntują się i walczą o swoje prawa. Europejskie marzenie jest dla nich ważne!”. Niemniej jeśli w ciągu kilku miesięcy nie przedstawimy Ukrainie nowych propozycji, cała sprawa się nie uda. Zresztą, czy Unia może zrezygnować z pewnych warunków? Czy młodzi ludzie stojący na Majdanie wiedzą, że wymarzona Unia Europejska to kilka lat wyrzeczeń gospodarczych, reforma prawa, pot i łzy?

Czekają nas teraz dni nerwowego napięcia. Czy w żadnym umyśle nie zrodzi się chęć rozlewu krwi? Czy rozpoczną się rozmowy? Jeśli rewolucja odniesie sukces – czeka nas nie mniejsze napięcie.

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 255

(48/2013)
26 listopada 2013

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj