Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Chiny] Święto bez...

[Chiny] Święto bez święta

Katarzyna Sarek

Czekanie w napięciu. Wstrzymane oddechy. Jak będzie w tym roku? Więcej czy mniej? Jakie daty?

I w końcu jest. Rada Państwa ogłosiła harmonogram świąt i dni wolnych od pracy w 2014 roku. Komunikat z dokładnym wyjaśnieniem i wyliczeniem, kiedy Chińczyk musi przyjść do pracy, a kiedy może oddać się rozkoszom świętowania, momentalnie wylądował na głównych stronach większości portali i gazet. Graficy zrobili kalendarzowe infografiki, kolorami zaznaczając dni wolne i te, kiedy należy je odrobić. Redaktorzy porównali liczby ze stanem z lat ubiegłych, a eksperci wyjaśnili, dlaczego ludzie są niezadowoleni, wytknęli wady i zaproponowali lepsze rozwiązania.

System świąt w Chinach – ich obchodzenia, łączenia, odrabiania i urlopowania – mocno różni się od swojskich „bożonarodzeń” i „wielkichnocy”, kiedy po dwóch czy trzech dniach absencji wracamy na stanowiska pracy. W zamierzchłych czasach, gdzieś na początku lat dwutysięcznych, ważniejsze święta w Chinach oznaczały co najmniej dwutygodniowy urlop, amok i chaos. Teoretycznie kilka dni wolnego na chiński Nowy Rok magicznymi sposobami stawało się miesiącem, podczas którego przestawały działać fabryki, w urzędach nie można było zastać osób decyzyjnych, a pracownicy zamiast pracować rozmyślali, jak zdobyć bilet kolejowy na powrót do domu. Kolejne, już zaledwie tygodniowe przerwy w funkcjonowaniu kraju nadchodziły z początkiem maja i października, kiedy całe Chiny zgodnie i w ścisku ruszały na zwiedzanie zabytków i rozkoszowanie się kontaktem z naturą.

Wraz ze wzrostem więzi, zwłaszcza biznesowych, ze światem zewnętrznym, który nie przejawiał zrozumienia dla nieprzyzwoicie długich przerw w dostarczaniu i wysłaniu zamówionych kontenerów, jak również pragnąc pobudzić wzrost PKB kraju, władze w Pekinie zaczęły modyfikować kalendarz świąt. To mogło oznaczać tylko jedno – wydzieranie ludowi pracującemu czasu odpoczynku. Z roku na rok ubywa dni świątecznych, w przyszłym także nie będzie inaczej.

Już początek pozbawia nadziei. Z dawnych trzech dni wolnych na Nowy Rok ostał się tylko jeden… W Święto Wiosny, czyli chiński Nowy Rok, niby został tydzień, ale chuxi – odpowiednik naszej Wigilii – kiedy należy zjeść z rodziną uroczystą kolację, przestał być dniem wolnym. I jak dojechać na kolację pod Kanton, gdy pracuje się w Pekinie? Jak obejrzeć w CCTV Galę Noworoczną? Co najwyżej jest szansa na kultywowanie uroczego zwyczaju puszczania fajerwerków i rac od północy aż do bladego świtu… Te siedem dni też nie powinny wzbudzać w Polakach zawiści, bowiem „bez pracy nie ma kołaczy” – mieści się w nich jeden weekend, a kolejne dwa dni trzeba odrobić, jeden w niedzielę przed świętami, drugi w sobotę po świętach. Tu trzeba zauważyć, że w ten okrutny sposób pozbawiono naród chiński możliwości budowania znanych i lubianych „mostów”. Co więcej, przez manewry z odrabianiem często zdarzało się, że w oczekiwaniu na wolne lub żyjąc jego wspomnieniem, Chińczycy pracowali siedem albo i dziewięć dni z rzędu. Aha, dotyczy to także szkół i uniwersytetów.

Kolejne święto – Święto Sprzątania Grobów na początku kwietnia. Niby trzy dni, ale razem z weekendem. To może uda się odpocząć w maju, Święto Pracy zobowiązuje! Tak, są trzy dni wolne, ale za to w niedzielę 4 maja trzeba pomaszerować do pracy. Idźmy dalej, w czerwcu wypada Święto Smoczych Łodzi, ustawowo wolny jest jeden dzień, ale ponieważ wypada w poniedziałek, to świętować można całe trzy dni. Dokładnie ta sama sytuacja powtarza się przy wrześniowym Święcie Środka Jesieni.

W końcu nadciąga szansa na prawdziwą labę – chińskie święto narodowe, rocznica ustanowienia Chińskiej Republiki Ludowej. W kalendarzu czerwieni się cały tydzień! Niestety radość jest przedwczesna, w tej szczęśliwej siódemce kryje się weekend, a kolejne dwa należy odrobić, rujnując sobie weekend przed świętem i po święcie.

Tak właśnie wygląda chińskie świętowanie, na pierwszy rzut oka prezentuje się całkiem nieźle, dużo traci przy bliższym poznaniu. Zaraz, zaraz, przecież można wziąć kilka dni urlopu i skonstruować sobie taaaaki most, stwierdzi zgryźliwy czytelnik. Co powstrzymuje Chińczyków przed wcieleniem w życie tego przecież prostego fortelu? To co zawsze i wszędzie, czyli pieniądze. W Chinach płatny urlop wypoczynkowy to zwierzę rzadko występujące i ukazujące się jedynie pracownikom o długim stażu. Zaczynającemu pracę przysługuje pięć dni płatnego urlopu dopiero po pełnym roku pracy, i tak przez kolejne dziewięć lat. Dziesięć dni płatnego urlopu dostanie pracownik mający pełne 10 i mniej niż 20 lat stażu, po przekroczeniu dwóch dekad przysługuje 15 dni, i jest to maksymalny wymiar urlopu, jaki może otrzymać zatrudniony w administracji, państwowych firmach czy firmach zagranicznych. Małe firmy prywatne z zasady nie stosują prawa pracy i wszystko zależy do łaskawości właściciela. Trudno się więc dziwić, że Chińczyk nie szasta urlopem, wykorzystuje go na ważne sprawy czy podczas choroby w rodzinie.

Dopóki w Chinach nie zmieni się liczba dni płatnego urlopu wypoczynkowego, dopóty grudniowe ogłaszanie świątecznego kalendarza będzie budziło wielkie emocje i gorące dyskusje. Nie uniknie się również corocznych, rytualnych traum na początku maja i października, kiedy zabytki znikają pod mrowiem turystów, ceny biletów i hoteli wystrzeliwują w niebo jak Nefrytowy Królik, a kolejki do damskich toalet wiją się jak Wielki Mur.

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 257

(50/2013)
12 grudnia 2013

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj