Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Patrząc > W co się...

W co się bawią dzieci Medei. O „Medei” w reżyserii Doroty Kędzierzawskiej w Teatrze Polonia

Alicja Rosé

„Medea” to znakomity debiut teatralny Doroty Kędzierzawskiej. Gdyby Eurypides pisał swój dramat dziś, czy dałby dzieciom głos? Udzieliły go im australijskie autorki. Medea, zdenerwowana, z papierosem w ręku, obwinia dzieci za swój los. Jazona nie ma. Boga chyba już też nie.

„O wielki Dzeusie i Temis czcigodna, / Spójrzcie, co cierpię, przez wielkie przysięgi / Związana z przeklętym mężem, / I jego, i «żonę», i pałac ten cały, / Ach, żeby ujrzeć – rozdarte!” – tak woła Medea w dramacie Eurypidesa [1]. Powstało wiele adaptacji teatralnych i filmowych przerażającego mitu o matce zabijającej własne dzieci z zemsty na swoim mężu Jazonie, który porzucił ją dla innej kobiety. Wszystkie, choć różne stylistycznie, tak samo koncentrują się na osobie Medei. Nie wiemy tak naprawdę, co czuje Jazon, choć wypowiada się kilkakrotnie. Natomiast postaci dzieci pełnią w dramacie jedynie funkcję narzędzi.

Gdyby przeanalizować mit wedle skrupulatnych reguł Władimira Proppa, występujące w nim dzieci można by sprowadzić do posłańców czy wręcz „pomocnych rekwizytów”. Nie odzywają się ani razu, mają tylko przekazać zatruty prezent przyszłej żonie Jazona; na koniec giną z rąk matki. Co czują? Na to pytanie próbowały odpowiedzieć autorki nowego dramatu pod tym samym tytułem – Kate Mulvany i Anne-Louise Sarks. Prosty, współczesny język dramatu oraz długotrwała praca z dziećmi w teatrze, poprzedzająca premierę, zaowocowały ogromnym sukcesem w Australii, na rodzimym kontynencie autorek. Zachwyciła się nim również Krystyna Janda i bez wahania zaproponowała jego reżyserię Dorocie Kędzierzawskiej, znanej z filmów, w których świat przedstawiany jest z perspektywy dziecka.

medea_medialna_03 (Kopiowanie)

 

Powstała sztuka lekko podana, za to niezwykle mocna w przekazie – niczym świetnie przyrządzony drink, który jest słodki, a jego efekt odczuwamy dopiero pod koniec. Na scenie znajdują się jedynie dwa podwieszane łóżka, na których można bujać się jak na huśtawce, co tylko podkreśla dziecięcość atmosfery. Przez cały czas panuje ciemność, a na ekranie powyżej wyświetlają się delikatne animacje Elizy Płocieniak-Alvarez, na których pojawiają się przeróżne stwory rysowane dziecięcą ręką.

Leon i Teoś to synowie Medei i Jazona (tak, okazuje się, że chłopcy mają imiona). Dzieci rozbrajają swoją naturalną grą i urokiem. Są dwójką cudownych łobuziaków, których z miejsca uwielbiamy. Całe dnie spędzają w pokoju, samotnie; rodzice się kłócą. „Jeśli się kochają, to wystarczy jeden buziak”, mówi rzeczowo młodszy Teoś. Jeśli jednak nie, to będą czekać dłużej… Są niczym bracia Lwie Serce, którzy znają swój przyszły los. Bawią się w wojnę. Teoś potrzebuje chwili, by „teatralnie” zginąć. Na co Leon strofuje brata: „Bez wstępu, po prostu umieraj”.

Lekcja dojrzałości

Medea, w tej roli Magdalena Boczarska, zjawia się rzadko. Jest zdenerwowana, pali papierosa, zrzuca winę na dzieci. Uśmierca je trucizną, umierają „po prostu”, pięknie i estetycznie, jakby zgodnie z czerwonofigurowym malowidłem z amfory, którą możemy oglądać w Luwrze. Sztukę otwiera i zamyka delikatny śpiew Medei, jakby zabierała nas w miłą, baśniową podróż. Nie wzywa Zeusa ani Temis, jak u Eurypidesa, bowiem „bóg znika do dziury”, a to wszystko „to tylko zabawa, niebo-piekło”. Słowa te przypominają mi natychmiast dwa obrazy filmowe. Pierwszy to „Powrót” Andrieja Zwiagincewa. Po latach nieobecności ojciec wraca do domu. Jeden z jego synów akceptuje ojca od razu, drugi buntuje się – skąd ma mieć pewność, czy zaraz znów nie zniknie? Drugi to „Pejzaż we mgle” Theo Angelopoulosa. Dwójka rodzeństwa, chłopiec i starsza od niego siostra, opuszcza Grecję w poszukiwaniu ojca, który ponoć mieszka w Niemczech. Podróżują pociągami, stopem, godzinami idą dosłownie we mgle. Nad morzem są świadkami wyłowienia olbrzymiej dłoni Kolosa Rodyjskiego. Zostaje ona podwieszona do helikoptera i wskazuje w zupełnie nieznanym kierunku. Jesteśmy dziećmi porzuconymi przez Boga, bawiącymi się w „niebo-piekło”? Ani autorki dramatu, ani reżyser teatralnej „Medei” nie udzielają odpowiedzi. Raczej starają się nami potrząsnąć, zwrócić uwagę na świat obok nas, za który jesteśmy odpowiedzialni.

medea_medialna_04 (Kopiowanie)-2

Dorota Kędzierzawska zawsze tworzyła autorskie filmy, do których sama pisała scenariusze. „Wrony” (1994) czy „Jestem” (2005), a nawet jej wczesny film „Jajko” (1982) ‒ wszystkie opowiadają o samotności dzieci, porzuconych przez dorosłych. Podglądamy ich intymny świat jakby przez dziurkę od klucza. Starszy brat gotuje tytułowe jajko. Kiedy już zabiera się do jedzenia, spostrzega zapatrzoną w nie młodszą siostrę. Oddaje jajko bez słowa i wyprowadza kurę na spacer.

Scenariusze są przemyślane i egzekwowane na planie co do słowa. Nie ma miejsca na improwizację. Zawsze jednak mamy wrażenie, jakbyśmy oglądali film dokumentalny. Kędzierzawska ma niezwykły dar otwierania nawet najbardziej nieśmiałych dzieci. W teatrze jednak nie ma możliwości „dubli”. A mali aktorzy całego tekstu musieli nauczyć się na pamięć. Autorka filmu „Jestem” wielokrotnie powtarzała, że sama jest nieśmiała, dlatego właśnie pracuje z dziećmi. Ale czy to dostateczny powód, żeby dziecko nauczyło się scenariusza na pamięć i zagrało przed kamerą czy na scenie? A może wystarczy potraktować je poważnie?

Medea obwinia własne dzieci. Podobno w ogóle dzieci potrafią być równie okrutne jak dorośli. W Iwanie, bohaterze filmu Andrzeja Tarkowskiego „Dziecko wojny”, wzbiera nienawiść do świata, do drugiego człowieka; staje się obojętny jak Kaj porwany przez Królową Śniegu. Niech nas to tak nie zaskakuje, dzieci uczą się w lot – od dorosłych.

Na obrazie „Zabawy dziecięce” Pietera Bruegla Starszego widać, jak dzieci kręcą bączka, chodzą na szczudłach, grają w kulki. Tak właśnie powinien wyglądać ich świat. Albo może w ogóle świat. Jest on jednak niedoskonały. Dorośli często są bezradni, a od dzieci oczekują bohaterstwa. Dorota Kędzierzawska w swoich filmach pokazuje, jak w istocie dzieci potrafią podejmować odpowiedzialne decyzje. W „Jutro będzie lepiej” opowiada skądinąd prawdziwą historię trzech bezdomnych chłopców, którzy uciekają z Rosji do Polski przez „zieloną” granicę. Niejeden dorosły nie byłby w stanie tego dokonać.

Kędzierzawska przybliża nam rzeczywistość dzieci. Mam wrażenie, jakby Arthur Reinhart, autor zdjęć, filmował wedle wskazówek Yasujirō Ozu, z pozycji tatami. Trochę jak w bajce animowanej, gdzie dorośli ukazani są często od pasa w dół. „Dzieci są najbardziej nikim i niczym. / dzieci żyją na dole, poniżej pasa ludzi.” mówi w swoim wierszu chorwacka poetka Dorta Jagić.

W nowej adaptacji „Medei” schemat zostaje odwrócony: tutaj to dorośli są niemal nieobecni. Medea zjawia się na chwilę, Jazon w ogóle. Jesteśmy cały czas z Leonem i Teosiem w ich ciemnym pokoju i dochodzą do nas tylko strzępki ze świata ich rodziców, którzy przecież zmagają się z poważniejszymi problemami. „Cały czas jedziemy… i pomyślałam, że nigdy tam nie dotrzemy” – pisze w myślach dziewczynka list do ojca w „Pejzażu we mgle” i dodaje – „Alexander się zdenerwował, jak dorosły”. Bo dzieci przecież nie denerwują się, nie palą papierosów i mają różowe życie. W trudnych momentach jednak potrafią być bardziej odpowiedzialne od dorosłych. Leon troszczy się o młodszego brata i pilnuje, by nakarmić rybki – przecież każda drogo kosztowała.

Może wcale nie jest tak, że dzieci i ryby nie mają głosu. Może trzeba tylko uważnie posłuchać.

medea_medialna_06 (Kopiowanie)

 

Przypis:

[1] Eurypides, „Medea”, [w:] „Antologia tragedii greckiej”, tłum. Jerzy Łanowski, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1975, str. 375.

 

Sztuka teatralna:

„Medea”, Kate Mulvany i Anne-Louise Sarks wg dramatu Eurypidesa, Teatr Polonia, premiera 22 V 2014.

Reżyseria: Dorota Kędzierzawska

Tłumaczenie: Karolina Kołtun

Scenografia i światło: Arthur Reinhart

Kostiumy: Małgorzata Zacharska

Muzyka: Daniel Pigoński

Autorzy tekstów piosenek: Piotr Lachmann, Bogdan Chorążuk

Animacje: Eliza Płocieniak-Alvarez

Konsultacje szermiercze: Michał Zabłocki

Asystent scenografa: Małgorzata Domańska

Producent wykonawczy i asystent reżysera: Marta Więcławska

Casting: Małgorzata Adamska i Żywia Kosińska

 

Obsada: 

W roli Medei: Magdalena Boczarska

W rolach Leona i Teosia: Feliks Matecki, Wincenty Matecki, Jan Rogaliński, Adam Tomaszewski

 

Ilustracje: materiały prasowe Teatru Polonia

...czy możemy zatrzymać Cię na chwilę? Skoro jesteś tu z nami, mamy do Ciebie ważną prośbę.

„Kultura Liberalna” jest tygodnikiem wydawanym społecznie, to znaczy istnieje dzięki wsparciu Darczyńców. W każdy wtorek publikujemy pełnowymiarowe wydanie magazynu, wydajemy książki, organizujemy wydarzenia publiczne.

Dajemy głos ludziom rozmaitych profesji i środowisk, którzy mają do powiedzenia coś ważnego i ciekawego - niezależnie od potrzeb reklamodawców i komercyjnych wymogów. Wierzymy w pluralistyczną demokrację i rozmawiamy także z tymi, z którymi się nie zgadzamy. Bez „KL” w naszym kraju byłoby smutniej!

Przed nami kolejne cele. Aby działać stabilnie i zachować pełną niezależność, musimy znacznie poszerzyć grono osób, które wspierają nas bezpośrednimi, comiesięcznymi wpłatami. Dlatego zwracamy się do Ciebie z prośbą, abyś dołączył lub dołączyła do grona naszych comiesięcznych Darczyńców. Zajmie to tylko minutę!

SKOMENTUJ

Nr 282

(22/2014)
3 czerwca 2014

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj