Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Czytając > Raja Shehadeha „Dziennik...

Raja Shehadeha „Dziennik czasu okupacji”

Dorota Woroniecka-Krzyżanowska

„Dziennik czasu okupacji” to wnikliwy i niezależny opis izraelsko-palestyńskiego konfliktu. Shehadeh nigdy nie traci jednak z oczu perspektywy poszczególnych ludzi i nie daje się zwieść wielkim narracjom. To, co najważniejsze dla pisarza to codzienna walka o możliwość normalnego życia.

Woroniecka okladka

 

Dlaczego warto czytać dziennik Shehadeha? Raja Shehadeh to wyjątkowa postać. Palestyński prawnik wykształcony w Londynie, urodzony w górzystym Ramallah w rodzinie uchodźców pochodzących z nadmorskiej Jaffy. Dorastający, jak sam pisał, w cieniu ojca: wybitnego prawnika i społecznika, który wyprzedziwszy o dwie i pół dekady bieg wydarzeń – bo już w 1967 r., wkrótce po izraelskiej aneksji Zachodniego Brzegu Jordanu i Strefy Gazy – apelował o utworzenie dwóch oddzielnych państw, izraelskiego i palestyńskiego, za co przez wielu rodaków bywał oskarżony o zdradę. Jego syn, Raja, nie odnalazł się w roli politycznego działacza. Postanowił służyć swojemu narodowi jako prawnik i pisarz relacjonujący codzienne zmagania społeczeństwa żyjącego pod okupacją. Współzałożona przez niego organizacja Al-Haq to dziś jedna z najbardziej uznanych palestyńskich organizacji dokumentujących stan praw człowieka na Okupowanym Terytorium Palestyńskim. Gdy w swoich książkach Raja Shehadeh daje przykłady łamania praw przez izraelską armię, administrację czy izraelskich osadników, wiemy, że mamy do czynienia z głosem świadomego odpowiedzialności za słowo prawnika, który spędził lata na analizowaniu izraelskiego prawodawstwa, bronieniu Palestyńczyków przed izraelskimi sądami oraz dokumentowaniu i publikowaniu prac o sprzecznych z prawem działaniach izraelskich władz okupacyjnych. To głos zadeklarowanego obrońcy praw człowieka przeciwstawiającego się stosowaniu przemocy i logiki odpowiedzialności zbiorowej przez obydwie strony konfliktu. Czy wreszcie – to głos człowieka, który, choć pisze otwarcie o swoich emocjach, stara się zapanować nad gniewem, zdając sobie sprawę, że „gniewnego rzecznika jakiejkolwiek sprawy łatwiej jest zlekceważyć”.

W autobiograficznym tomie „Obcy w domu” Raja Shehadeh pisał o tym, jak prowadzenie dziennika i pisarstwo w ogóle, stało się jego sposobem na przepracowywanie trudnych doświadczeń, na dystansowanie się od napotykanego na co dzień bólu i cierpienia. „Dziennik czasu okupacji” to zbiór notatek prowadzonych przez Shehadeha od 13 grudnia 2009 r. do 29 grudnia 2011 r., czyli w okresie całkowitego impasu negocjacji pokojowych, rzeczywistej dwuwładzy w Autonomii Palestyńskiej podzielonej na kontrolowaną przez Hamas Strefę Gazy i pozostający pod kontrolą Fatahu Zachodni Brzeg oraz relatywnego wyciszenia zbrojnego konfliktu po latach Drugiej Intifady i wojnie w Gazie. Komentując najważniejsze wydarzenia polityczne regionu, autor pisze o nadziei na zmianę, jaką początkowo niosła ze sobą Arabska Wiosna, o swoim wzruszeniu próbą przełamania izolacji Strefy Gazy przez aktywistów Flotylli Wolności i zrozumieniu dla sceptycyzmu wielu Palestyńczyków wobec szans na realne zmiany w wyniku przedstawionego we wrześniu 2011 r. na forum ONZ wniosku o uznanie państwowości Palestyny.

„Dziennik czasu okupacji” znalazł się w ścisłej czołówce kandydatów do Nagrody Orwella w 2013 r., pięć lat po tym, jak Shehadeh zdobył ją za „Palestyńskie wędrówki”. Książki Palestyńczyka niezmiennie cieszą się dobrym przyjęciem krytyków, tłumaczone są na wiele języków – w tym także na hebrajski. Na łamach gazety „Haaretz” uznana izraelska dziennikarka specjalizująca się w sprawach palestyńskich, Amira Hass, napisała w recenzji jednej z wcześniejszych książek, że choć czasami narracja Shehadeha brzmi dla niej trochę jak propaganda, zwłaszcza gdy autor próbuje odtworzyć mechanizmy działania „izraelskiej retoryki”, to większość jego analiz i przemyśleń „zmusza do myślenia i wzbudza apetyt na więcej”.

Shehadeh nigdy nie traci z oczu perspektywy poszczególnych ludzi i ich doświadczeń, nie daje zwieść się wielkim narracjom, które tak bardzo zdominowały debatę nad konfliktem izraelsko-palestyńskim. Uświadamia nam, jak dalece nasze wyobrażenie o tym konflikcie zbudowane jest na przekazie medialnym, skupiającym się na politycznym bądź zbrojnym aspekcie. Książki Shehadeha przywracają konfliktowi wymiar ludzki, pokazują realia życia pod okupacją, codzienną walkę prowadzoną w skrajnie trudnych warunkach o możliwość normalnego funkcjonowania – bez perspektywy rychłej zmiany na lepsze. Sam autor utożsamia się z palestyńskim etosem sumud (dosłownie: niezłomność), który zakłada nieustępliwość w trwaniu na swojej ziemi pomimo wszelkich przeciwności, próbę życia tu i teraz, nawet w obliczu największych strat i niebezpieczeństwa. Shehadeh otwarcie mówi o swoim podziwie dla Palestyńczyków takich jak Sabri Gharib, rolnik z Bajt Idżza, którego przez lata wspierał w prawnych bataliach przeciw wywłaszczeniu. Odwiedzając rodzinę Sabriego po jego śmierci, Shehadeh był wstrząśnięty widokiem niewielkiej działki otoczonej z trzech stron stalowym ogrodzeniem, gdzie wchodzi się przez sterowaną z pobliskiej bazy wojskowej bramę z monitoringiem. Mówi o swoim podziwie dla nieugiętej postawy zmarłego, w obliczu stopniowej aneksji jego ziemi na potrzeby rozrostu izraelskiego osiedla Giv’on HaHadasza, w granicach którego praktycznie znajduje się teraz rodzinny dom Gharbich.

Trwający od lat rozrost osiedli izraelskich budowanych na terenie Zachodniego Brzegu Jordanu, wbrew obowiązującej wykładni prawa międzynarodowego, napawa Shehadeha szczególnym lękiem i gniewem. Według raportu opublikowanego przez Radę Praw Człowieka ONZ w 2013 r., na terenie Zachodniego Brzegu i należącej do niego według prawa międzynarodowego wschodniej Jerozolimy znajdowało się 250 osiedli zamieszkanych przez około pół miliona osób. Choć sam grodzony teren osiedli zajmował tylko 3 proc. Zachodniego Brzegu, w sumie aż 43 proc. ziem znajdowało się pod kontrolą samorządów osadniczych – rad lokalnych i regionalnych. B’Tselem, izraelska organizacja pozarządowa działająca na rzecz praw człowieka, zwraca uwagę na postępującą w ostatnich latach eskalację przemocy między arabskimi i izraelskimi mieszkańcami Zachodniego Brzegu, a także na bezkarność tych ostatnich i „pobłażliwość” władz izraelskich w ściganiu Izraelczyków odpowiedzialnych za stosowanie przemocy wobec Palestyńczyków. Jako prawnik Raja Shehadeh przez lata brał udział w nierównej walce przeciwko praktykom stopniowego odbierania ziemi i wywłaszczania palestyńskich właścicieli. To właśnie w nieprzerwanym rozroście osiedli autor widzi największe zagrożenie dla procesu pokojowego, nie tylko ze względu na postępującą dezintegrację przestrzenną Zachodniego Brzegu, ale także bezsilność Palestyńczyków i społeczności międzynarodowej w nakłanianiu władz Izraela do zatrzymania ekspansji. Ta bezsilność w obliczu ekspansji osiedli, strach przed przemocą ze strony osadników i gniew na ich bezkarność – pisze Shehadeh – przekłada się na radykalizację postaw w jego społeczeństwie.

W wielu fragmentach „Dziennika” autor podkreśla, jak niszczące może być zaślepienie ideologią. Jego zdaniem to właśnie z tego powodu Izraelczycy i Palestyńczycy przegapili wiele szans na pokój lub choćby znośniejszą koegzystencję. Pokazuje czytelnikowi, jak wielkie narodowe narracje skutecznie blokują próby nawiązania rzeczywistego dialogu między społeczeństwami izraelskim i palestyńskim. Żyjąc pod izraelską okupacją i podejmując, jak często przyznaje, nużące, upokarzające i nieefektywne wysiłki walczenia z nią drogą prawną, mimo wszystko sprzeciwia się tendencjom do tworzenia abstrakcyjnego i odhumanizowanego obrazu wroga, traktowania Izraelczyków jako monolitu. Dostrzega wysiłek pojedynczych obywateli i organizacji izraelskich działających na rzecz pokoju czy lepszego traktowania Palestyńczyków. Pisze o wpływie okupacji na okupowanych i okupujących, o tym, jak w obydwu społeczeństwach przyczynia się ona do utrwalania antydemokratycznych praktyk i skłonności; jak stwarza warunki, w jakich do głosu dochodzą ludzie o skrajnych poglądach, a ci bardziej umiarkowani stają się przedmiotem ataków. Ze smutkiem diagnozuje także przemianę, jaka zaszła w nim samym: człowieka, który, wierząc w koegzystencję dwóch narodów, nauczył się hebrajskiego na poziomie podstawowym, a teraz nie może znieść, gdy izraelska pomoc dentystyczna rozpoczyna z nim rozmowę telefoniczną w tym języku.

Przenikliwe spojrzenie Shehadeha i ostrze jego krytyki skierowane są nie tylko na politykę władz Izraela. Ze smutkiem i ironią autor analizuje również autorytarne posunięcia władz palestyńskich i pogłębiające się podziały wśród Palestyńczyków. „Dziennik czasu okupacji” otwiera bardzo sugestywna scena pikniku nad jeziorkiem w Wadi Kelt, gdzie po jednej stronie rozłożyli się przyjaciele Shehadeha, barwna grupa złożona z liberalnej palestyńskiej inteligencji i ich zagranicznych gości, a po drugiej ludzie ubożsi, religijni muzułmanie ubrani na konserwatywną modłę. Brak chęci do wspólnego biwakowania i sprzeczka, jaka wywiązała się między dwiema grupami, stanowi dla autora kolejny przykład podziałów religijnych, klasowych, politycznych i regionalnych obecnych w palestyńskim społeczeństwie. Mieszkając w Ramallah, miałam kontakt głównie z osobami, które mogłyby siedzieć po drugiej stronie jeziorka – tymi ubogimi i religijnymi. Oni także szeroko komentowali procesy dezintegracji palestyńskiego społeczeństwa, opowiadali o swoim wyobcowaniu z dominującego w Ramallah etosu nowej klasy średniej z jej uwielbieniem dla zachodniego stylu życia. Shehadeh komentuje te tendencje z dużą dozą ironii, opisując na przykład obowiązkowo zanglicyzowane menu w jednej z modnych restauracji w Ramallah i upór arabskich kelnerów do przyjmowania zamówień po angielsku od arabskich klientów.

„Dziennik” to książka godna polecenia każdemu, kto chciałby zbliżyć się do zrozumienia skomplikowanych realiów życia na Zachodnim Brzegu Jordanu. Raja Shehadeh oferuje krytyczny wgląd w tę rzeczywistość z bardzo osobistej perspektywy, co docenia recenzent „The New York Times”, pisząc, że „niewielu Palestyńczyków otworzyło swoje umysły i serca z taką szczerością”. Opisywane przez niego uczucia przygnębienia, znużenia codziennymi trudnościami i brakiem widoków na lepszą przyszłość udzielają się czytelnikowi i czynią z „Dziennika” wartościową, ale też i niełatwą lekturę. Przez swoją formę dziennika, najnowsza książka Shehadeha może niektórym czytelnikom wydać się także trudna do osadzenia w społeczno-historycznym kontekście i politycznych realiach konfliktu. Warto wtedy sięgnąć po dwie wcześniejsze książki tego autora, które są dostępne po polsku: „Palestyńskie wędrówki”(2011) i „Obcy w domu” (2012). „Dziennik czasu okupacji” stanowi wnikliwy i niezależny komentarz do codzienności izraelsko-palestyńskiego konfliktu, zupełnie inny od tego, do jakiego przyzwyczaiły nas media relacjonujące kolejne inicjatywy polityczne, operacje militarne czy pokojowe, z niemożliwą do spamiętania liczbą nazwisk, poglądów i dat. Komentarz pisarza, który, choć jak sam się określa, trwa „na pozycji uprzywilejowanego outsidera”, gotowego iść pod prąd i głosić niepopularne w swoim społeczeństwie poglądy, w moim przekonaniu potrafi uchwycić emocje, problemy i niepokoje Palestyńczyków żyjących pod okupacją.

 

Książka:                       

Raja Shehadeh,„Dziennik czasu okupacji”, tłum. Anna Sak, Karakter, Kraków 2014.

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 287

(27/2014)
8 lipca 2014

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj